Wydanie bieżące

1 lipca 13 (205) / 2012

Katarzyna Szopa,

„NIEODKRYTA KRAINA”

A A A
Pisanie, jak zauważa Hélène Cixous w swoim eseju „Coming to writing”, jest procesem związanym z całkowitą „utratą wszystkiego”. Symboliczne przymierze zawarte ze śmiercią, parafrazując słowa teoretyczki, jest warunkiem odrodzenia się pragnienia pisania. Cixous zwraca uwagę na specyfikę kobiecego pisania, gdyż źródło mocy twórczej kobiet, według niej, obciążone jest podwójnym ryzykiem utraty. Warunkiem do odrodzenia pisarskich mocy, powiada Cixous, są doświadczenie śmierci, przepaść i pierwszy śmiech, czyli wszelkie zjawiska graniczne. I o takich zjawiskach transgresyjnych opowiada nam sześciogłos irlandzkich poetek.

Pomysł stworzenia antologii irlandzkiej poezji kobiecej jest projektem odkrywania literackiej krainy, wciąż obcej i nieznanej na polskim gruncie. „Sześć poetek irlandzkich” Jerzego Jarniewicza to zbiór przekładów twórczości najważniejszych poetek Irlandii XX wieku, zarówno tych z pokolenia starszego (Eiléan Ní Chulleanáin, Nuala Ní Dhomhnaill, Paula Meehan i Medbh McGuckian), jak i młodszych roczników 70. (Leontia Flynn i Sinéad Morrissey). Zaszczepianie obcojęzycznej literatury kobiecej jest zadaniem szczególnym, bo z jednej strony wypełniającym luki, a z drugiej zaś umożliwiającym nawiązanie cennego dialogu międzykulturowego. Krytyka feministyczna od zawsze upomina się o kategorię dialogu, którego idea najpełniej realizuje się w ostatnim numerze „Przekładańca”, poświęconego problematyce przekładu w myśli feministycznej. Nawiązana nić porozumienia, realizująca się w procesie wzajemnego czytania tekstów (przecież figura kobiety-czytelniczki jest niezwykle istotna), umożliwia zakreślenie kręgu wspólnoty doświadczeń między Polkami i Irlandkami, ale też prowadzi do odkrycia odmiennej wrażliwości, oryginalności i zagłębienia się w żywiole inspiracji. Źródłem pisarskim poetek irlandzkich jest kobiece doświadczenie, ujmowane z różnych perspektyw, związane nieodłącznie z tragedią wykluczenia.

Antologia została opatrzona komentarzem Jarniewicza, w którym tłumacz zwraca szczególną uwagę na figurę Matki Irlandii, która stała się (tak bardzo nam znanym) symbolem wykluczenia, kompilacją martyrologii chrześcijańskiej i narodowej. Miejsce kobiety w burzliwej historii Irlandii sytuuje się na pograniczach – narzucona przestrzeń prywatna domowego zacisza skazała potencjalne autorki na dramat milczenia. Irlandia jawi się zatem jako kolejna kraina, w której poeta i kobieta to przeciwstawne bieguny. Poetki, których twórczość przybliża polskim czytelniczkom i czytelnikom Jarniewicz, walczą o odzyskanie języka, o przełamanie duszącej afazji. „Boję się, że już nigdy / nie wyjdę z jego cienia. Co czeka mnie u kresu dnia, / nie mam pojęcia: czarny chleb i kawa? / A może ktoś udzieli mi głosu?” (Nuala Ní Dhomhnaill, „Mój mroczny mistrz”). Ich twórczość, jak chce Cixous, bierze swoje źródło w doświadczeniu granicznym, które najpełniej realizuje się w gatunku pieśni żałobnych, zwanym caoineadh. Płacz, podobnie jak śmiech, jest doświadczeniem katarktycznym. Poetka-Irlandka w momencie utraty wszystkiego stopniowo odzyskuje mowę i wylewa swój ból związany z utratą dziecka, ze śmiercią matki i babci, z odosobnieniem, z bezsilnością. Wykorzystywanie rodzimej mitologii i obfite czerpanie ze staroirlandzkich legend i zapomnianych ballad zbliżają twórczość Irlandek do polskiej poezji kobiecej. Poetki nie opiewają narodowych bohaterów, ale te postaci (najczęściej kobiece), których zasługi zostały pominięte przez główny nurt historycznej narracji, jak na przykład wiersz poświęcony postaci Agnes Bernelle.

Irlandia, postrzegana z perspektywy kobiecej, jawi się jako wciąż nieodkryta kraina pełna legend i mitów, bogiń i złych wróżek, a jej specyficzne usytuowanie (również geograficzne, zaznaczające brak bezpośredniego połączenia z kontynentem) tłumaczy inspiracje morskim i stepowym krajobrazem. Opowieść o naturze jest jednym z terapeutycznych sposobów na stopniowe odzyskiwanie pamięci i odbudowanie utraconego języka kobiet, jak w wierszu o córce syreny: „Brak jej terminologii, / brak punktów odniesienia, / brak słów, które określiłyby trafnie, / czym jest woda. / (…) «Przypływ», chce rzecz nazwać, / szperając wzrokiem nieufnie wśród słów. / «Lśniąca powłoka. Mokrość. Coś bardzo wilgotnego»” (Nuala Ní Dhomhnaill, „Odzyskana pamięć wody”). Język jest dla poetek irlandzkich chaotyczną przestrzenią znaczeń, której nie sposób uporządkować: „Mrok by się rozjaśnił, jakbym posiadła język, którym mówią ptaki” (Eiléan Ní Chulleanáin, „Świadek”). Jedynym wyjściem jest stworzenie własnego, alternatywnego języka, specyficznego kodu pozbawionego rygorystycznych reguł prawideł gramatycznych i semantycznych.

Co ciekawe, Irlandki szczególnie upodobały sobie figurę tkaczki będącej ekwiwalentem kobiety-autorki, która ze skrawków słów mozolnie wyszywa swoje dzieło, pełne przejęzyczeń i „przekręconych słów” (Medbh McGuckian, „Skrawki”), a jej pisanie jest procesem zszywania tychże słów, jak w wierszu Sinéad Morrissey: „słowo, rozlane czy pęknięte, jest szwem / na kocyku dla dziecka, którego nie było i nie ma. / Głód słów nie minął, choć poszły, gdzie gorąca ziemia” („Szwy”). Tkaczka to również figura kobiety zaangażowanej, pajęczycy plotącej zerwaną wcześniej sieć między przepaścią sfery prywatnej i politycznej: „Spośród wszystkich stworzeń najbardziej kocham pajęczycę, / która codziennie przędzie sobie nowy środek / i po mistrzowsku łapie w nim jesienne światło” (Eiléan Ní Chulleanáin, „Agnes Bernelle, 1923-1999”). Środek ten jest upragnionym miejscem kobiety, która nie chce dłużej okupować terenów marginalnych. „Przez cały rok tkałam, byłam bliżej, niż ci się zdawało, / (…) Byłam twoim małżeńskim zwierciadłem, dioramą, wyspą odkotwiczoną, / Która uderza o ląd stały” (Medbh McGuckian, „Tkaczka”). Kobieta, jako „wyspa odkotwiczona”, zawsze usytuowana jest w relacji do mężczyzny, nigdy odwrotnie. Jednakże, podążając za teorią bell hooks, destabilizowanie granic jest jedynym sposobem na rozbicie binarnego podziału przestrzeni, które stały się miejscami ograniczeń i opresji. Dryfująca wyspa jest metaforą idealnie oddającą ideę braku zakorzenienia, która odwzorowuje koncepcję zamieszkiwania całego świata, a także proces destabilizowania granic cielesności.

W myśl feministycznej koncepcji arachnologii tkaczka jest artystką snującą narracje o zapomnianych historiach kobiet, od których roi się w poezji Irlandek. Na szczególną uwagę zasługuje figura mitycznej Fionnuali zamienionej w łabędzia i skazanej na dziewięćsetletnią wędrówkę po rzekach i jeziorach Irlandii. Słowo Fionnuala, niczym wielowarstwowa szkatułka, ukrywa w sobie imię Nuala, tym samym mityczna postać staje się alegoryczną figurą poetki skazanej na wygnanie: „Choć został nam głos ludzki, / którym możemy czarować słuchaczy, / nasz umysł, zmysły, słodka muzyka, / a nawet nasz język gaelicki. / Dałabym z miejsca wszystko, / by wyrwać się spod tej klątwy, / spod tych strasznych praw, których musimy słuchać, / bo zabrały nam nasz przyrodzony kształt, / a dały krew ptasią i ptasią powłokę” (Nuala Ní Dhomhnaill, „Fionnuala (gdy się przemieniła)”). Tragedia Fionnuali polega nie tylko na historycznych zmaganiach Irlandii pozostającej pod jarzmem brytyjskim, ale przede wszystkim symbolizuje miejsce kobiety w kulturze patriarchalnej. Świat kobiety powinien być przestrzenią radykalnego otwarcia, jak postuluje bell hooks, a wraz z nią młodsze pokolenie Irlandek; powinien być domem z odryglowanymi drzwiami: „jestem tutaj w domu, jeśli gdziekolwiek jest dom” (Sinéad Morrissey, „W Belfaście”).

Poezja irlandzka jest „nieodkrytą krainą, o której śnił biedny Hamlet, / że wchodzi do niej do niej bez mapy i bez pomocy kompasu” (Sinéad Morrissey, „Augustyn we śnie, zanim nauczył się mówić”). Mapowanie poezji kobiecej niesie ze sobą kolejne ryzyko wykluczeń, ustanawia sztuczny porządek. Krainę tę należy odkrywać stopniowo, jak Alicja, wers po wersie, wędrując na oślep w złożonej sieci brzmień i znaczeń.
„Sześć poetek irlandzkich”. Przeł. Jerzy Jarniewicz. Biuro Literackie. Wrocław 2012.