Wydanie bieżące

15 maja 10 (202) / 2012

Ryszard Knapek,

BRZOZOWSKI – PRZEWODNIK KRYTYKI POLITYCZNEJ

A A A
„Płomienie” Stanisława Brzozowskiego należą do tego gatunku powieści, który Bachtin opisywał jako prozę polifoniczną. Indywidualna perspektywa pierwszoosobowego narratora nie szkodzi, ale wspiera ten sposób kształtowania tekstu. Słowo mówiącego przebija się przez potok innych słów. Na kartach powieści toczy się nieustanna dyskusja, przelewają się przez nią strumienie poglądów w postaci wygłoszonych opinii, wykładów, przemów, opowiadań, rozmów i sporów. Nie możemy tu mówić o dialogu demokratycznym, bo narrator-bohater niejednorodnie sytuuje i ceni kolejne wypowiedzi członków rodziny, przyjaciół, nauczycieli, myślicieli, ideologów, działających rewolucjonistów, biernej szlachty i politycznych przeciwników ruchu, który reprezentuje. W swojej opowieści bohater „Płomieni”, Michał Kaniowski, zadziwiająco dużo milczy, oddając głos innym. Sam nie wypowiada treści ideologicznych, ani w planie akcji, ani narracji. Kiedy komentuje, przyjmuje często rolę fatum – mówi o konieczności tego, co miało się wydarzyć albo po czasie rozważa swoje decyzje i nie cofa ich. Nie wyrzeka się swoich poglądów, których dyskursywnej formy przecież nam skąpi. Trzon jego przekonania to czyn – dlatego, o ile działa, dyskusje ideologiczne może pozostawić innym, którzy za niego wyjaśniają jego czyny. Równocześnie jednak to on, jako narrator, opowiada tę eksplikację. Tworzy się w ten sposób ciekawa, skomplikowana relacja między dostarczaną ideą (i stojącymi za nią ideologami) a tym, kto jest równocześnie jej przedmiotem i wprowadzającym ją podmiotem zewnętrznym wobec niej samej. Jako przedmiot jest jej podległy tak, jak praktyka podlega teorii (a więc niedoskonale). Jako podmiot zewnętrzny (nie autor, ale komentator, tłumacz itd.) ma władzę nad ideą, bo decyduje o jej zachowaniu i rozpowszechnieniu.



Brzozowski w swoich pismach często przyjmował taką podwójną rolę, budując swój wywód na cudzym – to jest na przytoczeniach i omówieniach. Kiedy pisał o Nietzschem czy Newmanie, przedstawiał się jako przedmiot przez nich kształtowany. Przybyszewskiego czy Wyspiańskiego często używał, przygotowując im miejsce w historii, ale równocześnie korzystając z nich przy wykładzie własnych idei.

Tę lekcję wzięła sobie do serca Krytyka Polityczna, wydając tom „Brzozowski. Przewodnik Krytyki Politycznej”. Przyjmując Brzozowskiego za patrona, Krytyka od początku działała w ten sposób – wybierając współczesną zachodnią (i nie tylko) myśl lewicową, równocześnie poddawała się pod jej działanie, dysponowała nią na rodzimym rynku myśli i korzystała z niej, budując swoją koncepcję i pozycję. Mówienie cudzym językiem (Žižka, Agambena, Ranciere’a, Badiou, ale też Kuronia, Mencwela, Bielik-Robson) jest rozpoznawalną cechą tej grupy. W „Przewodniku” po Brzozowskim Krytyka zauważalnie przechyliła się w stronę podmiotową, czyli tą, dla której mniej ważna jest źródłowa koncepcja. Przede wszystkim ma ona zostać użyta, wykorzystana. Jeżeli musiałbym już zamknąć wymowę książki w jednej frazie, nazwałbym ją raczej przewodnikiem po Krytyce Politycznej niż po Brzozowskim – choć i jako przewodnik po autorze „Płomieni” jest to książka wartościowa. Lektura kolejnych części „Przewodnika” została uporządkowana tak, żeby wypełnić oba założenia. Pozwala to zauważyć przejście przez kolejne rozdziały, a dodatkowo podkreśla ogromną różnorodność gatunkową i stylistyczną tekstów.

Na pierwszą część składa się szereg dyskusji, w których reprezentanci Krytyki Politycznej albo rozmawiają z osobami, które należy uznać za ekspertów od Brzozowskiego, albo sami występują w roli takich ekspertów. Taka zamienność ról jest sprawnym zabiegiem oddalającym zarzut jednostronności, a przede wszystkim pokazującym krążenie myśli. Rozmowa z Andrzejem Walickim, autorem wznowionej właśnie książki o Brzozowskim, jest ciekawym zebraniem tego, jak czytano i nie czytano Brzozowskiego w powojennej Polsce (jest też dobrym źródłem bibliograficznym), ze szczególnym uwzględnieniem prac warszawskiej szkoły historii idei (do której należał Walicki) i ówczesnego środowiska naukowo-kulturalnego. Brzozowski widziany jest wówczas przede wszystkim jako polemiczny marksista i stąd jego atrakcyjność dla wyzwalającej się spod państwowego jarzma myśli marksistowskiej. Równocześnie bywa też wykorzystywany przez myśl endecką do utwierdzania myślowo „polskiej drogi do socjalizmu”. Osobno potraktowany jest stosunek Leszka Kołakowskiego do Brzozowskiego – dwóch zapewne największych znawców i krytyków marksizmu w historii polskiej myśli. Kołakowski poświęci Brzozowskiemu duży fragment „Głównych nurtów marksizmu”, ale zanim do tego dojdzie, ciekawie układać się będą drogi świadomego i nieświadomego wpływu autora „Legendy Młodej Polski”.

Dwie kolejne rozmowy to już Brzozowski współczesny: Sławomir Sierakowski (redaktor naczelny Krytyki Politycznej) opowiada Tomaszowi Diatłowickiemu o przygodzie (swojej i całej Krytyki Politycznej) z Brzozowskim, a w kolejnym tekście razem z Maciejem Urbanowskim i Cezarym Michalskim (w roli pytającego) rozmawia o „koniunkturze na Brzozowskiego” – czyli w gruncie rzeczy o tym, o czym cały przewodnik chciałby opowiedzieć: czy i jak można wpisać Brzozowskiego w naszą współczesność. Tekst pierwotnie opublikowany w 2008 roku w „Europie”, dostarcza całej gamy problemów, które dalej stanowić będą treść całego „Przewodnika”: sytuacja KP i „używanie” Brzozowskiego (nie tylko przez Krytykę), spór między prawicą i lewicą, polski nacjonalizm i polska religia, szczegółowe koncepcje Brzozowskiego i ich współczesność, recepcja w Polsce i za granicą (tego tematu dotyczy w całości kolejna rozmowa – z Holgerem Polittem, autorem niemieckojęzycznej książki o Brzozowskim). Ciekawym wątkiem jest zaledwie wspominany przez dyskutujących antyklerykalizm Brzozowskiego (z okresu „Płomieni”), którego aktualność/anachroniczność dyskutanci próbują ustalić.

Rozmowa prowadzona jest w stylu eleganckiego sporu; rzec by można – wzór publicystyki. Urbanowski (profesor na Wydziale Polonistyki UJ) stanowi bardzo dobrze dobraną przeciwwagę dla Sierakowskiego. Uzupełnia te miejsca, które są poza wiedzą czy zainteresowaniem naczelnego Krytyki. Potrafi też swoim dyskutantom wprost powiedzieć o ich posługiwaniu się Brzozowskim w roli „polemicznego młota”, co ostatecznie pozwala Sierakowskiemu wyjaśnić jego niechętny stosunek do postawy Wajdy i Kołakowskiego wobec młodej polskiej myśli, podany wcześniej tylko hasłowo.

Druga część „Przewodnika” przechodzi w zupełnie inną poetykę. Tekst Andrzeja Mencwela dotyczący filozofii dojrzałości dziejowej, pisany jest dla odbiorcy zachodnioeuropejskiego, co przynosi rozliczne korzyści. Po pierwsze: rzeczowe powtórzenie najważniejszych założeń filozofii i filozofowania Brzozowskiego (z okresu „Idei”). Jego metoda, opisana jako „krytyka kultury, filozoficznie motywowana i weryfikowana” (s.83), pozwala zapisać na konto filozofii całą jego twórczość, nie odbierając jej przy tym wartości związanej z kontekstem (przede wszystkim literackim i krytycznoliterackim). Myśl Brzozowskiego jest zawsze antropocentryczna – skupia się na człowieku jako twórcy otaczającej go rzeczywistości, tak w sensie ontycznym, jak poznawczym (człowiek tworzy swoją kulturę i wszystko co poznaje, postrzega jako część świata kultury). Naturalne jest więc dla niego odrzucenie pewnych koncepcji filozoficznych, w tym szczególnie deterministycznie rozumianego ewolucjonizmu. Wybór pozytywny nie jest już tak łatwy – dlatego Brzozowski „z szybkością błyskawicy” przechodzi od jednej idei do kolejnej („naturalizm, empiriokrytycyzm, nietzscheanizm, marksizm, syndykalizm, modernizm katolicki”), szukając tej, która najlepiej rozstrzygnie jego główne dylematy. Drugą zasadniczą wartością tekstu Mencwela jest próba umieszczenia Brzozowskiego w bliskim mu kontekście filozofii europejskiej wywodzącej się od Kanta i Marksa – nie jako odbiorcy, ale jako jej ważnego uczestnika, podważającego nawet pierwszeństwo pewnych rozwiązań w tzw. marksizmie zachodnim. Szczególnie ciekawe jest tu zestawienie Brzozowskiego z Lukácsem i Gramascim.

Podobnie rzeczową i ciekawą rozprawą, chociaż o mniejszym zakresie, jest tekst Jakuba Majmurka „Prawo do pracy”, wskazujący na centralność pojęcia i faktu pracy w myśli Brzozowskiego, który właśnie pracę wskazuje jako wyróżnik antropologiczny (to, co odróżnia człowieka od innych istot żyjących).




O tym jak wielką wagę dla rozwoju myśli naszego bohatera miała rewolucja roku 1905 przypomina Wiktor Marzec. W tym czasie Brzozowski nie stoi jeszcze na stanowisku marksistowskim (zupełnie nie pasuje mu wiodący wtedy marksizm deterministyczny i stanowisko dominującej wówczas Róży Luksemburg). Wydarzenia w Polsce i Rosji sprawiają, że odkrywa on siłę proletariatu jako klasy, która jest zdolna do politycznej samoorganizacji, a przy tym nie ciążą na niej słabości innych klas. Wtedy rodzi się jego teoria politycznego podmiotu, jako tworzącego się na nowo z każdym czynem. Rewolucja otwiera Brzozowskiego na myślenie o możliwości radykalnych zmian. W podsumowaniu swojego tekstu Marzec płynnie przechodzi do myślenia o współczesności, pytając o analogię pomiędzy, dominującym na początku XX wieku, deterministycznym myśleniem II Międzynarodówki i neoliberalną myślą końca wieku, opartą na przekonaniu o bezalternatywnym zwycięstwie kapitalizmu. Brzozowskiego, rzecz jasna, stawia za wzór buntu przeciw jednemu i drugiemu, zestawiając go z Laclau i Mouffe.

Niejako kontynuując powyższą myśl, Mateusz Piotrowski otwarcie rozważa sytuację Brzozowskiego w Polsce przełomu XX i XXI wieku. Jego zdaniem, w latach 90-tych nie było jeszcze miejsca dla autora „Płomieni”, a dla dominującego myślenia ponowoczesnego i liberalnego symbolem stał się Gombrowicz – widziany jako zdystansowany, żartobliwy, niepolityczny, postępowy, liberalny itd. Szkodliwy, zdaniem Piotrowskiego, sojusz tradycyjnego jowializmu (Polska jako własność, urzędnik jest królem urzędu) z ponowoczesnym liberalizmem, musi być przełamany przez myśl lewicową, dla której wzorem wrażliwości i waleczności może być Brzozowski. Polski problem to brak nowoczesności – powyższy sojusz, to w gruncie rzeczy sojusz Polski przednowoczesnej (tradycyjnej, etnicznej) i ponowoczesnej (neoliberalnej, nieukontekstowionej w etyce). Problematyczny dla Piotrowskiego jest klasowy ośrodek buntu – „klasa robotnicza” współczesności (prekariat, najubożsi, intelektualny proletariat – brak jednoznacznego przyporządkowania). To zagadnienie znacznie bardziej szczegółowo rozważy Michał Sutowski, inscenizując „Brzozowskiego sąd nad inteligencją”. W tym tekście część historyczna (słabość inteligencji jako klasy na początku XX wieku) równoważy się z postulatami dotyczącymi inteligencji współczesnej.

Piotrowskiego cenić należy za jego otwartość w „używaniu” Brzozowskiego. Nie zaskakuje nas nagłym zwrotem do współczesności, ale od początku buduje swój wywód właściwie jedynie w analogii do myśli Brzozowskiego. Podobnie w kolejnym rozdziale „Przewodnika” zachowa się Witold Mrozek, piszący o krytyce artystycznej „z ducha Brzozowskiego” w formie postulatywnej, punktując najważniejsze wzorce, jakie daje autor „Legendy Młodej Polski”: wyjście poza opozycję hermetycznej akademickości i upraszczającej gazetowości; łączenie zaangażowania z subtelnością analizy; korzystanie z teorii bez popadania w hermetyzm; uznanie krytyki za samodzielną formę piśmiennictwa; przywrócenie dyskursu politycznego w sztuce; gotowość na dyskusję nie tylko o treści, ale też o formach podawczych sztuki. Podobnie zachowa się Jakub Majmurek, który, opierając się na rozważaniach Brzozowskiego o romantyzmie, przeprowadzi krytykę „ideologii naukowości” („naukowościowego zabobonu”). Inny natomiast zupełnie jest zamykający rozdział trzeci tekst Agaty Bielik-Robson, dotyczący nawrócenia Brzozowskiego – o czym za chwilę.

Zastanawiająca jest wybiórcza obecność Brzozowskiego-pisarza. Rozdział poświęcony „Płomieniom” jest w gruncie rzeczy rozdziałem poświęconym feminizmowi (to moment, w którym upewniłem się, że czytam przewodnik po Krytyce, nie po Brzozowskim). Znakomity tekst Leny Magnone o sytuacji kobiet w „Płomieniach” zupełnie nie wyczerpuje problematyki tej powieści. W wielu miejscach powtarzający te same tezy tekst Elizy Szybowicz, gdzie indziej czytany z zainteresowaniem (nie pisze tylko o Brzozowskim, zajmuje się też kobietami Żeromskiego, Nałkowskiej i Sienkiewicza), tutaj zupełnie nie pasuje. Także sumujący zagadnienie rodziny w myśli Brzozowskiego tekst Agnieszki Wiśniewskiej w niewielkim stopniu dotyczy Brzozowskiego literackiego. Wobec mojego zarzutu Lena Magnone broni się tezą o pierwotności doświadczenia seksualnego w przemianie światopoglądowej Michała Kaniowskiego. Inicjacja seksualna okazuje się dla niego równocześnie piętnem ideologicznym – odkrywając „kobiety, które można kupić”, odkrywa ponadpolityczną podłą sytuację kobiety bezwolnej wobec świata mężczyzn. „Płomienie” są rzeczywiście opowieścią o upodleniu kobiety, a pozycja autorska jest wybitnie feministyczna tam, gdzie mowa o kobiecej krzywdzie. Brzozowski nie zawiesza jednak swojego myślenia kontekstowego – nie daje nadziei na nagłą rewolucyjną zmianę, ponieważ świadomość niewolnika zagnieździła się bardzo mocno nawet w tych kobietach, które włączają się w walkę rewolucyjną. Ich motywacje do podjęcia działań będą też zasadniczo inne niż męskie: często nad historycznym przekonaniem dominuje w nich potrzeba osobista.

„Brzozowski. Przewodnik Krytyki Politycznej” to, mimo niewielkich gabarytów, zbiór całkiem bogaty. Jego wartość, zgodnie z myślą Brzozowskiego, należy ukontekstowić – co w tym wypadku znaczy: uzależnić od potrzeby czytelniczej i gotowości na lekturę często zideologizowaną. Ciekawe miejscami wydają się koncepcje „Brzozowskiego hipotetycznego”, czyli współczesnego, urodzonego po wojnie, lub też piszącego po niemiecku i na niemieckim rynku itd. Jest tak, dopóki rozważania dotyczą próby zrozumienia myśliciela ponad jego kontekstem (czyli, w gruncie rzeczy, radykalnie przeciw jego myśli, ale metodycznie ciekawie). Uwspółcześnianie Brzozowskiego za wszelką cenę często wychodzi jednak karykaturalnie. Jaki pozytywny wzorzec życia – buntu i przystosowana – może dać Brzozowski współczesnemu „intelektualnemu proletariatowi”? Kogo w gruncie rzeczy obchodzi (z wyjątkiem Sierakowskiego), czy i jak wielki esej o Tokarczuk napisałby autor rozpraw o Sienkiewiczu i Wyspiańskim? Tego typu wątpliwości pojawiają się i w „Przewodniku”: Urbanowski pyta, jak pisma Brzozowskiego miałyby inspirować współczesnych do buntu przeciwko porządkowi neoliberalnemu. Bielik-Robson stawia tezę, że autor „Płomieni” powinien być dla nas raczej przestrogą niż wzorcem – nie dlatego, że jego pisma miałyby mało wartości, ale dlatego, że powstawały w zupełnej pustce intelektualnej i ideo-politycznej ówczesnej Polski. Bez szansy na konfrontację z rzeczywistością, siłą rzeczy okazały się od rzeczywistości oderwane.

Najbardziej jednak irytującą postawą (autorów związanych z Krytyką Polityczną) jest w „Przewodniku” zestawianie religijnej postawy Brzozowskiego ze współczesną myślą postsekularną. Sierakowski we wprowadzeniu (które jest jego lekko przeredagowanym wstępem do „Płomieni” z 2007 roku) pisze, że staje się to najbardziej inspirującym zagadnieniem, które pozwoli przybliżyć lewicy ten trudny dla niej okres działania Brzozowskiego. Zestawianie postawy Žižka czy Badiou wobec chrześcijaństwa z newmanowskim zwrotem Brzozowskiego budzi jednak wątpliwość, szczególnie ze względu na zupełnie inne zaangażowanie współczesnych myślicieli. W „Przewodniku” Mateusz Piotrowski przeciwstawia się takiemu łączeniu Brzozowskiego z nową lewicą, zwracając uwagę na różnicę, wobec czego dokonuje się zwrot – u Brzozowskiego jest to realna instytucja Kościoła katolickiego, tutaj – to nieokreślona chrześcijańska pierwotność. Może nawet bliższa Brzozowskiemu będzie Julia Kristeva, która z otwarcie ateistycznego stanowiska zwraca się do chrześcijan z etyczną właśnie propozycją porozumienia („Ta niewiarygodna potrzeba wiary”). Przyjmując język naszego bohatera, powiedzieć by można, że postsekularyzm nowej lewicy wobec religijnego namysłu Brzozowskiego jest trochę jak Oberammergau wobec zmartwychwstania: zamiast pogłębionej powagi mamy tu przede wszystkim grę.

Piotrowski pisał o zasadniczym braku nowoczesności w polskim rozwoju społecznym. Na tym gruncie wszelkie rzetelne próby postsekularne mogą napotkać problem w momencie prehistorycznym, to jest w zagadnieniu sekularyzacji, na dobrą sprawę nieprzetrawionym nigdy przez polską myśl. Nigdy jeszcze w Polsce nie był tak silny ruch sekularyzacyjny, jak w ostatnich latach (palikotowa kumulacja jest tylko świadomym wyzyskaniem tego prądu) i takie książki jak „Święty Paweł” Badiou czy „Kukła i karzeł” Žižka muszą być u nas odbierane przede wszystkim w tym kontekście, nawet jeżeli przyzwyczajeni do zachodniej nomenklatury nie tak to sobie nazywamy. Sekularyzacja polega na oddzielaniu instytucji religijnej od nowoczesnego świata i na zmniejszaniu się zaangażowania religijnego poszczególnych jednostek; postsekularyzacja w pewnym sensie łagodzi działanie tej pierwszej, przypominając o udziale religii w tworzeniu się naszego społeczeństwa i o niezmiennej ludzkiej potrzebie transcendencji. Kiedy Badiou zapowiada, że będzie czytał św. Pawła nie jako chrześcijańskiego apostoła, ale jako myśliciela wprowadzającego nowy typ porządku prawdy, to tylko w silnie zlaicyzowanym społeczeństwie będzie to odczytane jako wyróżnienie postaci religijnej. W naszej sytuacji będzie to rozumiane jako mocny gest sekularyzacyjny – pozbawienia Pawła jego elementu uświęcającego.

Ostatecznie zupełnie brak argumentów podpierających entuzjazm Krytyki Politycznej. Jedynym pełnym tekstem reprezentującym ten aspekt i okres myśli Brzozowskiego jest w „Przewodniku” artykuł Agaty Bielik-Robson „Inne nawrócenie”, w którym autorka, co prawda, posługuje się terminem „postsekularyzm”, ale powiązanie z tym, co głosi zwykle Krytyka, jest tu tylko nominalne. Bielik-Robson szuka dla nawrócenia Brzozowskiego wzorca w judaizmie. W przeciwieństwie do chrześcijańskiego metanoia, które oznacza zerwanie i nawrócenie się na zupełnie nową drogę (jak w wypadku Pawła i wszystkich po nim), judaistyczne tszuwa to zwrot w inną stronę w celu pełniejszego zrozumienia tego, kim się jest. Nawrócenie Brzozowskiego nie polega na przekreśleniu wcześniejszej myśli, ale na znalezieniu najlepszego, najdoskonalszego języka do tego, żeby opisać całe doświadczenie swoje i świata nowoczesnego. Jest to, pisze Bielik-Robson, przede wszystkim nawrócenie na powagę i porządek, wynikające z konieczności uporządkowania, które dawać ma tylko obejmująca wszystko myśl chrześcijańska. Zdaniem autorki, Brzozowski jest postsekularny w tym sensie, w jakim postsekularni byli Cohen, Rosenzweig i Benjamin, którzy poszukiwali miejsca dla religii w świecie nowoczesnym („udziału objawienia w oświeceniu”) jeszcze na długo przed tym, jak Habermas wprowadził pojęcie „społeczeństwa postsekularnego”.

Naprawdę szkoda, że – mimo pozytywnej deklaracji – to jedyny tekst poświęcony Brzozowskiemu z czasów „Pamiętnika” i tłumaczenia Newmana. Sprawa jest tymczasem do nadrobienia i to pozwalam sobie postulować na zakończenie: wciąż niewznowiona pozostaje najważniejsza książka Brzozowskiego-chrześcijanina – jego tłumaczenie pism kardynała Newmana, poprzedzone obszernym, godnym samodzielnej publikacji, wstępem.
„Brzozowski. Przewodnik Krytyki Politycznej”. Redakcja: Zespół Krytyki Politycznej, K. Szroeder-Dowjat. Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2011 [seria: „Przewodniki Krytyki Politycznej”].