Wydanie bieżące

15 września 18 (210) / 2012

Roksana Ziora-Krysa,

PORNO Z EPOKI

A A A
Miło czasem poczytać coś porywającego nie tyle fabułą, co opisami. Najlepiej, jeśli są to opisy pikantnych scen, przeładowanych romantyzmem i nastrojem, w który każdy lubi być wprowadzany. Przyjemnie mogłoby być przy lekturze „Beatrycze”, ale nie jest. Powieść przekracza wszelkie granice dobrego smaku i choć ocieka pikantnymi scenami, jest to pikanteria, która mdli, zniesmacza i pali wszelkie poczucie estetyki.

Między erotyzmem a pornografią istnieje bardzo cieniutka, ale dość mocna granica. O ile pierwszy jest sztuką, o tyle druga już tylko bezpardonowym oddziaływaniem na niskie popędy, w których główną rolę gra fizjologia, a nie uczucia prowadzące do zbliżenia. W „Beatrycze”, powieści, której akcja rozgrywa się u schyłku epoki wiktoriańskiej, trudno znaleźć cokolwiek innego niż opisy perwersyjnych praktyk seksualnych. Fabuła, spłycona do minimum, ma na celu w miarę zgrabne przechodzenie od jednej orgii do drugiej. Nieważny wydaje się czas, małe znaczenie ma też miejsce akcji. Jest pewna epoka, czego można się domyślać z klimatu powieści i zapowiedzi książki, jest pewne miasto i dom, których opisy nic ciekawego do powieści by nie wniosły. Ważni są za to bohaterowie, których poznaje się wyłącznie od strony ich patologicznych zachcianek.

Beatrycze, dwudziestopięcioletnia kobieta, opuszcza swojego męża Edwarda i wraca do rodzinnego domu. Ojciec dziewczyny musi jednak wyjechać i oddaje swoje córki pod opiekę brata i jego żony. Beatrycze i jej młodsza siostra Caroline trafiają do hermetycznego, tajemniczego świata, prawdziwej szkoły perwersji, w której – poddawane osobliwym naukom – obie umacniają swoje charaktery. Niechętna i zamknięta w sobie Beatrycze szybko przejmuje kontrolę nad sytuacją i z coraz większą ochotą wciela się w rolę treserki.

Owszem, fabuła zapowiada się dość mocno; oczywiste jest, że należy się spodziewać sporej dawki erotyzmu. Mało kto będzie jednak przygotowany na to, by na każdej – absolutnie każdej – stronie czytać opisy niewybrednych praktyk, w jakich lubują się dosłownie wszyscy bohaterowie. Nieważne, czy ojciec z córką czy siostry między sobą – nikt nie zostanie pominięty. Anonimowy autor (a to ciekawe: dlaczego nie przyznać się do takiego dzieła…?) nie oszczędza żadnego z bohaterów, tworząc gorszące sceny, niemające nic wspólnego z erotyką. Powieść znacznie przekracza granice przyzwoitości, tworząc wynaturzony obraz ludzkich pragnień. Mówi się, że jest autoportretem samoświadomości młodej kobiety, co jednak oznaczałoby, że ta młoda kobieta jest do szpiku kości zepsuta, pozbawiona jakiejkolwiek osobowości, wypełniona jedynie chucią i dzikimi żądzami, przed którymi nie umknie nawet jej rodzona siostra. Czy rzeczywiście o taki portret chodzi? Nic innego w powieści ukazane nie zostało, niech więc tak będzie.

Z drugiej strony, odwaga, swoboda i rozwiązłość, z jaką napisana została historia, może budzić podziw tych, którzy zdecydowanie sprzeciwiają się opisom pszczółek lecących do ula, muszelek czy okrąglutkich mandarynek. „Beatrycze” to „sromy”, „kutasy”, „jebanie” i „rżnięcie”. Do takich słów i określeń trzeba się przyzwyczaić, jakkolwiek budzą niesmak i kojarzą się niezbyt dobrze. Oczywiście, bywa też delikatniej, ale nie ma się co łudzić – swoista biologia bierze górę. Wszystkiemu daleko jest do opisów scen, które potrafią podnieść ciśnienie, podniecić i sprawić, że czyta się je z zapartym tchem; powieść skutecznie obrzydza i narusza granicę między pięknem aktów seksualnych a zwykłą pornografią w wersji hard. Faktem jednak jest, że sytuacje, jakie zachodzą między członkami rodziny, nie byłyby mniej bulwersujące, gdyby je pięknie opisać, więc można uznać, że to nie język jest największym problemem powieści. Brak jakichkolwiek zahamowani, zdegenerowana wyobraźnia autora i jego przekonanie, że literatura udźwignie każdy ciężar, sprawiły, że powstała powieść, która de facto nie powinna nigdy ujrzeć światła dziennego. Nic nie wnosi, sporo za to wyciąga ze świadomości, która do tej pory pozostawała w błogim stanie zawieszenia między opisami erotycznymi a tymi z lekką nutką pornografii, jakich przecież też nie brakuje, a które skutecznie działają na wyobraźnię. W tym przypadku wyobraźnia jest prawdziwą zmorą, bo prowadzi do zobrazowania opisów, a to zdecydowanie nie jest niczym przyjemnym.

„Beatrycze” to zniechęcający i obrzydliwy obraz świata ludzi, którzy nie cofną się przed niczym, by zaspokoić swoje pragnienia. Być może ukazuje to, co do tej pory okryte było zasłoną milczenia lub przedstawione w nie do końca prawdziwy sposób. Skoro jednak było w ukryciu – mogło tam pozostać, a jeśli jest fantazją autora (autorki?)… Cóż, powieść detronizuje nawet historię o Kaliguli, będąc dowodem na to, że choć literatura wszystko może opisać, nie zawsze powinna to robić.
Anonim: „Beatrycze”. Przeł. Bartłomiej Zborski. Wydawnictwo W.A.B. Warszawa 2012 [Zmysłowa Seria].