Wydanie bieżące

sierpień 15-16 (183-184) / 2011

Anna Katarzyna Dycha,

BAABA KULKA W HOŁDZIE IRON MAIDEN

A A A
Muzyków formacji Baaba, znanej z eksperymentalnej twórczości mieszającej jazz i elektronikę, oraz zacną artystkę wokalną Gabrielę Kulkę połączyła miłość do metalowego guru, jakim dla wielu jest grupa Iron Maiden. Artyści zwarli szeregi, by zaprezentować oryginalne wersje heavymetalowych utworów. Rzecz jasna, przepuszczonych przez pełne pomysłów, otwarte głowy. Projekt miał być jednorazowy, a jego efekt zaprezentowany podczas koncertu w warszawskim Hard Rock Cafe przed trzema laty. Sukces pomysłu zachęcił jednak muzyków do zagrania razem trasy koncertowej. Postanowili też zarejestrować studyjne wersje coverów. Efekt znajdziemy na zapakowanej w żółte pudełeczko płycie.

Już pierwszy utwór – „The number of the beast” – przenosi nas w muzyczne rejony kompletnie inne od tych, w których porusza się Bruce Dickinson i spółka. Klawisze, sekcja dęta plus świetny żeński wokal. Dalej mamy skoczne „Wrathchild” z fletami, improwizacją na saksofonie i handclapami, singlowe „Aces high” z elektroniczną zwrotką i skontrastowanym z nią przestrzennym refrenem i przesycone estetyką world music, ponad siedmiominutowe „To tame a land”.

Zaskakiwani jesteśmy co chwila. Gitarowe riffy przeplatane są wstawkami saksofonowymi czy klawiszową elektroniką, a Gaba prezentuje życiową formę. Choć to akurat żadna niespodzianka nie jest. Imponującemu, eklektycznemu zestawowi udaje się też spoić nowoczesność i tradycję.

W „The ides of march” artyści raczą nas chorałem gregoriańskim! „Prodigal son” zdaje się brzmieć lepiej niż oryginał. Z balladowej kompozycji uczyniono pełną werwy piosenkę, której charakteru nadają klawisze i flety. Energią eksploduje również „Children of the damned” – mój ulubiony fragment płyty. W kompozycję z początku lat 80. wstąpiło zupełnie nowe życie. Zwróćcie uwagę na rytmiczną zmianę na początku utworu i bębniarską galopadę w jego połowie. Nie waham się zakrzyknąć: - Mistrzowie! Po przynoszącym pewne uspokojenie „Flight of the Icarus” dostajemy „The Clairvoyant”. Jego aranżacja przyprawia o zawrót głowy. I reggae, i „Lambada”. Przy tej wersji heavymetalowego utworu można rzucić się w wir tańca. Na koniec powiew Trójkowej „Siesty”. „Still life” kołysze w rytmie bossa novy.

Grając kompletnie przearanżowane, często trudne do poznania utwory Iron Maiden, Baaba Kulka mruga do nas okiem. Pastiszowy charakter tego projektu to jego wielki atut. Lekkość i poczucie humoru zniewalają. Choć nie wszyscy je zrozumieli i poczuli się urażeni zbyt nowatorskim – jak na ich gust – podejściem. Sęk w tym, że muzykom nie można odmówić szacunku dla heavymetalowej tradycji. Wszak właśnie potrzeba złożenia hołdu kultowej grupie skłoniła ich do połączenia sił. Współpraca uwolniła kipiące energią i świeżością pomysły. A projekt z eksperymentu, którym miał początkowo być, urósł do rangi wydarzenia. Oby więcej takich odważnych przedsięwzięć na naszej scenie.
Baaba Kulka [Mystic Production, 2011].