Wydanie bieżące

1 lutego 3 (195) / 2012

Magdalena Kempna-Pieniążek,

UNDE MALUM?

A A A
„Rozstanie” Asghara Farhadiego otwiera się na tyle interpretacji nośnych w czasach wszelako rozumianego kryzysu, że nie sposób dziwić się, iż zostało ono okrzyknięte arcydziełem i jest uważane za pewniaka w wyścigu do tegorocznego Oscara dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego. Są tutaj zarówno tak ukochane przez Hollywood konflikty charakterów, jak i faworyzowane przez zachodnioeuropejską krytykę konflikty społeczne. Socjologom z pewnością podczas oglądania tego filmu nasuną się refleksje na temat kryzysu tradycyjnie pojmowanej rodziny, politologom – pytania o religię w dobie zderzania się wszelkich fundamentalizmów ze światopoglądowym pluralizmem, feministkom – kolejne wątki do krytyki patriarchatu, a filozofom – rozważania dotyczące źródeł zła. Jest przy tym „Rozstanie” swego rodzaju filmem-zadrą, Farhadi nie pomija bowiem żadnej okazji, by posiać w umyśle widza niepokój dotyczący spraw esencjalnych. W tym celu posługuje się (trzeba przyznać: wyjątkowo trafnie) sprawdzonymi motywami, konwencjami i symboliką.

Jak to właściwie jest ze złem? Czy piekło to rzeczywiście inni, czy też jest ono w nas? Społeczno-psychologiczny dramat w reżyserii Farhadiego jest w istocie parabolą, uniwersalną opowieścią o człowieku. Bohaterowie „Rozstania” to postaci w stanie ciągłej walki: Simin (Leila Hatami) walczy ze swoim mężem Naaderem (Peyman Maadi) zarówno o realizację własnych marzeń, jak i o córkę, Termeh (Sarina Farhadi). Najęta do pracy przez Naadera Razieh (Sareh Bayat) walczy o przetrwanie: jej mąż Hodjat (Shahab Hosseini) nie ma pracy, za to mnóstwo długów. Potem Simin i Naader walczą z Razieh i Hodjatem, oskarżającymi Naadera o spowodowanie poronienia u Razieh. W tle tych oficjalnych konfliktów toczą się inne, często skrywane: Termeh stosuje praktykę milczenia i oporu, próbując wywalczyć pojednanie swoich rodziców, Razieh zmaga się z prawdami swej wiary, a wszyscy bohaterowie w pewnym momencie zostają skonfrontowani z własnym sumieniem.

Farhadi pokazuje w swoim filmie postaci złożone i wielowymiarowe, przede wszystkim jednak zdaje się mówić o tym, że spotkanie z innym zawsze jest doświadczeniem głęboko etycznym. Zło, jakie staje się udziałem bohaterów „Rozstania”, nie manifestuje się poprzez nakreślone mocną kreską symboliczne figury; jest raczej złem powszednim, płaskim, niskim, banalnym, wypływającym nie tyle nawet ze złej woli i chęci skrzywdzenia drugiego człowieka, co z pozornie niewielkiej słabości. Naader często jest opisywany w filmie jako osoba uczciwa, dumna i honorowa. To właśnie jednak jego za daleko posunięta duma nie pozwala mu na pojednanie z żoną i przyznanie się do błędu. Z czasem w miejsce poczucia honoru wkrada się niski strach przed jego utratą. Razieh z kolei jest kobietą pobożną i głęboko wierzącą. Paradoksalnie to właśnie najprawdopodobniej wywiedzione z przykazań wiary pruderia i zaciętość nie pozwalają jej na szczerą rozmowę z Naaderem na temat tego, dlaczego pozostawiła jego cierpiącego na chorobę Alzheimera ojca samego w domu.

Żadna z postaci nie jest moralnie jednoznaczna. Farhadi nawiązuje do zdroworozsądkowego przekonania o człowieczeństwie, w które immamentnie wpisane są pierwiastki dobra i zła. Simin, w pierwszej scenie filmu, jak się zdaje, egoistycznie dążąca do realizacji własnych planów za cenę rodzinnego szczęścia, wykazuje się wielką determinacją w udzielaniu pomocy mężowi i córce, kiedy ci najbardziej jej potrzebują. Z kolei Naader niespodziewanie wstawia się w sądzie za Razieh, kiedy jej mężowi grozi więzienie. Być może, idąc dalej tym tropem, można byłoby dojść do wniosku, iż ludzie nie są źli z natury; to okoliczności, a zwłaszcza pewnego typu spotkania z innymi, czynią ich złymi. Farhadi nie udziela jednak odpowiedzi na wszystkie pytania. Jedynie widz może (w swoim sumieniu) ocenić, co liczy się bardziej: to, że Razieh skłamała, czy też to, że jest kochającą matką.

Uniwersalizm filmu Farhadiego kryje się także w innych opozycjach. To, co męskie, zderza się tu z tym, co żeńskie. W „Rozstaniu” prezentowana jest kultura patriarchalna, której to jednak kobiety wydają się podstawą. To one zabiegają o swoich mężczyzn, wpłacają za nich kaucje, obłaskawiają wierzycieli, pracują, gdy mężowie są bezrobotni, dogadują się z przeciwnikami. To, na co mężczyźnie nie pozwalają duma, źle pojęty honor czy też zwykła zaciętość, kobiety robią niemal bez mrugnięcia okiem. Duma nie jest bowiem dla nich nigdy na tyle ważna jak dobro córki (Simin), honor ustępuje trosce o dobro męża (Razieh), a zaciętość nie jest wartością samą w sobie, tylko na przykład strategią mającą na celu doprowadzenie do pojednania rodziców (Termeh).

W tym antagonistycznym męsko-żeńskim świecie dwie postacie zdają się mieć status szczególny. Chory ojciec Naadera (Ali-Asghar Shahbazi), którym ma opiekować się Razieh, poniekąd mężczyzną już nie jest (bohaterka uzyskuje od swego religijnego doradcy zezwolenie na umycie go), natomiast Somayeh, kilkuletnia córka Razieh, nie jest jeszcze w pełni kobietą, nie obowiązują jej więc wszystkie normy. Obie te postaci, na ogół milczące, funkcjonują w „Rozstaniu” niczym odpowiednik, a zarazem zaprzeczenie antycznego chóru. Przyglądając się wydarzeniom, nie komentują ich bezpośrednio, choć ich wymowne spojrzenia lub drobne gesty oddziałują mocniej niż wyrażone wprost nawoływanie o poszanowanie godności drugiej osoby. Równocześnie jednak stają się one nieświadomymi katalizatorami niektórych konfliktów, a ich pozornie drobne czyny (wymknięcie się ojca Naadera z mieszkania, zdanie rzucone przez Somayeh w odpowiedzi na pytanie nauczycielki) pociągają za sobą nieraz istotne konsekwencje.

Farhadi wykorzystuje doskonale znaną symbolikę starości i dziecięctwa jako „stanów specjalnych”, niejednokrotnie umożliwiających inne, głębsze poznanie rzeczywistości. Równie sprawnie reżyser żongluje wybranymi konwencjami. Dochodzenie do prawdy o tym, dlaczego Razieh poroniła, przywodzi na myśl kryminał. Z kolei otwierająca film sekwencja kłótni Simin i Naadera w sądzie, podczas której aktorzy niemal nieustannie patrzą w kamerę, de facto ustanawia widza nie tylko jako obserwatora, ale i sędziego następujących po sobie wydarzeń.

Być może wielu widzów odbierze „Rozstanie” jako dzieło wybitne, ale takie, do którego nie będą chcieli już więcej wracać. Trauma stająca się udziałem bohaterów filmu przekłada się na dość niekomfortową pozycję odbiorcy-sędziego. Największą siłą tego sprawnie zrealizowanego współczesnego moralitetu jest bowiem skala emocji, jakie porusza: od gniewu, po najgłębsze współczucie.
„Rozstanie” („Jodaeiye Nader az Simin”). Scen. i reż.: Asghar Farhadi. Obsada: Leila Hatami, Peyman Maadi, Sareh Bayat, Shahab Hosseini, Ali-Asghar Shahbazi i in. Gatunek: dramat. Produkcja: Iran 2011, 123 min.