Wydanie bieżące

15 listopada 22 (190) / 2011

Michał Paweł Urbaniak,

OSTATNI RAZ, W ZAWROCIU

A A A
Hanna Kowalewska to jedna z najbardziej wszechstronnych polskich pisarek. Na jej dotychczasowy dorobek literacki składają się dramaty, słuchowiska radiowe, scenariusze filmowe, a także powieści (zarówno te dla dorosłych – na przykład „Julita i huśtawki”, jak i te dla młodzieży – cykl „Letnia Akademia Uczuć”), zbiór opowiadań („Kapelusz z zielonymi jaszczurkami”) oraz tomiki poetyckie („Winoroślinność”, „Anna tłumaczy świat”). Jej najnowsza publikacja - „Przelot bocianów” – to ostatni tom pięcioksięgu powieściowego o Zawrociu, niezwykłym dworku, który nieoczekiwanie otrzymuje w spadku główna bohaterka. Zamknięcie cyklu stanowi dobrą okazję do podsumowań i bardziej ogólnych refleksji na temat twórczości Hanny Kowalewskiej.

Poszczególne części (kolejno: „Tego lata, w Zawrociu”, „Góra śpiących węży”, „Maska Arlekina”, „Inna wersja życia”, „Przelot bocianów”) łączy osoba głównej bohaterki. Matylda Malinowska-Just nieoczekiwanie otrzymuje spadek po nieznanej babce – okazałą rodzinną posiadłość zwaną Zawrociem. To zdarzenie sprawia, że kobieta nie tylko zaczyna się interesować swoim pochodzeniem czy stopniowo odkrywa rodzinne sekrety (których z tomu na tom jest coraz więcej), ale również zmienia zupełnie sposób patrzenia na świat i – w konsekwencji – swoje życie.

Dariusz Nowacki wspomina o „Tego lata w Zawrociu” w kontekście tak zwanej „prozy środka” (zaspokajającej potrzeby zarówno tych czytelników, dla których literatura to wyrafinowane wyzwanie intelektualne, jak i tych, którzy traktują przygodę z książką wyłącznie jako miłą, niezobowiązującą rozrywkę) i trudno nie przyznać mu racji. Hanna Kowalewska godzi obie grupy czytających – jej powieści są niebanalne, dają możliwość doszukiwania się kolejnych znaczeń czy odniesień intertekstualnych, a jednocześnie pozostają łatwe w odbiorze dzięki tradycyjnej formie i rozmaitym sprawdzonym (można rzec: starym, ale jarym) zabiegom literackim (choć i te pisarka dostosowuje do swojego indywidualnego stylu, co liczy się na plus).

Wydaje się, że siła cyklu o Zawrociu tkwi w tym, że każdy tom jest inny, każdy w jakiejś mierze zaskakuje czytelnika, a z drugiej strony rozliczne elementy wspólne sprawiają, że ów czytelnik może się łatwo odnaleźć w znanej powieściowej rzeczywistości. Już krótkie streszczenie poszczególnych tomów pozwala doskonale zorientować się zarówno w różnicach, jak i podobieństwach łączących kolejne pozycje. W „Tego lata, w Zawrociu” Matylda stara się zrozumieć, czemu babka - której przecież w wyniku dawnych waśni rodzinnych praktycznie w ogóle nie znała - podarowała jej w spadku ogromny rodzinny dom. Główna bohaterka-narratorka po raz pierwszy zagłębia się w specyficzną atmosferę Zawrocia. Czyta pamiętniki swoich dziadków, próbując ich poznać (przede wszystkim fascynującą, nieco demoniczną babkę Aleksandrę, do której jest uderzająco podobna – zresztą nie tylko fizycznie), zrozumieć kierujące nimi motywy, a w końcu wyjaśnić zawikłane, głęboko skrywane tajemnice. Przy okazji stara się poukładać własną teraźniejszość, poradzić sobie z własnymi traumami i sekretami. Swą opowieść snuje na łamach pamiętnika w formie monologu skierowanego do babki. „Tego lata w Zawrociu” odznacza się powolnym biegiem akcji, refleksyjnym tonem i fabułą zdominowaną przez retrospekcje.

Nieco inaczej jest w przypadku kontynuacji, w której Matylda usiłuje rozwikłać zagadkę nagłej śmierci swego ojca. Poplątana, pełna mylnych tropów historia, umiejętnie stopniowane napięcie i wartka akcja sprawiają, że „Góra śpiących węży” może być w gruncie rzeczy uznana za powieść kryminalną. Równie zaskakująca (na tle całego cyklu) okazuje się „Maska Arlekina” – tym razem bohaterka mierzy się z własną, bolesną przeszłością i odkrywa prawdziwe okoliczności śmierci swego jednorocznego męża Filipa Justa, artysty-wizjonera, który wyszedł przez okno akademika, aby roztrzaskać się o bruk. Trzecia część pięcioksięgu przesycona została duszną, wręcz psychodeliczną atmosferą, pełno tu kontemplacji sztuki, filozoficznych rozmów o życiu, a wszystko właściwie sprowadza się do ścierania się dwóch silnych osobowości kobiecych, wobec którego sama zagadka nagłej śmierci Filipa właściwie schodzi na drugi plan. Z kolei „Inna wersja życia” dotyczy naprawy relacji z przyrodnią siostrą i próby ułożenia sobie życia na nowo po wyjściu z żałoby – odwrócenia biegu spraw, ustawienia się w kontrze wobec tego, co dotychczasowe, czy po prostu – mówiąc już językiem Kowalewskiej - odczarowania przeszłości.

Ostatni tom - „Przelot bocianów”, skupia w sobie najlepsze cechy całego cyklu i jednocześnie stanowi świetne jego podsumowanie. Zagadki rodzinne i tym razem się mnożą, a ich rozwiązanie pozwala uzupełnić luki w biografiach poszczególnych – zdawałoby się już świetnie znanych – postaci i spojrzeć na nie od nieco innej, nieraz zaskakującej strony (na przykład okazuje się, że Aleksandra tak bardzo związana z Zawrociem w rzeczywistości chciała się z niego wyrwać, a jej małżeństwo z dziadkiem Matyldy wynika z próby ucieczki przed prawdziwą, wyniszczającą miłością). Sama Matylda nieoczekiwanie odkrywa, że jest w ciąży (stąd zapewne bociany w tytule) i ze względu na dziecko musi ostatecznie uporządkować swoje życie, zdecydować, kto jest przyjacielem, a kto wrogiem i wybrać ścieżkę, którą ostatecznie chce podążać.

Szukając wspólnych wyznaczników dla całego cyklu, można stwierdzić, że wszystkie części w mniejszym lub większym stopniu odwołują się do popularnych gatunków literackich. Każdy tom sam w sobie stanowi interesujące stadium obyczajowe (często poruszające aktualną problematykę społeczną) z solidnym, przekonującym zapleczem psychologicznym. Ponadto w każdym tomie można znaleźć zagadkę prawie-kryminalną (choć trupy przeważnie znajdują się w rodzinnych szafach), a także nieco romansu (jednak – co istotne - historie miłosne spod pióra Kowalewskiej nie należą do tandetnych, przepełnionych ckliwością czy tanim sentymentalizmem). Jest wreszcie cykl o Zawrociu fascynującą sagą rodzinną pełną ciekawych, pełnokrwistych postaci (skomplikowana wewnętrznie Matylda, która dojrzewa do zrozumienia samej siebie poprzez odkrywanie tajemnic rodzinnych, fascynująca Aleksandra, ekscentryczny Filip, wybitny muzyk Paweł, demoniczna Olga, Paula ogarnięta żądzą posiadania wszystkiego, co ma jej siostra), ich głęboko skrywanych tajemnic, różnego kalibru grzechów, trudnych życiowych wyborów, klęsk i rozczarowań.

Jednak cykl o Zawrociu nie jest jedynie prostym pokłonem w stronę popularnych gatunków literackich. Kowalewska znacznie wzbogaca to, co mogłoby być tylko sagą z wątkami miłosno-kryminalnymi. Innymi słowy, nadaje temu, co znane i standardowe, silnych rysów indywidualnych. Bohaterowie Kowalewskiej odznaczają się specyficznym, rzadko spotykanym spojrzeniem na rzeczywistość. Matylda wszędzie widzi znaki czy artefakty (wierzy w ingerencję zmarłych w poczynania żyjących), buduje obrazowe porównania, posługuje się metaforami, potrafi znaleźć rozliczne analogie, które stają się podstawą do prawie poetyckich opisów rzeczywistości. Narratorka kreuje świat jednocześnie rzeczywisty (czasem wręcz boleśnie aktualny) i magiczny – temu zresztą sprzyja forma pamiętnikarska (w komunikacji człowiek zazwyczaj większą wagę przywiązuje do słowa pisanego niż mówionego, przede wszystkim na papierze stara się o poprawność językową, a czasem i pewnego rodzaju artystyczne wyszukanie tekstu). Centrum tej magii stanowi Zawrocie – miejsce usytuowane poza Warszawą, w którym sprawy przybierają właściwy bieg (to za bramą posiadłości rozkwita romans Pawła i Matyldy, udaje się nawiązać siostrzaną nić porozumienia z Paulą, wreszcie to Zawrocie stanie się miejscem zjazdu rodziny Malinowskich) budzi dalekie skojarzenia z Mickiewiczowskim Soplicowem, Nawłocią Żeromskiego czy Wilkiem Iwaszkiewicza. Oscylowanie na granicy realności i magii, nadawanie wszystkiemu dodatkowych znaczeń, używanie wymyślnych środków językowych stanowi podstawowy wyznacznik stylu Kowalewskiej – a jednak to zabieg bardzo ryzykowny. Trudno nie zarzucić tym powieściom patosu czy pewnej pretensjonalności, gdy niemal wszyscy bohaterowie odbierają rzeczywistość w równie „niecodzienny” sposób, co uwidacznia się przeważnie w dialogach. Mimo wszystko wydaje się, że autorka „Julity i huśtawek” całkiem świadomie wybrała taką konwencję (dzięki temu uwyraźniają się atuty tej prozy – wyjątkowa plastyczność opisów, głębia psychologiczną, celność odniesień) i choć nieraz zdarza się jej balansowanie na granicy kiczu, ta granica nigdy nie zostaje przekroczona.


Dodatkowym plusem cyklu „zawrociowskiego” jest różnorodność i aktualność poruszanych problemów, dobrze wpisujących się we współczesne mody literackie (kwestie te często są zasygnalizowane dyskretnie, przez co istnieje pewne ryzyko ich niezauważenia bądź zmarginalizowania). Hanna Kowalewska jest jedną z tych pisarek, które występują przeciwko tradycyjnej rodzinie i nie tylko omawiany przeze mnie cykl stanowi na to dowód (również w „Julicie i huśtawkach” przeważają rodziny dysfunkcyjne). Rodzina Matyldy właściwie jest nią tylko z nazwy, brakuje prawdziwych uczuć i więzi. Krystyna Wilkasiuk, matka narratorki, faworyzuje jedną córkę, drugiej nie poświęcając najmniejszej uwagi (nawet kiedy ta spodziewa się dziecka), daje też milczące przyzwolenie na maltretowanie Matyldy w dzieciństwie przez ojczyma. Aleksandra, babka Matyldy, jest okrutna wobec swoich dzieci, próbuje na siłę zrealizować własne ambicje najpierw poprzez córki a potem wnuki (stąd ta postać może budzić pewne skojarzenia z Różą Żabczyńską z „Cudzoziemki” Kuncewiczowej) i bez żalu odcina się od tych, którzy nie spełniają jej oczekiwań. Paula odczuwa niezdrową potrzebę rywalizacji z przyrodnią siostrą i dlatego zabiera jej wszystko, co dla niej cenne (od pluszowego misia – jedyną pamiątkę po nieżyjącym ojcu - aż po mężczyzn). Między siostrami panuje nieprzejednana wrogość. Niezdrowa – choć pozostająca jedynie w sferze domysłów - relacja łączy również Pawła i jego siostrę Emilię. Nawet z pozoru idealna rodzina Malinowskich ma swoje skazy (brak akceptacji dla homoseksualnego krewnego). Być może wśród kulawych związków międzyludzkich w świecie Zawrocia, pozytywnie wyróżniałaby się silna relacja Matyldy z jej babką, gdyby nie fakt, że ta więź nawiązuje się dopiero po śmierci Aleksandry. Nie bez przyczyny główny wątek miłosny tego cyklu dotyczy kazirodczej (a więc uderzającej w tradycyjną rodzinę!) miłości. Dysfunkcje w rodzinie przenoszą się z pokolenia na pokolenie, a historie się powtarzają (Aleksandra zrywa kontakty z córką, a ta z kolei odtrąci swoje dziecko. Między innymi przez to Matylda musi stopniowo dojrzeć do miłości macierzyńskiej – z początku swoje dziecko przezywa fasolką). Również główna historia miłosna, przeplatająca się przez wszystkie powieści o Zawrociu jest – jak okazuje się w piątym tomie - współczesną wersją historii z przeszłości.

Cykl o Zawrociu, którego „Przelot bocianów” stanowi ostatnią odsłonę, nie może być określony jako zwyczajna literatura popularna – Kowalewska jest na to zbyt wyrafinowaną pisarką. Bliżej temu rzeczywiście do – przypomnę określenie Nowackiego – literatury środka. Jednak pomijając kwestię rozmaitych przyporządkowań tego cyklu, czy docelowego odbiorcy (trudno o jednoznaczne rozstrzygnięcia), trzeba stwierdzić, że jest to po prostu bardzo dobra literatura. Warto zauważyć, że każdy kolejny tom nie odbiega poziomem od poprzednich (a o to – jak wiadomo z historii literatury - zazwyczaj trudno w cyklach powieściowych. Pozwolę sobie oszczędzić przytaczania przykładów), co świadczy o wielkim talencie Hanny Kowalewskiej i jej dojrzałości artystycznej. Właściwie szkoda, że „Przelot bocianów” to ostatnia powieść z cyklu o Zawrociu, bo – jak można wnioskować z całkiem nietuzinkowego zakończenia - wiele tajemnic w tej rodzinie nie zostało jeszcze rozwikłanych.
Hanna Kowalewska: „Przelot bocianów”. Zysk i S-ka Wydawnictwo. Poznań 2011 [cykl: „Zawrocie”].