Wydanie bieżące

15 października 20 (188) / 2011

Ewelina Suszek,

SZALEŃSTWO ODNALEZIONE

A A A
Moc przyciągania
Jeżeli o niebezpieczeństwie szaleństwa miałaby świadczyć jego moc przyciągania, to mamy powód do niepokoju. O popularności tej tematyki najlepiej przekonuje wysoka frekwencja wśród słuchaczy IV Ogólnopolskiej Konferencji Naukowej WolnoMISHlicieli „Przygody nierozumu: szaleństwo – myśl – kultura”, zorganizowanej na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. I chociaż wydawałoby się, że termin 15-16 września nie nakłania do zbyt ochoczego odwiedzania murów uczelni, w tym przypadku było zgoła inaczej. Wśród prelegentów, a także biernych uczestników konferencji, znaleźli się studenci i doktoranci z ośrodków akademickich z całej Polski: Uniwersytetu Jagiellońskiego, Uniwersytetu Warszawskiego, Uniwersytetu Wrocławskiego, Uniwersytetu Szczecińskiego, Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, Uniwersytetu Adama Mickiewicza i – oczywiście – gospodarza konferencji, Uniwersytetu Śląskiego. Cieszy także wizyta gości niezwiązanych bezpośrednio z uczelnią, także licealistów. To dowód na to, że szaleństwo jako temat refleksji naukowej może być nader atrakcyjne. Tkwi w tym zresztą pewien paradoks. Podczas oficjalnego otwarcia konferencji obnażyła go (szczęśliwie dla organizatorów – całkiem życzliwie) Dyrektor Międzywydziałowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych UŚ prof. Olga Wolińska, honorowy patron konferencji, zauważając, że uniwersytet, który uchodzi wszak za ostoję racjonalizmu, zwraca się ku temu, co irracjonalne i szalone, zaś przygody rozumu wydają się interesować go mniej niż „nierozumu”.


Szaleństwo bez granic
Zwrot ten ma już zresztą swoją – nie tak znowu krótką – historię. Jeśli w dziewiętnastym wieku zainteresowanie fenomenem szaleństwa przybierało zwykle formę, by tak rzec, egzystencjalno-artystyczną, to miniony wiek uznać można – za sprawą psychoanalizy i rozwoju psychologii – za czas naukowego, jeśli nie wręcz akademickiego, oswajania tego, co szalone. Próbując kontynuować ten wysiłek dziś, dysponuje się zatem nie tylko całą biblioteką pozycji obowiązkowych i autorów kanonicznych – konferencja potwierdziła, że dla przedstawicieli wielu dziedzin refleksji humanistycznej prawdziwym klasykiem zdążył stać się Michel Foucault – ale także cały szereg toposów humanistycznego dyskursu poświęconemu szaleństwu: od Platońskiej koncepcji furor poeticus, przez Szekspirowskie „W tym szaleństwie jest metoda” do współczesnych toposów szaleństwa jako doświadczenia cennego i ubogacającego, a za sprawą rozwoju farmakologii zanikającego, interesującej figury „dobrego szaleńca”, a w końcu przekonania o niemożności przeprowadzenia granicy pomiędzy szalonym a nieprzeciętnym.

Chociaż historia szaleństwa jako tematu prac Koła Naukowego WolnoMISHlicieli jest zdecydowanie krótsza, należałoby wspomnieć w tym miejscu, że przez cały ubiegły rok akademicki jego członkowie analizować próbowali fenomen szaleństwa, a także jego rolę w różnorodnych dziedzinach sztuki, nauki i działalności kulturowej. Pragnęli oni nie tyle duplikować powszechnie znane „wielkie narracje” szaleństwa, co pochylić się nad jego przypadkami szczególnymi i mikrohistoriami. W ramach tego interdyscyplinarnego projektu zorganizowano wyjazdowe Sympozjum „Szaleństwo sztuki, szaleństwo wiedzy”, panel dyskusyjny „Mistyka a mistycyzm. Między racjonalnością a szaleństwem”, a także cykl otwartych wykładów eksperckich, prowadzonych przez pracowników naukowych Uniwersytetu Śląskiego różnych wydziałów: dr. Mirosława Piróga (Instytut Filozofii), dr. Jacka Kurka (Instytut Historii), mgr lek. Ewę Wojtynę (Instytut Psychologii) oraz dr. hab. Ryszarda Koziołka (Instytut Nauk o Literaturze Polskiej im. Ireneusza Opackiego). Wrześniowa konferencja stanowiła zatem rodzaj zwieńczenia wcześniejszych przedsięwzięć. Organizatorom i tym razem zależało na wieloaspektowym, przekraczającym granice poszczególnych dziedzin badawczym spojrzeniu. Stąd rozmaitość sekcji tematycznych: filozofia, szaleństwo i społeczeństwo, psychologia, moda na szaleństwo, gender, szaleństwo wiedzy, literatura, szaleństwo wiary, schizoanaliza, transgresja, film, zmierzch szaleństwa… Trzeba jednak przyznać, że tytuły sekcji okazały się, co prawda koniecznymi, ale jedynie upraszczającymi etykietkami, w praktyce bowiem interdyscyplinarność referatów pokazała, że szaleństwo – przynajmniej jako przedmiot badawczy – bywa bezgraniczne.

Karnawał interpretacji?
Ważnym punktem w programie okazały się wystąpienia zaproszonych gości. Konferencję rozpoczęły odczyty trzech z nich: dr. Mirosława Piróga („Kultura na kozetce”),
dr. Pawła Ćwikły („W tej metodzie jest szaleństwo”) oraz dr. Pawła Grafa („Czy futurystyczni bohaterowie byli szaleńcami?”). Pomimo oczywistego zróżnicowania poruszanych przez prelegentów wątków, można powiedzieć, że już na wstępie zarysowali oni problemy, nader często przewijające się w późniejszych referatach. Chodzi tu przede wszystkim o kłopotliwą opozycję zdrowy-chory oraz dość ponurą diagnozę o „immanentnej chorobie psychicznej toczącej naszą cywilizację”. Wydaje mi się, że nie byłoby objawem szaleństwa dopatrywanie się pewnej klamry kompozycyjnej konferencji. Pozwala na to nie tylko ponowne przywołanie słów Poloniusza, ale także sfinalizowanie spotkania silnym głosem autorytetów, reprezentujących zupełnie odmienne dziedziny refleksji humanistycznej: prof. Kazimierza Zgryzka („Ochrona zdrowia psychicznego przez pryzmat »Ustawy o ochronie zdrowia psychicznego« oraz »Kodeksu postępowania karnego«) i prof. Tadeusza Sławka („»Choć to szaleństwo, to jest w nim metoda«. Karnawał interpretacji”). Trudno nazwać ich odczyty karnawałem, popisem wirtuozerii – już znacznie łatwiej. I to nie tylko z powodu wysokiego poziomu merytorycznego oraz błyskotliwości wywodów (ostatecznie z racji doświadczenia i urzędu profesorom to przysługuje), ale przede wszystkim żywiołowej, pochłaniającej dyskusji po wystąpieniu. Na tyle pobudziła ona umysły słuchaczy, że można ją uznać za znakomitą terapię przeciwko… nierozumowi. Wracając do szaleństwa, wypada przyznać, że kolejny paradoks z nim związany świetnie odkrył prof. Sławek, wskazując, że kto chce wyjaśnić fakt szaleństwa, wikła się w jego językową formę – oszalały dyskurs specjalistów. Zgadzając się z tą myślą, prof. Zgryzek, nauczony wieloletnim doświadczeniem prawniczym, nie mógł jednak nie dodać, że to, co na gruncie teorii jest trudne do zdefiniowania, w praktyce, jaką jest na przykład prawo, wymaga jednoznacznych rozwiązań. Nie zmienia to jednak faktu, że w ciągu dwóch dni obrad prelegenci konsekwentnie unikali jednoznacznych rozwiązań. Nawet profesorowie z pokorą musieli przyznać, że ostatecznie nie mogą wyjaśnić tajemnicy szaleństwa. I kto wie, może był to największy sukces konferencji – bo przecież gdyby rozum wyjaśnił nierozum, czy ocalałoby szaleństwo?

Nie stracić głowy
Już wielokrotnie przywoływany w trakcie konferencji Platon wiedział, że w zdrowym ciele zdrowy duch, dlatego po intensywnym głowieniu się nad istotą szaleństwa, zasłużoną nagrodą dla uczestników naukowych dysput (a przy okazji profilaktyką zdrowia, nie tylko psychicznego) okazała się… wycieczka rowerowa. W jej trakcie pilot Rudolf Wróbel odkrywał sekrety historii okolicy katowickiego Nikiszowca, zwyczaje mieszkańców, perełki architektury i regionalne smaki. Wycieczka zorganizowana została dzięki uprzejmości Instytucji Kultury Katowice – Miasto Ogrodów. Instytucja wykazała również wsparcie, zapewniając materiały promocyjne dla uczestników konferencji.
Patronat medialny nad konferencją objął „artPAPIER”.