ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 lipca 13 (61) / 2006

Wojtek Mszyca Jr,

BOHATEROWIE NIE SĄ ZMĘCZENI

A A A
Tom Verlaine “Around”. Thrill Jockey 2006.
Tom Verlaine od czternastu lat nie wydał płyty z nowym materiałem. Niedawno przerwał milczenie aż dwoma nowymi albumami wydanymi jednocześnie. „Songs and Other Things” zawiera głównie – jak sugeruje tytuł – nowe piosenki, podczas gdy „Around” jest krążkiem w całości instrumentalnym. Niewątpliwie obie płyty są godne uwagi, lecz szczególne wrażenie zrobiła na mnie ta druga.

Verlaine jest już zasłużonym weteranem na muzycznej scenie. Wraz ze swoim zespołem Television pod koniec lat 70. współtworzył legendę klubu CBGB's, znany jest również ze współpracy z Patti Smith. Po rozpadzie pierwszego wcielenia Television nagrał szereg solowych płyt, w tym również instrumentalnych, m.in. wydaną w 1992 roku „Warm and Cool”. Na dalszy ciąg musieliśmy czekać aż do dziś, jednak było warto.

Materiał na „Around” zarejestrowano bardzo szybko a sesja była w większości improwizowana. Liderowi towarzyszyli basista Patrick A. Derivaz i perkusista Billy Ficca. Choć Verlaine na początku swojej muzycznej drogi nie pałał sympatią do gitary i grał na saksofonie, to zasłynął jako gitarzysta o wyjątkowym stylu. Na „Around” prezentuje różne jego odcienie, jednak całość ma wyraźny, spójny charakter i klimat. Płytę wypełnia szesnaście utworów, z których część jest oparta na wyraźnym rytmie i stanowi coś w rodzaju instrumentalnych piosenek, podczas gdy pozostałe to rodzaj atmosferycznych impresji. Od pierwszych dźwięków piękne i pełne niuansów brzmienie gitary Verlaine`a hipnotyzuje i wprowadza w specyficzny, odrealniony klimat. Najbardziej podobają mi się właśnie te utwory z pogranicza snu i jawy, w których sekcja rytmiczna jest nieco cofnięta a na pierwszym planie znajdują się krystaliczne tony gitary. Momentami ornamenty, jakie tworzy Verlaine na wybrzmiewających już dźwiękach, przypominają o jego odwiecznej fascynacji jazzowymi saksofonistami. Czasem można doszukać się klimatu zbliżonego do późnych nagrań Billa Frisella. Wiele jest też elementów, które niewątpliwie przypadną do gustu fanom Tortoise czy Brokeback – myślę, że nie przypadkiem akurat Thrill Jockey wydał nową muzykę Verlaine'a. Zdaje się, że zespoły, które zbudowały estetykę tej wytwórni wiele zawdzięczają liderowi Television. Dodatkowego smaczku i tajemnicy dodaje grze Verlaine'a dość częste wplatanie motywów o charakterze orientalnym, czasem bardzo wyraźnych jak w przypadku mikrotonalnych ozdobników uzyskiwanych techniką slide.

Choć podczas słuchania „Around” nasuwa się wiele skojarzeń, żadne z nich nie jest do końca adekwatne i już po chwili wydaje się chybione, kiedy kolejny utwór przynosi zaskakującą zmianę klimatu. Verlaine należy przecież do artystów, którzy już dawno wypracowali sobie swój własny język, i stanowią inspirację dla innych, często bardziej powszechnie znanych muzyków. Tym bardziej ukazanie się nowych płyt Toma Verlaine`a jest wydarzeniem w świecie ambitnej muzyki. Wielu młodszym słuchaczom, do których zaliczam także siebie, pozwolą spojrzeć z szerszej perspektywy i z dystansem na swoje fascynacje. Ostatnie lata przyniosły wiele doskonałych wydawnictw muzyków o długim stażu i ogromnym doświadczeniu, które udowadniają, że bohaterowie wciąż nie są zmęczeni. Eno, Cale, Sylvian, Bowie, Byrne, Gabriel i inni udowadniają, jak ważna jest twórcza dojrzałość. Tom Verlaine ze swoją nową muzyką wpisuje się w ten chlubny trend.