Wydanie bieżące

1 lipca 13 (181) / 2011

Katarzyna Szopa,

WHICH SIDE ARE YOU ON?

A A A
Antyutopijne wizje, po Orwellu i Huxley’u, nie są już niczym zaskakującym, a wręcz wydaje się, że wpisują się w tendencyjny katastrofizm. Natomiast po lekturze najnowszej powieści niemieckiej pisarki, Juli Zeh, należy zapytać o rolę wyobraźni, której wytworami są takie kategorie jak wolność i dominacja. Autorka „Corpus delicti (proces)” stawia bowiem zasadnicze pytania o relację pomiędzy jednostką a zbiorowością, a także o różnicę pomiędzy prawem a sprawiedliwością. Kiedy władza, w postaci państwa czy instytucji, może naruszać dobro jednostki? I czy jednostka, wyłamując się z obowiązujących norm i schematów, może narażać dobro ogółu? Gdzie i czy istnieją granice prywatności i intymności? Powieść Zeh demaskuje (choć w mało odkrywczy sposób) mechanizmy rządzące społeczeństwem i wskazuje na ich oddziaływanie na kulturę i na życie każdego człowieka.

Karać i nadzorować

Tytułowe corpus delicti wskazuje na ciało, które stanowi clou sporu w powieści. Główną jej bohaterką jest Mia Holl, której historia zamyka się w kilku mniejszych, poszatkowanych narracjach. Powolna rekonstrukcja wydarzeń, przeplatana monologami i ideologicznymi polemikami, prowadzi do odsłonięcia szczegółów związanych z procesem, wyrokiem i karą, wymierzonych przez instytucję reprezentującą idealne państwo, rządzone według METODY. Z poszczególnych opowieści wyłania się wizja świata pochłoniętego kultem oświeceniowych idei, a przede wszystkim wiary w ludzki rozum. Skrajny racjonalizm, a także wskrzeszenie dawnych idei dotyczących ciała, ukazanego jako doskonały mikroorganizm społeczny, uśmiercenie duszy (a tym samym całkowity upadek religii chrześcijańskiej, której słabością była idea męczeństwa) i pozbycie się wszelkich chorób współtworzą osobliwą wizję nowego społeczeństwa Zachodu — wspólnoty wzajemnie dbającej o zdrowie, w świecie której wyeliminowane zostały bakterie, zarazki („Jakby w jakimś publicznym miejscu tego kraju istniały zarazki!”, s.10) i samoświadomość.

Stopniowo odsłaniany przed czytelnikiem proces Mii Holl, pełen absurdów i ideologicznych demagogii, przypomina horror rodem z Kafki — kobieta zostaje oskarżona o wygłaszanie publicznie i na gruncie prywatnym przemówień wrogich METODZIE, a także o nadużywanie zabronionych substancji toksycznych, takich jak alkohol i papierosy. Z dzisiejszej perspektywy świat pozbawiony chorób i szkodliwych używek wydaje się idyllą i utopią, ale w wydaniu Zeh przypomina to autorytarną przestrzeń opresji i przymusu bycia zdrowym/normalnym, a także ukazuje tragedię życia we wspólnocie. Zwolennicy METODY tworzą aparat państwa oparty na całkowitej kontroli społeczeństwa. Mia Holl, podobnie jak każdy obywatel, poddawana jest nieustannej kontroli zdrowia, czystości i sprawności fizycznej dzięki specjalnym czujnikom zainstalowanym w urządzeniach sanitarnych oraz dzięki regularnemu oddawaniu próbek moczu i krwi. Państwo ma być tworzone na wzór silnego, zdrowego organizmu, w obrębie którego panuje symbiotyczna koegzystencja — tak jak grypa jest zjawiskiem historycznym, tak wszelkie objawy rewolucji czy buntu tłumione zostają w zarodku. To państwo, które wystrzega się samobójców, a także skrajnych przejawów wolności (jak na przykład prawo do własnej choroby). Nietrudno zauważyć, że eugeniczny model łączenia obywateli w pary na podstawie zgodności systemów immunologicznych, określenie, że to, co zdrowe, jest normatywne, to jedynie powtórka tych samych idei, które lansowane były w wieku XX, a nawet wcześniej.

Na przeciwległych biegunach ideologicznej wojny stoją dziennikarz Kramer, cynik i zagorzały wyznawca METODY, oraz brat Mii, Moritz, reakcjonista walczący o wolność i o prawo do doświadczania własnej cielesności w jej pełnym wymiarze. „Po wielkich wojnach dwudziestego wieku pewien etap oświeceniowy doprowadził do istotnego odideologizowania społeczeństwa. Takie pojęcia jak naród, religia i rodzina gwałtownie straciły na znaczeniu. Zaczęła się epoka destrukcji. Ku zaskoczeniu wszystkich uczestniczących w tym procederze, ludzie na przełomie tysiącleci wcale nie czuli, że znajdują się na wyższym poziomie cywilizacyjnym, tylko byli rozproszeni i pozbawieni orientacji, czyli: bliscy stanu naturalnego. Bez przerwy mówiono o rozpadzie wartości. Utracono wszelkie poczucie pewności siebie i zaczęto znowu lękać się siebie wzajemnie. Strach zaczął rządzić życiem jednostek, strach rządził też wielką polityką. Nie zauważono, że po każdym akcie destrukcji musi nastąpić akt ponownego stworzenia. Jakie były konkretne tego skutki? Zmniejszenie się liczby urodzin, wzrost zachorowań na choroby uwarunkowane stresem, stany oszalałej agresji, terroryzm. Na dodatek nadmierne akcentowanie jednostkowych egoizmów, zanik lojalności i wreszcie załamanie się systemów zabezpieczeń społecznych. Chaos. Choroby. Rosnące poczucie niepewności” (s. 87). W paradoksalny sposób to właśnie polityczne i ideologiczne wywody Kramera obnażają pęknięcia idealnego systemu, który utrzymuje obywateli w nieustannej atmosferze lęku i terroru, pod groźbą choroby i pod groźbą… śmierci. Społeczeństwo zamknięte w sterylnej i paranoicznej przestrzeni żyje wedle zasady: wszystko, co ludzkie, jest mi obce.

Purity and danger

Bohaterka powieści, dotychczas przykładna obywatelka, po samobójstwie brata zaczyna dostrzegać pewne niedoskonałości systemu, w który do tej pory wierzyła. Po tym, jak oskarżono jej brata o gwałt i morderstwo, Mia popada w depresję i wyłamuje się z modelowych ram zdrowej jednostki. Bowiem METODA, w procesie pozbywania się chorób fizycznych, nie objęła całkowitą kontrolą psychiki swoich obywateli. Choroba psychiczna Mii jest reakcją wywrotową przeciwko działaniu logicznego i racjonalnego (a przede wszystkim patriarchalnego) systemu prawa, któremu podlega. Co więcej, wyimaginowana postać idealnej kochanki, która staje się alter ego głównej bohaterki, świadczy o istnieniu drobnej szczeliny w racjonalnym sposobie funkcjonowania METODY. Mia zaczyna tęsknić za harmonijną jednością duszy z ciałem — jednocześnie pragnie doświadczać bólu, który stanowiłby o istocie jej egzystencji: „Odmawiam zaufania społeczeństwu, które składa się z ludzi, a mimo to opiera się na strachu przed tym, co ludzkie. Odmawiam zaufania cywilizacji, która zdradziła umysł na rzecz ciała. Odmawiam zaufania ciału, które nie jest z mojej własnej krwi i kości, lecz stanowi kolektywną wizję normalnego ciała. Odmawiam zaufania normalności, która sama siebie definiuje jako zdrowie. Odmawiam zaufania zdrowiu, które samo siebie definiuje jako normalność. (…) Odmawiam zaufania polityce, która swoją popularność opiera wyłącznie na obietnicy życia wolnego od ryzyka” (s. 185).

Strategia oporu Mii jest nie tylko politycznym sprzeciwem wobec działań aparatu państwa i represji METODY, ale również sprzeciwem kobiety walczącej o prawo do własnej cielesności. Choroba staje się synonimem tego wszystkiego, co sytuuje się na marginesie bytu — państwo, przedstawione jako zdrowo funkcjonujący organizm, wydala z siebie wszystko to, co stanowi swego rodzaju inność, nadmiar lub zagrożenie. W analizowanej przez siebie teorii wstrętu Julia Kristeva wskazuje na istotny (i zarazem paradoksalny) fakt, że to, co zostało wydalone poza granice ciała, jest wciąż jego wytworem i zaistniało w obrębie funkcjonującego organizmu. Abject jest zatem kimś/czymś, kto/co należy bezpośrednio do wspólnoty, gdyż został/o w jej obrębie stworzony/e, lecz nie podlega akceptacji. To, posługując się słowami Kristevej, wyobrażona dziwność stwarzająca realne zagrożenie. W swojej utopijnej projekcji sam Kramer doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że reakcjoniści walczący o prawo do własnej choroby wywodzą się z samego środka społeczeństwa, a walka o możliwość decydowania o własnym ciele jest próbą rozdarcia społecznego porządku, który określa siebie jako normatywny.

Również Mia dostrzega, że czystość, zdrowie i ciało urastają do rangi kategorii politycznych, zamazując tym samym granice pomiędzy sferą prywatną a polityczną. Inaczej mówiąc, przestrzeń prywatna jest zarazem przestrzenią polityczną, a nawet, jak twierdzi Rebecca Johnson, sam fakt zaznaczania granic tego podziału jest już aktem politycznym. Tak rozumiana po Ranciere’owsku teoria świata jako obszaru uwikłanego politycznie urasta w powieści Zeh do rozmiarów potwornego demona, jakim staje się aparat państwa (nawet ciało jednostki jest jego własnością, własnością publiczną). Walka o określoną wizję świata, pełnego zarazków i chorób, jest walką o jego naturalny kształt. Bowiem zdrowy obywatel jest jednocześnie obywatelem uśpionym, pozostającym w stanie letargu. Natomiast choroba/ból/rana/doświadczenie traumy może być źródłem siły, może wywołać zdolność do oporu — tak jak chory organizm wytwarza przeciwciała. „Człowiek — mówi Moritz — musi swojego istnienia doświadczyć. W bólu. W odurzeniu. We wzlocie. W poczuciu absolutnej pełni władzy nad swoją egzystencją. Nad własnym życiem i śmiercią” (s. 90).

Powieść Zeh nie jest odkrywcza, powiela schemat wcześniejszych, najsłynniejszych antyutopii. Nie jest to również literatura zapierająca dech — przesycona nużącymi dialogami i wywodami narracja prowadzi do mało zaskakującego, wręcz przewidywalnego finału. Również dydaktyczny i moralny wydźwięk powieści jest niezwykle pretensjonalny: wiadomo, że współczesny świat dąży do takiej właśnie „sterylnej” polityki zdrowia i życia, podsycając jednocześnie wokół siebie paranoję związaną z zagrożeniem wybuchu kolejnej epidemii, pojawieniem się nowej bakterii w ogórkach, czy grypy przenoszonej przez zwierzęta. Powieściowa rzeczywistość á rebours w wydaniu Zeh jest dowodem na to, że światem rządzą niezmiennie te same mechanizmy, a powszechny terror piękności i kult młodości, prowadzące do hedonistycznego uwielbienia ciała, spychają cywilizację Zachodu w podobnym kierunku. Jaki zatem będzie ten nowy wspaniały świat? Nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że „życie może prowadzić do śmierci” (s. 186).
Juli Zeh: „Corpus delicti. Proces”. Przeł. Sława Lisiecka. Wydawnictwo W.A.B. Warszawa 2011 [seria: Don Kichot i Sancho Pansa].