Wydanie bieżące

1 lipca 13 (205) / 2012

Marek Doskocz, Paulina Sołowianiuk,

RAJSKI PTAK UMARŁEJ EPOKI

A A A
Marek Doskocz: W 1992 roku ukazała się już biografia Izabeli Stachowicz. Skąd pomysł na kolejną jej biografię?

Paulina Sołowianiuk: Miałam na celu stworzenie książki ujmującej postać całościowo, prześledzić jej dzieje od dzieciństwa do śmierci. Dołożyłam starań, by dotrzeć do pojedynczej, niepowtarzalnej, całościowej wizji jej życia, a dodatkowo dobrze tę wizję udokumentować. To nie jest bez znaczenia. Bo Czajka to nie tylko fragment międzywojennej i powojennej, w innym już kształcie, legendy. To także pisarka, o czym krytycy literaccy woleliby pewnie zapomnieć. Życie, jak to zwykle bywa, nie pozostało bez wpływu na jej twórczość i znajomość jego kolei dopomaga i w jej zrozumieniu, i w dostrzeżeniu pewnych dodatkowych, mniej oczywistych sensów. Dołożyłam starań, by dotrzeć do pojedynczej, niepowtarzalnej, całościowej wizji jej życia, a dodatkowo dobrze tę wizję udokumentować.

M.D.: Udało się to Pani? Jest Pani zadowolona z biografii przez siebie napisanej?

P.S.: Zadowolona będę wtedy, gdy usłyszę, że ktoś odebrał spisaną przeze mnie historię nie tylko jako czytelniczą rozrywkę, a samą Czajkę jako rajskiego ptaka umarłej epoki. Mam nadzieję, że z jej biografii wyłaniają się pytania o sens życia i kluczowe dla niego wartości, a losy i wybory jej bohaterki dają na te pytania odpowiedzi.

M.D.: A dają?

P.S: Według mnie – owszem. Wyłaniają się one z rozmaitych wydarzeń, postawy wobec sytuacji życiowych i historycznych, dokonywanych wyborów oraz interakcji z ludźmi. Wyjątkowy jest zatem etap wojenny i powojenny. Wiele mówi na przykład sposób, w jaki prowadziła wraz z mężem Jerzym Gelbardem dom w getcie warszawskim. Sienna 57 była adresem, pod którym ludzie szukali schronienia, ukojenia, a niejednokrotnie pozorów normalnego życia. Dla niektórych był to ostatni przystanek na drodze losu, bo do Gelbardów przychodzono też po to, by trzymając kogoś za rękę zażyć cyjanek. Po ucieczce z getta i w okresie komunizmu Czajka wykazała swoją postawą niejednokrotnie, jakie naczelne wartości jej przyświecały, a co uważała za niegodne uwagi i namysłu.

M.D: Kiedy Pani zainteresowała się osobą autorki?

P.S.: Jeszcze na studiach. Jej nazwisko wymieniono wtedy w szeregu kilku innych, niesłusznie dziś zapomnianych, i poświęcono jej kilka zaledwie zdań. To jednak wystarczyło, by przekonać mnie o niezwykłości tej postaci. Przed oczyma miałam obraz umundurowanej kobiety, w równym stopniu dumnej ze swoich nóg, jak i noszonej u boku kabury. Później okazało się, że Czajka zamiast broni przechowywała w kaburze szminkę i puderniczkę. Ale jako osobowość mnie nie rozczarowała. Zajęłam się wtedy jej twórczością.

M.D.: Jeśli już mowa o zapomnieniu, co było czynnikiem, który spowodował, iż zapomniano o Stachowicz – pisarce?

P.S.: Książki Czajki cieszyły się największą popularnością w okresie socrealizmu i stanowiły niejako odtrutkę na szaro-bure, kanciaste teksty z oficjalnego obiegu. Pisarka odeszła w czasie dynamicznych przemian, literatura z biegiem lat zmieniała swój kształt, zmienił się obszar tak możliwości, jak i zainteresowań pisarzy i odbiorców. Dziś egzotyczna proza Stachowicz ma szanse na ponowny sukces.

M.D.: Muza Jana Kotta, wariatka dla Gombrowicza, w mężczyznach wzbudzała skrajnie różne emocje. W tym roku W.A.B. wyda trzy powieści Belli z Montparnasse. Co dziś według Pani może nam dać lektura jej książek?

P.S.: Książki te przechowują żywe wspomnienie świata bezpowrotnie minionego. To rzeczywistość między innymi niegdysiejszych środowisk artystycznych, widziana oczami ich muzy, a obok tego wyraz tęsknoty za przeszłością – i zabawny, i melancholijny zarazem. Jej pisanie było formą autoterapii, próbą stworzenia siebie na nowo po koszmarze wojny, stąd tak wiele intrygujących czytelnika zwrotów akcji i bogata stylistyka narracji.

M.D.: Izabella jako mitomanka to...?

P.S.: To postać rodem z baśni, w której wszystko się może zdarzyć, a niewiarygodne przygody niemal zawsze mają szczęśliwy finał. Dość przypomnieć jej literacki, międzywojenny debiut „Moja podróż. Szlakiem Południa”, gdzie w formie reportażu opisała hece, których przeżycia nie dostąpiłby nawet najwyższej klasy podróżnik w ciągu całej swojej kariery. Należy jednak pamiętać, że była to zmyślna kreacja praktykowana i w życiu, i na papierze, a u jej podstaw raczej nie leżała próżność.

M.D.: Jeśli nie próżność, to co?

P.S.: Zdaje się, że Czajka chciała widzieć świat barwniejszym, niż był w rzeczywistości. Pełna była energii i zachłanna życia. Tam, gdzie widziała pewne jego braki, wypełniała je wyobraźnią. Ale to tylko jedna strona medalu. Jej proza wspomnieniowa świadczy o tym, że po koszmarze II wojny światowej odczuwała głęboką potrzebę uformowania swojej osobowości na nowo, a snute przez nią opowieści miały charakter terapeutyczny. Zdaje się, że sama sobie próbowała uświadomić, kim jest, ale ostatecznie pokazała nam wszystkim, kim chciałaby być. Weszła w bezpieczną skórę kobiety, o której Maria Dąbrowska mówiła, że żyje na „wariackich papierach” i której wybaczano to, co innym by nie uszło.