Wydanie bieżące

1 lipca 13 (205) / 2012

Katarzyna Szopa,

Z MELANCHOLII CHRYPKĄ

A A A
(tytuł za: Anna Achmanowa „Szaro-żółty wieczorny zapada czas”)
„Paranoicy i schizofrenicy, po prostu mania prześladowcza” - wręcz trwały motyw tematyczny, który zamieszkał w literaturze na dobre i nie bardzo chce się wynieść, w połączeniu ze scenerią rosyjskich przedmieść i przeludnionych kamienic dający efekt wyjątkowo przytłaczającej mieszanki prozy i dramatu. „Jest noc” rosyjskiej pisarki Ludmiły Pietruszewskiej to krótka narracja, właściwie będąca monologiem głównej bohaterki, której wyznanie niesie ze sobą cały ogrom problemów i przedstawia szereg okaleczonych emocjonalnie bohaterów. Zanurzona w codzienności opowieść o zmaganiach z biedą, z problemami dzieci, z uciekającą młodością kobiety i z twórczą niemocą poetki składa się na wyjątkowo bezbarwny świat rosyjskiej rodziny, łudząco podobny do polskiej rzeczywistości, w której przypada trwać wielu kobietom.

Pietruszewska na nowo rozprawia się z pewnymi aspektami kobiecości, z którymi próbują uporać się ruchy feministyczne, zaczynając od ubóstwa niedocenionej poetki i pisarki, na zatroskanej i toksycznej matce kończąc. Los głównej bohaterki, w żaden sposób nie uwznioślony, ale pełen dramatycznie napierającej zewsząd powszedniości i mierności, momentami nuży i przytłacza. Monolog Anny Andrianowny to po prostu narzekania przy kuchennym stole, z jednej strony prozaiczne i marginalne, z drugiej strony tragiczne. Czym bowiem są wieczne zmartwienia matki? Bohaterka Pietruszewskiej odgrywa swój monodram głównie w przestrzeni domowej, między kuchnią a sypialnią, nad którą zwisa czarna kurtyna melancholii i panuje atmosfera wiecznego niespełnienia i zawiedzionych nadziei. W powieści rosyjskiej pisarki noc jest uzewnętrznionym stanem wegetacji i chronicznej melancholii, nękającej bohaterów.

Punkt ciężkości w powieści rozkłada się na relacje kobiety z synem-kryminalistą, następnie z córką z trójką dzieci, która „bardzo łatwo płakała w tamtych czasach”, z matką zamkniętą w szpitalu psychiatrycznym i z wnuczkiem, Timkiem, którego Anna wzięła pod swoją opiekę. Bardzo trudno doszukać się momentów, w których bohaterka odsłania relację samej z sobą. Bowiem Anna Adrianowna jest ucieleśnieniem wszystkich mitów związanych z archetypem matki. Jej chorobliwa miłość do wnuczka i do okrutnego syna, Andrieja, zostaje wyraźnie zestawiona z konfliktową relacją z matką (babcią Simą) i z córką, Aloną. Wraz z narastającym konfliktem pomiędzy kobietami w powieści zapada ciemna noc, a wokół wszystko zamiera, zupełnie jak podczas żałoby Persefony. Pietruszewska rysuje zatem kartografię kobiecej historii i sięga po, mówiąc językiem Luce Irigaray, najciemniejsze zakątki spośród wszystkich czarnych lądów, czyli po relację matka-córka. Anna jest matką toksyczną, literackim ekwiwalentem matki-potwora, jak chciałaby Rosi Braidotti. Z jednej strony karmi niewdzięczne i niepokorne dzieci własną krwią („Andriej jadł moje śledzie, moje kartofle, mój czarny chleb, pił moją herbatę i pił moją krew, cały ulepiony z mojego jedzenia”), z drugiej strony odrzuca je w momentach egoistycznego uniesienia. Będąc niespełna pięćdziesięcioletnią kobietą, postrzega wówczas samą siebie jako wciąż młodą, piękną i zasługującą na miłość: „A ile wtedy miałam? – pyta z goryczą – Jakieś pięćdziesiąt lat!”. Matczyna potworność jawi się jako miejsce skrajnie negatywne, owo „macierzyńskie gniazdo”, skumulowane w małej izdebce sfrustrowanej brakiem perspektyw kobiety-matki-poetki.

Co ciekawe, bohaterka określa samą siebie (pomimo iż wielokrotnie nazywana jest przez córkę grafomanką) mianem poety, starając się świadomie wypierać pierwiastek marginalności, jaki naznacza kobietę-autorkę. „A przecież jestem poetą – opowiada Anna – Niektóre wolą słowo poetka, ale weźcie pod uwagę, co mówią Marina Cwietajewa czy też Achmatowa, z tą jesteśmy prawie mistycznymi imienniczkami, ona też była Anna, tyle że Andriejewna, a ja Andrianowna. Kiedy z rzadka mam występ, to każę się zapowiedzieć tak: poeta Anna, a nazwisko podaję męża”. Świadome odcinanie się od artystycznej przynależności do grona kobiet-pisarek współgra z całkowitym wyrzeczeniem się kobiecej tożsamości. Bycie „poetką”, również w sensie językowym, oznacza dla Anny stygmatyzację i przylepienie etykietki grafomanki, skazanej na pogranicza bytowania. Podobnie bycie kobietą w przestrzeni domowej samo w sobie konotuje bytowanie na obszarach marginalności i poddaństwa. Rozdarcie głównej bohaterki pomiędzy rolą matki-karmicielki a pragnącą zemsty za doznane krzywdy mityczną Medeą polega również na potworności wyrzeczenia się własnej kobiecości i prawa do miłości i spełnienia. Nie tyle odrzuca ona rolę kobiety jako autorki, ale również zmuszona zostaje do uległego i milczącego bytowania w świecie jako matka. Dodatkowo narzuca się motyw matczynego ciała wzbudzającego jednocześnie fascynację i przerażenie: „W domu są dzieci, Alona, przecież jestem jej potrzebna, no i gdzież tam do tego dziecięcego ogniska z naszym gównem i przesiąkniętą moczem odzieżą, z naszą starością!” Jak pisze Braidotti, kobieta-matka symbolizuje zarazem znak nadmiaru (w przypadku Anny realizowany poprzez chorobliwą i bezwzględną miłość do dzieci) i znak braku (kobieta-matka „nie posiada substancjalnej jedności męskiego podmiotu”). Anna, tylko pozornie będąca przykładem strażniczki patriarchatu, matki i pisarki noszącej nazwisko męża, tak naprawdę nosi żałobę po własnej tożsamości, skrzętnie kamuflując poczucie permanentnego braku pod problemami swoich dzieci.

Wewnętrzne rozdarcie Anny implikuje również zmiany w obrębie narracji, przerywanej chaotycznymi dialogami, opatrzonymi dodatkowo cynicznymi komentarzami bohaterki. Pojawiają się też fragmenty dziennika córki, który staje się dla matki swoistym przewodnikiem po dramatycznych kolejach losu nieszczęśliwej Alony. Niczym Ofelia, rzuca się ona w ramiona mężczyzn i w milczącej uległości pozwala na doznawane krzywdy. Nic dziwnego, bowiem wszystkie kobiety w powieści Pietruszewskiej są istotami okaleczonymi, których losy spowija ten sam, obsesyjnie powtarzający się scenariusz. Momentami Anna marzy o utopijnym świecie bez mężczyzn, o mieszkaniu pełnym kobiet, w którym zapanuje harmonia i bezwzględna miłość. Z narastającego poczucia beznadziei wydobywa ją jedynie myśl o odzyskaniu własnej matki, babci Simy, którą to z powodu kłopotów finansowych oddała do szpitala psychiatrycznego. Punktem kulminacyjnym w powieści jest właśnie decyzja o oddaniu matce należnego miejsca w rodzinie, symboliczna próba odzyskania zerwanych więzi między kobietami. Zachwianie relacji matek i córek w powieści toczy się konsekwentnie przez wszystkie pokolenia rodziny, a zaburzona miłość Simy i Anny w efekcie doprowadza do załamania stosunków Anny z Aloną. Tymczasem Anna, niczym archetypowa Jokasta, przelewa swoją miłość na osobę okrutnego syna: „Straszna, ciemna popycha mnie siła, by porwać się na szalony czyn i do nóg ukochanego syna upaść jak marnotrawny syn, taki wiersz”. Próba odnowienia relacji z własną matką, a następnie z córką okazuje się fiaskiem – Anna zostaje opuszczona, a cały chaotyczny i dramatyczny monodram ucięty zostaje szlochem zdesperowanej matki.

Powieść Pietruszewskiej stanowi przekrój problemów rodziny skazanej na biedę i na brak perspektyw. Ostrze pisarki wymierzone jest przede wszystkim w system, który potęguje pogłębiającą się beznadzieję wśród społeczeństwa. „Jest noc” to powieść wyjątkowo przytłaczająca realnością opisywanych problemów. Nadopiekuńczość matek, poświęcających własne życie dla dzieci i wnuków, w efekcie nagrodzona zostaje paranoicznym strachem przed syndromem opuszczonego gniazda. Anna wiedzie prym wśród korowodu paranoików i schizofreników i tak naprawdę nie dopuszcza do siebie myśli o tym, że nie jest już nikomu potrzebna. Opisywany z jej perspektywy świat jest tak naprawdę wytworem jej wyobraźni, za pomocą której kobieta próbuje usytuować samą siebie w jego centrum. Jednakże drzwi do tego świata zamykają się z hukiem, zostaje jedynie noc i opowieść przy stole z chrypką melancholii.
Ludmiła Pietruszewska: „Jest noc”. Przeł. Jerzy Czech. Wydawnictwo Czarne. Wołowiec 2012 [seria: Inna Europa, inna literatura].