Wydanie bieżące

15 maja 10 (202) / 2012

Maja Baczyńska,

NORMY W SZTUCE

A A A
Pewien austriacki pianista – Paul Wittgenstein – był postacią owianą legendą. W czasie wojny stracił prawą rękę, co jednak nie do końca przeszkodziło mu w jego karierze pianistycznej. Wręcz przeciwnie – wielu znanych kompozytorów (m.in. Maurice Ravel) napisało specjalnie dla niego utwory na lewą rękę, a pamięć o nim przetrwała do dziś. Historia Paula Wittgensteina pokazuje, że nie istnieją granice, których nie da się przekroczyć, a prawdziwa pasja zawsze znajdzie dla siebie drogę. Brzmi to bardzo optymistycznie; czy jednak istnieją takie stopnie niepełnosprawności, które rzeczywiście uniemożliwiają działalność artystyczną?

Zastanówmy się, jak radzą sobie niewidomi artyści. Uniwersytet Muzyczny Fryderyka Chopina jak dotąd ukończyło kilku ociemniałych muzyków – na szczególną uwagę zasługuje absolwentka Wydziału Muzyki Kościelnej – Anna Kuszaj-Faderewska, dziewczyna obdarzona zarówno przepięknym głosem, jak i talentem do gry na organach. Warto przy tym zauważyć, że studia muzyczne dla osób niewidomych stanowią duże wyzwanie – konieczne jest bowiem opanowanie zapisu nutowego w brajlu. Na każdym wydziale UMFC program studiów zawiera wiele przedmiotów teoretycznych i praktycznych wymagających wykonywania (nierzadko z pamięci!) partii zapisanych nutowo, a Wydział Muzyki Kościelnej jest pod tym względem szczególnie wymagający, gdyż studenci z założenia powinni w ramach studiów na swojej specjalności rozwijać zarówno warsztat dyrygencki, jak i wokalny, pedagogiczny oraz szkolić się w zakresie gry na organach. W przypadku studentów niewidomych oznacza to konieczność mozolnego przepisywania w brajlu dyktowanych przez ich kolegów i koleżanki z roku nut koniecznych do realizacji niemal każdego z obowiązujących na studiach przedmiotów. Ponieważ osoby niepełnosprawne na Uniwersytecie Muzycznym nie posiadają szczególnych przywilejów, de facto wykonują pracę nierzadko większą i cięższą niż niejeden student. Tym bardziej Anna Kuszaj-Faderewska może stanowić wzór do naśladowania, a jej przypadek jest przykładem tego, jak wiele znaczą determinacja i pracowitość – bez względu na warunki i sytuacje losowe. Dziś Anna Kuszaj-Faderewska to laureatka licznych konkursów wokalnych i chóralnych (m.in. Srebrny Dyplom w Riva del Garda we Włoszech) oraz szczęśliwa matka małej Zuzi – dziewczynki, która dopiero co przeszła poważną operację serca, na którą fundusze pomogli zebrać m.in. zaprzyjaźnieni muzycy z Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina, organizując koncerty charytatywne. Pozyskane środki w całości zostały przelane na subkonto małej Zuzi, utworzone przy Towarzystwie Opieki Nad Ociemniałymi w Laskach.

Jednak w środowisku artystycznym, prócz niewidomych muzyków, można spotkać również osoby w inny sposób zmagające się najróżniejszymi zdrowotnymi ograniczeniami. Nierzadko do szkół muzycznych I czy II stopnia trafiają uczniowie z zespołem Aspergera, który wymaga od ich profesorów przede wszystkim bardzo umiejętnego poprowadzenia chorego podopiecznego. Edukacja w szkole muzycznej kładzie nacisk na naukę gry na instrumencie głównym, a to z kolei wysuwa na pierwszy plan relację uczeń-mistrz (tj. pedagog), pomiędzy którymi wywiązuje się więź równie delikatna i wpływająca na rozwój i osiągnięcia młodego człowieka, jak na przykład w relacji sportowca z jego trenerem. Zarówno nauczyciel, jak i trener są odpowiedzialni nie tylko za proces kształcenia swojego podopiecznego, ale również mogą oferować mu solidną podporę psychiczną oraz otworzyć (lub czasem – niestety – zamknąć) go na wiele aspektów życia. Osoby dotknięte zespołem Aspergera nieraz odnajdują czy też wzbogacają poprzez muzykę – i w ogóle sztukę – swój wewnętrzny świat. Jest to wreszcie coś, co pomimo wszelkich innych ograniczeń zawsze mogą rozwijać, w co mogą wkładać wszystkie swoje niemożliwe do wyrażenia w codziennym życiu emocje. Ostatecznie, poprzez kontakt ze sztuką, budują swoją własną rzeczywistość.

W przypadku cięższych schorzeń czy bardziej zaawansowanego autyzmu, obcowanie ze sztuką ma duże znaczenie terapeutyczne. Gra na instrumencie pozwala m.in. pracować nad koordynacją obydwu rąk oraz pamięcią, rozwijać proces uczenia się i chłonięcia wiedzy, a przede wszystkim daje uczniowi poczucie spełnienia – udział w zajęciach artystycznych urasta do rangi atrakcji dnia codziennego, młody adept sztuki czeka na nie, stwarzają one również możliwości zaprezentowania się w pozytywnym świetle, na równi z innymi uczniami szkoły muzycznej. Aczkolwiek warto również zauważyć, że integracyjny system kształcenia może być sposobem zarówno na chwilowe zminimalizowanie różnic pomiędzy muzykami i muzykami-autystykami, jak i kolejnym zderzeniem z brutalną rzeczywistością. Niektóre przypadki chorych są tak ciężkie, że nauczenie się gry na dwie ręce okazuje się bardzo trudne lub wręcz niemożliwe (ze względu na niezależność partii muzycznych względem siebie). Tym samym okazuje się, że istnieją przeszkody „nie do pokonania”, nawet w nieco „oderwanym od rzeczywistości” świecie muzyki.

Istnieją jednak ograniczenia gorsze od dysfunkcji fizycznych czy psychicznych. Są to silnie zakorzenione w społeczeństwie stereotypy. W Warszawie mieszka i działa niezwykle utalentowana dziewczyna – Maria Znosko, która maluje i pisze wiersze. Niestety urodziła się z zespołem Downa. Artystyczna rodzina Marysi przez całe życie wymagała od dziewczynki nieustannego angażowania się w codzienne życie i podejmowania coraz to nowych wyzwań (również tych poetyckich i malarskich). Dzięki temu Panna Maria – jak jest powszechnie nazywana – w ciągu swojego dwudziestokilkuletniego życia pracowała na kilku poważnych stanowiskach, napisała szereg wierszy i wzięła udział w kilku profesjonalnych wystawach plastycznych. Jej siostra, aktorka Zuza Gaińska, prowadzi nawet blog, w którym opowiada o życiu Panny Marii, a któremu udało się dostać do ścisłego finału w Konkursie Na Blog Roku 2011. O Pannie Marii można również przeczytać w książce „Egzamin z miłości”, wydanej przez Mazowieckie Centrum Polityki Społecznej.

W publikacji znajduje się m.in. wywiad z matką Marii Znosko, Dorotą Brodowską – malarką i reżyserką teatralną, która opowiada o wychowywaniu dotkniętej zespołem Downa Marysi: „Kiedy urodziła się Maria, byłam przerażona. (…) Narodziny Marii zmieniły tyle w moim życiu, co przyjście na świat każdego innego dziecka. Od samego początku chciałam, żeby wychowywała się i dorastała normalnie. Nigdy nie robiłam różnicy między nią a jej bratem. Maria chodziła do normalnego przedszkola i do normalnej szkoły podstawowej” (Suchcicka [red.] 2011: s. 8) . Z kolei siostra Marii Znosko pisze na blogu o swoich obserwacjach na temat innych rodziców dzieci z trisomią: „Niepokojem napawa ich myśl, że któregoś dnia ich zabraknie a dziecko będzie musiało zmierzyć się ze światem i nie widzą, że tworzą społeczne kaleki, którym nie dają samodzielnie pojechać autobusem do szkoły, zrobić zakupów czy ugotować zupę, choćby ta – robiona po raz pierwszy – miałaby być paskudna”. Podobne spostrzeżenia mamy Panny Marii można odnaleźć w „Egzaminie z miłości”: „Traktujmy nasze dzieci normalnie. To są tacy sami ludzie, jak my. Chciałabym, żeby ludzi upośledzonych umysłowo traktowano poważnie, a ich pracę i twórczość – bez taryfy ulgowej. Zastanawiam się, dlaczego mają być «bardziej kochani» – może wystarczy, żeby byli kochani tak samo, jak inni? Rodzice dzieci z zespołem Downa są często nadopiekuńczy, nie pozwalają im na samodzielność (…)” (tamże: s. 9). O ile Marysia Znosko prowadzi dość samodzielne życie, o tyle wokół jej poetyckiej twórczości wciąż toczą się dyskusje – czy wiersze osoby z zespołem Downa są jeszcze sztuką czy jedynie formą arteterapii? A jeśli mają autentyczną wartość artystyczną, to czy należy je oceniać tak samo jak np. wiersze Juliusza Słowackiego lub Rafała Wojaczka, czy też raczej uznawać je za dzieła „poetyckiego Nikifora”?

Historie Anny Kuszaj-Faderewskiej czy Marii Znosko pokazują, że od każdej bariery fizycznej czy psychicznej dalece gorsze wydają się te społeczne, w tym fałszywe pojęcie o normach, których w sztuce w gruncie rzeczy nie ma. Sztuka weryfikuje się sama, a obcowanie z nią z całą pewnością pozwala przydać życiu odrobiny magii. Uśmiech na twarzy autystycznego ucznia szkoły muzycznej bywa niejednokrotnie bardziej szczery niż ten u „normalnego” muzyka, nawet jeśli jest wywołany prostym faktem nauczenia się grania dwiema rękami naraz, a nie wygraniem jednego z wielu konkursów w karierze.

LITERATURA:

„Egzamin z miłości: refleksje matek dzieci z zespołem Downa – matki znane i mniej znane”, pod red. Alicji Suchcickiej. Stowarzyszenie Rodzin i Opiekunów Osób z Zespołem Downa „Bardziej kochani”, Warszawa 2011.
http://pannamariaodwierszy.blox.pl/html.

Na zdjęciu: Maria Znosko, fot. Ula Łojko-Smogorzewska