Wydanie bieżące

15 kwietnia 8 (200) / 2012

Emilia Konwerska,

TRZEBA ŻYĆ

A A A
- Te, zabiłeś człowieka czy nie? - We dwóch. - We dwóch – ale zrobiłeś to czy nie? - No, zrobiłem. - To teraz dopiero jesteś facet.
Opowiadania Józefa Hena są wehikułem czasu. Zabierają czytelnika w przeszłość: mamy tu do czynienia nie tylko ze światem, który przeminął, z poglądami, które skostaniały, z uniwersalnością przekazu, którą wyparł ponowoczesny relatywizm. Skansen tkwi najsilniej w języku, sposobie opowiadania historii. Tak się już nie pisze. Klasyczny świat, którego zapisem jest twórczość Hena, na pewno znajdzie swoich miłośników. Wszyscy zmęczeni prowokacjami, językowymi eksperymentami przy zbiorze "Szóste, najmłodsze i inne opowiadania" znajdą chwilę wytchnienia. U Hena wszystko jest prostsze. Mamy wino, kawał chleba i słońce. I jest dobrze. Trzeba żyć.

Historie z frontu, śmierć w obozach koncentracyjnych i opowieści o odważnych bokserach są pretekstem do stawiania pytań o moralność, granice między dobrem, a złem, prawdą i kłamstwem. Czy można zaufać komuś, kto wysyła ludzi do gazu bez mrugnięcia okiem? Czy można jednocześnie okłamywać i kochać? Czy córka Goebbelsa jest z natury zła? Józef Hen pisał opowiadania wydane w tomie "Szóste, najmłodsze" na przestrzeni wielu lat, zmieniała się sceneria, sytuacja w kraju, ale nie zmieniło się podejscie autora do literatury. Hen wierzy w moc słowa. Wierzy w terapetuczną, etyczną rolę swoich książek. Nie boi się opisów pachnących z daleka kiczem, moralizatorskiego tonu. Wierzy, że pisarz ma do tego prawo. Opowiadania zawierają często proste chwyty i przez to nie zmuszają do refleksji. Mamy żołnierzy, którzy na pewno nie raz zabijali, a nagle nie potrafią pozbyć się bezpańskiego psa. Mamy dziennikarza, dla którego Nikaragua i Honduras to właściwie to samo. Zbyt proste wnioski płyną z przypowieści Hena, za bardzo to szkolne i jednoznaczne. Bohaterowie jego opowiadań są do siebie podobni. Bohater Hena to człowiek, którego spotkał zawód. Spodziewał się lepszego życia, piękniejszych kobiet, trwalszej przyjaźni. Ludzie okazują się chciwi i źli. Nie można nikomu zaufać. Jesteś polskim chłopakiem daleko od domu, poznajesz Araba, dajesz mu chleb, poszukujesz w nim ojca, ale on chce cię wykorzystać. Zakochujesz się w dziewczynie o fioletowych oczach, jest miła, zaprasza do łóżka. Nie łudź się. Okaże się pazerna i oschła. Hen opowiada nam o ludzkiej obłudzie. Wdowa po Joczysie nigdy nie stanie się wolna, zawsze będzie własnością miasta. Musi uciec.

Pierwsza część tomu to opowiadania o ludziach poszukujących szczęścia. Szczęście według autora nie jest skomplikowane. Piękna kobieta, dobre jedzenie i mieszkanie. Spokój i dobrobyt. Czy tak ocenia Hen ludzkie pragnienia? A może po wojnie nie było poszukiwania sensu i kłopotów z tożsamością? Bohaterowie chcą żyć, być szczęśliwi, pić cierpkie wino. Przeszkadzają w tym inni. Inni to piekło, dlatego u Hena mało jest silnych relacji, głębokich uczuć. Niektóre opowiadania zaskakują, robią wrażenie, przytłaczają. "Ona" to krótki, zmysłowy tekst o cielesności i pięknym zapachu nafty. "Hitler w naszych rękach" przenosi nas na wieś, mężczyzna znajduje w swojej stodole Hitlera, mieszkańcy katują wodza, znęcają się nad nim. Stają się oprawcami. Polska prowincja to świat mocno przez autora penetrowany, postawy ludzi zasiedlających wieś mają być archetypami, uniwersalnymi zachowaniami, wydarzenia mają mówić jakąś prawdę o ludzkości. Artyści często pochylają się nad wsią, szukając w niej wiedzy o człowieczeństwie. Mamy ten zabieg w filmie Wilhelma i Anki Sasnal "Z daleka widok jest piękny" i w twórczości Olgi Tokarczuk. Wieś ma być uniwersum. Artyści wierzą, że na wsi wszystko jest bardziej wyraźne. Zło, śmierć i nędza. Hen bierze pod lupę sytuacje graniczne, wojnę, miłość, morderstwo. Ale nie tylko. Autor dużo miejsca poświęca różnicom między płciami.

Józef Hen stawia nierozerwalną granicę między męskością a kobiecością. Druga część zbioru nosi tytuł "Powiernik serc" i jest zapisem zwierzeń osób potrzebujących wiernego, dyskretnego słuchacza. Powiernik pisze: "Bardzo szybko zorientowałem się, że wolę opowieści mężczyzn niż kobiet. (...) Początkowo, przyznaję, zwierzenia kobiet mnie także interesowały, oczekiwałem ich z podnieceniem. Ale zaspokoiwszy z kilkoma klientkami ciekawość, dowiedziawszy się, jak straciły dziewidztwo, jak osiągają orgazmy, jak zdradziły czy zdradzone zostały, doszedłem do wniosku, że w tych sprawach nic nowego nie usłyszę. Poza tym te opowieści – o kochankach, mężach, czasem o niespełnionych idealnych romansach – odznaczały się pewną psychologiczną monotonią. (...) Opowieści mężczyzn – przynajmniej te, których ja wysłuchałem – były na ogół opowieściami o rozdartym sumieniu. Może dlatego w ogóle do mnie przychodzili. Przyznaję, że opowieści kobiet były barwniejsze: umiały opisać umeblowanie, deseń tapet, odzież, gesty, zachowanie przy stole, różne śmiesznostki; w ich opowieściach brały udział psy, koty, doniczki z kwiatami, gosposie, talerze z Chodzieży, czasem prześcieradło (lub jego brak), fryzura, klipsy, pierścionki, połamany obcas, oczko w rajstopach. Opowieść wojenna kobiety lepiej, bardziej zmysłowo oddawała dzień powszedni okupacji. A ja wolałem opowieści męskie: ten właśnie niepokój sumienia, wahania" (s. 179 – 181). Kobiety według Hena są więc małostkowe, nie mają dylematów moralnych, funkcjonują w świecie klipsów i doniczek. Uroda kobiet w świecie Józefa Hena jest wszystkim, co je określa, stanowi o ich wartości. Nie mają charakterów, mają ciała, rzęsy i uśmiechają się zalotnie. Opowiadanie "Portret" jest wyrazem ubolewania nad starzeniem się kobiet, nawet tych najpiękniejszych. Bohater zakochuje się w zdjęciu młodej dziewczyny, przeżywa dramat, kiedy okazuje się, że ukochana jest już bezzębną staruchą. Bohaterki opowiadań okłamują, zdradzają, noszą siaty z zakupami "jak przystało na polską gospodynię". W opowiadaniu "Roskolnikow" padają słowa: "Znała już całą historię i miała nawet dowód rzeczowy. Jasne było, że sypnie. One zawsze to robią. To się zawsze tak kończy, że kochanki wydają swoich amantów. Jest taki moment, że mają dosyć, i wtedy chcą się zasłużyć, żeby się ich nie czepiano" (s. 213). Świat jest bardzo prosty, wszystkie kobiety są takie same, nie ma więc u Józefa Hena szans na głęboką analizę postaci. Bohaterowie (oczywiście męscy, tylko oni są tu podmiotami) marzą o świecie, w którym kobiety są piękne i uległe, ale przecież świat jest zły, więc dostają kobiety głupie i chciwe. Niespotykany opis gwałtu wojennego znajdujemy w zbiorze "Szóste ostatnie". Bohater opowiadania "Wybraniec" jest członkiem kompanii karnej, która napada na niemiecki klasztor. Mniszki, piękne i młode, uciekają przed zgrają morderców i złodziei. Wszystkie zostaną zgwałcone. Wybraniec jest szczęśliwcem, to właśnie jego wybiera na swojego gwałciciela najpiękniejsza zakonnica. Uśmiecha się do niego i zabiera w ustronne miejsce. Tak opisany gwałt może być tylko fantazją z taniego filmu porno, autor nie przyjmuje ani na chwilę perspektywy ofiary. Papier przyjmie wszystko. Niestety.

Męskość jest więc u Hena boksem, moralnymi dylematami, namiętnością i honorem. Można doszukać się u pisarza inspiracji postacią Ernesta Hemingwaya. Autor poszukuje w swoich opowiadaniach recept na szczęście, prawdę. Trudno dziś uwierzyć w uniwersalne wartości. Symulakry, teoria queer, popkultura nauczyła nas podejrzliwości. W nic nie wierzymy, nie szukamy prostych odpowiedzi. Literatura Józefa Hena mocno się zestarzała. Miała być uniwersalna i przez to nieśmiertelna. Autor nie przewidział jednak, że idea uniwersalności, jednej, wspólnej prawdy umrze szybciej niż wszystko inne.
Józef Hen: "Szóste, najmłodsze i inne opowiadania". Wydawnictwo W.A.B. Warszawa 2012.