ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 grudnia 24 (192) / 2011

Michalina Kołacińska,

FROM RUSSIA WITH LOVE

A A A
Film długi i męczący niczym podróż rosyjską koleją, a przynajmniej moje wyobrażenie o niej, wyrosłe na czarnoziemach niezdrowego frenetyzmu licznych podań i klechd sezamowych. Debiut fabularny Siergieja Łoźnicy, który w prostej linii z jego dokumentów się wziął, oferuje: długie, smutne ujęcia rejestrujące milczących, smutnych ludzi i wymowny, piękny krajobraz.

Dotychczas Łoźnica upiększał. Jeździł po rosyjskiej prowincji (bo wielkie, nowoczesne metropolie to dobrobyt, mafia i polityka, a więc nic, co warto ocalić) i uwieczniał sól ziemi swej rodzinnej. Jeździł, kręcił i w końcu wypracował sobie łatkę estety, a jego dokumenty zyskały status lirycznych, bo poetycko, niby-ascetycznie i minimalnie, a jednak z dużym przepychem zbliżeń i nadmiarem uwagi, unieruchamiały i tak już zniewolony lud rosyjski. Zniewolony przez rutynę codziennej pracy w „Artelu” i „Fabryce”, przez nieuchronność własnego losu, beznadziejnie pewnego i niezawodnego jak zmieniające się pory roku w „Portrecie”. Mali, brzydcy i źli ludzie zostali otoczeni estymą, ich trwanie stało się wartością. Nie tylko estetyczną, przede wszystkim – etyczną.

A w fabule? Niby wszystko po staremu, a jednak zupełnie inaczej. Bo wciąż głęboka prowincja, prości ludzie i rozpoznawalny już, reżyserski idiolekt, a więc efekt estetyczny bez zmian (wyjąwszy liczne, krótkotrwałe eskalacje przemocy). Za to wyraźnie zmodyfikowana i wyostrzona została moralna ocena świata przedstawionego, który wyrasta na antybohatera tej historii.

„Szczęście ty moje” jest katalogiem rosyjskich zbrodni, za które raczej nie spotka nikogo kara. Zmieniają się postacie, miejsce, czas, ustrój, ale zbrodnia wciąż pozostaje, wypisana na ludzkich twarzach, które bardziej mordy niż twarze przypominają. Na budowie ktoś zakopuje ciało chłopca, dziewczynka sprzedaje swoje przy lokalnej drodze, żołnierz zabija dla czerwonej sukienki, więzień, by odzyskać wolność. Ani chwili wytchnienia, istny kołowrót, który donikąd nie prowadzi, niczym wiejska droga, jaką podąża kierowca ciężarówki wypełnionej mąką. Tak, on też dostanie po głowie. Tak, on też komuś przyłoży.

Nieistotne, czy jest to zło rosyjskiej, czy po prostu ludzkiej proweniencji. Czy to rzeczywiście Rosja, czy pobożne życzenia/wyobrażenia. Nauczeni (pozytywistycznym) doświadczeniem zgadujemy, że nie o prawdę w tym filmie chodzi, a o pewną tezę i jej przeforsowanie. To samo doświadczenie podpowiada, że taka tendencyjność się nie opłaca, przetrwa sezon, może dwa, a po latach będzie pożywką dla szyderców i gehenną dla studentów (niczym dziewiętnastowieczne „Marty”, „Marie” i pozostałe). A jak brzmi teza? Do Rosji tylko na wakacje. Liznąć trochę miejscowej egzotyki i siup, pierwszą klasą do domu!
„Szczęście ty moje” („Schastye moe”). Scen. i reż.: Siergiej Łoźnica. Obsada: Viktor Nemets, Władimir Gołowin i in. Gatunek: dramat. Produkcja: Rosja 2010, 127 min.