Wydanie bieżące

1 stycznia 1 (193) / 2012

Emilia Konwerska,

WSZYSTKO JEST LEPSZE NIŻ ŚMIERĆ

A A A
Plecy kobiety niech nie pozostaną bez kija, a jej brzuch bez dziecka.
Turcja opisana przez Neclę Kelek nie jest już słonecznym krajem jej dzieciństwa. Sentymentalizm wymieszał się z chłodem doświadczenia. Z jednej strony mamy Bosfor, muzykę i pistacje, z drugiej kobiety z obciętymi nosami, biedę, ludobójstwo Ormian. Autorka reportażu „Słodko-gorzka ojczyzna. Raport z serca Turcji” udowadnia czytelnikowi, że książki mogą mieć zapach, smak, mogą też bardzo boleć.

Nic nie jest tak ważne jak fatwa. Prawo Koranu stoi nad prawem człowieka do życia i wolności. Jednym z najważniejszych słów w języku muzułmanów jest honor. Honoru nie można zyskać przez wybitne czyny. Można go za to stracić. Zazwyczaj przez kobietę. Na pytanie, co to jest honor, 32,9 % ankietowanych odpowiedziało kobieta, a więc zdrada, seks przedmałżeński, niestosowne, są plamą na honorze rodziny. Kobieta powinna w takiej sytuacji zostać ukarana, zabita lub popełnić samobójstwo. Sytuacja muzułmańskich kobiet jest tym, co najbardziej boli Neclę Kelek w Turcji, w swojej książce obrazuje los dziewczyn zmuszanych do małżeństwa, analfabetek, poznajemy historie kobiet zamordowanych przez własnych braci, dziewczynek zgwałconych przez ojców. Bez równouprawnienia nie da się zbudować nowoczesnego, demokratycznego państwa. Kelek jest przeciwniczką przymusowych małżeństw zarówno ludzi, jak i państw. Autorka nie popiera wstąpienia Turcji do Unii. Według autorki jej ojczyzna nie dorosła jeszcze do ślubu, przed nią wiele lat dojrzewania. Turcja nie respektuje prawa do samodzielności kobiet, swoje zwyczaje przenosi na emigrację, kobiety nie są wolne od władzy ojców i braci nawet w Niemczech, do honorowych zabójstw dochodzi w Norwegii, we Francji. Według Kelek chusta jest symbolem represji, a jej noszenie w Europie świadczy o fundamentalizmie muzułmanów. Poznajemy Fatmę, która za ucieczkę od męża ponosi surową karę, jej los nie jest niczym wyjątkowym. Turcja jednak chce się zmieniać, działają organizacje pomagające pokrzywdzonym kobietom. W Turcji nawet Mahomet uchodzi za feministę, wszyscy, którzy popierają równouprawnienie, są feministkami. Autorka zabiera czytelnika do miasta moreli – Malatyi, obserwujemy świat bez kobiet, nie ma ich na ulicach, nie ma ich w restauracjach. Batman to miasto, które zasłynęło z rekordowej liczby samobójstw wśród kobiet. Młode dziewczyny trują się pestycydami, znikają w górach. Tureckie feministki walczą więc o życie, bo wszystko jest lepsze niż śmierć. Kobieta, która nie wychodzi za mąż, jest podejrzana, może prowadzić firmę, mieszkać sama, ale nie ma mowy o życiu osobistym, staje się istotą aseksualną, ludzie się z nią liczą, ale jej nie szanują. Na szacunek zasługuje tylko mężczyzna. Według autorki idealnym stanem muzułmańskiego mężczyzny jest leżenie. Mieć tyle pieniędzy, żeby nie musieć nic robić, odpoczywać, pić herbatę (podaną przez kobiety), leżeć, leżeć, leżeć.

Turczynki żyją we wspólnotach, pozbawione możliwości egzystowania w świecie wytworzyły silne relacje w swoich domach, w świecie bez mężczyzn. Matki, babki, córki są ze sobą bardzo związane. Często dochodzi jednak to kontroli i oskarżeń. Kiedy pewna kobieta podawała jedzenie swojemu mężowi i jego znajomym zamiast po cichu zostawić je za drzwiami, wniosek mógł być tylko jeden. Kobieta za bardzo ugania się za mężczyznami. Będzie zdradzać męża, teściowa już to wie, kobietę spotka kara. Turczynki stają się coraz bardziej wykształcone, często pomagają im w tym mężowie. Można studiować korespondencyjne, co z jednej strony jest dobrym wyjściem dla uwięzionych w domu kobiet, z drugiej jednak prowadzi do jeszcze większego odcięcia od świata. Świat jest jednak niebezpieczny, podobno.

Mężczyźni też potrzebują wyzwolenia. Przymusowe małżeństwa przecież też ich dotykają, mają jednak możliwość ucieczki z domu, od żony od rodziny. Znikają na całe dnie, nie mówią, gdzie chodzą, odwiedzają prostytutki, szukają bliskości. Na nich spoczywa odpowiedzialność za losy rodziny. Necla Kelek zwraca uwagę na to, że w kulturze islamu nie ma miejsca na indywidualizm. Poznajemy historię chłopaka, który pracuje jako jedyna osoba w rodzinie, nie oszczędza, nie wyjedzie za granicę, musi utrzymywać rodzinę, kupić siostrze meble, posłać rodzeństwo do szkoły. Nie jest łatwo być mężczyzną w islamie, nie jest łatwo zabić swoją nastoletnią siostrę, żeby ratować honor rodziny. Nic nie jest jednak tak ważne jak tradycja. Tradycji się nie odmawia.

„Słodko-gorzka ojczyzna. Raport z serca Turcji” porusza wiele niełatwych dla Turków tematów. Necla Kelek pisze o ludobójstwie Ormian i o nieumiejętności rozliczenia się ze swoją historią, o tureckich Żydach, niemieckich meczetach, katowanych przez policję Kurdach. Refleksja na temat współczesnej Turcji pióra Kelek jest ciepła, ale surowa. Znajdziemy w niej zachwyt nad turecką kuchnią, dowiemy się, że to przodkom autorki zawdzięczamy jogurt i pierwsze mrożonki. Dowiemy się również o tragedii Strumy. W roku 1941 na Morzu Czarnym śmierć poniosło osiemset osób. Żydzi uciekający z Europy nie mogli zejść na ląd. Nie mogli wrócić. Przez trzy zimowe miesiące umierali z głodu i zimna. Osiemset osób na statku, który miał pomieścić sto pięćdziesiąt. Statek został w końcu storpedowany przez radziecki okręt podwodny. Przeżyła jedna osoba. Autorka dostrzega zmiany, ale uważa, że filary mentalności tureckiej nie uległy zmianie. Krytykuje przywiązanie swoich rodaków do złota, biżuterii, brak inwestycji, słabą edukację. Według Kelek słowem, które doskonale charakteryzuje Turcję jest taklid. Taklid to imitacja, Imitacja ubrań, gospodarki, handlu, mody, kosmetyków. Kraj autorki przebiera się za nowoczesne państwo, nakłada suknię ślubną na czador. Nie znajdziemy jednak w tej książce łatwych podsumowań, w ojczyźnie Necli Kelek nic nie jest proste.
Necla Kelek: "Słodko-gorzka ojczyzna. Raport z serca Turcji". Przeł. Elżbieta Kalinowska. Wydawnictwo Czarne. Wołowiec 2011 [seria: Reportaż].