Wydanie bieżące

sierpień 15-16 (207-208) / 2012

Michał Paweł Urbaniak,

KOŃCE I POCZĄTKI ŚWIATA

A A A
Tadeusz Słobodzianek należy do najwybitniejszych, wielokrotnie nagradzanych (laureat Paszportu Polityki w 1993, nagrody Kościelskich w 1994, a wreszcie prestiżowej Nike za dramat „Nasza klasa. Historia w XIV lekcjach” w 2011) i zarazem najbardziej kontrowersyjnych dramatopisarzy. Jego zasługi dla polskiego teatru są ogromne: jest między innymi założycielem i dyrektorem artystycznym Laboratorium Dramatu (ośrodek badawczy i teatr wspierający współczesną dramaturgię), współzałożycielem teatru Wierszalin, a ponadto reżyserem, producentem i krytykiem teatralnym. Niedawno prawdziwą burzę w środowisku artystycznym wywołała wiadomość o objęciu przez niego stanowiska dyrektora Teatru Dramatycznego w Warszawie (co ma być połączone z kierowaniem Warszawskimi Spotkaniami Teatralnymi). Niektórzy widzą w tym brak niezbędnego pluralizmu i zagrożenie dla różnorodności i indywidualności poszczególnych teatrów. Nic dziwnego, że Słobodzianek dorobił się złośliwych przezwisk: „car Slobodan” czy „władca repertuarów”. Niedawno nakładem wydawnictwa Czarnego ukazał się zbiór popularnych dramatów kontrowersyjnego twórcy, wcześniej wystawianych na scenach zarówno polskich, jak i światowych teatrów (na przykład na Węgrzech, w Niemczech, Czechach, Słowacji, Rumunii czy Słowenii).

„Śmierć proroka i inne historie o końcu świata” to nic innego jak tak zwana „trylogia wierszalińska” (na którą składają się: „Car Mikołaj”, „Prorok Ilja” i „Śmierć proroka”), komplet dramatów opartych na prawdziwych wydarzeniach, rozgrywających się we wschodniej Białostocczyźnie w ubiegłym wieku. W „Carze Mikołaju” w Wierszalinie pojawia się regent chóru cerkiewnego, Mikołaj Regis, uznany za cudownie ocalonego z masakry w Jekaterynburgu cara Mikołaja II. Mieszkańcy Wierszalina wierzą, że Regisowi uda się przywrócić dawny porządek, a oni sami jako jego pomocnicy dostąpią różnorakich nobilitacji. W sztuce „Prorok Ilja” wiejski mędrzec uznany za świętego w wyniku swoistego samosądu ma zostać ukrzyżowany, aby przez swą męczeńską śmierć przezwyciężyć zło i wprowadzić sprawiedliwość na świecie. W ostatniej części trylogii – „Śmierci proroka”, najogólniej mówiąc o zachowanie starego ładu lub ustanowienie nowego (spod znaku czerwonej gwiazdy) walczą wyznawcy proroka Ilji (którego władza zaczyna się chwiać w posadach) i komuniści.

Jak już wspomniałem, inspirację dla Tadeusza Słobodzianka stanowiły autentyczne wydarzenia. Prorok Ilja to postać wzorowana na Eliaszu Klimowiczu, przywódcy religijnym i uzdrowicielu, który w czasach międzywojennych założył osadę Wierszalin, mającą stać się swoistym centrum świata i jego nową stolicą. Idee proroka Ilji przyciągnęły sporą grupę wyznawców. Jego działalność zakończyła się na początku II wojny światowej wraz z oskarżeniem przez NKWD o uprawianie działań antysowieckich i uwięzieniem w jednym z łagrów. Jednak swoista legenda, jakiej dorobił się wiejski prorok, pozostała żywa, o czym wspomina sam Słobodzianek: „Zetknąłem się z mitem Wierszalina w dzieciństwie, w latach sześćdziesiątych. Historię o wiejskim proroku, który zbudował cerkiew, uzdrawiał, »czynił cuda« i którego próbowano ukrzyżować jak Chrystusa; który zaczął budować nową stolicę świata i z którym w 1939 roku rozprawili się Sowieci (...) i była to historia, o której mówiono w mojej rodzinie (...) półgębkiem, jakby trochę się tych wariactw wstydząc” (L. Neuger: „W poszukiwaniu wysłannika” [w:] T. Słobodzianek: Śmierć proroka i inne historie o końcu świata”. Wołowiec 2012, s. 278).

Trzeba przyznać, że trylogia Słobodzianka to zbiór jednolity pod względem konstrukcyjnym (każda ze sztuk składa się z czternastu scen) i tematycznym (wszystkie dotyczą przemian ustrojowych, odbijających się na zwykłych ludziach). Mieszkańcy Wierszalina żyją w pewnej izolacji, czy też – inaczej mówiąc – ich osada stanowi swoisty uporządkowany mikrokosmos, w którym każdy ma właściwe sobie, jakby odgórnie przypisane miejsce, a wszystko zdaje się składać z prostych kategorii. Ten ustalony porządek każdorazowo zostaje zaburzony: raz przez Mikołaja Regisa, uznanego za ocalonego cara, w drugim przypadku przez handlującego „mydłem i powidłem” Żyda Rotszylda, który nie dość, że przybywa z zewnątrz, zdaje się wysłannikiem całkiem odległej, nowoczesnej rzeczywistości (nie bez powodu ta postać przechwala się sławnymi kuzynami-milionerami w dalekiej Ameryce), a w końcu przez nadchodzącą II wojnę światową i inwazję sowiecką. Właśnie poprzez pojawienie się „obcych” odrębny, żyjący własnym mitem Wierszalin zostaje wciągnięty w światowe konflikty i tym samym staje się zagrożony. Ustalenia są kwestionowane, a obsadzone role często się odwracają (ze świętej może zrobić się grzesznica, prosty chłop przekształci się w Judasza, a zwyczajny regent chóru cerkiewnego przemienia się w cara). Za każdym razem zmiany zwiastują kres pewnej epoki, tytułowy koniec świata, ale i początek nowego. We wszystkich historiach powtarzają się także te same motywy: figura Mesjasza (car Mikołaj, prorok Ilja, Józef Stalin), forma zbiorowego zaślepienia, a wreszcie każdorazowe zwieńczenie złożeniem ofiary (bądź ofiar) na ołtarzu rewolucji (po kolei będą to: zamordowany Kosma, wieszający się Charyton-Judasz oraz Ilja zesłany do łagru i kończący swoją działalność, jak i Wasyl, który popełnia samobójstwo).

Jednak „Śmierć proroka i inne historie o końcu świata” traktuje przede wszystkim o szukaniu sensu w życiu, szczęścia i spełnienia, co sytuuje tę pozycję gdzieś ponad epokami i ustrojami. Ma rację Leonard Neuger, pisząc w posłowiu do książki Słobodzianka o trzech różnych teatrach i związanych z nimi trzech gwarantach sensu. Bohaterowie tych dramatów jednocześnie żyją wedle reguł, ale pozostają zagubieni w świecie, w którym nie ma równości, sprawiedliwości i logiki. Pytają sami siebie w „Proroku Ilji”: „czemu na tym świecie/tyle zła, biedy i płaczu dookoła?/Czemu bogatym dobrze?/Czemu biedni zupę na myszach gotują?/Czemu prawdy naprawdę nie ma?/Czemu starzy młodych nie szanują?/Czemu popy tylko piją i dupczą?/Czemu dzieci śmiercią umierają?/Czemu świat taki zasrany, że ni żyć w nim, ni umierać?”. Przywrócić utracony sens jest w stanie tylko Mesjasz. Mesjaszem może być car Mikołaj, który wprowadzając dawny ład, nobilituje również mieszkańców Wierszalina (a to oznacza awans na drabinie społecznej). Dla innych do rangi Mesjasza urasta Stalin, przedstawiony w mitologizujących opowieściach jako roztropny, wiecznie czuwający przywódca. Najbardziej wyrazistym przykładem Mesjasza jest oczywiście prorok Ilja, który musi być zgodnie z mitem powtórnie ukrzyżowany, aby zbawić świat: „Jak my Jego nie ukrzyżujem,/ukrzyżują jego inne./ Jego ukrzyżować trzeba./Inaczej zbawienia nie będzie”.

A jednak w tej wierszalińskiej wykładni – nader często zmieniającej się w maskaradę – nic nie jest takie proste i oczywiste. Bohaterowie Słobodzianka z jednej strony pragną zmiany, z drugiej boją się jej, wolą stosować do bezpiecznych, ustalonych reguł (niektórzy nawołują do zajęcia się żniwami – co jest symbolem znanego, wyznaczonego biegiem pór roku, statycznego porządku). Są zarazem religijni i grzeszni (jak pięknie śpiewająca Fiokla, postać Matki Boskiej, która pozostaje świadomą swej cielesności i mściwą kobietą), mają poczucie świętej misji, a jednocześnie źle pojmują religię (niedbałe modlitwy, zakrawająca na parodię w ustach dziewczyny i jej ślepego ojca), ich motywy choć nieraz szlachetne, podyktowane są ciemnotą w czystej postaci (ukrzyżowanie uzdrowiciela bez gwarancji jego zmartwychwstania, bezpodstawna wiara w oszukańczego cara), a wszystko nader często przybiera kształt fanatyzmu (spontaniczna próba ukrzyżowania Żyda Rotszylda zamiast proroka Ilji). Nic tu nie jest takie proste, jak mogłoby się wydawać – mitologiczny sztafaż bywa zwodniczy.

Mogłoby się wydawać, że „trylogia wierszalińska” Tadeusza Słobodzianka to zbiór utworów ściśle przypisanych do czasów, w jakich rozgrywa się ich akcja. Oczywiście można je interpretować w ten sposób. Jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że te historie, zdrowo podszyte mitologią, nabierają zupełnie innego wymiaru i wznoszą się ponad ustroje i epoki, stając się w gruncie rzeczy opowieściami o szukaniu swego miejsca i szczęścia w zmieniającym się, skomplikowanym świecie. W takim ujęciu kontekst historyczny traci na znaczeniu, a dramaty składające się na „Śmierć proroka i inne historie o końcu świata” pokazują swój uniwersalny charakter.
Tadeusz Słobodzianek: „Śmierć proroka i inne historie o końcu świata”. Wydawnictwo Czarne. Wołowiec 2012.