Wydanie bieżące

1 września 17 (209) / 2012

Marek Doskocz, Jacek Leociak,

KORCZAK DOKONAŁ PRZEWROTU KOPERNIKAŃSKIEGO

A A A
Marek Doskocz: Rok 2012 został ogłoszony rokiem Janusza Korczaka. Co ta postać mówi nam dzisiaj?

Jacek Leociak: Korczak jest postacią bardzo znaną i bardzo nieznaną jednocześnie. Trudno sobie wyobrazić kogokolwiek, kto by nie znał nazwiska Korczaka i nie mógłby wymienić jakiejś książki, którą napisał, na przykład „Król Maciuś Pierwszy”. Natomiast sądzę, że mało jest ludzi, którzy wiedzą, kim był Korczak, co robił i na czym polegała jego wielkość, fenomen tej postaci. Dlatego ogłoszenie roku 2012 rokiem Korczaka jest okazją, by rozbić stereotypowe, bardzo powierzchowne patrzenie na Korczaka. Kim jest Korczak w potocznym odbiorze? Pedagogiem, autorem książek dla dzieci i tym, który poszedł razem z dziećmi w getcie na Umschlagplatz i pojechał z nimi do Treblinki. To są trzy współrzędne potocznej świadomości o Korczaku. Oczywiście był pedagogiem. Ale czy przede wszystkim i czy od samego początku? Przecież był i nigdy nie przestał być lekarzem. Skończył medycynę na Uniwersytecie Warszawskim i był lekarzem do samego końca. Wiele tekstów Korczaka dotyczy problemów medycznych. W pewnym momencie swego życia odszedł od medycyny, w kilku miejscach wyraźnie określa to odejście jako zdradę, że oto rzuca medycynę dla pedagogiki.

M.D.: A dlaczego rzuca medycynę dla pedagogiki, co go pchnęło do tego kroku, skoro sam uważa, że to była zdrada?

J.L.: Ten krok był konsekwencją całej postawy Korczaka, na którą składają się nie tylko jego wykształcenie i postawa ideowa, lecz także jego działalność, obecność w życiu publicznym. Korczak był zawsze obecny w życiu publicznym i fenomen tej postaci polega na tym, że on łączył twórczość literacką, działalność lekarską i działalność pedagogiczną w jedną całość, którą trudno określić inaczej jak wielkim dzieła życia. Żył tym, co dla niego było najważniejsze. Dlatego medycyna stawała się już niewystarczająca. Nie tylko leczenie ciał dzieci stało się dla niego podstawowym wyzwaniem, ale przede wszystkim kształtowanie dziecka, jego ciała i duszy. Profesja lekarska już tutaj nie wystarczała. W związku z tym rozszerzył to wszystko o działalność pedagogiczną. Korczak dokonał pewnego przewrotu Kopernikańskiego w pedagogice, przestawił wektory dotychczasowej pedagogiki. Dziecko było w centrum działań pedagogicznych nie jako pewien przedmiot tych zabiegów pedagogicznych, ale jako suwerenny, niezależny podmiot i partner tych działań, bo dla Korczaka dziecko było przede wszystkim człowiekiem, a potem dopiero dzieckiem, było wolną jednostką ludzką mającą takie same prawa jak inny człowiek. Myślę, że od tego trzeba w ogóle zaczynać myślenie o systemie pedagogicznym Korczaka. Stąd te typowe dla niego mechanizmy wychowawcze, które stosował w Domu Sierot. Ta cała wewnętrzna demokracja: kodeks z paragrafami, sąd, parlament. To wszystko było zorganizowane na wzór społeczeństwa obywatelskiego. To nie były dzieci, którymi się manipuluje, którymi się zarządza czy które się wychowuje w stylu autorytarnym czy paternalistycznym. Dzieci w Domu Sierot to były osoby, suwerenne jednostki, z którymi można było wejść w dialog i od których Korczak także się uczył.

M.D.: To było coś całkowicie nowego w tamtych czasach.

J.L.: Na polskim gruncie na pewno to była nowość.

M.D.: A co sądzi Pan o postawie ideowej Korczaka?

J.L.: Wracając do Pana pytania – kim jest Korczak w 2012 roku – odpowiedziałbym, że dla mnie Korczak przywraca sens pojęcia lewicy i socjalizmu. Korczak wywodzi się z tych inspiracji ideowych. Ze środowiska socjalistycznego redakcji pisma „Głos” na przykład. To jest ten najwyższej klasy moralnej wzór lewicowości, który kompletnie został zatracony i jak widać obecnie nie jesteśmy w stanie go odbudować. To znaczy moralnego zaangażowania w naprawę świata, która musi pociągnąć jednocześnie przemianę wewnętrzną, poprawę samego siebie. To ideowe zaangażowanie z początku XX obecnie w 2012 roku kompletnie zostało chyba zaprzepaszczone, zapomniane. Powiedziałem na samym początku o trzech stereotypach związanych z postacią Korczaka. Po pierwsze – autor książek dla dzieci, po drugie – pedagog, po trzecie – to ten, który poszedł dobrowolnie z dziećmi do komór gazowych w Treblince. Otóż to, że my powszechnie zachwycamy się tym, że Janusz Korczak nie uciekł z getta, tylko poszedł razem ze 200 swymi wychowankami najpierw na Umschlagplatz, a potem jechał z nimi pociągiem śmierci do Treblinki, że to stanowi powód do jego chwały i szczególnego heroizmu – jest uwłaczające dla tego człowieka i świadczy o kompletnym niezrozumieniu tej postaci i tego, co się działo w getcie warszawskim. Korczak po prostu zrobił to, co było naturalną konsekwencją całej jego postawy życiowej. Czynienie jakiejś szczególnej cnoty z tego, że był wierny sobie jest naprawdę strasznym nieporozumieniem i niezbyt dobrze świadczy o tych, co to robią. Poza tym Korczak zrobił dokładnie to samo, co zrobili wszyscy wychowawcy sierocińców w getcie warszawskim. Wszyscy praktycznie postąpili tak samo. Nikt nie opuścił dzieci. Trzeba jego postawę, która oczywiście jest postawą heroiczną, widzieć w kontekście historii getta i w kontekście postaci samego Korczaka, jego tożsamości. To była konsekwencja całej jego pracy, całego jego życia, nie mógł postąpić inaczej, bo nie mógł się sprzeniewierzyć sobie. Obraz Korczaka idącego z dziećmi na Umschlagplatz jako bohatera kompletnie deformuje tę postać i przesłania właściwie całe jego życie, nikt nic innego nie wie o Korczaku tylko to, że on poszedł z dziećmi na Umschlagplatz. To jest o wiele, wiele za mało, żeby cokolwiek zrozumieć z tej postaci.

M.D.: Co jeszcze w takim razie powinniśmy o nim wiedzieć?

J.L.: Powinniśmy przede wszystkim czytać jego teksty. Korczak nie jest tylko autorem książek dla dzieci, chociaż również jest autorem książek dla dzieci, ale nie tylko. Jego twórczość literacka obejmuje opowiadania, powieści, modernistyczny dramat poetycki zupełnie niezwykły na tle ówczesnych czasów, wystawiany raz w Teatrze Ateneum w latach 30-stych w Warszawie „Senat szaleńców”. Poza tym jego twórczość obejmuje gigantyczny obszar publicystyki. Publicystyki pedagogicznej, publicystyki medycznej, publicystyki społecznej. Pisanie Korczaka o dzieciach nie było wąsko pedagogicznym pisaniem, jest po prostu pisaniem o człowieku. Korczak jest autorem wielkich tekstów humanistycznych, które przekraczają wymiar tekstu naukowego sensu stricte, są traktatami humanistycznymi, traktatami o człowieku, o dziecku, które jest człowiekiem. Tę prawdę Korczak nieustannie przekazywał i to jest coś, co stanowi jego wkład do humanistyki współczesnej. Dziecko jest człowiekiem i ma takie same prawa jak każdy inny. Czasami czuje więcej i więcej wie, a więc może człowieka dorosłego nauczyć czegoś innego niż drugi dorosły człowiek. Dlatego dziecko jest wielką tajemnicą i wielkim wyzwaniem badawczym. To wyzwanie towarzyszyło Korczakowi przez całe jego życie.

M.D.: Korczak jako humanista, o czym się też nie mówi, a co można wyczytać w jego „Pamiętniku z getta”, zajmował się też problemem eutanazji. Czy czasem nie jest tak, że legenda Korczaka też służy temu, by zakryć te niewygodne fakty?

J.L.: Każda legenda upraszcza, deformuje i zasłania prawdę. Upraszczająca legenda Korczaka zasłania te wielkie obszary dylematów humanistycznych i dylematów moralnych, powiedziałbym nawet – dylematów bioetycznych, które Korczak podejmował w swoich pismach. A Korczak podejmował wielkie tematy. Korczak był zafascynowany eugeniką, która w latach aktywnego życia Korczaka była popularna i w wielu krajach Europy, i w USA, i Kanadzie. Ta właśnie próba wpływania i modyfikowania człowieka za pomocą higieny rasowej. Korczak myślał, że jest to jakaś droga do udoskonalenia człowieka. Jest to jeden wielki temat nieruszony w ogóle, jeżeli chodzi o refleksję i nad samą eugeniką i nad miejscem Korczaka. Temat eutanazji to kolejny wielki temat Korczaka. Temat śmierci to jeden z centralnych elementów w jego twórczości od samego początku, od pierwszych prób literackich. Korczak miał obsesję samobójstwa. Bał się obłędu, w który popadł jego ojciec, więc myśl o śmierci z własnej ręki towarzyszyła mu od samego początku i wielokrotnie wraca w jego tekstach i w tym kontekście trzeba myśleć o wątku dotyczącym eutanazji. W pamiętniku pisanym na kilka miesięcy przed śmiercią jest cały traktat o eutanazji. Znajdujemy nawet bardzo precyzyjnie opisaną procedurą prawno-organizacyjną przebiegu takich zabiegów eutanazyjnych. To są wielkie tematy humanistyczne, które Korczak z całą odpowiedzialnością i całą głębią podejmuje, stawia, pyta, stara się odpowiadać na te pytania. Ale te tematy nie są przedmiotem dyskusji, nie są przedmiotem rozważań. Myślimy wciąż o Korczaku jak o takim dobrym wujciu, który tak kochał swoje dzieci, że wszedł razem z nimi do komory gazowej. Tymczasem te wielkie dylematy Korczakowskie należy podejmować, powinny się one pojawiać w publicznej debacie, jaka obecnie się toczy, ponieważ Korczak ma nam coś ważnego do powiedzenia. Jeśli porówna się poziom współczesnych dyskusji na kontrowersyjne tematy typu aborcja, in vitro, eutanazja, to zobaczymy, jak radykalnie to się różni od poziomu, z jakiego Korczak wychodzi i na jakim prowadzi swoją refleksję. Korczak humanista, który się konfrontuje z najważniejszymi, najtrudniejszymi dylematami ludzkiej egzystencji - dobrowolną śmiercią, zgodą na dobrowolną śmierć.

M.D.: Czy można powiedzieć, że jego poglądy jako dorosłego człowieka brały się stąd, że wywodził się rodziny żydowskiej, w której religia nie funkcjonowała? Miał możliwość nauki bez żadnej interwencji ideologicznej, a przecież należał do loży masońskiej.

J.L.: Masonerię zostawmy na później, a teraz skupmy się na religii żydowskiej. To wszystko nie jest takie proste. Korczak nie pochodził z tradycyjnej ortodoksyjnej rodziny żydowskiej, raczej z zasymilowanej, ale problematyka religijna, tradycja judaistyczna nie była mu obca i wracał do niej wielokrotnie. W Domu Sierot odbywały się modlitwy hebrajskie, uczono hebrajskiego, dzieci modliły się po hebrajsku i Korczak ten wymiar duchowości człowieka, wymiar religijny niezwykle doceniał i szanował. Ale oczywiście Korczak był ponad wyznaniowy. Natomiast druga sprawa to masoneria - kolejna pułapka, bo słowo masoneria dźwięczy od razu spiskiem. Korczak bywał w środowisku masonów i teozofów spotykających się w Mężeninie nad Bugiem, obracał się zresztą w znakomitym towarzystwie - między innymi późniejszego bohatera drugiej wojny światowej generała Michała Tokarzewskiego Karaszewicza. Przypomnę, że zadaniem generała Tokarzewskiego było zorganizowanie siatki państwa podziemnego na terenach zajętych przez wojska sowieckie, był wysoko postawioną osobą w hierarchii II Rzeczpospolitej i człowiekiem, który zapisał się złotymi zgłoskami w historii najnowszej Polski. Korczaka do Mężenina sprowadzała tęsknota do metafizyki, do poznania transcendentnego, teozofia, dociekania tajemnicy człowieka, tajemnicy świata. To go fascynowało od zawsze, ale nigdy – i to jest też jedna z cech Korczakowskiego fenomenu – nie tracił tego gruntu, który miał pod nogami, tego konkretu obyczajowego i społecznego, kiedy wędrował po Powiślu zupełnie tak jak Wokulski z „Lalki”. Wokulski to postać literacka, a Korczak był postacią realną i to on właśnie chodził po tych ulicach, po knajpach Powiśla, tam poznawał życie. Z takich wędrówek powstała debiutancka powieść „Dzieci ulicy”. Korczak był zanurzony w rzeczywistości społecznej, a jednocześnie myślą wybiegał gdzieś w rejony transcendentne. Myślę, że fascynacja środowiskiem masońskim była podyktowana właśnie taką strukturą osobowości Korczaka poszukującego odpowiedzi na pytania fundamentalne, na które nie ma prostych odpowiedzi, albo na które w ogóle nie ma odpowiedzi. Taki był Korczak: nieustannie szukający i nieustannie od siebie wymagający, ale nie ma to nic wspólnego ze spiskiem, ze stereotypowym myśleniem o masonerii.

M.D.: Podsumowując, czy zgadza się pan ze stwierdzeniem że Korczak był humanistą uniwersalnym, który łączył poznawanie człowieka z poznawaniem dziecka, szukał jakiegoś sedna, jakiejś istoty człowieczeństwa?

J.L.: Tak, był uniwersalnym humanistą. Dla Korczaka znamienne jest to, że źródłem jego dociekań było dziecko. Fenomen Korczaka polega na tym, że jako lekarz pediatra zorganizował swoją refleksję wokół dziecka widzianego z perspektywy medycznej, jako społecznik widział dziecko uwikłane w rzeczywistość społeczną i obyczajową. Doskonale orientował się w problematyce, jego doświadczeniem był kapitalizm, który spychał ogromne masy ludzi w nędzę, biedę czy ubóstwo. On sam tego doświadczył i to obserwował. Znał dzieci wyrastające w takich właśnie warunkach i takie dziecko stało w centrum pedagogicznej aktywności Korczaka . Dziecko jako podmiot, a nie przedmiot. Projekt rozwoju dziecka, jego dojrzewania, jego bogacenia się wewnętrznego – to wszystko są w gruncie rzeczy rozważa nad fenomenem człowieka. I w tym sensie Korczak jest humanistą, a potem dopiero jest pedagogiem.