Wydanie bieżące

15 maja 10 (202) / 2012

Ewelina Suszek, Barbara Englender,

DOBRY START

A A A
Bez związku?
Co łączy twórczość Julii Fiedorczuk i Magdaleny Parys – gości spotkania autorskiego zorganizowanego 26 kwietnia na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach? Pozornie niewiele. Książki tych dwóch pisarek to zupełnie odmienne propozycje literackie. Teksty Julii Fiedorczuk trudno rozpatrywać poza kontekstem „ekofeminizmu”, większość jej dorobku stanowią tomiki poetyckie (choć dwie ostatnie publikacje wiążą się z wyraźnym zwrotem w kierunku narracji). Natomiast „Tunel” – debiutancka książka Magdaleny Parys – to powieść silnie osadzona w historii powojennych Niemiec, a jej autorka wyznaje, że woli pisać z męskiej perspektywy. Nie dziwi zatem, że organizator wydarzenia – Koło Naukowe Polonistów – zdecydował się na oddzielne przeprowadzenie rozmów. Moderatorkami pierwszej dyskusji (z Julią Fiedorczuk) były Barbara Englender i Ewelina Suszek; drugiej (z Magdaleną Parys) – Weronika Marciniak i, ponownie, Ewelina Suszek. Po każdej części wykorzystano czas na pytania od publiczności. Kwietniowe wydarzenie było dla gospodarzy rodzajem preludium do organizowanego przez nich w maju Festiwalu Literackiego „Wokół debiutów”, wieńczącego całoroczny projekt badawczy.

Przypadkowe na pozór zderzenie tych rozmów uwidoczniło jednak kilka ciekawych podobieństw. Chyba najlepiej określiła to Magdalena Parys, która z właściwym sobie wdziękiem wyraziła radość, że usłyszała wypowiedź poprzedniczki, ponieważ dzięki temu wie, jak odpowiadać na niektóre pytania – może więc „podkraść” odpowiedzi, bo z nią jest zupełnie tak samo. Co istotne, analogie nie dotyczą tylko procesu twórczego, kształtowania warsztatu czy perypetii wydawniczych, ale także ich literatury.



Na początek
Tym, co już na pierwszy rzut oka łączy te dwie artystki, jest bez wątpienia pojęcie „silnego debiutu”. Mimo że – jak można było usłyszeć na spotkaniu – drogi do wydania pierwszej książki wyglądały zupełnie inaczej, publikacje obu pisarek zostały docenione przez krytykę. Julia Fiedorczuk debiutowała w 2000 roku tomem poetyckim „Listopad nad Narwią”, później opublikowała jeszcze trzy tomu: „Bio” (2004), „Planeta rzeczy zagubionych” (2006), „Tlen” (2009), po czym doczekaliśmy się jej debiutu prozatorskiego – „Poranek Marii i inne opowiadania” (2010). W roku ubiegłym wydała powieść „Biała Ofelia”, którą nazwała w jednym z wywiadów – jak tłumaczyła w Katowicach, wyłącznie żartobliwie – swoim trzecim debiutem. W 2011 ukazała się również (już całkiem na poważnie) pierwsza książka Magdaleny Parys – „Tunel”. Autorka „Listopada nad Narwią” została nagrodzona przez Polskie Towarzystwo Wydawców Książek, natomiast „Tunel” otrzymał nominację do Paszportów Polityki oraz Literackiej Nagrody Europy Środkowej Angelus 2012.

Mikro- i makrohistorie
Obie pisarki podkreślały, że literatura, zwłaszcza proza, to dla nich przede wszystkim opowiadanie historii. Nieco odmienne chyba jest jednak rozumienie tego pojęcia. Twórczość Julii Fiedorczuk to raczej kobiece pisanie „mikrohistorii”. Jej „Planeta rzeczy zagubionych” koncentruje się wokół jednostkowej pamięci i bardzo osobistych przeżyć. W „Szufladzie” – wierszu z tego tomu – odnajdujemy zdanie: „Niektórzy kolekcjonują opiłki przeszłości”. Do grupy tej można z powodzeniem zaliczyć również autorkę „Tlenu”. Nieco inaczej funkcjonuje pamięć w jej twórczości prozatorskiej, w której nacisk położony zostaje – jakby określiła to Fiedorczuk – na pamięć stricte „kobiecą”: związaną z ciałem czy traumatycznymi wydarzeniami. Podczas spotkania autorka opowiadała o różnicach między tymi dwoma rozumieniami pamięci oraz dwoma rodzajami pisania.

Opowieści na temat jednostkowych doświadczeń są również domeną prozy Magdaleny Parys, lecz zawsze wplątane są one w kontekst „makrohistorii”. W przypadku „Tunelu”, inaczej niż w tekstach Fiedorczuk, ogromną rolę odgrywa czas rozumiany nie tylko jako przedmiot jednostkowego doświadczenia, ale również jako realia historyczne. Tytułowy tunel, wybudowany w latach osiemdziesiątych, nie tylko łączy dwie części Berlina, lecz staje się także klamrą spinającą losy poszczególnych bohaterów. I choć, jak mogliśmy się dowiedzieć podczas rozmowy, autorka niekoniecznie każdą z postaci obdarza taką samą sympatią (najmniejszą darzy swoją imienniczkę), to każdy głos jest dla tej „koronkowej kompozycji” (określenie Leszka Szarugi) niezwykle ważny – wszak pierwotny tytuł książki to „Chórzyści”. W „polifonię” wpisuje się również szeroki horyzont historyczny – od II Wojny Światowej po współczesność – a także sposób mówienia o przestrzeni. W „Tunelu” rozmaitość oceny dotyka zarówno Berlin, jak i Gdańsk (miejsce urodzenia pisarski), co stwarza niewątpliwie ciekawą płaszczyznę dyskusji.



Głosy (nie) tylko o debiucie
Wśród pytań zadawanych podczas spotkania dominowały te ściśle osadzone w przestrzeni literaturoznawstwa. Poruszone zostały między innymi kwestie związane z inspiracjami, relacjami intertekstualnymi oraz intersemiotycznymi, igraniem konwencją czy sposobem funkcjonowania kategorii czasu w poszczególnych tekstach.

Czy jednak goszcząc Polkę, która od trzynastego roku życia mieszka w Berlinie, która bawiła się i dorastała przy Murze berlińskim, która przekonuje, że będąc pisarzem w Niemczech, trzeba pisać o II wojnie światowej i która z pasją chce opowiadać Polakom o nieznanych losach Niemców – można było pominąć wymienione tematy? Na szczęście, przewinienia tego nie popełniono. A, sądząc po reakcji widowni, tematy pamięci narodowej, stosunków polsko-niemieckich oraz relacji ofiara-oprawca (także w komunistycznym NRD) wciąż wywołują wiele emocji. I chociaż sama konstrukcja „Tunelu” zachęca czytelników do podjęcia poszukiwań zaginionej historii, to z drugiej strony wielogłosowość tej książki przekonuje, że do prawdy dotrzeć niełatwo…

Nawiązanie do zagadnień związanych z filozofią i szeroko rozumianą przestrzenią społeczną było uzasadnione również w przypadku dyskusji z drugim gościem. Feminizująca Fiedorczuk, mimo konsekwentnych podkreśleń, że przysłowiowe pięć minut to za mało na udzielenie wyczerpujących odpowiedzi, z wyraźnym ożywieniem opowiadała o relacji łączącej kobietę z naturą oraz o jej odzwierciedleniu w literaturze oraz próbowała wytłumaczyć, na czym według niej polega pisanie „kobiece”, a nawet nakreślić historię pisania „męskiego”. Nietrudno było dostrzec, że jest to problematyka szczególnie jej bliska. Jednocześnie publiczność zauważyła, że komentarze krytyków i interpretacje literaturoznawców dotyczące pozostałych aspektów jej twórczości, autorka przyjmuje z wyjątkową pokorą. Być może wynika to z faktu, że – jak wyznała Fiedorczuk – rzadko wraca do wcześniejszych utworów, sporadycznie tylko dokonuje ich korekty, skupiając się na aktualnej pracy. Poproszona o lekturę fragmentów tekstów wybrała najnowszą „Białą Ofelię”. Moderatorki były jednak nieustępliwie i odpowiadając, Fiedorczuk musiała sięgnąć (przynajmniej pamięcią) również do swoich „debiutów” – majowy Festiwal Literacki „Wokół debiutów” był tuż, tuż i nie mógł nie wpłynąć na przebieg rozmowy.

Dyskusje z pisarkami ujawniły, że choć sam debiut „niejedno ma imię”, a poetyka wspominanych utworów bardzo się różni, to pomiędzy ich tekstami wskazać można sporo punktów wspólnych. Spotkanie to potwierdziło również, że literatura – co widać było nie tylko po frekwencji (zwłaszcza wśród młodych ludzi), ale także po zaangażowaniu i merytorycznym przygotowaniu widowni – przyciąga. A może to również efekt przyciągających osobowości autorek?
Festiwal Literacki „Wokół debiutów” odbywa się pod patronatem „artPAPIERU”.