Wydanie bieżące

15 stycznia 2 (194) / 2012

Andrzej Ciszewski,

CZAS SKRYTOBÓJCÓW

A A A
Przypadające na piętnasty dzień marca święto rzymskiego boga wojny, Marsa, zapisało się w historii jako symbol zdradzieckiego mordu. To właśnie owego dnia, w 44 roku przed naszą erą, Juliusz Cezar został zasztyletowany przez dwudziestu trzech zamachowców, w których gronie nie zabrakło jego przybranego syna, Brutusa – wedle opinii historyków, człowieka, który w imię miłości do ojczyzny wystąpił przeciwko swojemu patronowi gotowemu wprowadzić rządy tyranii. Ponura symbolika dawnych wydarzeń posłużyła jako kanwa hollywoodzkiej produkcji, otwierającej sześćdziesiątą ósmą edycję Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Wenecji.

Stephen Myers (nominowany do Złotego Globu Ryan Gosling) jest ambitnym oraz niezwykle skutecznym rzecznikiem prasowym gubernatora stanu Pensylwania, Mike’a Morrisa (George Clooney), będącego jednym z kandydatów stronnictwa demokratów na stanowisko prezydenta Stanów Zjednoczonych. Poparcie ze strony wyborców z Ohio ma zapewnić Morrisowi zwycięstwo w starciu z reprezentantem stanu Arkansas, senatorem Tedem Pullmanem (Michael Mantell) oraz zagwarantować mu upragnioną nominację. Dlatego tak ważne dla każdej ze stron jest zyskanie poparcia cieszącego się społecznym zaufaniem Franklina Thompsona (Jeffrey Wright), demokratycznego senatora z Północnej Karoliny. Kiedy Myers otrzymuje od rzecznika opozycji, Toma Duffy’ego (Paul Giamatti), propozycję przejścia na stronę republikanów, zdecydowanie odmawia, choć o zakulisowym spotkaniu nie informuje swojego zwierzchnika, Paula Zary (Philip Seymour Hoffman). Na domiar złego bohater wikła się w romans z Molly Stearns (Evan Rachel Wood) – stażystką ze sztabu wyborczego Morrisa, skrywającą tajemnicę zdolną definitywnie pogrążyć gubernatora.

Scenariusz „Idów marcowych” powstał w oparciu o sztukę teatralną „Farragut North” autorstwa Beau Willimona, dramaturga, który w 2004 roku pracował przy kampanii prezydenckiej ówczesnego kandydata demokratów, Howarda Deana. George Clooney – hollywoodzki aktor, producent, scenarzysta i reżyser (mający w swoim dorobku między innymi nominowany do Złotego Niedźwiedzia „Niebezpieczny umysł” oraz startujące w oscarowym wyścigu „Good Night and Good Luck”) – dostrzegł w broadwayowskim przeboju artystyczny potencjał na miarę „Juliusza Cezara” Williama Szekspira, jak również doskonałe narzędzie szczerej diagnozy amerykańskiego życia politycznego.

Clooney planował zrealizować swój projekt już w 2008 roku, jednak zwycięstwo Baracka Obamy (osobistego faworyta artysty) w wyborach prezydenckich spowodowało, że ponura wymowa szykowanej produkcji nie najlepiej korespondowałaby z powszechnym entuzjazmem i nadzieją na zmianę jakości zachodniej polityki. Jak nietrudno zgadnąć, nie najlepsze ostatnimi czasy notowania amerykańskiego prezydenta sprawiły, że gwiazdor postanowił wyciągnąć gotowy scenariusz z szuflady i zrealizować pełen goryczy filmowy pamflet, który ostatecznie zapewnił mu nominację do Złotego Globu. Trzeba jednak zaznaczyć, że w „Idach marcowych” nie dochodzi do głosu satyryczny ton przenikający dzieła pokroju „Faktów i aktów” (1997) czy „Człowieka roku” (2006) Barry’ego Levinsona, jak również słynne „Barwy kampanii” Mike’a Nicholsa (1998) oraz „Senatora Bulwortha” Warrena Beatty (1998). Clooney z powagą stawia niewygodne pytania o moralność polityków, ich (zbyt często) krótkoterminową lojalność względem wyborców oraz wikłanie się w bezduszne kompromisy mające na celu zapewnienie im wymarzonego „miejsca na górze”.

Równocześnie „Idy marcowe” przybierają formę (nieodbiegającego od typowych dla tego typu kina ideologicznych czy dramaturgicznych szablonów) studium kryzysu młodzieńczych ideałów oraz utraty złudzeń co do istnienia politycznej „niewinności”. Ta ostatnia nader często okazuje się fasadą skrywającą chłodną, egocentryczną kalkulację – jedyną wartość umożliwiającą przetrwanie w rzeczywistości, w której nie ma miejsca dla przegranych. Stephen oraz Molly stają się bowiem pionkami w rękach wytrawnych i bezwzględnych graczy, takich jak stosujący przebiegłe zagrywki Tom Duffy, wyprany z sentymentu Paul Zara czy kwestionująca zasadę lojalności dziennikarka „New York Timesa”, Ida Horowicz (Marisa Tomei), która – paradoksalnie – jako jedna z pierwszych będzie próbowała wyjaśnić Myersowi reguły gry, mogącej zarazem dać okazję do upragnionego rewanżu, jak i przyczynić się do tragedii.

Niewątpliwym atutem filmu, oprócz budujących duszny nastrój stonowanych ujęć autorstwa Phedona Papamichaela oraz muzyki Alexandre’a Desplata, jest trafnie dobrana obsada. Obok wyjątkowo przekonującego George’a Clooneya, na uwagę zasługuje oszczędna, a jednak podszyta skrajnymi emocjami kreacja Kanadyjczyka Ryana Goslinga (który pokonał konkurentów do roli w osobach Chrisa Pine’a oraz Leonarda DiCaprio, biorącego na siebie rolę producenta wykonawczego dzieła). Nie zawodzą także aktorzy charakterystyczni w osobach Paula Giamattiego czy Philipa Seymoura Hoffmana, jak również przeżywająca swój artystyczny renesans Marisa Tomei oraz konsekwentnie wspinająca się po szczeblach światowej kariery Evan Rachel Wood, pamiętna Melody St. Ann Celestine z „Co nas kręci, co nas podnieca” Woody’ego Allena (2009).

Uhonorowane nagrodą specjalną na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Wenecji „Idy marcowe” to sprawnie skonstruowany, do cna amerykański dramat polityczny z (niestety) częściowo zrealizowanymi ambicjami. Jego twórcy, wysnuwając jednoznaczne wnioski na temat zwodniczej natury politycznych rozgrywek, nie mają większych problemów z pozyskaniem uwagi widza. O tym, czy film zjedna sobie także członków Amerykańskiej Akademii Sztuki i Wiedzy Filmowej, przekonamy się już wkrótce.
„Idy marcowe” („The Ides of March”). Reż.: George Clooney. Scen.: George Clooney, Grant Heslov, Beau Willimon. Obsada: Ryan Gosling, George Clooney, Marisa Tomei, Evan Rachel Wood, Philip Seymour Hoffman, Paul Giamatti, Max Minghella, Jeffrey Wright, Jennifer Ehle. Gatunek: dramat polityczny. Produkcja: USA 2011, 101 min.