Wydanie bieżące

15 października 20 (188) / 2011

Justyna Kuźnik,

KANON CZY KANONADA?

A A A
Tak to już jest, że przeniesione na teren literatury problemy życia poszczególnych mieszkańców miast, regionów czy państw okazują się niezwykle bliskie czytelnikom, których pozornie nie wiąże z nimi nic. Nie inaczej jest w przypadku mikrokosmosu, jakim jest Górny Śląsk: w opublikowanym właśnie „Małym kanonie górnośląskim” pod redakcją Zbigniewa Kadłubka przy współpracy Łucji Staniczkowej włączony zostaje on w makrokosmos świata. Zebrane zostają tu zarówno utwory w ścisłym sensie górnośląskie (czyli te, które powstały lub których akcja rozgrywa się na Górnym Śląsku), jak i te, które niekoniecznie opowiadają o tym regionie, ale za to – jak przypuszcza Kadłubek – są lub mogą być Górnoślązakom bliskie. W efekcie spektrum jest ogromne: rozciąga się bowiem od starożytności (dzieła Homera czy Ajschylosa) do czasów współczesnych (opublikowany w zeszłym roku „Lajerman” Nawareckiego).

„99 książek” to jednocześnie 99 haseł. W „małym kanonie” każde z nich składa się z trzech części: krótkiej informacji o autorze dzieła, krótkiego eseju o książce lub utworze oraz – również krótkiego – fragmentu tekstu. Ich autorami są, jak pisze Zbigniew Kadłubek, „znakomitości życia intelektualnego Górnego Śląska i Polski, akademicy, nauczyciele, dziennikarze, literaci, działacze na rzecz regionu i śląskiego języka regionalnego” (s.18). Autorami 99 książek są z kolei ludzie pochodzący z Górnego Śląska (jak np. Norbert Bonczyk, Karol Miarka czy Marek Szołtysek), osoby, które przeprowadziły się tu z jakiegoś innego rejonu Polski (jak np. Pola Gojawiczyńska), ale też i takie, które z Górnym Śląskiem nie miały nic wspólnego (jak Kazimierz Sławiński). Zaliczają się do nich także zagraniczni pisarze, których dzieła nawiązują w pewien sposób do problematyki górnośląskiej – a raczej życie Górnoślązaków, ich charakter, rozterki i radości, znajdują swoje odbicie w światowych dziełach. Rozrzut jest w tej grupie autorów niebywały: Homer, Ajschylos, Herta Müller, Wendell Berry, Giuseppe Bonaviri, Amos Oz… Nic dziwnego też, że to obecność takich „Górnoślązaków” przykuwa uwagę w największym stopniu.

Pisząc o książkach lub utworach, autorzy esejów zwracają uwagę na kwestie rozmaite; najważniejsze jednak wydaje się wyjaśnienie, w jaki sposób dane dzieło zaangażowane jest w górnośląskość. „Zaangażowanie” to rozumieć można wielorako. I tak na przykład możemy dowiedzieć się, że jako „górnośląska” może jawić się „Odyseja”. Kadłubek sugeruje czytelnikom, że życie mieszkańców Górnego Śląskiego, podobnie jak życie homeryckiego bohatera, zawsze było, jest i będzie tułacze, a cechujące Odyseusza zaradność i pragmatyzm to cechy iście górnośląskie. Ponadto jednym z powodów, dla których Górnoślązak powinien przeczytać „Odyseję” jest uświadomienie sobie, że arcydzieła literatury pisane są w dialektach (s.136-137). Nie ulega wątpliwości, że na zupełnie innej zasadzie zaangażowane w górnośląskość będą na przykład utwory Horsta Bienka. W małym kanonie znajdują się opisy dwóch jego dzieł: „Pierwsza Polka” i „Podróż w krainę dzieciństwa. Spotkanie ze Śląskiem”. Autorzy owych opisów, czyli Halina Nocoń i Zbigniew Kadłubek, zgodnie podkreślają fakt, że dla Bienka Górny Śląsk był czymś najpiękniejszym na świecie, a współcześni jego mieszkańcy powinni uczyć się od pisarza miłości i szacunku dla swojej (małej) ojczyzny. Zaangażowaniem w górnośląskość może również być umiejętność dostrzeżenia trudności, jakie przynosić może zamieszkiwanie tego regionu. O skomplikowanym losie Górnoślązaków oraz o tym, jak trudno żyć w miejscu, „które jednocześnie jest i go nie ma” (s.175) traktuje powieść „Piąta strona świata” Kazimierza Kutza, nad którą pochylił się Dariusz Nowacki.

Warto zastanowić się nieco dłużej, czym jest „Mały kanon górnośląski”, jak mógłby funkcjonować i do kogo jest skierowany. Jeśli spojrzymy do „Słownika języka polskiego PWN”, znajdziemy tam wiele definicji słowa „kanon”. Dowiemy się m.in., że kanon to „norma ogólnie przyjęta”, „zbiór zasad, ustaw, tekstów o podstawowym znaczeniu”, ale też i „zbiór ksiąg uznanych przez kościół za święte”. Na zrębach tych znaczeń zdaje się powstawać definicja „małego kanonu górnośląskiego”, przy czym Kadłubek odwołuje się we wstępie również do etymologii. W ten oto sposób dowiadujemy się, że grecki odpowiednik tego słowa jest równoznaczny z „patykiem do mierzenia, regułą, przepisem”, a zatem kanon oznacza coś, co „wprowadza porządek” i „coś, wedle czego możemy się orientować” (s.8). Warto dodać, że, jak pisze Kadłubek, kanon ma pomagać ludziom nie tylko w doborze odpowiednich lektur, ale i ułatwiać kontakt z fenomenem górnośląskości – ma więc być pomocny w zrozumieniu Górnego Śląska i Górnoślązaków (s.8). Do kogo jest zatem skierowany? Może znaleźć on adresatów zarówno wśród osób, które wywodzą się z Górnego Śląska i los tego rejonu leży im na sercu, jak i wśród tych, które nie mają z nim nic wspólnego, ale w jakiś sposób interesuje ich tematyka regionów i dialogu międzykulturowego. Zbigniew Kadłubek sugeruje nawet, że podczas czytania książki „można nawet zapomnieć o Górnym Śląsku” i  „swobodnie wpatrzeć się w uniwersum ludzkich spraw” (s.17). Uniwersalny charakter książek wchodzących w skład zbioru skłaniałby do przekonania, że „Mały kanon górnośląski” nie ma w istocie określonego kręgu czytelników, a skierowany jest, najogólniej rzecz ujmując, do wszystkich, którzy tylko zechcą się z nim „zaprzyjaźnić”.

Pozostaje jeszcze kwestia górnośląskiego charakteru języka utworów wchodzących w skład kanonu. Autorzy 99 książek to ludzie piszący w różnych językach. Są tacy, jak np. Marek Szołtysek czy Zbigniew Kadłubek, którzy posłużyli się w swych książkach gwarą śląską. Ale istnieją też tacy, których dzieła są niemiecko-, czesko-, a nawet włosko- czy greckojęzyczne. Pojawia się zatem pytanie, czy oni także pisali/piszą po (górno)śląsku? Okazuje się, że tak, ale tylko pod warunkiem, że będziemy postrzegać Górny Śląsk jako miejsce, jak powiada Kadłubek, duchowego spotkania. Zaznacza on, że literatura regionalna powstawać może zarówno w języku państwowym, jak i w języku regionalnym lub dialekcie. Może również przyjmować formę mieszaną (s.16-17). Najważniejsza zdaje się być kwestia zaangażowania w poszukiwanie odpowiedzi na „różne górnośląskie problemy i tęsknoty” (s.9). Nie bez znaczenia jest również umiejętność dostrzegania i kontaktowania się z górnośląskim fenomenem. W jakim języku można zatem pisać po (górno)śląsku? Zbigniew Kadłubek przekonuje czytelników, że w każdym (s.17).

Wróćmy na koniec do pytania, które, na podstawie opinii Aleksandra Nawareckiego, zostało postawione w tytule. Kanon górnośląski czy ogólnośląska kanonada? Myślę, że każdy, kto zerknie do omawianej książki przyzna, że „z małego górnośląskiego kanonu wyłania się z hukiem ogólnośląska [a może nawet ogólnopolska? – J.K.] kanonada”.
„99 książek, czyli mały kanon górnośląski”. Red. Zbigniew Kadłubek (przy współpracy Łucji Staniczkowej). Księgarnia św. Jacka. Katowice 2011.