Wydanie bieżące

15 lipca 14 (206) / 2012

Michał Paweł Urbaniak,

PRZEMYŚLANA WTÓRNOŚĆ NIE JEST ZŁA

A A A
Swoje rozważania nad „XXL – tragikomedią erotyczną” chciałbym zacząć od przyjrzenia się kondycji współczesnej polskiej literatury podejmującej problematykę gejowską – bo ten właśnie nurt reprezentuje debiutancka powieść Jacka Melchiora. Przeminęły już czasy sublimacji, Słowianie przerwali milczenie (które zarzucał im swego czasu szwajcarski badacz German Ritz), nadeszło przełomowe „Lubiewo” Witkowskiego, niedoceniony przez krytykę w latach 80. „Rudolf” Pankowskiego wrócił do łask, wydano swoiste powieści-legendy nurtu, które wcześniej nie doczekały się publikacji („Zatoka Ostów” Olszewskiego, „Kochanek Czerwonej Gwiazdy” Jabłońskiego), a wreszcie mieliśmy do czynienia ze swego rodzaju „homoseksualnym boomem” w literaturze (kiedy to w jednym okresie pojawiły się powieści Pasewicza, Szczygielskiego, Zygmunta i Żurawieckiego w różnoraki sposób ujmujące problematykę homoseksualizmu). Można właściwie powiedzieć, że ten „boom” trwa nadal, książek polskiego nurtu gejowskiego przybywa. Jednak czy dzisiejsi jego reprezentanci potrafią przedstawić coś naprawdę odkrywczego? Innymi słowy, czy polska literatura gejowska jest w stanie uchronić się przed wtórnością?

Już teraz można wskazać pewne stałe motywy, ograne typy bohaterów czy przewidywalne rozwiązania fabularne. Niektórzy z twórców rekompensując sobie lata sublimacji, wyraźnie piszą pod ociekające wyuzdanym seksem „Lubiewo” („Ja, czyli 66 moich miłości” Żurawieckiego stanowiło otwartą polemikę z utworem Witkowskiego, do pewnego stopnia podobna w konwencji jest też debiutancka książka Chęcińskiego „Poniżej pasa, czyli bezpruderyjna miłość”), inni zaś stawiają na historię jednostki, która w toku powieści stopniowo akceptuje swój homoseksualizm i zazwyczaj wchodzi w zdrowy związek (tak jest w przypadku „Berka” i „Bierek” Szczygielskiego, „Geju w wielkim mieście” Milckego czy powieści przeznaczonej dla młodzieżowego odbiorcy - „Końcu gry” Onichimowskiej). Nic dziwnego, że pisarze najbardziej reprezentatywni dla nurtu starali się później omijać te schematy. „Drwal” Witkowskiego i „Poczet Królowych polskich” Szczygielskiego – w których tematyka mniejszości seksualnych zeszła niejako na drugi plan – to książki w wielu aspektach wybitne, rzucające nowe światło na możliwości pisarskie obu twórców. Być może to właśnie w takim paradoksalnym odsunięciu standardowej tematyki tkwi klucz do „odświeżenia” prozy nurtu LGBTQ. Dobrym przykładem na potwierdzenie tej tezy są ciekawe debiuty Magdaleny Zych („Siedem szklanek”) i Adama Mikołaja Zdeba („Miłość jest, ale źle zrobiona, bo w różu”). W pierwszym przypadku mamy do czynienia z powieścią o szukaniu, czy raczej kształtowaniu własnej tożsamości, a w drugim – z próbą odzyskania samego siebie po zakończonym związku. Kwestia orientacji seksualnej bohaterów ma znaczenie drugorzędne. Jednak takie „omijające” ujęcie nie stanowi uniwersalnej recepty na sukces – ostatnie powieści Żurawieckiego („Nieobecni”) i Zygmunta („Lata walk ulicznych”) choć najwyraźniej oparte na podobnych zamierzeniach, okazały się mniej udane. Na zakończenie tych rozważań można stwierdzić, że przed dzisiejszymi twórcami omawianego nurtu postawiono nie lada wyzwanie, bo o wtórność łatwo. Jak na tym tle wypada Jacek Melchior ze swoją debiutancką powieścią?

Narratorem „XXL – tragikomedii erotycznej” jest dojrzewający Wojtek, który stopniowo odkrywa swój homoseksualizm. Kreując tę postać, Melchior – zapewne celowo – stara się bazować na stereotypach dotyczących homoseksualistów. Zgodnie z tą wykładnią Wojtek ma nadopiekuńczą matkę i nieobecnego emocjonalnie ojca (wedle obiegowych opinii opisana sytuacja rodzinna jest jedną z przyczyn „powstawania” takich skłonności – ograniczam się do ujęcia w cudzysłów, gdyż nie chciałbym wchodzić tu w szczegóły dotyczące zasadności podobnych przekonań, nie to jest przedmiotem niniejszego szkicu). On sam zamiast pomagać ojcu przy podrasowaniu samochodu, woli poprzebierać się za kobiece gwiazdy sopockich festiwali. Mimo wszystko, obawiając się własnej orientacji, próbuje „zmężnieć”, co jest w tym przypadku synonimem upodobnienia się zachowaniem do heteroseksualnych chłopców (siłą napędową tych działań jest potrzeba akceptacji ze strony rówieśników). W końcu wypierane potrzeby dojdą do głosu i bohater uświadomi sobie, kim naprawdę jest. Od tej pory w jego życiu będzie się liczył właściwie tylko seks – wszystkie inne aspekty (nawet istotne aspiracje pisarskie!) pozostaną na drugim planie. Czy jednak taki styl życia może przynieść narratorowi spełnienie?

Najmocniejszą stroną „XXL – tragikomedii erotycznej” jest niewątpliwie kreacja głównego bohatera. Melchior niezwykle wyraziście rysuje jego skomplikowany portret psychologiczny. Wojtek to postać pełna sprzeczności. Jest niezwykle inteligentny i emocjonalnie niedojrzały zarazem. Łączy w sobie kompleksy i irytujący narcyzm (tkwi w przekonaniu, że napisze wielkie dzieło godne mistrzów literatury, lecz jego utwory pozostają świadectwem tandety i grafomanii). Pozostaje jednocześnie cyniczny, agresywny i zdezorientowany. Z jednej strony pragnie stałej bliskości drugiego człowieka (czy może raczej: mężczyzny), z drugiej uporczywie wzbrania się przed tą bliskością w relacjach międzyludzkich. Jego kontakty z mężczyznami ograniczają się do przygód erotycznych, a jeśli coś wychodzi poza ramy przygodnego seksu, zostaje pospiesznie ukrócone („Co właściwie można robić z drugim człowiekiem poza wyruchaniem się?” – spyta). Właściwie Wojtek jest swoistym niewolnikiem własnych żądz, żyje od jednego stosunku do drugiego. Niejako dzięki temu do rangi pełnoprawnych bohaterów urastają w tej powieści „hrabia F.” (jak narrator nazywa swoją męskość, jakiej pokaźny rozmiar staje się swoistym symbolem nieposkromionego biologizmu) oraz „Lejdi Du” (chodzi tu, rzecz jasna, o odbyt), które są jakby jedynymi stałymi towarzyszami narratora i metaforycznymi rozmówcami w ironicznych dysputach. Prawdziwy Wojtek – rozczarowany i zagubiony - niezwykle rzadko wyziera zza cynicznej maski twardego mężczyzny. Tak dzieje się na przykład w scenie rozmowy z panem Konowalskim (ojcem Kasi, jedynej kochanki bohatera): „Mówi dalej, łagodnie i z pewnością mądrze, lecz nie wiem, co mówi. Słyszę tylko tego SYNA. Jak widzisz, SYNU, jak widzisz, SYNU, i czuję na ramieniu bezpieczny ciężar ojcowskiego gestu. (…) Mięknę, topię się. Żeby mnie jednocześnie objęły wszystkie matki świata i wszystkie ciotki z babkami razem wzięte i żeby mnie w tym uścisku trzymały przez całe tygodnie, aż do uduszenia, powtarzając: synku, synusiu, syneczku i synogarliczko, nie osiągnęłyby podobnego efektu. Mam ochotę zwierzyć się temu obcemu mężczyźnie, choć nie wiem z czego konkretnie. Mam ochotę się rozpłakać. Nie. To nie ja. To ktoś zupełnie inny!”. Ten fragment nie stanowi oczywiście odpowiedzi na pytanie, dlaczego narrator odczuwa skłonności homoseksualne – taka interpretacja (uwarunkowanie obecności ojca) byłaby zbyt prosta. Zresztą Melchiorowi najwyraźniej wcale nie chodzi o szukanie takiej odpowiedzi. Brak emocjonalnego kontaktu z ojcem sprawił raczej (wespół z oczekiwaniami heteronormatywnego społeczeństwa), że Wojtek stał się jednostką zagubioną w codziennym życiu i nie potrafi nawiązać prawidłowych relacji z innymi ludźmi, czy to z partnerami, czy to z rodziną (okłamywaną notorycznie matką, córką zrodzoną z przypadkowego seksu z kobietą, pojawiającym się po latach przyrodnim bratem), czy pracodawcami. Bohater wyraża siebie i swoje emocje tylko poprzez seks (dlatego właściwie najlepiej rozumie się z przedstawicielami homoseksualnego środowiska, których nazywa „Rodziną W Jedną Stronę”). To właśnie podczas stosunków wyładowuje swoje frustracje i poczucie przegranego życia.

Wojtek tylko pozornie ma pomysł na samego siebie – chce napisać powieść i stać się wielkim, uznanym twórcą. W realizacji tych zamierzeń przeszkadza mu zwyczajna codzienność – z jednej strony potrzeby, pchające go w ramiona kolejnych przygodnych mężczyzn (i w konsekwencji zabierające czas, przeznaczony na pisanie), z drugiej „Walka O’Byt”, która każe podejmować się rozmaitych chałtur bądź zawoalowanej prostytucji. Skupiony na konkretnym celu bohater nie dostrzega swoich realnych możliwości i obiecujących perspektyw (dzięki protekcji wpływowej dawnej kochanki, ale i zdolnościom dziennikarskim pnie się coraz wyżej jako krytyk filmowy i literacki) i w konsekwencji zaprzepaszcza swoje szanse (odrzuca ambitne, dochodowe tłumaczenia, rezygnuje z kształcących podróży i wyższego stanowiska).

Tragizm tej postaci właściwie polega na nieustannym balansowaniu między „prymitywnymi” instynktami a wyższą kulturą (nie bez przyczyny najwięcej miejsca w „XXL…” zajmują opisy erotyczne bądź ukazanie rozlicznych nawiązań do znanych filmów, książek czy muzyki) przy jednoczesnym błędnym obraniu życiowych zamierzeń. W konsekwencji Wojtek nie może znaleźć swego miejsca – ani nie potrafi wyprzeć się swoich potrzeb, ani nie ma na tyle talentu (wbrew swoim własnym przekonaniom), aby móc stworzyć coś naprawdę wielkiego (udaje mu się co prawda opublikować powieść – znaczące, że na okładce jego nazwisko zostaje przekręcone! - ale nie idzie to w parze z sukcesem wydawniczym czy choćby śladową popularnością). Stwierdza: „Wszyscy po prostu żyją, podczas gdy ja wciąż czekam na swoje życie”.

Realna szansa na odmianę przychodzi wraz z Lukiem, w którym Wojtek się zakochuje. Melchior niebezpiecznie skręcił tu w stronę sztampowego romansu i potencjalnego happy endu, ale wbrew pozorom nie o historię miłosną tu chodzi. Co prawda, dzięki Lukowi bohater po raz pierwszy realnie otwiera się na drugiego człowieka (nie udało się to w przypadku relacji z rodzicami, córką, przyrodnim bratem, przyjacielem Witkiem, czy partnerem Rafałem, który bodaj jako pierwszy próbował zbudować coś na kształt związku z Wojtkiem), ale funkcja tej postaci jest inna. Luk ma za zadanie „oczyścić” narratora (a jak twierdzi hrabia F. „Oczyszczenie duszy należy zacząć od ciała”), pomóc mu we wskazaniu właściwej drogi. Wojtek jasno precyzuje swoje oczekiwania: „Niech zrobi ze mnie kałużę, kibel, krawężnik, na jaki pewnie spluwa się na każdym rogu ulicy. Niech zamknie się ze mną w schronie i uruchomi Wielki Zderzacz Hadronów, dziurawiąc jak sito, przez które dojrzę, co naprawdę jest na moją miarę, a co nie”.

Jednak Luk jest kimś więcej w „XXL – tragikomedii erotycznej” – to alter ego głównego bohatera (nie bez przyczyny obu łączy na przykład zacięcie pisarskie, miłość do literatury, uwielbienie dla Internetu i pokaźna męskość). Jest on zarazem ironicznym obrazem Wojtka – Luk uwielbia bajki i – ogólniej ujmując – współczesną kulturę popularną. W schronie (jak znacząco narrator nazywa swój dom) Wojtka nagle królujące dotąd Bette Davis czy Vivien Leigh muszą zmierzyć się z disneyowską Pocahontas („Miksujemy z Lukiem, co się da. Do sześciu żon Henryka VIII dołącza siódma, niejaka Adele. Przeboje nowej gwiazdy zagłuszyłyby arie Vivaldiego, lecz już żadnych arii nie słucham. W scenę z Cybulskim, podpalającym kieliszki wódki wkrada się Rayman, stworek z gry komputerowej, pozbawiony szyi ramion i nóg”). Wydaje się, że aspekt parodystyczny ma w tym przypadku większe znaczenie niż romansowy. Bo przecież obaj są odbiciem tej samej postaci („Siadam w jego [tzn. Luka – przyp. mój – M. P. U.] masywnych nogach. W moich masywnych nogach, jakich nigdy nie miałem. Więc umyłbym, przebrał, nakarmił, […] a potem zamknąłbym go w pokoju. W sobie”), obaj mają na siebie wpływ, obaj „piszą” siebie na nowo.

Niezwykle wymowny w kontekście tej relacji jest finał powieści. Oto samolot, którym lecą obaj mężczyźni, może się rozbić. Narrator odmawia skorzystania z kamizelki ratunkowej, dopilnowując, żeby Luk włożył swoją. To metaforyczna scena przemiany – Wojtek wyrwie się swojej „zastępczej”, nieudanej egzystencji, a jego młody partner (który dzięki kamizelce ma szansę na ocalenie) przeżyje życie zupełnie inaczej, lepiej.

Warto zauważyć, że Melchior swoim książkowym debiutem wyraziście wpisuje się w nurt rodzimej literatury gejowskiej, zazwyczaj umiejętnie komasując to, co znane z prozy jego poprzedników. Witkowski w „Lubiewie” przedstawił „Atlas Ciot Polskich”, a Żurawiecki w „Ja, czyli 66 moich miłości” stworzył „wielką narodową epopeję gejowską”, zaś Melchiorowi przyświeca idea napisania „pedalskiego Ulissesa”. Poprzez losy Wojtka przedstawia swoiste uniwersum wielu doświadczeń homoseksualnych scalone w życiorysie jednej postaci (m.in. homofobia, ucieczka od swojej osobowości, pierwsze nieśmiałe zbliżenia erotyczne z kolegami, prostytucja, peerelowska akcja „Hiacynt”, przygodny seks na pikietach czy w darkroomach, związek z żonatym mężczyzną). Oczywiście można słusznie stwierdzić, że to wszystko (zdarzenia, rodzaje bohaterów, nawiązania, schematy fabularne) już pojawiło się na łamach homoliteratury zarówno polskiej i światowej. A jednak to nie musi być zarzut – bo przecież tę prozę da się potraktować jako niemal reportażowy zapis przemian i przełomów w środowisku homoseksualnym, których znaczenie Melchior wyraźnie akcentuje: „Do nowych miejsc [tzn. klubów gejowskich – przyp. mój – M. P. U.] ściąga zupełnie nowa klientela. Setki chłopaków, którzy nigdy, przenigdy nie wyprawiliby się po obciąg pod drzewko lub na Brodłej, choćby czekał tam na nich sam Tom Cruise. (…) Nastolaty nie mają pojęcia, że uczestniczą w historycznym postępie (…), trafiają do ciepłej knajpy, z pozoru takiej jak inne. Nie wiedzą, co to frustrować się w samotności lub w zimnym świetle dworcowych jarzeniówek. Dla nich, właśnie zaczynających karierę, lasek pod pałacem jest jak »Park jurajski« z nowego hitu Spielberga. Dinozaury z Centralnego i okolic, różne Tady, Fifki i Lokówki [typ „bohaterek” znanych z „Lubiewa” – przyp. mój – M. P. U.] przychodzą tu rzadko. W większości pozostają na swoich posterunkach, podobnie jak kurwiszony z Żurawiej, gdzie wieczorami podjeżdżają po nich coraz lepsze samochody. (…) Życie klubowe szybko wypiera domówki, mineta pod dębem należy do złego tonu. Kultura rośnie”. W „XXL…” ironicznie acz trafnie zostają przytoczone również nastroje towarzyszące postrzeganiu homoseksualizmu: „Kacyk Warszawy, niby w trosce o bezpieczeństwo, zakazuje przemarszu Parady Równości. Manifestacja odbywa się i tak. Pedały pojawiają się na czołówkach gazet i w telewizyjnych dziennikach. Wydaje się, że znikną jak informacja o urodzonym w zoo tygrysku w kropki. Ale nie znikają… (…) Pedały, wspólny wróg jednoczą prawdziwych Polaków. Jak ich rozgryźć? Jak przechytrzyć? Jak zniszczyć, nim zaatakują na całego? Pod hasłem odnowy moralnej zalewa nas totalny PiSing. (…) Sam stan spedalenia państwa robi się ważniejszy niż stan finansów i uzbrojenia (…) pojawią się niebawem malownicze postaci. Poseł, który wyśledzi gejów na basenie i zadzwoni na policję. Pani rzecznik praw dziecka, chcąca poddać lustracji jednego z teletubisiów, bo nosi damską torebkę. Wiceminister zamierzający zabronić ohydnym, ukrywającym się pederastom pracy w szkołach…”.

Warto zaznaczyć, że przedstawiając homoseksualną drogę Wojtka (upraszczając: od pikiet, przez kluby, aż po gejowskie chaty), Melchior z godną podziwu starannością dba o detale związane z kształtowaniem się polskiej społeczności LGBTQ. W „XXL…” pojawiają się znane miejsca spotkań homoseksualistów (pikieta na Placu Trzech Krzyży, kluby „Toro” czy „Utopia”), autentyczne postaci (słynna drag queen Żaklina), wspomniane zostają też ważne powieści („Lubiewo” Witkowskiego, „Berek” Szczygielskiego), a nawet muzyka, którą rzeczywiście można usłyszeć w gejowskich klubach („Długa noc” Vondrackowej, „Jeszcze się nam żagiel bieli” Majewskiej). Takie bogactwo szczegółów sprawia, że ta książka urasta do rangi swoistej kroniki gejowskiej kultury. Nie pierwsza to taka inicjatywa (wystarczy wspomnieć choćby „Lubiewo” czy „Śmierć w darkroomie” Pasewicza), jednak w „XXL…” ukazanie środowiska gejowskiego obejmuje rozległą przestrzeń czasową (blisko pół wieku). Właśnie dlatego ta powieść staje się czymś cennym w literaturze tego nurtu.

Można zarzucić pierwszej książce Melchiora pewną wtórność - bo w rzeczy samej jego powieść bazuje na już znanych i nieco wytartych motywach. Jednak wydaje się, że to wtórność celowa, a więc niejako usprawiedliwiona. Poza tym należy pamiętać, że zebranie wszystkiego, co już charakterystyczne dla rodzimej prozy danego nurtu i połączenie w spójną, logiczną całość wraz z naznaczeniem indywidualnym rysem autorskim, wymaga przecież sporego talentu, którego wszak w tym przypadku odmówić nie sposób. Bez wątpienia „XXL – tragikomedia erotyczna” to dobry debiut, a Jacek Melchior ma realną szansę stać się kolejną gwiazdą polskiej homoliteratury.
Jacek Melchior: „XXL – tragikomedia erotyczna”. Instytut Wydawniczy Latarnik. Warszawa 2012.