Wydanie bieżące

1 września 17 (209) / 2012

Anna Katarzyna Dycha,

IRENA NIE MÓWI GŁOŚNO

A A A
Muzycy o krążku mówią tak: „Neonowe obietnice” to najbardziej oczekiwana przez nas płyta w życiu. Wiemy, że na koncertach te piosenki się sprawdzają i wierzymy, że równie dobrze poradzą sobie w odtwarzaczach słuchaczy i rozgłośniach radiowych.

Jaka była droga Ireny do tego albumu? Zaczęło się od sukcesów. W 2009 roku ukazała się EP-ka „Wczesna jesień”. Rok później grupa wygrała konkurs Coke Live Fresh Noise, w którym pokonała ponad tysiąc zespołów. W nagrodę zagrała na festiwalu Coke Live w Krakowie, a także otrzymała pieniądze na nagranie debiutu. Jego produkcją zajął się Kamil Łazikowski z Cool Kids Of Death. Po drodze Irena z powodzeniem występowała w telewizyjnym programie „Must Be The Music”.

Zawartość krążka jest spójna – to gitarowy pop. Sporo melodii, zgrabne refreny, gitarowy brud, inteligentny „klawisz”, przyzwoite polskie teksty, młodzieńcza energia. Wokalista Tomek Pamrów dysponuje ciepłą barwą głosu, która doskonale sprawdza się zarówno w energicznych, jak i spokojniejszych kompozycjach. Wie, jak swojego głosu użyć, nie siląc się na jakąkolwiek manierę. Miło go posłuchać.

Singlowe „Nie mówię głośno” to dobrze znany utwór. Znalazł się już na EP-ce. Z autentycznym tekstem, opisującym sytuację młodego pokolenia: „Że to już do końca/ Nie mówię głośno/ Że to już na zawsze/ Nie mówię głośno/ Że nic się nie zmieni/ Ale tak na to patrzę”. Jednak najbardziej udana piosenka – zarówno w warstwie tekstowej, jak i muzycznej to „Jeszcze nie teraz”. O życiowej drodze może przecież zadecydować przypadek. „Nie da się poznać siebie do końca/ część się odbije tylko w cudzych oczach (…) Tyle zbiegów okoliczności/ na to wszystko musiało się złożyć (…) Zbyt często – jeszcze nie teraz!/ Zbyt długo – jeszcze nie teraz!/ Dlaczego jeszcze nie teraz!” – śpiewa Pamrów. To kompozycja energetyczna, z wpadającymi od razu w ucho dźwiękami, z tekstem, który chce się nucić razem z wokalistą (wrażenie robi na mnie wykrzyczany wers „Dlaczego jeszcze nie teraz!”). Mamy tu też ładne liryczne utwory o miłości – prym wiedzie melodyjne, z wysoko zaśpiewanym refrenem „Tyle razy”. Uroczy jest też kawałek „Matt”, częściowo zagrany na gitarze akustycznej. Najlepsze Irena zostawia na finał. To cover utworu Zdzisławy Sośnickiej „Aleja gwiazd”. Odwagą jest mierzenie się z tym kompozycyjnym arcydziełem Romualda Lipko. Młodzi muzycy wychodzą jednak z tej próby obronną ręką. Zaskakujący aranż, dobre wykonanie, które zachowało siłę oryginału. Warto było zarejestrować tę wersję znanego przeboju.

Jednak przy wszystkich atutach tego wydawnictwa daleko mu do debiutu innych polskich kapel sprzed lat – Cool Kids Of Death czy Much. Nie ma tu piosenek, które zapiszą się złotymi zgłoskami w historii polskiej muzyki popularnej. Ten album nie uderza do głów z wielką mocą. Zawiera po prostu zbiór przyzwoitych piosenek, które na pewno sprawdzają się na koncertach, ale w dużej mierze ulatniają się z głowy po chwili od przesłuchania. Wlatują jednym uchem, wylatują drugim. A chciałoby się usłyszeć więcej, mocniej, lepiej. Zdaje się, że potencjał przecież jest. Daję więc chłopakom z Ireny kredyt zaufania. Mam nadzieję, że w przyszłości ich twórczość zatrzyma mnie dłużej niż na chwilę.
Irena: „Neonowe obietnice” [Thin Man Records, 2012].