Wydanie bieżące

sierpień 15-16 (207-208) / 2012

Maja Baczyńska, Nicolet Burzyńska,

SILNA POTRZEBA EKSPRESJI

A A A
Młodzi śląscy kompozytorzy - cz.1.
Maja Baczyńska: Muzyka – pasja od dziecka?

Nikolet Burzyńska: Jak każde dziecko lubiłam śpiewać i tańczyć. Dzięki rodzicom uczęszczałam na różne zajęcia artystyczne, należałam np. do dziecięcego zespołu przy chorzowskim „Teatrze Rozrywki”. Nic nie było dla mnie tak ekscytujące, jak atmosfera wieczornych spektakli. Oczekiwanie za kulisami, aby po chwili wyjść na scenę, a potem już sam występ należały do najprzyjemniejszych chwil mojego dzieciństwa. Później dyrygentka chóru pani Dorota Witarowska namówiła mnie do zdawania do szkoły muzycznej. Skończyłam ją w klasie skrzypiec. Zawsze lubiłam improwizować, ale o kompozycji zaczęłam myśleć dopiero w gimnazjum – po koncercie finałowym konkursu „Patri Patriae”. Pomyślałam wtedy, że ja też chcę być kompozytorem. I na kolejną edycję konkursu skomponowałam mój pierwszy w życiu utwór na orkiestrę (a drugi w ogóle). Nieco naiwnie pomyślałam sobie, że jeśli mi się uda, to będzie to dla mnie znak, że mam się w życiu zająć kompozycją. I słowo się rzekło – ku mojemu wielkiemu zdziwieniu zdobyłam pierwszą nagrodę. Od tego momentu cała moja uwaga skupiła się na tym jednym marzeniu – aby być jak najlepszym kompozytorem.

M.B.: Urodziłaś się i wychowałaś w Katowicach – jak oceniasz ten okres pod względem swojego rozwoju artystycznego?

N.B.: Śląska kultura muzyczna na pewno miała ogromny wpływ na moje muzyczne korzenie. Chodziłam na wszelkie możliwe koncerty do NOSPR-u, Filharmonii Śląskiej czy na śląskie festiwale m.in. muzyki nowej. Z wypiekami na twarzy poznawałam utwory wspaniałych śląskich kompozytorów : Kilara, Góreckiego, Lasonia i Knapika. Dużą rolę w mojej edukacji muzycznej odegrała również Felicja Bieganek, która była moją nauczycielką harmonii. Dzięki temu, że jest osobą pełną charyzmy i determinacji, mającą chyba tysiąc myśli na sekundę, stała się osobą, która najsilniej wpłynęła na mój rozwój w tamtym okresie.

M.B:. Z Katowic przeniosłaś się na studia do Warszawy. Jakie były Twoje pierwsze refleksje?

N.B.: Początkowo z Warszawą miałam bardzo pozytywne skojarzenia, przede wszystkim związane z atmosferą Uczniowskiego Forum Muzycznego, w którym brałam udział i podczas którego poznałam kilku wspaniałych ludzi, w tym również warszawskich kompozytorów. Wówczas wydawało mi się, że moim studiom w Warszawie będzie towarzyszyć podobnie twórczy i inspirujący nastrój. Niestety w pewnym stopniu studia okazały się rozczarowaniem. Co prawda, poznałam wielu świetnych muzyków, ale także osoby, które nastawione są przede wszystkim na  zarabianie pieniędzy i robienie kariery. Oczywiście muzyk to też zawód – tak jak i sprzedawca warzyw – jednak uważam, jakkolwiek naiwnie to może zabrzmieć, że nawet marchewki można sprzedawać z pasją. A jeśli to, co robisz, nie sprawia Ci przyjemności, to być może nadszedł czas, aby się zastanowić, czy czegoś w swoim życiu nie zmienić – np. profesji. Poza tym, przenosząc się do Warszawy, bardzo chciałam poznać Marcina Błażewicza, którego muzykę wprost uwielbiam. I udało się – mam to szczęście, że od 3 lat jestem w jego klasie kompozycji.

M.B.: Dlaczego zdecydowałaś się na wyjazd za granicę do Strasbourga?

N.B.: Mam duszę wędrowca. Chciałam poznać kulturę – również muzyczną – innego kraju. Zobaczyć, jak wygląda edukacja i organizacja życia kulturalnego za granicą. Poza tym każda zmiana środowiska dla uważnego obserwatora jest możliwością rozwoju, a dla mnie wszelkie zmiany w moim życiu są zawsze pozytywne, dają mi ogromną siłę i przypływ inspiracji. Sam wybór miejsca nie był dla mnie łatwy. Radziłam się wielu osób, chciałam jak najlepiej wykorzystać możliwości, jakie oferuje stypendium Erasmus. Wybrałam Strasbourg, ponieważ Francja jest jednym z ciekawszych ośrodków kulturalnych Europy. Uznałam, że z Markiem André, który jest profesorem kompozycji w Strasbourgu, będę mogła zdobyć wiedzę na temat rozszerzania spektrum brzmienia instrumentów oraz rozwinąć wyobraźnię i poznać inne „narzędzia twórcze”.

M.B.: Jak oceniasz czas spędzony we Francji, czy spełnił Twoje oczekiwania?

N.B.: Jak najbardziej je spełnił, a może nawet przerósł. Przede wszystkim atmosfera jest dużo bardziej twórcza i życzliwa, niż ta, z którą – jak dotąd – stykałam się w Polsce. Muzycy rozumieją, że działają w branży, którą – aby mogła działać sprawnie – trzeba wspólnie budować, współpracować ze sobą, a nie nieustannie rywalizować. Życie kulturalne jest bogatsze i pełne fantazji. W wielu wydarzeniach biorą udział muzycy najwyższej klasy. Również dostęp do bibliotek i płytotek (o ogromnych zbiorach!) jest łatwiejszy i lepiej zorganizowany. Miałam dość dużo koncertów, dzięki rozmaitym projektom nawiązałam współpracę z interesującymi artystami, zaczęłam robić rzeczy, które wcześniej nie przyszłyby mi do głowy jak np. grupowa improwizacja elektro-akustyczna w „orkiestrze hałasów” czy gra na pile. Cały pobyt we Francji bardzo wpłynął na mój rozwój na różnych poziomach. Jestem bardzo zadowolona z decyzji wyjazdu do Strasbourga.

M.B.: Czy muzyka współczesna ma szansę zebrać szerokie grono odbiorców w dzisiejszej Polsce? Jak to wygląda w porównaniu z zagranicą?

N.B.: Oczywiście, że tak. Przede wszystkim istnieje wiele różnych nurtów muzyki współczesnej, zarówno tzw. poważnej, jak i jazzowej, elektronicznej, progresywnego rocka i wiele innych. I każdy z tych nurtów ma swoje grono odbiorców, a jednocześnie one wszystkie oddziałują na siebie nawzajem i granice między nimi czasami są bardzo płynne. Mówi się, że za granicą – ze względu na lepszą edukację kulturalną – ludzie są bardziej spragnieni kultury niż w Polsce. I rzeczywiście. We Francji czy w Niemczech muzyka – również współczesna – stanowi po prostu jeden z elementów urozmaicających codzienność, istotny element poznawania świata i cieszenia się życiem. Sale nie świecą pustkami, tak jak to często zdarza się w Polsce. Myślę jednak, że edukacja kulturalna to tylko część potrzebnych zmian. Jej efekty będą mogły być dostrzeżone dopiero jedno pokolenie później. Natomiast już teraz są możliwe zmiany poprzez odpowiednie działania kulturalne, dobrą promocję, kampanie społeczne itp. Każdy człowiek jest predysponowany do przeżywania muzyki współczesnej. Czasami tylko nie przeszedł odpowiedniej drogi rozwoju i dlatego trzeba otworzyć się na ludzi, a nie budować coraz większą barierę pomiędzy kulturą masową i „wysoką”. Muzyka współczesna nie stanie się od razu muzyką popularną, ale na pewno może mieć znacznie więcej odbiorców, niż ma w tej chwili.

M.B:. A czy wiążesz z Katowicami swoje plany zawodowe po skończeniu studiów w Warszawie i Strasbourgu?

N.B.: Myślę, że kompozytor dzisiaj nie jest w stanie związać swoich planów zawodowych tylko z jednym miejscem. W większości miast życie kulturalne nie jest na tyle żywe, aby mogło zaspokoić potrzeby kompozytorów, dyrygentów, muzyków kończących muzyczne akademie. Jednak myślę, że to się zmienia. Coraz więcej twórców podejmuje samodzielne inicjatywy. Pod tym względem dość dobra sytuacja jest w Warszawie. W Katowicach z kolei zaczynają być inwestowane duże pieniądze w rozwój kulturalny regionu – rozbudowywana jest filharmonia, powstaje nowoczesne centrum kulturalne i nowe miejsca promujące sztukę. Kto wie, co będzie za 5 lat? Na pewno chciałabym związać część swoich planów zawodowych z Katowicami, ale jakie będą możliwości – czas pokaże.

M.B.: Słuchając Twoich utworów, ma się wrażenie, że szczególną rolę odgrywają perkusja i orkiestra – czy rzeczywiście?

N.B.: Perkusja na pewno tak, ale też tzw. brzmienia „perkusyjne” – wszystkie odgłosy o nieokreślonej wysokości dźwięku, które zestawione w odpowiedni sposób, fantastycznie rozszerzają zarówno paletę barw, jak i narzędzia do kreowania architektury formy i amplitudę dynamiki utworu. Lubię pisać na większe zespoły instrumentów, bo to tak jakby malować farbami o większej ilości odcieni. Kocham orkiestrę. Najwięcej słucham muzyki orkiestrowej i może dlatego jest moim ulubionym „instrumentem”. Niestety nie miałam zbyt wielu możliwości usłyszenia moich utworów wykonywanych przez orkiestrę symfoniczną. Mam nadzieję, że kiedyś się to zmieni.

M.B.: Co byś doradziła młodym kompozytorom, wybierającym się na studia na wydziale kompozycji?

N.B.: Zastanówcie się, jaki jest cel waszych studiów, jaki świat muzyczny najbardziej was interesuje i wybierzcie odpowiedni ośrodek, jednocześnie rozwijając się na własną rękę. Słuchajcie, analizujcie. Odpowiadajcie sobie na pytania : dlaczego ten moment w muzyce mnie zachwyca? Jak on jest skonstruowany? Co wpływa na to, że odbieram go w taki, a nie inny sposób? Rozmawiajcie z muzykami, zadawajcie im pytania, słuchajcie prób koncertów, jeżeli jest taka możliwość. Dużo piszcie, a potem analizujcie to, co zrobiliście, porównujcie, jak to się ma do cudownej idei, która była w głowie i dlaczego się ona urzeczywistniła lub dlaczego się to nie udało. Każdy kształtuje się w inny sposób, więc sami poczujecie moment, kiedy  należy poddać się edukacji akademickiej.

M.B.: Muzyka to…

N.B.: Odbierane przez zmysł słuchu wyrażenie świata metafizycznego w fizycznym.

M.B.: A natchnienie to…

N.B.: Silna potrzeba ekspresji wychodząca impulsywnie, naturalnie…z podświadomości.

M.B.: Dziękuję za rozmowę.

N.B.: Dziękuję.