Wydanie bieżące

1 czerwca 11 (203) / 2012

Wojciech Rusinek,

OD REDAKCJI: BAJKA O CZŁOWIEKU, KTÓRY NIGDY NIE CZYTAŁ KRYMINAŁU

A A A
Choć wydaje się to niemożliwe, spotkałem kiedyś człowieka, który nigdy nie czytał kryminału. Wcale się tym nie szczycił, z biegiem lat natomiast – gdy odkrywał, jak samotny jest w swej przypadłości – coraz częściej odczuwał z tego powodu niemałe zażenowanie. By nie zostać posądzonym o lekturowy snobizm, przekonywał wszystkich wokół o (umiarkowanej w gruncie rzeczy) miłości do science-fiction. Na próżno! Świat przyjmował jego dziwactwo bez zrozumienia.

Z biegiem lat było coraz gorzej. Kiedy studiował (polonistykę, oczywiście), nie wiedział, gdzie umknąć wzrokiem, gdy cenieni przezeń literaturoznawcy stwierdzali, że „przecież wszyscy wieczorami czytujemy kryminały”. Pytany o plany wakacyjne, żałował, że nie może z wypiekami na twarzy zapowiadać, jak zanurzy się na długie godziny w klasycznych dla gatunku historiach. Zaczepiany o „coś do poczytania”, nie mógł polecić znajomym książek, których polecenia od niego oczekiwano. Życie człowieka, który nigdy nie czytał kryminału, stało się szczególnie uciążliwe, gdy jego żona – dotąd także obojętna – zaczęła zasypiać w towarzystwie Skandynawów i Skandynawek, a redaktor naczelna pisma kulturalnego, które po godzinach redagował, zapowiedziała wydanie swojej pierwszej powieści ze zbrodnią w tle.

W przypływie odwagi, ale tylko w gronie zaufanych, anonimowych sceptyków, nieśmiało przyznawał, że nie rozumie, dlaczego trup być musi i dlaczego komisarz albo policjantka, i co też fascynującego jest w szukaniu motywów, odsłanianiu spisków i w nitce, po której do kłębka-mordercy.

Od pewnego czasu nie docierają do mnie żadne wiadomości na jego temat, choć mam wrażenie, że wciąż znam i rozumiem go jak siebie samego. Czy światu udało się przełamać jego ślepy upór i w końcu sięgnął po swój pierwszy w życiu kryminał? A może osaczony przez fanatyków gatunku zaszył się w anachronicznym bastionie prozy bez trupów, dochodzeń i zagadek? Gdzie zbudował swoje Okopy św. Trójcy?

Niniejszy numer „artPapieru” – skromną ilościowo, ale mamy nadzieję, że wartościową refleksję o popularności kryminału we współczesnej prozie i filmie – dedykujemy właśnie jemu.