Wydanie bieżące

1 czerwca 11 (203) / 2012

Anna Katarzyna Dycha,

MOTYLKI WE WŁOSACH, ĆWIARTKA W KIESZENI. ZROZUMIEĆ CHŁOPAKÓW Z GITARAMI

A A A
Były „Albatrosy”, były „Dredy”, była EP-ka „Kariera”. Na debiutancki krążek tria, któremu lideruje Marcin „Makaron” Biernat, gitarzysta zespołu Muzyka Końca Lata, przyszło nam czekać kilka lat. Wyłania się z niego obraz życia na mazowieckiej prowincji, bywania w lokalach, spotkań z dziewczętami, tęsknoty za prostym, ale szczęśliwym życiem.

Największym walorem tego wydawnictwa są teksty. Makaron posiadł dar lekkiego pisania o sprawach dla niego ważnych. Z sentymentem za dawnymi czasami (płyta dostępna jest na kasetach), uroczą melancholią, poczuciem humoru, dystansem i umiejętnością zabawy słowami. To teksty zrozumiałe dla każdego, komu nieobca jest małomiasteczkowa rzeczywistość. Teksty, których się nie zapomina, których nie da się zapomnieć…

W piosence „Na mazowieckich nizinach” portretuje się więc damsko-męskie relacje w następujący sposób: „Gdzie są te wszystkie dziewczęta, z którymi nigdy nie grałem w butelkę” (…). W pozostałych tekstach jest podobnie: „I chociaż niedawno się poznali, już językami się dotykali” („Złoty”), „A co to jest za życie bez dziewczyn” („Glany”), „Dziewczyny z Wenus, chłopaki z Mazowsza” („Ibiza”), „Stoliki wolne, dziewczyny zajęte” (…) „Znowu wyciągniesz ręce, znowu chwycisz za serce, znowu serce zostawię w butelce” („Albert”). Makaron mierzy się też z życiowymi dylematami: „A ja na wiecznych wakacjach z gitarą w rękach, ciągle nie potrafię uczyć się na błędach” („Barman”), „Ćwierć wieku na karku, a wciąż pustki w kieszeniach” („Albatrosy”), „Daleko nie ucieknę przed samym sobą” („Gwiazda”) i prowincjonalną codziennością: „Bo ile można tak walczyć z wiatrakami? Tu się nie zmienia nic poza datami” (…) „Tu nikt nie rozumie chłopaków z gitarami” („Ibiza”). To tutaj jest strumyk Witówka, do którego można skoczyć w desperacji na główkę, knajpa Złoty Lew, ulica Olszowa, Leśna i piłkarze u Jerzyka. Maki opisuje również blaski i cienie zespołowego życia, w którym „czasem starczy na frytki i colę”, a „najlepiej to smakuje zimna i czysta”. Robi to nie unikając odniesień do kultury – choćby ewidentna gra z Cool Kids Of Death w kawałku „Optymistka” – „Po co te butelki, po co te kamienie? Czy nie wystarczy pozytywne nastawienie?” Utwór kipi pozytywną energią – „jeśli chcesz, to możesz wszystko” – na przekór wykrzykiwanym przez łódzką kapelę hasłom „pokolenia nic”. Wszystko ze stosownym przymrużeniem oka. Nie wspominając o pełnym nawiązań singlowym „Cashu”.

Nieskomplikowane aranżacje, utworki najczęściej bez refrenów chwytają za serce gitarową prostotą. Gdzieniegdzie tylko pojawi się klawisz (np. „Złoty”, tutaj też ciekawe kompozycyjne zapętlenie), nierówne chórki czy zabawy z wokalem („Glany”). Płyta „Dni Mrozów” jest kopalnią pozytywnie nastrajających melodii. Zresztą warstwa muzyczna doskonale koresponduje z tekstową, dając porcję oryginalnej i wielce spójnej twórczości. Żaden dźwięk, żadne słowo, żaden wers nie są tutaj przypadkowe. Zwykłe „hej” czy „O.K.” mają tu swoje znaczenie. Studyjne wersje uderzają z garażową mocą, brzmią zadziornie, buńczucznie, surowo, z odpowiednią dozą autentyzmu. Nie sposób nie uwierzyć w każdy podany tu fragment. Rozumiemy was, chłopaki z gitarami – bez obaw.
Maki i Chłopaki: „Dni Mrozów” [Thin Man Records, 2012].