Wydanie bieżące

15 lipca 14 (206) / 2012

Magdalena Piotrowska-Grot,

POMNIK STAWIANY OD NOWA

A A A
Czy Czesław Miłosz był pisarzem politycznym? Chociaż trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, z pewnością nie da się temu stwierdzeniu całkowicie zaprzeczyć. Jako wnikliwy obserwator i wytrwały komentator rzeczywistości (cóż za wytarta w przypadku tego twórcy fraza!) całkowicie niepolityczny Miłosz, rzecz jasna, być nie mógł. Na pewno zatem polityczny bywał, ale raczej w wątkach pobocznych, w naturalnym następstwie poruszania  tematów, przy omawianiu, których nie sposób od polityki uciekać. Trzeba jednak zauważyć, że eseistyka Miłosza czy pewne jego wypowiedzi publiczne kierowały się czasem ku polityce z pełną świadomością. I tak na przykład w książce „Człowiek wśród skorpionów”, Miłosz zajmuje się nie tylko twórczością Brzozowskiego, ale też dosyć dokładnie jego „sprawą” i narosłą wokół niej legendą, zaś w innych tekstach zdarza mu się rozliczać własne lub cudze wybory polityczne, przedstawiać specyfikę różnorodnych formacji politycznych czy oceniać ich program i działania.

Wszelkie te „polityczności” Miłosza składają się na tematykę nowego „Przewodnika Krytyki Politycznej” – przy czym od razu zaznaczyć trzeba, że polityka jest w nim rozumiana przynajmniej na dwa sposoby. Z jednej strony, idzie o rzetelną obserwację społeczeństwa, obejmującą zarówno diagnozę postaw i zachowań związanych z życiem społecznym i publicznym, jak i ich krytykę. Z drugiej strony, w bardziej klasycznym rozumieniu tego słowa, polityka oznacza osobiste zaangażowanie, deklaracje, formułowanie pewnych programów i szeroko pojętą działalność publiczną.

W „Przewodniku” spotykamy się z pewną rozbieżnością w sposobie przedstawiania politycznej sylwetki Miłosza – przy gorących deklaracjach, że „nie zapisuje się tu Miłosza do lewicy”, autorzy niektórych zamieszczonych w książce tekstów próbują dość usilnie doszukiwać się w wypowiedziach poety poglądów zgodnych z polityką Krytyki. Nie ma w tym oczywiście nic dziwnego – wszak w twórczości Miłosza można znaleźć poglądy lewicowe. Problem w tym, że sporo tam także elementów na wskroś prawicowych, tradycjonalistycznych czy konserwatywnych, w innych zaś przypadkach (i tych jest bodajże najwięcej) nie opowiadał się Miłosz jednoznacznie po żadnej ze stron, a raczej na podstawie obserwacji, nauki i własnego zaplecza filozoficznego, a także w oparciu o liczne lektury, tworzył swój jednostkowy światopogląd. Choć autorzy tekstów z „Przewodnika” zauważają te zróżnicowanie i nieszablonowość Miłosza, starają się tak rozkładać akcenty interpretacyjne, aby przeciążyć szalę na stronę odpowiadającą politycznemu zorientowaniu wydawnictwa: stąd wciąż przytaczane elementy krytyki kapitalizmu w wypowiedziach Miłosza, stąd wytykanie wad Amerykańskiego ustroju, stąd szeroko rozumiane peryferia czy nacisk na egalitaryzm. Momentami razić może upór tych oczywistych zabiegów – przyznać trzeba bowiem, że lewicowych wątków nie ma w tekstach Noblisty aż tak wiele. Zdecydowanie jednak zawarte w publikacji Krytyki Politycznej artykuły – efekty owych dążeń – nie są pozbawione zalet. W związku ze swoimi niestrudzonymi poszukiwaniami, autorzy pracują bowiem często na tekstach mało znanych, rzadko komentowanych, a to nie znaczy, że na ów komentarz niezasługujących. W „Przewodniku” nie brakuje też odwagi w mówieniu o pewnych wątkach biografii i twórczości Miłosza, które jawią się jako niewygodne, a przez to często pozostają przemilczane. Przede wszystkim jednak autorzy „Przewodnika” z pewnością nie banalizują i nie spłaszczają tej nadal zagadkowej i intrygującej nie tylko intelektualnie postaci.


Tym, co w lekturze „Przewodnika” może zwracać uwagę jest używany w nim język. W publikacji tej mamy do czynienia z dużym jego zróżnicowaniem: od nieco rażącego i wydawałoby się nieco sztucznego patosu na początku – kiedy to rozmówcy bardzo uważają na określenia stosowane wobec, bądź co bądź, wywołującego respekt wielkiego twórcy – po artykuły znacznie luźniejsze, ciążące nie tylko ku eseistyczności, ale i pewnej potoczności wypowiedzi. Także pod względem zawartości merytorycznej teksty zamieszczone w książce „Miłosz. Przewodnik Krytyki Politycznej” są bardzo zróżnicowane. W rozważaniach skupionych wokół interpretacji tekstów poetyckich czy prozatorskich zdarzają się pewne nadużycia: głównie w postaci imputowania Miłoszowi przekonań nie zawsze z jego światopoglądem tożsamych, a także w postaci uporczywego łączenia porządków interpretacji i biografii. Można sobie oczywiście na taką interpretacyjną taktykę pozwolić (czasami ma ona w tekstach zawartych w „Przewodniku” prawo bytu, choćby np., kiedy mowa o „Traktacie teologicznym”), jednak wszelkie tego typu zabiegi muszą znajdować uzasadnienie w treści, komentarzach czy wskazówkach odautorskich. W przypadku twórczości Miłosza – mistrza lirycznej maski, Proteusza i kreatora niezliczonych literackich tożsamości – nie zawsze można pozwalać sobie na prosty biografizm. Czasami w „Przewodniku” zbyt pochopnie wystawia się także oceny dotychczasowym badaczom i czytelnikom poezji Miłosza – na przykład nie jest prawdą, że nie napisano zbyt wiele o manichejskości pisarza czy o wątkach kabalistycznych jego poezji (chociaż owszem, tematy te nie zostały wyczerpane, to z pewnością były poruszane). Oryginalny i naprawdę ciekawy zamysł publikacji – pokazanie innego Miłosza, poruszanie zagadnień uparcie marginalizowanych – psuje niekiedy również i obecność konstatacji mało odkrywczych, a momentami wręcz banalnych. Najbardziej przeszkadzać może jednak to, że w niektórych tekstach bardzo mało jest Miłosza, jeszcze mniej jego twórczości, a za to mnóstwo zewnętrznych wobec jego dzieła diagnoz społecznych.

Oczywiście, nie brakuje także artykułów bardzo ciekawych, świetnie napisanych i merytorycznie wnoszących nową jakość do licznych odczytań twórczości pisarza. Teksty o (krypto)teologiach Miłosza, mesjanizmie czy o stosunku do Solidarności (a to oczywiście nie wszystkie) to teksty nie tylko przemyślane i nowatorskie, ale spełniające też najlepiej założenie publikacji: pokazują bowiem Miłosza nie jako filozofa, wieszcza czy symbol, ale jako człowieka z krwi i kości, rozdartego, pełnego lęków, niepewności i wad – a wszystko to bez zbędnego przekraczania granic pomiędzy twórcą a wymową jego dzieł. Nie brak w końcu tekstów ciekawych retorycznie – jak, z pewnością wzbudzający pewne kontrowersje, ale rozluźniający bardzo podniosły ton minionego Roku Miłosza, tekst Jasia Kapeli.


To zrozumiałe, że „Przewodnik” oprowadza nas wyłącznie po jednej z wielu ścieżek, jakimi podążyć można, czytając Miłosza. Truizmem jest, że wydając książkę o autorze tej rangi, podjąć trzeba pewne zawężające decyzje (gdyby tematyka była bardziej zróżnicowana, redaktorzy spotkaliby się z zarzutem braku spójności, ucieczki od myśli przewodniej, chaosu). Po lekturze całości ma się jednak wrażenie pewnego niedosytu: wobec wieloaspektowej twórczości Miłosza trudno zadowolić się wąskim ujęciem jego dzieła. Faktem jest, że „Przewodnik Krytyki Politycznej” jest dziełem spójnym i w miarę ściśle trzymającym się kierunku wyznaczonego w otwierających tom rozmowach Andrzeja Franaszka i Sławomira Sierakowskiego, jednak dopowiedzieć trzeba zdecydowanie – a przypuszczam, że autorzy tekstów zgodziliby się z tym wnioskiem – że jest to tylko (a może aż?) pewne otwarcie i wskazanie drogi dla nowych odczytań. Zaproponowany tu interesujący temat z pewnością nie został jeszcze wyczerpany.


Nie sposób jednak oprzeć się wrażeniu, że w pojmowanym jako całość „Przewodniku” buduje się Miłoszowi nowy pomnik, próbując uczynić z niego polityczno-społecznego wieszcza. Wizerunek to może bardziej ludzki, zdecydowanie odważniejszy i nowocześniejszy niż obraz Miłosza znany ze szkolnych lektur – nadal jednak jest to w pewnym stopniu sztuczny twór nadbudowany nad autorem, a zaprojektowany i wykreowany przez jego czytelników. Jeśli działanie takie zmierza w kierunku interpretowania nie tyle twórczości, co biografii autora, musi prowadzić do zniekształceń.
„Miłosz: Przewodnik Krytyki Politycznej”. Wydawnictwo Krytyki Politycznej. Warszawa, 2011 [seria: Przewodniki Krytyki Politycznej].