Wydanie bieżące

1 listopada 21 (189) / 2011

Anna Katarzyna Dycha,

BIAŁYSTOK UP TO DATE FESTIWAL. BYŁY ŁADNE I TŁUSTE PIOSENKI ORAZ DOBRE BITY

A A A
Trzy sceny z muzyką elektroniczną i hiphopową, wystawa sztuki współczesnej, ocierające się o siebie tłumy, festiwalowe szaleństwo. Kilka tysięcy osób opanowało w ostatni weekend września powojskowe magazyny przy Węglowej w Białymstoku. Ściągnęli tu na Up To Date Festival.

Eklektyczna muzyka elektroniczna i niebanalny hip hop spotkały się z innymi dziedzinami sztuki. Białystok Up To Date Festival od początku miał być jedyną w swoim rodzaju platformą spotkań. Oddolna inicjatywa wymyślona przez pełnych energii młodych białostockich osobników, hołubiących nowe trendy i jednocześnie dbających o znane nazwiska, przerosła oczekiwania wszystkich. Już zeszłoroczna impreza zaskoczyła. Przy muzyce kilkudziesięciu artystów z całego świata bawiło się 3000 ludzi. Dla wszystkich chętnych nie starczyło biletów.

Za nami kolejna edycja festiwalu. Trudno uwierzyć, że dopiero druga. Impreza bardzo szybko zbudowała swoją markę. Jest rozpoznawalna, kojarzona ze stolicą Podlasia, tworzy nową jakość w białostockiej przestrzeni. Organizatorami Białystok Up To Date Festival są Stowarzyszenie Pogotowie Kulturalno Społeczne, agencja Audiosfera Pro, kolektyw Eastern Borderline Massive oraz podlaskie środowiska twórcze.

Dzień 1 – hiphopowy namiot, stan skupienia i sztuka

Ceniony ambientowy producent – Biosphere z Norwegii, to jedna z trzech największych festiwalowych gwiazd (oprócz niego wystąpili też jeden z najlepszych europejskich zespołów hiphopowych – Looptroop Rockers ze Szwecji, i legenda techno – Robert Hood ze Stanów Zjednoczonych).

Pełen chłodnych, organicznych brzmień, okraszony wizualizacjami set Norwega był najmocniejszym punktem sceny „Stan skupienia”. Pozwolił zanurzyć się w wypełniających przestrzeń dźwiękowych plamach. Z kolei Yagya z Islandii zmusił siedzących na ogromnych poduchach ludzi do rzucenia się w wir tańca.

Ale naszą tegoroczną przygodę z Up To Date zaczęliśmy od namiotu hiphopowego. To rozstawiona między magazynami z czerwonej cegły festiwalowa nowość. W czasie dwóch dni (a raczej wieczorów i nocy) wystąpiła tu reprezentacja krajowej sceny hiphopowej, zagrali m.in. Łona&Weber, Parias, Diox&The Returners, Zeus, Wysoki Lot. Powiew zachodnich trendów przynieśli Dope D.O.D z Holandii – objawienie europejskiego hip hopu. Mięsiste bity, świetne wokale, sceniczna energia. Podrygiwaliśmy wśród słuchaczy w bluzach z kapturem i czapkach z daszkiem.

Ale Białystok Up2d8 Festival to nie tylko muzyka. „Daj muzykę bez sztuki, a rozdziobią nas i kruki, i wrony, jedno bez drugiego, to jest pomysł poroniony” – te słowa były mottem towarzyszącej festiwalowi wystawy „We care more!”. Zajęła ona dwie z hal kompleksu na Węglowej. Design, streetart, szablony, oryginalne rowery, grafika, rzeźba. Swoje prace pokazali m.in. Ars Thanea, HAKOBO, Kuztom Kreationz, Piotr Jaworski aka Hejz, Wojciech Koronkiewicz, iamgabz, StudioKXX czy Orzech. Znakomity poziom, świetne miejsce na tego rodzaju przedsięwzięcie. Niestety tak dobrze nie było już w przypadku performance’u „Tryümphus curulis” („Wielki triumf”) w wykonaniu Teatru Kolegtyw i Jesus is a Noise Commander, którego główny element stanowił live act – spawania na żywo rzeźby ze złomowanej stali. Wprawdzie wpisał się on w postprzemysłową przestrzeń, ale zastrzeżenia budzi forma. Nie zawsze fajerwerki są dobrym pomysłem na poruszenie odbiorcy.

Dzień 2 – elektroniczna moc płynie z lasu

W sobotę namiot ponownie był areną hiphopowego widowiska. Szwedzi z Looptroop Rockers (przyciągnęli największe tłumy) z luzem, transglobalną energią i otwartością promowali najnowszy album „Professional Dreamers”. Widać, że scena to ich żywioł. A publika, wybierając się na ich koncert, może być pewna, że otrzyma potężną dawkę pozytywnych emocji.

Na ich brak nie mogli też narzekać wszyscy zgromadzeni w magazynie nr 10. Tutaj rządziła elektronika. Oprawa graficzna sceny (w piątek szczelnie skrywana) wprawiła nas w pewne osłupienie i nieopisaną radość. Organizatorzy postawili na… leśną scenerię! Drzewa, miś, lisek, sowa – wszystko gustownie wycięte z drewnianych płyt i podświetlone. Mogliśmy oglądać już nie tylko laptopy artystów generujących elektroniczne dźwięki.

Na pierwszy ogień poszedł Coco Bryce, przy którym od razu bawiły się tłumy ludzi. Napięcie nie spadło już przez cały wieczór. Kolejni elektro-mistrzowie – Slugabed, Remarc, duet 16 BIT czy Scratch Perverts, nie pozwalali na chwilę wytchnienia.

Pod względem zjawiskowości występu równych sobie nie miał tu Ed Cox z brytyjskiego Cambridge. Wymalowany jak clown wygrywał skoczne melodyjki na akordeonie, łącząc je ze ska, jungle czy breakcore’em. Cyrkowy artysta wybrał się na wycieczkę leśnymi ścieżkami!

Mimo dobiegających z sąsiadującej hali głośnych dźwięków techno, nie sposób było pozostać obojętnym na zaproponowaną przez Brytyjczyka mieszankę. Elektronika stała się bezapelacyjną królową festiwalu.

A impreza była może jedną z nielicznych, która przyciągnęła tak zróżnicowaną publikę. Młodzieńców w dresowych bluzach i sportowych butach i tych z okazałymi dreadami, panie w wysokich szpilkach i jaskrawym makijażu oraz bywalczynie klubów muzycznych pokroju białostockiego Metra. Festiwalowe minusy? Mały wybór napojów bezalkoholowych (wody ochrona wnieść nie pozwalała) i pani fotograf jednego z białostockich portali, która na scenie elektronicznej zdawała się być ważniejsza od występujących tam didżejów. Jednak ta edycja festiwalu była ciekawsza od zeszłorocznej. Lepiej zorganizowana, przemyślana, porywająca muzycznie.

Jak to skąd? Z Fejsa!

Atmosferę wokół imprezy budowano od miesięcy. Facebookowa gorączka, festiwalowy blog, stopniowo ujawniane gwiazdy, didżejskie warsztaty, naklejki i znaczki w kształcie festiwalowego logo w kopertach Poka Poka, spoty promocyjne – na czele z tym, który zawładnął Internetem.

Na ponad tydzień przed imprezą wypuszczono klip, którego pomysłodawcą był Kwik Eklektyk. Oto jeden z białostockich radiowców przechadza się po parkowych alejkach Plant i pyta o zbliżający się Up To Date Festival. O dziwo zaczepieni młodzi ludzie nie potrafią wymienić ani jednego festiwalowego artysty. Co innego starsze pokolenie! Podpytywani przez Andrzeja seniorzy doskonale wiedzą, kto zagra.

„Artysta Coco Bryce” – odpowiada pan w kamizelce w niebiesko-biały wzorek. „Jest on z Holandii. Jest to muzyka glitch hop. Lubię go, bo on po prostu dobrze gra, no”. Z kolei mężczyzna w polarze i ogrodniczkach: „Looptroop to prawdopodobnie Skandynawowie. Lubię tę muzykę. Wprawia mnie ona w przyjemny nastrój”. „Biosphere. Muzyka, która mnie relaksuje. Wypoczywam przy tej muzyce. Inaczej mi się całkiem myśli” – twierdzi kolejny sondowany.

Ale hitem jest dopiero finałowa pani Eugenia, która z uroczym podlaskim akcentem podczas pichcenia gołąbków rozprawia o „dobrych bitach”, „ładnych i tłustych piosenkach”, „dubstepie, który przestaje już być na czasie”, „dobrym i głębokim techno”. A o festiwalu dowiedziała się oczywiście „z Fejsa, bo na Grono to już bardzo dawno nie zaglądała”. Filmik pobił rekordy popularności. W 12 godzin miał ponad 40 tys. odsłon na kanale YouTube. O białostockim festiwalu, o Białymstoku – wreszcie w pozytywnym kontekście – usłyszała cała Polska.

A na rozgrzewkę…

Białystok Up To Date Festival nie jest projektem jednorazowym. Wrześniowy finał poprzedziło kilka imprez. Najważniejszą z nich był Ambient Park zorganizowany w połowie sierpnia na Plantach. Muzyka sączyła się z głośników ustawionych w parkowej scenerii od wczesnego popołudnia do północy. Ludzie – nie wyłączając zawsze obecnych tu emerytów – rozsiedli się więc na ławkach czy wokół fontanny. Relaksujące dźwięki przygotowywały na występ gwiazdy wieczoru, którą był Robert Henke z Niemiec. Stworzył on specjalny live act w technologii surround w oparciu o topografię parku, któremu nie brakowało oczywiście wizualnej oprawy. Występ gościa z Niemiec był spełnieniem marzeń Jędrzeja Dondziło, znanego jako DJ Dtekk, pomysłodawcy całego przedsięwzięcia, pod hasłem Białystok Up To Date Festival. A na dwa tygodnie przed festiwalem dzięki multimedialnemu pomostowi na Rynku Kościuszki Białystok połączył się z Wilnem, a Wilno z Białymstokiem. Satelitarne łącze umożliwiło uczestnictwo w dwóch imprezach jednocześnie.

Organizatorami Białystok Up To Date Festival są Stowarzyszenie Pogotowie Kulturalno Społeczne, agencja Audiosfera Pro, kolektyw Eastern Borderline Massive oraz podlaskie środowiska twórcze.