Wydanie bieżące

1 września 17 (185) / 2011

Mirella Siedlaczek-Mikoda,

ZNANY JAKO GAMMA

A A A
Można zadać pytanie: kto dziś czyta Jerzego Putramenta? W miejscowej bibliotece nie znalazłam ani jednego tytułu jego autorstwa. Może zbiory nie są najlepsze, kiedyś była to filia przeznaczona dla młodych czytelników, może nikt się nie interesował książkami autora i zlikwidowano na przykład tomy „Pół wieku” albo „Dwóch łyków z Ameryki”. W każdym razie Putramenta tam nie uświadczysz, z Miłoszem jest lepiej, ale bez rewelacji. Kto kupowałby lakierowane tomiska, gdy czytelnicy domagają się światowych bestsellerów. Ty, polski inteligencie, szukaj innych filii albo swoje wydumane chęci obcowania z wysoką literaturą realizuj na koszt własny. Na szybie biblioteki pojawiła się zapowiedź wystawy z okazji roku Noblisty, codziennie idąc po bułki i gazety mogę sobie popatrzeć na dwudziestoletniego Miłosza. Teraz miałam okazję prywatnie uczcić rok Miłosza lekturą okolicznościową

Emil Pasierski nadał swojej monografii tytuł „Miłosz i Putrament. Żywoty równoległe” i na kilkuset stronach w żywym dyskursie wciąga nas w historię – nie przyjaźni, raczej koleżeństwa, czasowej współzależności. Jak udowadnia Pasierski, okres młodości i pierwszego przecięcia się losów Miłosza i Putramenta okazał się decydujący dla późniejszej legendy ich wzajemnych kontaktów. Miłosz przeniósł Jerzego Putramenta do historii literatury, czyniąc go niechlubnym bohaterem pamfletu politycznego, jakim był „Zniewolony umysł”. Jak pamiętamy, po dwóch rozdziałach teoretycznych inspirowanych Witkacym oraz strategią ketmana następowały cztery rozdziały poświęcone postawom względem socjalizmu reprezentowanym przez Alfę (Jerzego Andrzejewskiego), Betę (Tadeusza Borowskiego), Gammę (właśnie Putramenta) oraz Deltę (Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego). Czytelnicy polscy łatwo deszyfrowali owe pseudonimy, zwłaszcza że w przypadku Bety autor zamieścił cytaty z opowiadań obozowych. Z innymi również nie było problemu: znaczący sukces „Ładu serca” – przedwojennej powieści Andrzejewskiego – sprawił, że łatwo połączono go z Alfą, Putrament dzierżył władzę w strukturach partyjno-literackich, był apologetą nowej władzy i dbał o jej propagandowy wizerunek, wielki talent Gałczyńskiego przegrywał z nałogiem, do czego odwoływał się Miłosz. I tak dalej, mało przyjemnie, często plotkarsko. Ponieważ to jednak z Putramentem dzielił poetę największy konflikt przekonań, to właśnie o nim traktuje ta praca.

Połowa książki poświęcona jest okresowi międzywojennemu – najpierw życiu studenckiemu, później początkom zawodowej kariery w Wilnie, autor takie rozłożenie akcentów uzasadnia kluczowością zdarzeń, które wówczas nastąpiły. Początek znajomości nie jest fortunny, lewicowość Miłosza zderza się z narodowymi poglądami Putramenta. Trudno również nie docenić aspektu psychologicznej nierówności i kompleksu braku talentu, którego można było się nabawić w kręgu przyszłego noblisty.

Czytelnikowi monografii proponuje się drobiazgowe, na ile to możliwe na tym poziomie wiedzy biograficznej, prześledzenie wzajemnych kontaktów – tych na niwie towarzyskiej i artystycznej. Nie widzę potrzeby streszczania ich w tym miejscu, autor czyni to wystarczająco wyczerpująco. Zakończenie wojny i konsekwencje dokonanych przed nią i w trakcie jej trwania wyborów sprawiają, że hierarchia ważności, przynajmniej ta oficjalna – dla świata. „Po krótkim okresie, kiedy początkowy przepojony wileńskimi sentymentami entuzjazm ze spotkania po apokalipsie minął, obaj zdali sobie jasno sprawę, że układ ich wzajemnego odniesienia uległ diametralnej reorientacji. Wyraźnej dominacji Miłosza na niwie poetyckiej przeciwstawiona została – nie bez satysfakcji jego kolegi – hegemonia Putramenta w sprawach politycznych, drugorzędnych dotąd, a teraz o kluczowym znaczeniu – także w literaturze” (s. 183). Rozpoczął się kontrowersyjny etap biografii noblisty – krótka służba dyplomatyczna. W jej rozpoczęciu pomogło wstawiennictwo kolegi, który uzyskał atrakcyjniejszą synekurę – najpierw posadę w Bernie, następnie w ambasadzie w Paryżu, Miłosz wyjechał do konsulatu w Nowym Jorku, potem został przeniesiony do ambasady w stolicy Stanów Zjednoczonych. W 1950 roku skierowany via Paryż do Warszawy poeta przeżywa trudny okres rozłąki z rodziną, pełen niepokoju o żonę i mającego się narodzić syna. Wyjeżdża z kraju definitywnie po kilku miesiącach, stając się początkowo współpracownikiem paryskiej „Kultury”. Po dwóch latach ukazuje się „Zniewolony umysł”, na który Putrament odpowiada tekstem „Coś z Miłosza”, sprowadzając wykładnię książki do pamfletu: „Umniejszanie rangi »Zniewolonego umysłu« i daleko idące redukowanie jego uniwersalnego przesłania, wynikające po części także ze specyfiki perspektywy krajowego odbioru książki, było dla Putramenta rozwiązaniem w istocie bardzo wygodnym i nigdy później przez dziesięciolecia na wyszedł on poza tak wyznaczoną strategię oceny dzieła Miłosza. Odpowiadając, jak mniemał, na zwykły atak personalny, czy nawet paszkwil (…) mógł czuć się Putrament polemistą co najmniej równorzędnym i liczyć na to, że jego głos, wzmocniony tubą aparatu propagandowego PRL, zyska znacznie donośniejszą rangę” (s. 244).

Dane było Putramentowi przeżyć moment otrzymania przez rywala Nobla czy jego pierwszą po nagrodzie wizytę w Polsce, nie skomentował jednak żadnego z tych wydarzeń. Jako że nie dożył ponownego zamieszkania Miłosza w kraju, nie mogło dojść do konfrontacji, na którą zapewne czekaliby historycy literatury. Przy czym sam Miłosz wypowiadał się na temat ich kontaktów, dorzucając wspomnienia z czasów młodości.

W orientacji w chronologii pomaga dołączone do książki kalendarium życia obu pisarzy ze wskazaniem wspólnych elementów, pozwala ono także czytelnikom nie zajmującym się poezją dwudziestego wieku zawodowo uczestniczyć w tej intelektualnej przygodzie, która stała się udziałem Pasierskiego. Badacz odsyła zainteresowanych do bibliografii – krótko komentując ją w posłowiu oraz wypunktowując w osobnej części. Nie mam wystarczających kompetencji badacza, aby określić, czy praca naukowa wiele wnosi w dziedzinę miłoszologii, czy też jedynie porządkuje lub upowszechnia fakty. Mogę jedynie potwierdzić, że lektura sprawia intelektualną przyjemność obcowania z piękną literaturą i niezłym przykładem biografistyki.
Emil Pasierski: „Miłosz i Putrament. Żywoty równoległe”. Wydawnictwo W.A.B. Warszawa 2011 [seria: Fortuna i Fatum].