Wydanie bieżące

sierpień 15-16 (207-208) / 2012

Katarzyna Szkaradnik,

ŻYWOT WŁASNY ROMANA POLAŃSKIEGO

A A A
Od początku było wiadomo, że w tym przypadku o analizie filmu jako dzieła, pewnej artystycznej wizji, w gruncie rzeczy nie będzie mowy. Nie dlatego nawet, iż w grę wchodzi dokument – i tutaj można by przecież rozważać adekwatność przedstawienia czy wymowę ideową – lecz że debatę nad filmem jako takim przesłoni dyskusja światopoglądowa wokół jego bohatera. Dyskusja ostra i bezpardonowa, bo sprawa dotyczy nie tylko nadal żyjącego człowieka z krwi i kości, ale też jednego z najbardziej cenionych współczesnych reżyserów, a zarazem „bohatera” niechlubnej historii z uwiedzeniem małoletniej. Nowa filmowa opowieść o losach Romana Polańskiego siłą rzeczy nie mogła zlekceważyć owego wydarzenia, ba, jej twórcy niejako rzucili widzom wyzwanie, otwierając ją montażem dziennikowych newsów poświęconych powtórnemu zatrzymaniu reżysera w 2009 roku. Właśnie z uwagi na tę sensację, film jeszcze przed wkroczeniem na ekrany zyskał rozgłos, prowokując liczne komentarze na forach internetowych. Mimo pozornej monotematyczności poruszają one szereg zagadnień – począwszy od odpowiedzialności oraz tego, czy sława i bogactwo mogą przed nią chronić lub czy krzywdy z okresu dzieciństwa winny łagodzić ocenę czyichś zachowań, przez kwestię (nie)zależności tworzenia kultury i etycznego postępowania, na definicji gwałtu skończywszy. Niełatwo też recenzować rzeczoną produkcję bez narażenia się na krytykę czy to obrońców, czy antagonistów artysty-przestępcy, gdyż – wbrew nawoływaniom do wyciszenia emocji – nadal mamy do czynienia z dwoma skonfliktowanymi obozami.

Do ich ponownego skrystalizowania się doprowadziła wspomniana „niespodzianka” czekająca 76-letniego Polańskiego na lotnisku w Zurychu, dokąd przybył jako gość specjalny festiwalu filmowego. Stała się ona nie tylko pożywką dla mediów, ale także odskocznią do wyczerpującego wywiadu rzeki, który przeprowadził z reżyserem jego wieloletni przyjaciel i współpracownik Andrew Braunsberg (producent m.in. „Lokatora” czy „Tragedii Makbeta”). Można spotkać się z informacją, że to przebywający w areszcie domowym w szwajcarskim Gstaad Polański zaprosił go do wysłuchania swoich zwierzeń, lecz jeśli ufać Braunsbergowi jako narratorowi filmu, on sam wystąpił z inicjatywą rejestrowanej rozmowy, uznawszy, że nie zna drugiej osoby mającej równie złożone, niezwykłe, dramatyczne życie. Rzekłabym: dramatyczne w pierwotnym znaczeniu z zakresu poetyki – pełne perypetii, nagłych zwrotów akcji, klęsk w momentach pozornego triumfu.

Istotnie, biografia ta obfituje we wzloty oraz upadki o wielkiej amplitudzie i nadaje się idealnie na kanwę filmu sensacyjnego. Niemniej „Roman Polański: moje życie” sprawia wrażenie obrazu jakby wyciszonego, niezależnie od ukazania medialnego zamieszania wokół stosunku twórcy „Dziecka Rosemary” z 13-letnią Samanthą Geiley. Czy dzieje się tak dlatego, że stanowi spowiedź starzejącego się artysty, swoistą summę jego życia? Na pewno jest to próba bilansu zysków i strat, lecz nie wyznanie win w sensie ekspiacji i poszukiwań rozgrzeszenia. Nie należy rozumieć tego opacznie: Polański od razu w 1977 roku przyznał się do zarzuconego mu, skądinąd ohydnego, czynu; z drugiej strony, dawno udowodniono, że ówczesny proces był pokazowy, a sędzia sam chciał zyskać na fali popularności całej sprawy, co w filmie pozwala wytłumaczyć opuszczenie przez skazanego USA. Z kolei rozmaite określenia tego ostatniego kroku, jakie możemy napotkać – od „banicji” po „ucieczkę” – przypominają nam o uprzedniej względem nazwania danego wydarzenia jego częstokroć podświadomej interpretacji.

Zdając sobie sprawę, że niniejsze omówienie też jej nie unika, powtórzę, iż rozmowy z Braunsbergiem nie uważam za spowiedź, próbę samousprawiedliwienia – może jedynie za próbę samozrozumienia. Wydaje się ona rozprawą z sobą, a bohater nie jest wobec siebie pobłażliwy, za to niejednokrotnie – autoironiczny. Czy wszakże traktować jego opowieść w kategoriach erupcji szczerości? Po pojawieniu się zwiastuna zawierającego fragment dotyczący śmierci matki reżysera w obozie zagłady – wątku, który wywołał u niego nieukrywane wzruszenie – niektórzy wyrazili powątpiewanie, czy Polański nie usiłuje grać na uczuciach publiczności, by zyskać jej litość. Przecież na rzemiośle aktorskim również zna się nieźle…

Ocenę wiarygodności emocji twórcy „Pianisty” oraz podawanych przezeń motywów własnych działań trzeba zostawić indywidualnemu wyczuciu. Niewątpliwie jego zwierzenia mają charakter bardzo osobisty. Opowieść płynie spokojnie, a dzieje Polańskiego zasadniczo poznajemy w zgodzie z porządkiem chronologicznym – chociaż „poznajemy” to niezupełnie właściwe słowo, wszak są one znane nawet kinowym dyletantom. Reżyser zamierzał jednak sprostować półprawdy rozsiane po jego licznych biografiach, stąd kluczowe okazuje się tu rozłożenie akcentów. Dlatego wiele miejsca zajmuje dzieciństwo w krakowskim getcie i na wsi, traumatyczne wojenne przeżycia rodziny, a także małżeństwo z piękną Sharon Tate i jej śmierć w zaawansowanej ciąży z rąk wyznawców Charlesa Mansona (co stało się wówczas podstawą do spekulacji niewykluczających udziału Polańskiego). Trafiają się jednak akcenty zabawne (np. opowieść o przypadkowym debiucie zawdzięczanym harcerstwu i dziecięcemu tupetowi) czy po prostu pogodne, kiedy mowa o obecnej żonie, Emmanuelle Seigner. Rzecz jasna, sporo słyszymy o pierwotnych niepowodzeniach produkcji Polańskiego oraz kolejnych sukcesach na Zachodzie, niemniej centralnym punktem rozmowy staje się skandal sprzed 30 lat i będąca jego efektem nagonka dziennikarzy. Niestety, wciąż pozostaje sporo niejasności, a niedomówienia znowu niczego dobrego nie przyniosą…

Film ilustrują kadry z dzieł reżysera, postery, fragmenty archiwalnych nagrań, wycinki prasowe oraz unikatowe zdjęcia i dokumenty. Trzeba jednakże wspomnieć o wykorzystaniu tego rodzaju materiałów już w filmie dokumentalnym Mariny Zenovich „Roman Polański: ścigany i pożądany”. Aczkolwiek ukazywał on złożoność „sprawy Polańskiego”, prezentując rozbieżne punkty widzenia, zdaniem głównego bohatera, ze względu na sensacyjny posmak, przyczynił się do odżycia całej sprawy (wyprodukowano go ponad rok przed zatrzymaniem w Szwajcarii). W tym kontekście „Moje życie” stanowi obronę Polańskiego, ale nie grzeszy natręctwem. Zdaje się podpowiadać, by osądzać surowo, natomiast nie pochopnie: oczywiście nie wolno na takie przestępstwo patrzeć przez palce, szczególnie iż winowajca nie odbył należytej kary, trudno jednak zaprzeczyć, że przez minionych 30 lat (albo nawet dłużej, wliczywszy sprawę śmierci Sharon) wydany na pastwę mediów, swoje także wycierpiał. Co najbardziej daje do myślenia, to wyznanie dojrzałej Samanthy, iż również jej więcej złego wyrządziły media niż sam Polański…

Epilog nakręcono już po odrzuceniu przez szwajcarski rząd wezwania do ekstradycji reżysera do USA. W tej tak odmiennej atmosferze Braunsbergowi udaje się nakłonić Polańskiego nie tylko do podsumowań własnej drogi, ale też do ogólnych refleksji nad paradoksalnością losu. Niech jednak nikogo nie zwiedzie wygląd starszego człowieka steranego życiem – wiemy skądinąd, że pod względem artystycznym jest w świetnej kondycji (mowa o błyskotliwej „Rzezi”). Sama produkcja o Polańskim skierowana została nie tylko do jego wielbicieli (czy przeciwników, których miałaby skłonić do weryfikacji poglądów). Czyż bowiem – pomimo dokonań filmowych, zawrotnej kariery, meandrycznej biografii – ten niepozorny i niezbyt urodziwy chłopiec, który jedynie trafem przeżył wojnę i rozwinął swój talent, nie jest podobny do każdego z nas? Ktoś w tej chwili się obruszy, że nie chce mieć nic wspólnego z odrażającym cynikiem wykorzystującym nieletnie dziewczęta, ale może kogoś powyższa uwaga skłoni do chwycenia za kamerę. Filmowa autobiografia Polańskiego sugeruje bowiem, że chociaż nigdy nie wiemy, co nam ostatecznie pisane, to jednak wszystko jest w naszym zasięgu. Aczkolwiek nie wszystko – można dopowiedzieć za św. Pawłem – przynosi nam korzyść.
„Roman Polański: moje życie” („Roman Polanski: A Film Memoir”). Reżyseria: Laurent Bouzereau. Gatunek: film dokumentalny. Produkcja: Niemcy / Wielka Brytania / Włochy 2011, 90 min.