Wydanie bieżące

15 kwietnia 8 (200) / 2012

Marta Kalarus,

(NIE)ROMANTYCZNA HISTORIA MIŁOSNA

A A A
„Wichrowe Wzgórza” Emily Brontë, wydane po raz pierwszy w 1847 roku, weszły na stałe do kanonu literatury angielskiej. Powieść, uznawana początkowo za (zbyt) brutalną, zyskała wkrótce uznanie i po dziś dzień cieszy się niesłabnącą popularnością. Romantyczna historia tragicznej miłości Catherine i przygarniętego przez jej ojca Heathcliffa stała się również podstawą licznych filmowych adaptacji.

Dowodem wciąż żywego zainteresowania dziełem Brontë jest najnowszy film angielskiej reżyserki, Andrei Arnold. Jej wersja „Wichrowych Wzgórz” różni się jednak zarówno od literackiego pierwowzoru, jak i od najbardziej znanych ekranizacji legendarnej powieści. Można wręcz odnieść wrażenie, że przy realizacji filmu doszła do głosu pewna przekora, widoczna zwłaszcza w doborze aktorów i w oryginalnym wyeksponowaniu pewnych wątków. Najbardziej znane adaptacje powieści Brontë często cechowały się widowiskowością, a pierwszoplanowe role odgrywali w nich sławni i cenieni aktorzy. Dotyczy to zwłaszcza głównego bohatera powieści, Heathcliffa, w którego postać wcielali się między innymi Laurence Olivier, Timothy Dalton czy Ralph Fiennes. W filmie Arnold z kolei rola ta – skądinąd przecież najważniejsza dla całego dzieła – została powierzona naturszczykowi, Jamesowi Howsonowi. Nie to jednak wzbudziło największe oburzenie fanów powieści, niemogących doczekać się jej kolejnej kinowej wersji, lecz fakt, że Howson jest czarnoskóry. Dla wielu osób, przywiązanych do wersji mówiącej o cygańskich korzeniach bohatera, stało się to główną wadą filmu. Czy nie jest to swego rodzaju prowokacja ze strony reżyserki, która chce sprawdzić pozornie tolerancyjne społeczeństwa, teoretycznie uwolnione od uprzedzeń rasowych? Dlaczego bowiem czarnoskóry aktor nie miałby pasować do wizji targanego namiętnościami i pragnieniem zemsty romantycznego bohatera? Argument dotyczący tego, że w oryginale Heathcliff był cygańskiego pochodzenia, traci swoją siłę, jeśli weźmiemy pod uwagę, że uwielbiani przez fanów powieści Laurence Olivier czy Ralph Fiennes z wyglądu niezbyt przypominają Romów.

Arnold dokonuje również swego rodzaju reinterpretacji powieści, skupiając się na wybranych wątkach, które eksponuje w oryginalny sposób. Przede wszystkim pozbawia historię „gotyckiego dreszczyku”. W powieści czytelnik poznaje pana Lockwooda, który zabłądziwszy, trafia do Wichrowych Wzgórz i ze względu na ponurą, mglistą noc, postanawia pozostać w posiadłości do rana. Jego spoczynek zostaje jednak przerwany przez ducha Catherine, który błąka się po wrzosowiskach. W filmie Arnold wątek życia po śmierci został całkowicie pominięty. Nie oznacza to jednak, że sama śmierć jest w nim nieobecna. Wręcz przeciwnie, motywy związane z przemijaniem są w filmie eksponowane niemal z obsesyjną częstotliwością. Co jakiś czas bowiem oglądamy osobne kadry, w których pojawiają się zwłoki zwierząt w różnych stadiach rozkładu. Przykładowo, w jednej ze scen, poprzedzonej zabawą nastoletnich bohaterów na wrzosowiskach, można zobaczyć fragmenty zwierzęcych kości, leżących obok piór, które bierze do reki Catherine. W innym momencie z kolei widzimy zawieszone na kiju truchło ptaka. Pojawiają się również sceny zabijania zwierząt, ukazane z bezwzględnym realizmem. Wszystko to nieustannie przypomina o przenikającym fabułę motywie przemijania i śmierci.

Śmierć przychodzi w końcu i po Catherine. Nie jest ona jednak połączona z życiem, tak jak w pierwowzorze literackim, gdyż kobieta nie rodzi córki, która miałaby szansę naprawić błędy swej matki. Bohaterka odchodzi, zostawiając po sobie jedynie pustkę i zrozpaczonego Heathcliffa. Śmierć, która zagarnia wszystko, jest w wersji Arnold czymś potężnym, ale także naturalnym. Reżyserka bardzo silnie eksponuje bowiem fizjologię i związek człowieka z przyrodą, co przypomina poszukiwania naturalistów, pragnących odkryć prawdę o istocie ludzkiej, dzięki analizie jej procesów życiowych. Co za tym idzie – również śmierć jest sprawą biologiczną. W scenie śmierci ojca Catherine jego odejście rozpoznajemy nie tyle po pełnych przerażenia okrzykach córki, lecz po widoku wydalonego przez nieboszczyka moczu, tworzącego kałużę pod fotelem.

Biologiczna natura człowieka zostaje również uwypuklona przez Arnold w wątku miłosnym, który stanowi oś fabularną filmu – reżyserka nie zajmuje się bowiem dziejami Heathcliffa i potomków bohaterów, tak jak uczyniła to Brontë. Stosunki pomiędzy Catherine i jej przybranym bratem są przesycone erotyzmem. W jednej ze scen widzimy, jak Heathcliff w trakcie przekomarzań przewraca dziewczynkę na ziemię i siada na niej; ich spojrzenia i tempo sceny sugerują, że jesteśmy świadkami podwójnej gry, mającej silne podłoże erotyczne. W innym fragmencie Catherine wylizuje powoli rany na plecach Heathcliffa. Tego typu scen, przepojonych tłumionym popędem seksualnym, jest w filmie więcej. Wszystkie one – ukazując seksualność – zbliżają się do rozumienia człowieka jako jednego z elementów natury. Reżyserka ukazuje łączące się z miłością pożądanie, które z racji wiktoriańskiej moralności nie miało prawa pojawić się w pierwowzorze literackim. Arnold nie prezentuje miłości romantycznej, utożsamianej przede wszystkim z połączeniem duchowym, lecz nadaje temu uczuciu kształt cielesny. Wizerunek ten osiąga apogeum w momencie, gdy Heathcliff przychodzi do pokoju, w którym znajdują się zwłoki ukochanej. Oprócz płaczu nad zastygłym ciałem Catherine, oglądamy wówczas scenę odbytego z nią stosunku seksualnego. Czy można było w bardziej dosadny sposób odrzeć historię miłości bohaterów z tragicznej, romantycznej wzniosłości?

Z dużą dozą realizmu reżyserka ukazuje również miejsce akcji. Zamiast widowiskowych pejzaży, przedstawia ponury, surowy krajobraz, pogrążony przez większość czasu w deszczu lub mgle. Arnold nie skąpi widzowi ani widoku brudu i błota, otaczającego Wichrowe Wzgórza, ani obrazów zaniedbanego domostwa. Trzeba jednak przyznać, że czyni to ze smakiem, a realistyczne, często prowadzone kamerą z ręki zdjęcia Robbie’ego Ryana są dużym atutem filmu. Mroczne wrzosowiska i towarzyszący wciąż bohaterom szum wiatru wpisują się w klimat dzieła i tworzą spójną całość z wizją reżyserki. Bohaterowie nie noszą wspaniałych, pełnych przepychu strojów, które często pojawiają się w filmach kostiumowych, lecz skromne ubrania o przygaszonych barwach. Widzimy również ich ciała, które nieraz są blade, zmęczone i brudne. Wszystkie te elementy bliskie są dominującemu w filmie naturalistycznemu pragnieniu oddania otaczającej postaci rzeczywistości.

Najnowsza wersja „Wichrowych Wzgórz” wyznacza kierunek przejścia od romantyzmu do naturalizmu. Reżyserka wyraźnie hołduje drugiej z wymienionych tendencji, odzierając ukazaną historię z patosu i otaczających ją mitów. Bez wątpienia dzieło Arnold jest interesującą próbą opowiedzenia na nowo wielokroć przetwarzanej przez kulturę historii Catherine i Heathcliffa. Czy udaną? Trudno jednoznacznie ocenić. Fani twórczości Emily Brontë rzeczywiście mogą poczuć się zawiedzeni. Dla innych widzów jednak propozycja Arnold będzie ciekawym przykładem reinterpretacji znanej powieści, z pewnością wartym uwagi.
„Wichrowe Wzgórza” („Wuthering Hights”). Reżyseria: Andrea Arnold. Scenariusz: Andrea Arnold, Olivia Hetreed. Obsada: James Howson, Kaya Scodelario, Nichola Burley i in. Gatunek: melodramat. Produkcja: Wielka Brytania 2011, 128 min.