Wydanie bieżące

15 lutego 4 (196) / 2012

Maja Baczyńska,

MANIFEST SZTUKI CZY STUKA MANIFESTU?

A A A
Dla tych, których w ostatnim czasie zachwyciła komedia dokumentalna „Wyjście przez sklep z pamiątkami” (reż. Banksy, 2010), wydawnictwo Carta Blanca przygotowało nie lada gratkę: album „Graffiti w Polsce: 1940-2010”. Publikacja stanowi jak dotąd najpełniejszą dokumentację polskiego street artu. Ukazuje wszelkie sposoby „malowania po ścianach”, jakie tylko pojawiły się w Polsce w ciągu ostatnich siedmiu dekad. Autorami publikacji są Tomasz Sikorski i Marcin Rutkiewicz, od lat związani z działalnością artystyczną, w tym ze sztuką uliczną.

„Pragnęliśmy pokazać to, co dzisiaj dzieje się na ścianach, czyli to graffiti o korzeniach amerykańskich: street art, murale i wszelkie inne formy aktywności – nazwijmy je «malarskimi» – na murach oraz ich korzenie sięgające siedemdziesięciu lat wstecz” – mówi Marcin Rutkiewicz. Okazuje się, że źródeł polskiego street artu należy upatrywać w tradycji Armii Krajowej: „(…) już w latach 40. w szeregach AK istniała czterystuosobowa dywizja grafficiarzy, którzy po prostu znaczyli miasto. Z tym, że znaczyli je symbolami oporu” – wyjaśnia Rutkiewicz. Jeżeli znak Polski Walczącej rozumieć jako dzisiejsze street logo, to jest to ewenement na skalę światową. W gruncie rzeczy ów niepodległościowy duch przyświecał polskiej sztuce ulicy także w kolejnych dekadach XX wieku. W latach 80. była to metoda walki „Solidarności” – wówczas wszelkiego rodzaju rysunki i znaki na ścianach w mieście miały wydźwięk silnie antykomunistyczny.

Niewątpliwym atutem przedstawiania graffiti w formie fotografii jest ukazywanie ulicznych dzieł w ich naturalnym otoczeniu, podczas gdy prezentowanie ich na wystawach ograbia je z ich najcenniejszych walorów. „Dzieła ulicy najlepiej działają na ulicy” – twierdzi Tomasz Sikorski. Ponadto, autorzy „Graffiti w Polsce” przedstawiają historię i rozwój gatunku na gruncie polskim, portretując zapomnianych twórców i zjawiska, które za żelazną kurtyną nieraz wyprzedzały dokonania artystów zachodnich, powszechnie uznawanych za pionierów sztuki ulicy. Można powtórzyć za polskim malarzem szablonowym, Czarnobylem: „Banksy robi rzeczy, które artyści w Polsce już dawno temu robili, w latach 80. Tyle ze wówczas nie było wokół mediów, żeby to rozdmuchać”.

Twórcy albumu podejmują również próbę scharakteryzowania polskiego street artu, podsumowując jego rozwój w ciągu ostatnich kilku dekad i częstokroć odwołując się do wypowiedzi danych plastyków (m.in. Dariusz Paczkowski, Paweł Jarodzki, Andrij Maruszeczko i in.). Orientację w historii polskiej sztuki ulicy dodatkowo ułatwia podział książki na rozdziały odpowiadające kolejnym okresom czy nurtom artystycznym. I tak mamy np. rozdział „Graffiti przeciw karabinom (1940-1945)”, „Murale reklamowe i propaganda zewnętrzna w PRL-u (1960-1989)” czy „Graffiti artystyczne po roku 1995”.

„W graffiti politycznym chodzi zazwyczaj o dotarcie do jak największej liczby odbiorców i pod tym kątem wybiera się miejsca. W graffiti artystycznym liczy się nie liczba odbiorców, lecz to, czy dzieło działa. Żeby dobrze działało – musi współgrać z charakterem miejsca i atmosferą otoczenia” – tłumaczy Sikorski. Jednocześnie autor przyznaje, że dla niego osobiście najciekawsza część historii polskiego graffiti kończy się w 1989 roku wraz z powstaniem Wolnej Polski.

Sikorski jest uznawany za jednego z pionierów polskiego graffiti. O swoich szablonach mówi: „Odbijałem je nocą, samotnie i na drżących nogach, bo żaden z moich kumpli nie odważył się mnie ubezpieczać. Konsekwencje mogły być różne, ale wszystkie przykre: aresztowanie, wyrwanie z ucha kolczyka, pobicie na komisariacie, kolegium, sąd. Powtarzałem sobie jednak mantrę: Mój ojciec jako nastolatek ryzykował życiem, robiąc graffiti antyhitlerowskie w okupowanej Warszawie (był członkiem Szarych Szeregów, później walczył w Powstaniu Warszawskim w batalionie «Parasol» AK), a ja ryzykuję przecież nieporównanie mniej – w najgorszym razie pobicie. Moje szablony zresztą nie były wprost antysystemowe, nie były antysowieckie, w ogóle nie były «anty». Dla ubecji żaden łup. Dla ludzi na ulicach mogły być po prostu sygnałami ze świata normalności, ale dla totalitarnego systemu – przez swój humanitaryzm, indywidualizm i niezależność – były subwersją”. Z czasem twórcy tacy jak Tomasz Sikorski, niejednokrotnie absolwenci Akademii Sztuk Pięknych, zajęli się działalnością artystyczną, tworząc na miejskich ścianach prawdziwe dzieła sztuki.

Album „Graffiti w Polsce: 1940-2010” pozwala nie tylko prześledzić ewolucję polskiego street artu, ale również przyjrzeć się bliżej temu szczególnemu gatunkowi kreacji artystycznej. W gruncie rzeczy graffiti jest swego rodzaju energią twórczą zamanifestowaną na ścianach. W zależności od sytuacji politycznej, manifest ten może przybierać formę znaków walki niepodległościowej (jak np. „Zwyciężymy, precz z Niemcami” czy „Precz z komuną!”) lub – w spokojniejszych czasach – stanowić pozbawione treści politycznych przedstawienie artystyczne. Dzięki temu street art coraz częściej jest uznawany za równoprawną formę sztuki. W tym kontekście „Graffiti w Polsce: 1940-2010” należy uznać za archiwum wszelkich działań i przemian dokonujących się w sztuce ulicznej w ciągu ostatnich siedemdziesięciu lat w Polsce. Publikacja ta jest niewątpliwie białym krukiem na polskim rynku wydawniczym.
Tomasz Sikorski, Marcin Rutkiewicz: „Graffiti w Polsce 1940-2010”. Carta Blanca. Warszawa 2011.