Wydanie bieżące

1 lipca 13 (205) / 2012

Grzegorz Mucha,

GITAROWY LOT NA GÓRĘ FUJI*

A A A
Manuel Göttsching to jeden z trzech (obok Klausa Schulze i Edgara Froese) najważniejszych niemieckich muzyków, należących do twórców tamtejszego rocka elektronicznego. Dzisiaj nie jest tak znany, jak jego muzyczni koledzy, ale w kręgach słuchaczy (zwłaszcza japońskich) cieszy się wielkim uznaniem.

Göttsching swój pierwszy zespół założył wraz ze szkolnym kolegą Hartmutem Enke w 1967 roku. Dwa lata później powstała już słynna grupa Ashra Tempel, do której dołączył (po opuszczeniu Tangerine Dream) Klaus Schulze. Zespół przeistaczał się kilkakrotnie; zmieniały się składy muzyków, a nawet jego nazwa (skrócona na Ashra). Jedno pozostało niezmienione – charakterystyczna gitara lidera.

Wiadomość o koncercie Ashra nie stała się objawieniem, ale wystarczyła, aby zaopatrzyć się w bilety, zwłaszcza, że zapowiedziano go jako pierwszy koncert zespołu od dwunastu lat. W składzie pojawili się, znany ze współpracy z Klausem Schulze – perkusista Harald Grosskopf oraz obsługujący większość instrumentów elektronicznych - Anglik Steve Baltes.

Muzyka grupy Ashra jest - podobnie jak u innych twórców niemieckiego rocka elektronicznego – mocno transowa. Ale jest w niej coś specyficznie dostojnego, co nadaje jej zupełnie unikalny charakter. Nad wszystkim zaś unosi się czyste brzmienie gitary lidera. Göttsching umiejętnie łączy improwizację i wirtuozerię z umiarem, a nawet pewną ascezą. To dzisiaj zdecydowanie rzadka cecha. Kompozycje pisane przez lidera, choć na przestrzeni lat się zmieniały, mają w sobie transowość i - co może dziwić - zwartość, której tak często brakuje pozostałym niemieckim twórcom. Te dawne, z lat 70., są przeważnie krótkie; przywodzą na myśl skoczność The Shadows i melodyjność Pink Floyd. Ale „na żywo” potrafią szybko przemienić się w rodzaj lotu ku gwiazdom i stać się rasowymi numerami transowymi. Nowsze kompozycje są dłuższe, ulegające wielu metamorfozom, ale jakby transu w nich mniej. Zyskują za to na znacznie bogatszej warstwie brzmieniowej.



Koncert uzmysłowił mi, jak wiele utworów dzisiejszej muzyki rockowej (i nie tylko) zawdzięcza swoją formę Manuelowi Göttschingowi. Także styl gry lidera ma swych naśladowców. Do inspiracji jego techniką przyznaje się m.in. The Edge z U2. Lider Ashry ma w sobie coś z muzycznego guru. Jest jakby nieco wycofany, z uśmiechem obserwujący poczynania innych. Tak właśnie patrzył na Grosskopfa i Baltesa. Perkusista zaś zdawał się tym nie przejmować. Grał na małym zestawie elektronicznej perkusji, z której dobywał liczne i wciąż nowe dźwięki. Był skupiony, starał się nie powtarzać wcześniej zagranych patentów. Baltes zaś, dla nie zorientowanego w personaliach słuchacza, mógł się wydawać prawdziwym liderem. To on dawał kolegom znaki do zmiany rytmu i tempa.

Koncert odbył się pod płóciennym dachem na tyłach byłej wytwórni filmowej Ufa, zamienionej na coś w rodzaju domu kultury. Miejsce to ma dla muzyków historyczne znaczenie, gdyż tam właśnie miały miejsce próby do sesji nagraniowej albumu „Correlations” w 1978 roku. Lider przyjął przybyłych na koncert bardzo ciepło. Ze specjalnymi podziękowaniami zwrócił się do obecnego wśród słuchaczy producenta nagrań Johna Lee Hookera, Franka Zappy czy Van Morrisona i albumu „Correlations” właśnie – Micka Blossopa. Specjalne podziękowania złożył też swojej, urodzonej w Gliwicach żonie Ilonie Ziok, która jest reżyserką filmów dokumentalnych. Dobrą atmosferę koncertu umocniły liczne bisy.
Ufafabrik – Berlin; 8 czerwiec – godz. 20.00. *Góra Fuji pojawia się w tytule i na okładce jednego z solowych albumów Manuela Göttschinga.