ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 stycznia 2 (194) / 2012

Adrian Mrówka,

KSIĄŻKA O WSZYSTKIM, BO NA PEWNO NIE O NICZYM

A A A
Niełatwo mówić o książce złożonej z „miniksiążek”. Zawsze wiąże się to z czytaniem wymuszającym szybkie zmienianie tematycznego anturażu, czytaniem-skakaniem. „Paradoks o autorze” Jana Gondowicza jest wszakże książką, która często pozbawia czytelnika dopiero co dokonanego przez niego właściwego zakorzenienia w danym dziale wiedzy. Jest przeznaczona – tak określiłbym jej docelowość na wstępie – dla erudytów.

Nie bez powodu pierwsze słowa Gondowicza brzmią następująco: „Czar książki polega na jej dwoistej naturze […]. Pozostając przedmiotem, może być jednocześnie czymś całkiem innym” (s.5). Chcieć bowiem rozmawiać o książce Gondowicza to musieć notorycznie konfrontować się z owym „czymś całkiem innym”. W przypadku „Paradoksu o autorze” rozchodzi się jednak o specyficzny rodzaj inności, a mianowicie o taką inność, w obręb której wliczają się (jako części składowe) inności pomniejsze. Zbiór szkiców Gondowicza jest przecież, z jednej strony, zwykłym – wydawać by się mogło, że przypadkowym – wyborem tekstów z lat 1986-2010, z strony drugiej jednak, jest również projektem odnoszącym się do typu książki – jak powiedzieliby Deleuze i Guattari – opartej na relacjach miłosnych. Tym, co spaja wszystkie szkice, w pewien sposób znosząc granice tematów, jakie podejmuje autor, jest po prostu namiętność snucia przez niego opowieści; wyczytywania z tego, co często znane, rzeczy dotąd nieznanych oraz z tego, co nieznane, jak się może okazać, rzeczy znanych dobrze. A cały sekret owego miłosnego podejścia do badanych przez Gondowicza materiałów tkwi, by tak rzec, w jego uważnym dbaniu o szczegół czy fragment, nierzadko pojedynczy drobiazg, który niejednokrotnie służy mu do opowiedzenia o czymś w sposób zupełnie świeży.

Gdybym musiał wskazać jakiś główny cel, jaki przyświeca książce Gondowicza, zdradzając przy tym jego sposób czytania i pisania, wybrałbym „zamach na rzeczywistość (literacką)”. Przekładałoby się to zarówno na sięganie przez niego do takich tekstów, do których nikt już nie sięga, jak i na odrzucenie przekonania o istnieniu świata obiektywnego. Jest więc Gondowicz badaczem pracującym w historii (w archiwum), ale i badaczem wywrotowym, wyznającym zasadę: „Rozwiązanie problemu zmienia jego naturę” (s.254). Stąd „Paradoks o autorze” traktować można jako zapis kolekcjonowania problemów i wędrowania po meandrach odpowiedzi należących do różnych perspektyw. Tym, co z kolei charakteryzowałoby owe wędrowanie byłaby niczym nieokiełznana ciekawość, która sukcesywnie rozszerza zakres realności (literatury), a także byłoby odrzucenie umiaru czy wstrzymania. „Bo w świecie literatury prawdziwie wolni są tylko wariat i grafoman” (s.67).

„Paradoks o autorze” dotyczy autorów. Jakkolwiek banalnie brzmi ten wniosek, to jest on jednak wiążący. Książka Gondowicza, wbrew samemu tytułowi, odsyła do wielości i na wielości także się osadza. A ekskursje w poszczególne historie unaoczniają specyficzną cechę autora: przekładającą się na zagadnienie archeologii wyobraźni jako metodologii. Dla Gondowicza bowiem pisać znaczy odkrywać. Pisanie, tak to określę, jest dla niego żywiołem osobistej eksploracji. Tak rozumiane czytanie i pisanie są zatem aktami pracy (rzetelnej, ale i szalonej). Wymagają gromadzenia informacji, jak również ich rozpraszania. Czytelnik i pisarz mają zatem, aby użyć takiego zestawienia, wiele wspólnego z psami, które wiernie podążają po śladach, wypatrując tropów, ale które ulegają też naturalnej potrzebie zrywania się ze smyczy. A wszystko po to, aby nie dać uwiązać się na zawsze. „Człowiek rozsądny – jak notuje autor w jednym z tekstów dotyczących Witkacego – winien trzymać się od natury jak najdalej. Lecz któż bywa rozsądny? Bo, co gorsza, naturę jawną wspiera natura sekretna, której nie sposób się oprzeć” (s.195).

Tematów do analizy znajduje Gondowicz całe mnóstwo, a różnorodność ta uniemożliwia sprowadzenie ich do jakiegoś jednego, wspólnego mianownika tematycznego. Bo o kim pisze? Aby tylko pierwszoplanowych bohaterów wymienić: o Robercie L. Stevensonie, Jerzym Stempowskim, Zygmuncie Krzyżanowskim, Michale Bułhakowie, Andrzeju Płatonowie, Danielu Charmsie, Kazimierzu Malewiczu, Stanisławie Ignacym Witkiewiczu (temu poświęca najwięcej uwagi), Bronisławie Malinowskim, Leonie Chwistku, Brunonie Schulzu, Gilbercie K. Chestertonie, Franzu Kafce, Janie Potockim i Gustawie Flaubercie. W związku z tym na poszczególne szkice składają się problemy dotyczące różnych oblicz literatury, malarstwa, teatru awangardy, surrealizmu, przyrodoznawstwa, historii czy podświadomości. Robi się więc z „Paradoksu o autorze” swoisty antykwariat, w którym każdy może znaleźć coś dla siebie, ale i z którego każdy wynieść może rzeczy niespokrewnione ze sobą merytorycznie w żaden z możliwych sposobów.

W gąszczu tematycznych wielości, takie odnoszę wrażenie, Gondowicz pozostaje wierny podstawowemu postanowieniu: nie dać się przyszpilić. I rzeczywiście, udaje się mu to. On i jego bohaterowie otwierają bowiem przed czytelnikiem poszczególne furtki, by następnie zostawiać go w samotności: w punkcie, w którym autor stawia kończącą dany szkic kropkę. Za tą kropką, być może właśnie tak Gondowicz to widzi, zaczyna się czytanie, które końca nie ma, a które odsyła do kolejnych sektorów wiedzy. Pisanie Gondowicza można więc rozumieć jako zaproszenie do czytania wykraczającego poza sam tekst. Pokazuje, że – zaryzykowałbym takie określenie – namiętność czytania często pochodzi z kontaktu z tekstem, który (jeszcze) nie istnieje. Zadaniem Gondowicza-autora byłoby zaś zarzucanie przynęt, naświetlanie motywów, a w konsekwencji – prowokowanie do pochylania się nad wszystkim, co emanuje niecodzienną energią (m.in. zapomnienia).

Jan Gondowicz napisał zatem – z takim zarzutem będzie pewnie niejednokrotnie można się spotkać – książkę o wszystkim, czyli, na dobrą sprawę, o niczym. I będzie w tym oczywiście pewna prawda: prawda niektórych krytyków. Rozrzut problematyczny zawarty w publikacji może wszakże budzić sceptycyzm. Jednakowoż w szkicu dotyczącym Kazimierza Malewicza autor pisze: „[…] zero zawiera w sobie wszystko. Nie »nic«, jak się zwykle sądzi, lecz wszystko” (s.83). W „niczym/wszystkim” mieści się bowiem nieskończoność. „Paradoks o autorze”, jakkolwiek pretensjonalnie to brzmi, odbieram zatem jako książkę otwartą na świat bez granic: książkę, mówiąc przenośnie, o wszystkim. Ale też, tak sądzę, przede wszystkim jako książkę ukazującą filozofię życia kolekcjonera wszystkiego.
Jan Gondowicz: „Paradoks o autorze”. Korporacja Ha!art. Kraków 2011 [seria: Linia Krytyczna].