Wydanie bieżące

15 stycznia 2 (194) / 2012

Kamila Czaja,

ALA MA KOTA, TOMEK – MAKABRĘ

A A A
Powakacyjnie – prowokacyjnie
Fragment otwierający wydawnicze i obwolutowe zapowiedzi dotyczące opublikowanej na początku roku szkolnego książki Tomasza Piątka brzmi: „Najnowszy »Podręcznik dla klasy pierwszej« do nienauczania na terenie całej Polski, opracowany bez poszanowania praw biskupów diecezjalnych, niezgodny z żadnym rządowym programem”. Po takim wprowadzeniu można oczekiwać, że sięga się po lekturę upolitycznioną, antyrządową, antykościelną i – jak wskazuje przeznaczenie do „nienauczania” – wszystko-negującą, już z założenia i w sposób totalny nastawioną na „nie”.

Czy powakacyjna prowokacja Piątka faktycznie dąży jedynie do ośmieszania systemu – szkolnego i nie tylko? Jeśli tak, to czy działa zgodnie z tym (nie-lekcyjnym) planem? A jeśli jest inaczej – jeżeli pod pozorem efektownej prowokacji ukryto treść dającą się zuniwersalizować i wykorzystać nie tylko we wrześniu, lecz także na długo po wybrzmieniu pierwszego dzwonka?

Szkoła „óczy”
W „Podręczniku” Piątka faktycznie dostrzec można upolityczniające akcenty. Kpina z patetycznego patriotyzmu (autor zaczyna jeden z tekstów stwierdzeniem: „Polska to nasza Ojczyzna”, by zaraz dodać: „Jest w niej szczególnie dużo ogórków”), antyklerykalizm (wierszyk „Biskuping”), krytyka ekonomiczna (czytanka „Co robią rodzice?”) nie stanowią tu jednak dominanty. W tej nietypowej książce ważniejsze okazuje się spojrzenie na szkołę jako na narzędzie wywierania nacisku oraz prania mózgu.

„Podręcznik dostosowany jest do możliwości każdego ucznia: nie uwzględniając potrzeb najsłabszych, psuje rozwinięte umiejętności uzdolnionych, żeby było sprawiedliwie” – można dowiedzieć się z kolejnego fragmentu okładkowej zapowiedzi. A w pierwszym tekście zamieszczonym w książce Piątek zwraca uwagę na fakt, że do lektur szkolnych nie trzeba zachęcać (bo dzieci i tak muszą je przeczytać), a podręcznik wcale nie musi być zabawny (to nie „zabawnik”) ani pouczający (to nie „pouczajnik”), lecz jego celem – jak sama, pochodząca od „dręczenia”, nazwa wskazuje – jest „podręczenie”. Należy się zatem cieszyć, że nie trzyma się w rękach „zadręcznika”. Takie stwierdzenia wskazywałyby na nieco banalne główne założenie przyświecające pisaniu takiej książki: szkoła to system opresyjny. Żadne odkrycie, na takie konotacje edukacji wskazuje choćby Foucault: „Każdy system edukacji jest politycznym sposobem utrzymywania lub modyfikacji przyswajania dyskursów wraz z wiedzą i władzą, które te za sobą niosą” (Foucault, 2002, s.32). Jeszcze ostrzej wypowiada się Bourdieu: „Każde działanie pedagogiczne […] stanowi obiektywnie symboliczną przemoc jako narzucenie przez arbitralną władzę arbitralności kulturowej” (Bourdieu, Passeron, 2011, s.75). Tego typu oskarżenia nie są zatem niczym oryginalnym. Gdyby więc „Podręcznik dla klasy pierwszej” stanowił jedynie realizację motywacji, o której autor mówi w wywiadzie (2011): „Na pewno było to odreagowanie mojej własnej nauki szkolnej, szerzej – całego procesu formatowania mózgów, jakiemu jesteśmy poddawani w szkole czy poza nią”, to książce chyba nie należałoby się szersze omówienie.

Piątek jednak bardzo wyraźnie obnaża inną słabość szkoły. W dalszej części cytowanego już wywiadu twierdzi: „Paradoksem nauki szkolnej jest to, że wtłacza się do głowy ludziom różne niby dobre rzeczy, a jednocześnie trzeba ich przygotować do życia w świecie złym”.
Nieprzystawalność przesłodzonych treści i metod nauczania do gorzkiej rzeczywistości demaskuje autor na każdym kroku. Błyskotliwie obserwuje wielość sposobów, których używają twórcy podręczników do kształtowania młodych umysłów, a potem te metody wykorzystuje – po odpowiednim wykrzywieniu – do własnych celów. Nasuwa to na myśl baśnie braci Grimm, z których dzieci mogą się nauczyć, że poza pięknymi książętami świat zaludniają także potwory.

Pojawiają się więc pozornie klasyczne czytanki. Na przykład „Polska, Europa i świat”, „Co robią rodzice”, „Jak zbój Madej stał się uczciwym człowiekiem” itd. Ich lektura uczy jednak nie tyle orientacji w jasnej rzeczywistości politycznej, ekonomicznej czy moralnej. Pozornie logiczny język dydaktyki zostaje ośmieszony („Polska znajduje się w Europie. Europa to duża płaszczyzna, a Polska to mniejsza płaszczyzna, stanowiąca część dużej płaszczyzny”, s.30), zajęciem rodziców okazuje się jedzenie kamieni („otoczaków”), a zbój Madej staje się porządny tylko przez to, że mafia sprzedaje jego narządy, które przeszczepia się następnie uczciwym ludziom. Oprócz czytanek są także wierszyki. Zamiast swojskiego „Płynie Wisła płynie” mamy jednak „Odrę” – i to bynajmniej nie tę rzeczną („Odra, odra/ Choroba modra”). Pod niewinnym tytułem „Gruszka” kryje się nie tyle edukacyjna opowiastka o owocach, ale raczej poradnik małego zabójcy („Jak zabić gruszką, pytają dzieci”, s.25). Nic dziwnego zatem, że w elementarzu Piątka Murzynek Bambo to umierające z głodu afrykańskie dziecko, zaś tytułowy bohater utworu „Dobry chłopiec” okazuje się nie tyle grzeczny, jak w porządnych dydaktycznych historyjkach, co raczej… smaczny – albowiem rodzina spożywa go na obiad.

Piątek sięga także po inne podręcznikowe metody nauczania. Ironicznie zwraca się do odbiorców „Drogie Dzieci!” (na okładce znajduje znaczek „+18” i ostrzeżenie o drastycznych treściach, ale najwyraźniej w edukacji na temat potworności ludzkiej egzystencji wszyscy okazują się niedojrzali). Po stronicach książki „młodego” czytelnika oprowadza Piesek Lubo. W zwykłym podręczniku zwierzak ów byłby z pewnością miłym, pomocnym stworzeniem, jednakże zniewolony przez człowieka Lubo wiedzie naprawdę pieskie życie („Twój Władca mruczy: miło przy śniadaniu/ Czuć u stóp głodny oddech niewolnika”, s.7), raz po raz pełniąc niechlubną rolę kozła ofiarnego (wierszyk „Piesek Lubo dostaje klapsa”). Podręcznik nie może, rzecz jasna, wymagać od odbiorcy tylko czytania; musi uczyć także myślenia. Stąd u Piątka uzupełnienie każdego tekstu o ćwiczenia – od takich pozornie zwyczajnych („Przeczytaj uważnie czytankę i zastanów się nad treścią”) do tych zupełnie absurdalnych („Jak myślisz, dlaczego autor wiersza nie wspomniał o kogutach?”). Nowoczesny podręcznik nie powinien też pomijać faktu, że siedzenie godzinami w ławkach jest męczące – trzeba umożliwić dzieciom zabawy. W tym wypadku jednak zamiast niewinnej gimnastyki zaproponowano gry, z których jedna polega na tym, żeby złapać kolegę „za to, co go właśnie najbardziej boli”, a potem skoczyć „do góry, ale trochę też na boki” (s.43). Komplet elementarzowych składników dopełniony zostaje ilustracjami stworzonymi przez Hannę Gill-Piątek. A na nich klasycznie: dzieci, zwierzątka, przedmioty codziennego użytku. Z tym, że na obrazkach w wydanym przez Krytykę Polityczną podręczniku dzieci odcinają kolegom różne części ciała, zwierzęta pożerają ludzi, a w wannie pływa rekin. I nawet ładny czerwono-biały wzorek na wewnętrznych stronach okładki przy nieco bliższej obserwacji okazuje się złożony z malutkich kajdanek.

Uderzająca nieprzystawalność tradycyjnych sposobów edukowania do brzydkiego świata z wizji Piątka („Jeżeli masz w szkole dietetyka, poproś go o przepis na życie”, s.57) ośmiesza dydaktyczne metody i obnaża przekłamywanie przez nie rzeczywistości, ale – paradoksalnie – naprawdę pozwala czegoś nauczyć. Wzorowane na elementarzowych teksty uzupełnione infantylizacją języka („Co jest najstraszniejsze: wirusek, wampirek czy czarna dziurka?”, s.29) to bowiem nie tylko antyszkolna prowokacja.

Życie uczy
„Założyłem, że w tym podręczniku będzie mowa tylko o złym świecie” – tłumaczy w wywiadzie Piątek. Skoro, według autora, świat jest zły, to czytelników trzeba uświadomić w tej kwestii. Najlepiej metodą szokową. Życie uczy prawdziwie, przez cierpienie i absurd, więc i tekstowo trzeba je naśladować w metodzie. Założenie udało się spełnić, chociaż ceną tego jest pewne jednowymiarowość wyłaniającego się z książki świata, złożonego z pesymizmu i okrucieństwa. Wypełnienie podręcznikowej formy treścią z pogranicza serwisu złych wiadomości („Dziś na zachodzie silna depresja/ No, a na wschodzie po prostu groza”, s.47) i dzieł egzystencjalistów („W tej chwili jesteś żywy. Ale pewnie dnia będziesz martwy”, s.54) składa się na cykl makabresek, które przez wewnętrzne napięcie na linii forma-treść działają porażająco.

Absurdalność uderza czytelnika właściwie z każdej strony. „Kiedy warzywa robią się większe i niejadalne, to znaczy, że weszliśmy w las” (s.8) – brzmi na przykład ostatnie zdanie opowieści o Ojczyźnie, obejmującej – zgodnie z zagranicznymi stereotypami – wyłącznie pola uprawne i puszcze. Prawda ma formę zupki w proszku (wierszyk „Brodzenie w prawdzie”), na płocie wisi „farfocel”, który zabija („O chłopcu, który bał się farfocla”). Działając udanym czarnym humorem, teksty epatują także makabrą – karpie w wannie atakują dziecko, ludzie pożerają się wzajemnie (w sensie jak najbardziej dosłownym) lub przynajmniej robią sobie dotkliwą krzywdę, afrykańskie dzieci umierają z głodu, a matka zwija dziecku na szyi nie tylko szalik, ale też „coś innego, konopnego” (s.47). Piątek stwierdza w wywiadzie: „Chciałbym, żeby ten podręcznik był nie tyle inspiracją do zmiany systemu edukacji, ile inspiracją do zmiany świata”. I chociaż na pytanie, jak to zrobić, odpowiada: „Tego nie wiem, ale wiem, że świat jest zły i coś z tym trzeba zrobić”, to już samo absurdalno-makabryczne uświadamianie, stanowiące następstwo lektury jego „Podręcznika…” ma wartość dydaktyczną.

Najcenniejsze i najcelniejsze wydają się jednak momenty, kiedy Piątek nie próbuje szokować, lecz atakuje uniwersalnymi stwierdzeniami, które przerażają bardziej nawet niż zamieszczona na końcu podręcznika wycinanka (dziewczynka z zakrwawionym nożem i zwierzę bez głowy). Zdania te odnoszą się bowiem do trudnych wyborów oraz nieszczęść, z którymi właściwie nie można zrobić nic – jedyne, raczej mało satysfakcjonujące, rozwiązanie to refleksja i pogodzenie z faktami. Makabra po paru stronach powszechnieje. Natomiast pytania typu: „Czy wiesz, gdzie kończy się kraj? Czy wiesz, gdzie zaczynasz się Ty?” (s.10), „Jak myślisz, czy mógłbyś obchodzić Dzień Niesiebie?” (s.13), „Czy wiesz już, jak uniknąć śmierci?” zostają w świadomości na dłużej, chociaż z pewnością chciałoby się je z niej wyrzucić. Podobnie jak przykre prawdy z poruszającej czytanki „Starość i śmierć”, którą należałoby pewnie przytoczyć tu w całości. Łącznie z ćwiczeniami.

Horror pierwsza klasa
Pomimo pewnych zastrzeżeń, jakie budzi „Podręcznik dla klasy pierwszej” (chwilami wysilona prowokacyjność, nieco irytujące sięganie po niezbyt wyszukane metody szokowania, utrzymywanie tekstów w jednym tonie), dość skutecznie potrafi on zrobić to, co, według autora, zrobić powinien – „podręczyć”. A równocześnie spełnia, chociaż w sposób wysoce nieklasyczny, klasyczną rolę elementarza: daje pewną wiedzę o świecie, mimo że jest to świat widziany tylko w ciemnych barwach. I chociaż z polecenia do wierszyka „Murzynek Bambo” wyłania się wyraźne zwątpienie w moc refleksji pozbawionej czynów („Przeczytaj uważnie wierszyk i zastanów się nad treścią. Potem zastanów się nad tym, co z twojego zastanowienia wynikło. Czy coś się zmieniło?, s.39), to właśnie skłonienie do myślenia może jawić się jako największa zaleta książki Piątka. Myślenia, które będzie bolesne, ale odważne.

Na szczęście „Podręcznik dla klasy pierwszej” okazuje się głębszy niż sugerują okładkowe zapowiedzi. Niewątpliwie jednak przynajmniej w jeden fragment okładkowej „zachęty” można uwierzyć bez zastrzeżeń: „Po przeczytaniu rodzą się wyłącznie wątpliwości. Ta książka to istny horror”. Horror, przyznać trzeba, pierwszej klasy. Aż strach pomyśleć, że to dopiero początek edukacji…

Teksty cytowane:
1. P. Bourdieu, J.-C. Passeron: „Reprodukcja. Elementy teorii systemu nauczania”. Przeł. E. Neyman. Warszawa 2011.
2. M. Foucault: „Porządek dyskursu”. Przeł. M. Kozłowski. Gdańsk 2002.
3. „Piątek: Świat jest zły i coś należy z tym zrobić”. Z Tomaszem Piątkiem rozmawia Arek Gruszczyński (2011) http://www.krytykapolityczna.pl
Tomasz Piątek: „Podręcznik dla klasy pierwszej”. Wydawnictwo Krytyki Politycznej. Warszawa 2011.