Wydanie bieżące

1 maja 9 (201) / 2012

Magdalena Boczkowska,

DO KURKI-NIOSKI!

A A A
Dawno, dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma lasami i za siedmioma rzekami żyła sobie Śpiąca Królewna. Spała, bo ukuła się zaczarowanym wrzecionem, a obudzić mogła ją tylko prawdziwa miłość: pocałunek wymarzonego Księcia z Bajki, który miał przybyć na białym rumaku i ją ocalić. A potem wszyscy mieli żyć długo i szczęśliwie. Jak to w baśniach Charlesa Perraulta bywa.

W XXI wieku, w dużym mieście „naszego kraju!!!” żyje sobie trzydziestoośmioletnia Śpiąca Królewna – Emilia. Kobieta śpi, bo choruje na narkolepsję, ale lubi spać, bo śni wtedy swe alternatywne życie, bo w snach pragnie popełnić w końcu samobójstwo. Tyle tylko, że zawsze coś jej w tym przeszkadza i budzi się za wcześnie. I bynajmniej nie jest to Książę. Emilia w istnienie Księcia już bowiem nie wierzy. Dziś to towar deficytowy, dziś są tylko Misie, a i Królewny zamieniły się niestety w Dziuńdzie. I jak to w powieściach Mariusza Sieniewicza bywa, humor goni ironię, metafora popędza intertekstualne nawiązania, a wszystko opisane jest niezwykle barwnym, wciągającym i zabawnym językiem, który znamy już choćby z „Rebelii”.

Bohaterka „Spowiedzi Śpiącej Królewny” – bo taki tytuł nosi omawiana proza – nie chce poddać się zbyt łatwo i stać się typową Dziuńdzią. Ta bowiem uzależniona jest przede wszystkim od swojego Misia, swojego boga, który podarował jej nowy dekalog. Tablice z dziesięciorgiem przykazań wyryte są głęboko w umyśle Dziuńdzi: „Jam jest Miś, który wywiedzie cię z ziemi jałowej, staropanieńskiej. Po pierwsze: nie będziesz mieć Misiów cudzych przed Misiem jednym i najmądrzejszym. Po drugie: pamiętaj, aby dzień Misia święcić, choćby w tygodniu dni tych było osiem. Po trzecie: czcij ojca i matkę Misia, nawet jeśli przyszła teściowa to żeńska inkarnacja Hitlera, a teść – starszy Miś degenerat, w dodatku pierdoła. Po czwarte i siódme, po piąte przez dziesiąte: nie zabijaj Misia – ani w snach, ani w myślach, ani zbyt ostrym słowem, ani zbyt tępym nożem. Nie kradnij Misia – przecież zawsze może znaleźć się cipa, co tobie skradnie Misia. Nie cudzołóż z przypadkowo napotkanymi Misiami – jedno masz tylko ciało. Ono musi zestarzeć się w łóżku jednego Misia. Nie mów fałszywego świadectwa przeciw Misiowi swemu. Jeśli fałszywie zaświadczysz, urodzisz dziecko z ogonkiem. Nie pożądaj Misiów zamężnych – wszak nie ty wybierasz, ty jesteś wyborem. Ani żadnej rzeczy, która Misia jest, była lub będzie”. Dziuńdzia wychowana przy tym została przez „padre Coelho i padre Whartona”, a to oznacza, że nie ma już dla niej ratunku; Miś być musi, choćby się waliło i paliło. Miś jest najważniejszy na wieki wieków i nie ważne, czy pije i bije, ważne, że jest. Emilia ma jeszcze szansę się z owej dziuńdziowatości wyrwać. Wprawdzie powtarza ciągle: „mogę nie mieć pracy, mogę nie mieć na chleb, ale orgazm muszę mieć zawsze”, jest przy tym również uzależniona, tyle że od ptasiego mleczka i ukochanej komórki o wdzięcznym imieniu Eryk, ma jednak nad Dziuńdziami pewną przewagę – zdaje sobie sprawę z narzuconego podziału ról, z tego, że wystarczy jeden nieostrożny krok i sama może popaść w zbytnią dziuńdziowatość.

Kim jest Emilia? Jak sama o sobie mówi, jest „humanozaurem z epoki papierozoiku”, ukończyła polonistykę z rozszerzonym bibliotekoznawstwem, ale pracuje w hurtowni. Ciągle mieszka z rodzicami, którymi musi się opiekować – matce, marzącej o dawnym partyjnym kochanku, nakładać makijaż i coraz to nowe peruki, zmieniać pampersy wiecznie modlącemu się ojcu, gotować, sprzątać, przynosić papierosy. Nie jest więc zbyt szczęśliwa. Nic dziwnego, że narkoleptyczne sny są dla niej jedyną ucieczką, jedynym ratunkiem. Wierzy, że w końcu trafi w nich na „pępowinowe pola”, że uda jej się zawalczyć o siebie, z Dziuńdzi stać świadomą siebie kobietą, wrócić do początku i zacząć wszystko od nowa. Każdy z owych snów kończy się jednak klęską: a to sam Jezus mówi, że od dziuńdziowatości nie ma ucieczki, bo wolność nie jest domeną kobiet, a to wszyscy byli kochankowie chcą popełnić samobójstwo razem z nią. Jedyną radością Emilii w rzeczywistym świecie są spotkania (realne bądź wirtualne) z przyjaciółkami, z którymi zakłada na Facebooku klub BBC, czyli Bandę Bajkowych Cipek. Śpiąca, Kopciuszek, Gerda, Calineczka i Księżniczka na Ziarnku Grochu mają poznawać mężczyzn, rozkochiwać ich w sobie i bezwzględnie porzucać, chcą doprowadzić dziuńdziowatość do granic, stać się na chwilę „kobietą idealną”, czyli najkrócej mówiąc, chcą uprawiać „wallenrodyzm cipkowy”. Mężczyźni również mogą dołączyć do BBC, pod warunkiem tylko, że wyrzekną się „mentalności fistaszka”, homo erectus musi bowiem przestać się prężyć, a do głosu dopuścić homo cobietus. Emilię w ustanowieniu nowego porządku utwierdzają wydarzenia związane z przyjazdem Swietłany, rzekomej siostry z Białorusi, która pragnie znaleźć dla siebie polskie „ciacho”. Dwie kobiety wyruszają w podróż w poszukiwaniu straconych Misiów (odwrócenie „Spisu cudzołożnic” Jerzego Pilcha wielu krytyków już zauważyło), niestety skutkiem tej podróży jest tylko stracony czas, a nie odzyskany mężczyzna. Dawni Misiowie Śpiącej są już bowiem na całkowicie przegranej pozycji – każdy, choć z innych powodów (narcyzm, fanatyzm, depresja), stał się impotentem, który już do niczego się nie nadaje. Prawdziwych Książąt już nie ma, a i Misiów może być wkrótce jak na lekarstwo.

Emi nie pasuje nie tylko do narzucanej roli Dziuńdzi, nie pasuje również do mechanizmów rządzących „naszym krajem!!!”, w autobusie oskarżona o zdradę ojczyzny, wie, że w Polsce takie typowe Dziuńdzie i Misie mają się całkiem dobrze, nie mogłoby być zresztą inaczej, skoro pierwsze polskie zdania brzmiały: „Ty poczywaj, acz ja porodzę” oraz „Ty poczywaj, acz ja popłodzę”. Pierwsze wypowiedziała córka-Dziuńdzia do matki, drugie syn-Miś do ojca. To także kraj, w którym wszystko, co złe, stało się oczywiście z winy Ruskich. To oni wywołali przecież mgłę nad Smoleńskiem, w ogóle ciągle migami mgły nawiewają nad Polskę, powodując katastrofy i złą pogodę. To przez nich młodzież polska wyjeżdża na Zachód. To oni kradną biednym ludziom bilety w autobusach. A patrioci „naszego kraju!!!!” mogą tylko z łezką w oku i biało-czerwoną opaską na ręku zaintonować pod krzyżem (czy w jakimkolwiek innym miejscu, każde jest bowiem dobre do nacjonalistycznych wystąpień): „W stepie szerokim, którego okiem nawet sokolim nie zmierzysz, stań, unieś głowę, wsłuchaj się w słowa pieśni o małym rycerzu”, a potem poczytać o rozkradaniu „naszego kraju!!!” w „Naszym Dzienniku” albo innej „Frondzie”. Dla Śpiącej Królewny jedynym ratunkiem wydaje się być przebudzenie z koszmarnego snu realnego życia. Ściągnięcie maski potencjalnej Rezolutnej Dziuńdzi i uwolnienie z więzów Matki Polki. Musi stać się wiedźmą, śnić jak wiedźma, stać się „czarowną czarownicą”, przede wszystkim zaś musi odzyskać swą miotłę. Bez jednego Misia można być bowiem całkowicie spełnioną i w pełni szczęśliwą kobietą, a wielu Misiów może się czasem przydać, wszak „mogę nie mieć pracy…”.

Autor „Miasta Szklanych Słoni” wyznawał niegdyś, iż literatura zawsze musi być dla niego ryzykownym przedsięwzięciem, inaczej nie ma bowiem sensu jej tworzyć. Po łamaniu konwencji mitograficznej, grze w „zaangażowanie”, po zawładnięciu czytelnikami za pomocą absurdu i groteski, Sieniewicz zaproponował coś zupełnie innego. Baśń o społecznych rolach, o „naszym kraju!!!”, o uwikłaniu w płeć i gender. Baśń a’rebours. Baśń, w której Śpiąca Królewna nie chce się obudzić, w której Roszpunka zamknięta zostaje w wieży za masturbację (choć „w świecie samotnych królewien onanizm to chleb powszedni”). To baśń, w której wiedźma zwycięża, a Królewicz jest słabszą płcią i nie pokonałby żadnego smoka. Smok zresztą „podstawia pysk do pieszczot” i cierpi „na syndrom Godota”. „Spowiedź Śpiącej Królewny” to zatem baśń gorzka i okrutna, w której „i żyli długo i szczęśliwie” staje się synonimem odzyskania przez bohaterkę swej miotły. Miotłą zwycięży, zawładnie niejednym Misiem i zrobi cokolwiek zechce, zaczął się bowiem nowy dzień reszty jej życia, ale to już zupełnie inna opowieść. Czytelnikom zaś pozostaje tylko zakrzyknąć w zachwycie: „do kurki-nioski!” i „cholerka-niebieska!”, to dopiero jest powieść!
Mariusz Sieniewicz: „Spowiedź Śpiącej Królewny”. Wydawnictwo Znak. Kraków 2012.