Wydanie bieżące

1 kwietnia 7 (199) / 2012

Anna Katarzyna Dycha,

NOWY RENTON? O RETY! JA ODPADAM

A A A
Debiutancki album Rentona sprzed ponad trzech lat zarażał muzyczną energią i młodzieżową autentycznością. Trudno jednak powiedzieć, że zespół powraca dojrzalszy. Krążek numer dwa wypełniają złe teksty, których poziom przyćmiewa aranżacyjne pomysły.


Rozumiem, że po anglojęzycznym debiucie Renton chciał wydać album z polskimi tekstami. Pomysł dobry, gorsza realizacja. Roi się tu od takich wpadek, jak choćby: „Wypuszczam słowa z kłębami dymu/ A ta linijka tylko dla rymu”, „Spada grad pytań, bo sufitu brak w kosmosie”, „Bo patrzę naprzód, czasem spod byka”, „Czy kiedyś dostałeś w twarz/ Pełną ręką nienawiści/ Czy może po prostu/ Jej nie zauważyłeś?”, „Bo jest mi dobrze/ A wiem, co znaczy źle”, „W górę, wysoko w górę/ A ja siądę pod cokołu marmurem”. Cytować można długo, bo taki banał wylewa się z każdego utworu. Zaznaczyć muszę, że Marek Karwowski, autor wszystkich wyśpiewywanych wersów, jest znakomitym wokalistą, obdarzonym ciekawą barwą głosu, operującym wibrato i aż żal, by wykonywał tego rodzaju twórczość. Nie przeszkadza mi nawet jego charakterystyczna maniera, przyzwyczaiłam się, ale na byle jakie teksty oka przymykać nie zamierzam.


Co by nie powiedzieć, jest jednak przebojowo. Dużo melodii, dużo klawiszy, tak do tańca. Na bok chłopaki odłożyli trąbkę i gitarę akustyczną, których brzmienie urozmaicało debiut. Przy tych piosenkach można się bawić, nie wsłuchując się w słowa. Wrażliwemu na tekst słuchaczowi nieraz zawadzać jednak będzie kicz, którego jest tutaj w nadmiarze. A przecież może być tanecznie, ale też inteligentnie. Ten krążek udowadnia tezę raczej odwrotną.


Najciekawszy moment na płycie to utwór „Krótki postój”. Z ostrym początkiem, ciekawymi gitarami, udanym refrenem, ze spowolnieniem w drugiej części piosenki. Grupa ma więc potencjał. Wyróżnić trzeba też singlowe „Czary”: trafiona kompozycja, której nie szkodzi polszczyzna. Dobrze zapowiada się też „Feniks”. Energicznie zagrany początek psuje jednak koszmarny refren. Potencjalnie dobry utwór rozpada się na dwie części. Niezwykłą pomyłką jest również utwór tytułowy – brak muzycznej werwy. „Nic nie pęknie, jeśli Ty nie pękniesz”. Pękłam przy drugiej zwrotce: „I co z tego, że już się zmęczyłeś/ Że wytarłeś łokcie i kolano/ Te cienie pod oczami się świecą/ Te zakwasy rozpuszczą wszystkie złe zasady”…


Nie chcę skrzywdzić artystów, ale nie na taki album Rentona czekałam. Po kilkukrotnym przesłuchaniu ogrom tekstowego banału atakuje z coraz większą mocą i przyćmiewa nawet pewne udane aranżacyjne rozwiązania. „Niech Cię uszy o to nie bolą” – w słownej galopadzie wyśpiewuje Marek we „Wcalemito”. Mnie, niestety, uszy rozbolały. Całe szczęście, że to tylko dziesięć kawałków. Parafrazując fragment piosenki „Najgłośniej” – odpadłam – i korzystając z rady zawartej w utworze „Dla porządku” – głęboko odetchnęłam. Może następna płyta znowu po angielsku?
Renton: „Niech wszystko staje się lepsze „ [O rety! Music, 2011].