Wydanie bieżące

1 lipca 13 (205) / 2012

Marta Kalarus,

(NIE)MEDIALNY KORIOLAN

A A A
Od pewnego czasu można zaobserwować w kinie tendencję do włączania dzieł Szekspira w obręb współczesnej kultury popularnej i aktualizowania przedstawianych przez niego historii poprzez przenoszenie ich we współczesne realia. Jednym z tego typu obrazów, znanym szerokiej publiczności, jest głośny „Romeo i Julia” Baza Luhrmanna. Podobną drogą podążył znany brytyjski aktor Ralph Fiennes, czyniąc swym reżyserskim debiutem film „Koriolan”, będący adaptacją sztuki Szekspira o tym samym tytule.

Akcja dramatu rozgrywa się w starożytnym Rzymie, a jego bohaterem jest Kajus Marsjusz, który po wygranej w Koriolach wojnie z Wolskami zostaje nazwany Koriolanem. Ów przydomek, upamiętniający odwagę i waleczność bohatera, ma być wstępem do kolejnego zaszczytu, jakim jest objęcie urzędu konsula. Przeciwnicy Marsjusza podburzają jednak przeciwko niemu lud, co prowadzi do wygnania zasłużonego męża stanu z Rzymu i staje się początkiem jego tragedii.

Przenosząc akcję dramatu w czasy współczesne, Fiennes nie zmienił brzmienia wypowiadanych przez bohaterów kwestii. Kolejne wersy dramatu Szekspira, włożone na przykład w usta biorących udział w wojnie żołnierzy, mogą sprawiać wrażenie nieco anachronicznych, jednak nie rażą i stanowią ciekawy kontrast w stosunku do świata przedstawionego filmu. Dzięki zachowaniu oryginalnego tekstu, Fiennes pokazuje bowiem aktualność dramatu Szekspira, a zarazem nadaje mu nowy wydźwięk. Warto od razu nadmienić, że aktorzy świetnie radzą sobie z dziełem wielkiego dramaturga. Na pochwałę zasługują zwłaszcza Ralph Fiennes, grający tytułowego Koriolana, oraz Gerard Butler, wcielający się w rolę Aufidiusza, dowódcy wojsk Wolsków. Obaj stworzyli znakomite kreacje. Fiennes z ogoloną do skóry głową sprawia momentami naprawdę przerażające wrażenie. Jednocześnie udało mu się zbudować postać interesującą, niepodlegającą jednoznacznej ocenie.

Na uznanie zasługuje również sposób, w jaki dzieło Szekspira zostało uwspółcześnione. Przeniesienie nie odbyło się bowiem na zasadzie jedynie pustego chwytu, lecz tchnęło w dramat nowe życie. W swoim filmie Fiennes nawiązuje do współczesnych konfliktów zbrojnych i narodowościowych. Nie stroni przy tym od mocnych, pełnych przemocy scen, które wstrząsają widzem. Przykładem może być chwila, w której Aufidiusz nagrywa kamerą dokonaną z pełną bezwzględnością egzekucję rzymskiego jeńca wojennego. Tego typu scen w filmie jest więcej. Są one elementem gry z widzem, który odczuwa przerażenie na ich widok, mimo iż teoretycznie jest przyzwyczajony do podobnych materiałów, publikowanych w ostatnich latach w mediach. Sama rola mediów jest zresztą w filmie bardzo ważna. Wszystkie istotne wydarzenia są emitowane przez telewizję – bez względu na to, czy pokazywanie danego materiału jest etycznie słuszne czy nie. Nawet wojna rozgrywa się na oczach widzów, co jest kolejnym nawiązaniem do popularnych w mediach relacji z działań wojennych – często zresztą przekłamywanych i zależnych od wielu czynników, także politycznych.

W czasie trwania programu telewizyjnego zostaje także wydany wyrok na Koriolana. Interesująca w tym kontekście jest metoda kreowania postaci. Trybuni ludowi, podburzający tłum przeciwko Marsjuszowi, są niczym showmeni, znający gusta i sposób myślenia publiczności. Wiedzą, jak należy przemawiać do tłumu, aby mu się przypodobać i przekonać do swoich poglądów, sprawiając jednocześnie, że ludzie wierzą, że są to ich własne poglądy. Koriolan jest z kolei osobą niemedialną – nie potrafi kreować swojego wizerunku i nie chce pochlebstwami zdobywać głosów obywateli, przez co ponosi klęskę. Na usta ciśnie się wręcz komentarz, że takie są brutalne prawa show-biznesu, w którym odpowiedni wizerunek jest sprawą pierwszorzędną. Przy okazji podkreślony zostaje związek mediów z polityką, a także fakt, że to właśnie telewizja, zależna od nacisków ze strony władzy, jest często odpowiedzialna za kreowanie rzeczywistości. Wrażenie to wzmacnia pewien drobiazg: wszelkie wydarzenia w filmie są relacjonowane przez telewizję o wdzięcznej nazwie Fidelis (z łac. wierny, lojalny), co wydaje się samo w sobie wyczerpującym komentarzem do sytuacji.

Przedstawiona w „Koriolanie” diagnoza współczesności sprawia wrażenie trafnej, mimo że adaptacja Fiennesa jest wierna pierwowzorowi literackiemu – i to w dodatku traktującemu o czasach starożytnych. Reżyser nie musiał zanadto zmieniać fabuły dramatu, wystarczyło, że odniósł się do współczesnych wojen, polityki i roli mediów. Nie jest to bynajmniej zarzut, ponieważ twórca sprawnie zrealizował swoją strategię. Film pokazuje zatem ponadczasowość dzieł Szekspira i aktualność spostrzeżeń, które zawarł on w swych dramatach. Trudno nie zauważyć, że pomimo postępu technologicznego i coraz to nowszych zdobyczy cywilizacji, mechanizmy władzy są wciąż takie same. Zarówno sztuka Szekspira, jak i film Fiennesa zawierają w sobie wiele tez, dla których właściwie każdy może odnaleźć współcześnie potwierdzające argumenty.

„Koriolan” w reżyserii Fiennesa jest więc komentarzem do otaczającej nas rzeczywistości i swego rodzaju obrazem prawideł rządzących światem. Film nie wydaje wyroków, nie znajdziemy w nim również natrętnego dydaktyzmu – twórca wskazuje po prostu na pewne zjawiska, pozostawiając je widzowi do rozważenia. Wielka w tym zasługa literackiego pierwowzoru, ale także samego Ralpha Fiennesa, którego reżyserski debiut okazał się nadzwyczaj udany. „Koriolan” to bowiem film godny polecenia nawet tym, którzy nie znają dramatu Szekspira.
„Koriolan” („Coriolanus”). Reżyseria: Ralph Fiennes. Scenariusz: John Logan, na podstawie dramatu Williama Szekspira „Koriolan”. Obsada: Ralph Fiennes, Gerard Butler, Vanessa Redgrave, Brian Cox, Jessica Chastain. Gatunek: dramat. Produkcja: Wielka Brytania 2011, 123 min.