Wydanie bieżące

1 kwietnia 7 (199) / 2012

Krzysztof Grudnik,

LEKCJE CZYTANIA

A A A
wolę bowiem czytać powieści, niż dokonywać ich wiwisekcji (s. 119)
„Listy do młodego pisarza” to mało udany projekt – choć bardzo udana książka. Jak zdradza we wstępie autor: miały stanowić część planowanej przez wydawcę serii, w której mistrzowie różnych fachów zdradzali sekrety swego zajęcia, pisząc listy do fikcyjnego, młodego adepta ich sztuki/rzemiosła. Seria nie doszła do skutku, lecz pierwsza jej książka, napisana przez Llosę, doczekała się osobnej publikacji, która niedawno trafiła także na polski rynek.

„Listy...” nie są z pewnością korespondencyjnym kursem pisania. Ich przedmiotem w niewielkim tylko stopniu jest proces tworzenia powieści. Dużo więcej uwagi poświęca się tu powieści jako takiej: jej strukturze, narracji, stylowi. Llosa kreśli przed swym wirtualnym adresatem bardzo szerokie spektrum możliwości, które przeradza się pod piórem autora w konieczność wyboru, a cała jego praca sprowadza się do uświadomienia tej konieczności. Celem nadawcy „Listów...” staje się wykorzenienie wszelkiej przypadkowości – pisarz powinien dążyć do maksymalnej kontroli nad tekstem, który tworzy.

Widać już, że Llosa jest tradycjonalistą. Wspomina on co prawda o powieści eksperymentalnej, dopuszcza na przykład prowadzenie narracji w drugiej osobie, chwali strumień świadomości Joyce'a, lecz wszystko to ma być według niego działanie świadome i kontrolowane. Nie jest jednak autor „Marzeń Celta” typowym strukturalistą, choć takie wrażenie miejscami sprawia. Omawia strukturę powieści, rozkłada ją na czynniki, ukazuje ich zmienność i różne konfiguracje. Ma przy tym świadomość pewnej umowności. W liście III pisze, że podział na treść i formę jest sztuczny, lecz służy klarowności interpretacji i analizy. Wraca do tego wątku w liście XII, ostatnim, gdzie podkreśla raz jeszcze, że rozkładanie powieści na elementy jest błędem, gdyż dzieło takie stanowi „żywą całość”.

Zakres tematów poruszanych w kolejnych listach jest dość szeroki. Książka rozpoczyna się ciekawymi rozważaniami na temat pisarskiego powołania. Dla zdobywcy literackiej Nagrody Nobla powołanie jest sprawą podwójną, dwufazową: pojawia się jako „pierwotna subiektywna dyspozycja”, wrodzona lub wcześnie rozwinięta, by w drugiej fazie zostać potwierdzoną przez rozumowy wybór. Źródłem zaś powołania jest bunt, niezgoda na zastany świat, która rodzi światy alternatywne jako formę krytyki. Pisarstwo jest więc działalnością polityczną, choć twierdzenie to Llosa przemyca w bardzo delikatny sposób, nie rozwijając tej myśli, a jedynie czasem wspominając np. o niechęci systemów totalitarnych do pisarzy.

W „Listach...” znajdują się rozdziały poświęcone tematom dość znanym: perspektywie narracji, zaangażowaniu narratora w fabułę, czasowi (w) powieści, poziomom realności i fantastyczności, powieści szkatułkowej, faktom eliptycznym i technice naczyń połączonych. Omawiane w nich elementy czy koncepcje nie są autorstwa Llosy, ich opisanie jest jednak uzasadnione chęcią kompletności dzieła. Młody pisarz musi poznać podstawy budowy powieści i nie jest winą doświadczonego pisarza, gdy bardziej wprawiony czytelnik napotka materiał wcześniej już przyswojony. Zresztą w takim wypadku i tak może poszerzyć swoją wiedzę, dzięki wnikliwości twórcy „Szelmostw niegrzecznej dziewczynki”.

Styl listów wprowadza jasność wypowiedzi i zwięzłość, na które kilkakrotnie wskazuje sam autor. Nie znamy odpowiedzi adresata, bo też zapis nie jest autentyczny, mamy do czynienia jedynie ze stylizacją, ale to nie przeszkadza. Ba! pomaga nawet, gdyż jako czytelnicy utożsamiamy się z odbiorcą listów. Powstaje w ten sposób podwójna więź: czytelnicza i intymna. Llosa uwodzi nas swoją wiedzą oraz swoją mową do tego stopnia, że każdy opór jest daremny. I mimo bardzo wysokiego asekuranctwa – gdy autor zaznacza, że to tylko pewien koncept, że sam nie zawsze jest pewien swych słów – niezgoda ze strony odbiorcy po prostu się nie pojawia.

Lao Tse pisał w „Tao Te Ching”, że gram praktyki cenniejszy jest nad tony teorii. W jakiś sposób Llosa zdaje sobie z tego sprawę. I choć od wykładu teoretycznego uciec nie może, to wzbogaca go ogromną ilością przykładów. To zadziwiające, jak wiele nazwisk, jak wiele tytułów pojawia się na tych zaledwie 120 stronach. Indeks osób liczy 77 pozycji, do dużej części z nich znajdziemy kilkukrotne odniesienia. Takie nagromadzenie możliwe jest dlatego, że Llosa nie skupia się na treści przywoływanych lektur. Czyta je w sposób praktyczny, wyszukuje potrzebne mu elementy i wokół nich buduje analizę. Streszczania w tym minimum. Czytelnik nie znający przywołanych tytułów nie dowie się o nich wiele, z wyjątkiem egzemplifikacji tych cech, jakie w danym momencie zostają omawiane.

Dlatego rady Llosy nie są kierowane do kompletnych żółtodziobów. Nie chodzi o to, że wymagają od czytelnika praktyki pisarskiej, wymagają jednak – praktyki czytelniczej. Znajomość Kafki, Flauberta, Woolf, Joyce’a, Cortazara czy Prousta potrzebna jest do pełnego zrozumienia przekazu. Czytelnik modelowy – wirtualny adresat listów, zna twórczość tych pisarzy i brak pokrycia tego doświadczenia w przypadku czytelnika empirycznego prowadzić musi do pewnego wyobcowania, zakłócenia komunikacji, złamania uroku.

W ostatnim liście, pełnym interesujących wzmianek o roli krytyki literackiej, Llosa wyznaje, że nauka tworzenia dzieła jest niemożliwa. Jedyne, czego można uczyć, to czytanie i pisanie. Wnikliwość pierwszej z tych czynności przekłada się na skuteczność drugiej. Dlatego „Listy do młodego pisarza” są tak naprawdę lekcją nie pisania, a czytania. Lektura tego dzieła wzmacnia i porządkuje zdolności percepcji czytelniczej, analizy dzieł literackich. Podpatrywanie mistrzów służy pogłębianiu literackiej świadomości, która – przypomnijmy – przełożyć się może na większą kontrolę twórczości własnej. Lecz jeśli Llosa przed czymś przestrzega, to przed próbą kopiowania cudzego stylu. Ta zawsze skazana jest na porażkę, gdyż wskazuje na warsztat, odkrywa proces pisania i osłabia przez to przyjemność lektury.

Książka Llosy nie jest typowym „know how”, ani w treści, ani w formie. Nie uczy produkowania opowiadań i powieści, których lekka i przyjemna lektura zwiększa szanse zaistnienia na dzisiejszym rynku wydawniczym. Nie kreśli schematów, których opracowanie ma być gwarancją sukcesu komercyjnego. Propaguje zupełnie niemodny, mozolny proces skrupulatnej nauki i prób, których efektem końcowym ma być dzieło przemyślane i wysokoartystyczne.
Mario Vargas Llosa: „Listy do młodego pisarza”. Przeł. Marta Szafrańska-Brandt. Wydawnictwo Znak. Kraków 2012.