Wydanie bieżące

15 grudnia 24 (192) / 2011

Olga Knapek,

POMIĘDZY EUROPĄ A AMERYKĄ

A A A
Ktoś, kto nigdy wcześniej nie słyszał o Pink Martini może spokojnie zacząć od płyty z tego roku - „A Retrospective”. Album jest przede wszystkim wspomnieniem poprzednich płyt, programowch utworów Pink Martini. Pojawiają się na nim nowe aranżacje, nawet kompozycje. Całość złożona jest jednak z dobrze znanych utworów o zupełnie nowym brzmieniu.

Do tej pory Pink Martini, mimo niezaprzeczalnego talentu, sprawiało wrażenie nieco zbyt wiosennych i rozentuzjazmowanych. Wraz z listopadowymi chłodami, kiedy na muzycznym rynku pojawia się „A Retrospective” można w dźwiękach zespołu wyczuć więcej dojrzałości, mniej fircykowatości i letniej frywolności. Jesienno-zimowy nastrój wymagający odpowiedniej dawki nostalgii i marzycielstwa wytworzył chyba nową płytę Martini, bo „A Retrospective” w pełni odpowiada takiej aranżacji.

Włochy kojarzą nam się przede wszystkim z upalnym słońcem (koniecznie Toskańskim), z makaronową rozpustą i wszelako pojętym hedonizmem turystycznym. Utwór „Una Notte a Napoli” to zupełnie inny świat – pełen przytłumionych przez noc spojrzeń, delikatnych podmuchów zimnego, jesiennego wiatru. Kompozycja przypomina film „La Finestra di Fronte” („Okna”), gdzie Włochy chyba po raz pierwszy na dużym ekranie przestały być mekką bogatych, bardziej lub mniej, turystów. Kiedy w filmie możemy obserwować zmagającą się z życiem bohaterkę towarzyszy jej podobna muzyka. Również filmowo jest w przypadku utworu „La Soledad”. Południowa nuta w tle nie determinuje treści muzycznej. Cała kompozycja zaczyna się bardzo spokojnie, klasycznie. Dominujące, solowe pianino brzmi tak dobrze, że nie chce się aż dobierać do niego pozostałych instrumentów. Kiedy jednak w kolejnych taktach jego dźwięk zostaje uzupełniony o śródziemnomorski styl perkusji i gitary – jest tylko lepiej. Wplecione w całość skrzypce i przede wszystkim głos – z lekko operowym zacięciem – sprawiają, że klimat wieczornego dancingu na południu Europy wkrada się nieco na europejskie salony. Tancerka spod podłego szynku ubiera nagle bogato zdobioną suknię i tańczy z najbogatszym kawalerem. Nie bez powodu Pink Martini grało na jednym z disneyowskich koncetów. Ich muzyka jest mocno filmowa, a w zimowej aranżacji – nawet bajkowa.

W pewnym momencie wszystko się zmienia. „Hey Eugene” zostało przedstawione w całkowicie soft-rockowej aranżacji. Nadal jest filmowo, ale tym razem romantycznie i koniecznie w Nowym Jorku. Nieco jakby z lat 90., kiedy na imprezach sylwestrowych elity z Manhattanu grano (albo i zapraszano) Basię Trzetrzelewską. Orkiestra w tle zmienia soft-rock w mocny i zdecydowany, miejski smooth jazz.

Między tymi dwoma przestrzeniami miotają się właśnie utwory „A Retrospective” - miejskość amerykańska i południowo-europejskie przedmieścia. Warto wybrać się w taką podróż. Zwłaszcza, kiedy za oknem pogoda też nie może się zdecydować: jesień, czy zima.
Pink Martini: „A Retrospecive” [Heinz Records, 2011].