Wydanie bieżące

15 września 18 (210) / 2012

Urszula Pawlicka,

LIBERACKIE MITOLOGIE

A A A
Termin „liberatura” powstał jako określenie przeciwstawne do książek artystycznych, skupiających uwagę wyłącznie na atrakcyjnej formie bądź takich, w których nietypowy kształt i treść są od siebie niezależne. Zenon Fajfer, twórca i teoretyk liberatury, przypisał jej znaczenie filozoficzne, a mianowicie, podkreślił organiczną jedność tekstu i formy, słowa i struktury zapisu. „Materialna i duchowa strona dzieła literackiego, czyli książka i wydrukowany w niej tekst, powinny się nawzajem dopełniać, tworzyć harmonię” – pisał w manifestacyjnym szkicu „Liberatura. Aneks do słownika terminów literackich” w 1999 roku, otwierającym drogę jej rozwoju. Fajfer jasno wskazywał na ikoniczną relację między treścią a odzwierciedlającą ją formą. W liberaturze treść jest nadrzędna i to ona wymusza nadanie książce określony kształt. Mimo iż w teorii tej pojawia się określenie „materialna forma dzieła”, nie wyklucza ono realizacji liberatury w postaci cyfrowej, czego przykładami są „Ars Poetica” Fajfera lub „Koniec świata według Emeryka” Radosława Nowakowskiego. Liberatura, by jeszcze raz podkreślić, to zależność między formą a treścią.

Podobnie jak wydane książki żyją własnym życiem, tak wprowadzony gatunek rozkwita niczym Peiperowski poemat. Nie zawsze jednak ujęcia teoretyczne muszą być kontynuacją pierwotnych założeń. Ujmowanie liberatury jako niemalże literackiej arki Noego, mającej uratować książki materialne podczas technologicznego sztormu, jest równoznaczne z wiarą w odnalezienie „prawdziwie literackiego Eldorado”, o którym pisał Fajfer we wspomnianym manifeście, a co na ogół odczytuje się z pewnym przymrużeniem oka. Nieuchronne było jednak nadanie liberaturze właściwości ocalających i kompensacyjnych w czasach ożywienia nowych mediów, które stały się protezą ludzkiego życia i narzędziem generowania nowych form w literaturze. Nieunikniona była nobilitacja postaci materialnej, trwałej i stabilnej w kulturze wirtualnej – efemerycznej i płynnej. Niewątpliwe było także przypisanie jej wartości wolnościowych – pojęcie liber, oznaczające wolność, nabiera większego znaczenia w epoce software’u, w której poczucie niezależności jest wyłącznie iluzją.

Ideologizacja liberatury jest zatem konsekwencją wielu czynników, dążących do wzmocnienia pozycji książki fizycznej. Podczas gdy ideologizacja jest do zaakceptowania, to z mitologizacją jest już pewien problem. Paradygmat walki książki papierowej z e-bookami przyczynił się do uczynienia formy drukowanej ofiarą nowych mediów. A od ofiarnictwa już tylko krok do mitu książki drukowanej, która przyczynić się ma do wzmocnienia jedności i stabilności ludzkiego świata. Esencją dyskursu o zabijaniu, a raczej spalaniu, książki drukowanej był numer „FA-artu” pt. „Bibliocaust. Świat bez książek?” (2011, nr 1-2), w którym Marta Baron, posiłkując się metaforą Joanny Mueller „słowa-słoma-smoła”, roztoczyła wizję książki (traktowanej jako medium literatury) łatwopalnej, nieodpornej na czynniki zewnętrzne, znajdującej się w stanie wiecznego zagrożenia. Bibliocaust to obraz płonących stosów, pokazujący książki materialne w stanie ciągłego lęku i niebezpieczeństwa.

Michał Tabaczyński w „Liber Nautica” przedstawia nowe teoretyczne ujęcia liberatury, z jednej strony nawiązując do istniejących już w literaturze kategorii ciała i pisma, z drugiej zaś włączając się we wspomniany dyskurs mitologizacji książki. „Książka, dzieło jest analogiem ludzkiego ciała, tak samo jak one operuje przestrzenną strukturą relacji między znaczeniami, które zawiera, a to znaczy: stara się odwzorować charakter naszego doświadczenia, charakter relacji, jakie człowiek ma ze wszystkim, wśród czego żyje: innymi ludźmi, przedmiotami, zwierzętami, symbolami…” – mimo iż Tabaczyński nie przywołuje nazwiska Fajfera, to jego głos jest obecny we fragmentach poświęconych jedności formy i treści.

Związek między ciałem a tekstem pojawia się już w pismach feministycznych Nancy K. Miller czy Hélèn Cixous, które głosiły powiązanie seksualności i pisma, mającego być śladem kobiecej podmiotowości. Grażyna Borkowska opisuje seksualność, która odsłania się w tekście na wzór pączkujących drożdży. Metaforę tę rozumieć można również w kategoriach prokreacji i inicjacji – podmiot powstaje i rozwija się, począwszy od słowa / części do tekstu / całości. Tabaczyński sięga po kategorie ciała i pisma, rozszerzając je do wymiaru antropologicznego. Nie interesuje go bowiem seksualność, ale podmiotowość. „Szkice o słowie i ciele. O słowach i ciałach. O słowach, które naśladują ciała. I o ciałach, które czytają słowa” – interesuje go zatem relacja między podmiotem a pismem, między człowiekiem a dziełem literackim, a także związek między śladami przeszłości a teraźniejszością i przyszłością, między tym, co kruche i śmiertelne, a tym, co trwałe i nieprzemijające.

Ciało u Tabaczyńskiego odnosi się zarówno do formy książki, jak i do fizyczności człowieka. Dwojakie rozumienie pojęcia pozwala na dostrzeżenie szeregu analogii: materialności, widzialności, zmysłowości i zniszczalności korpusu dzieła odpowiada fizyczność, taktylność, sensualność i śmiertelność człowieka. Ciało w relacji z pismem odnosi się natomiast do aktu odbioru dzieła literackiego, do podróży czytelnika po świecie książki czy raczej swobodnego żeglowania po jej terytoriach.

Tabaczyński przedstawia teorię liberatury w czterech częściach, których porządek jest odzwierciedleniem zarówno Fajferowskiego twierdzenia o harmonii całości, jak i Peiperowskiego układu rozkwitania. Począwszy do koncepcji fizjologicznej, przez biblijną i genezyjną, dochodzi do ujęcia mitologizacyjnego, będącego naturalną konsekwencją poprzedzających założeń.

Perspektywa fizjologiczna odnosi się zarówno do gramatyki dzieła literackiego, w którym ważne jest rozmieszczenie słów na przestrzeni strony, ich gęstość oraz wzajemna odległość, jak i do zachowań ciała człowieka podczas lektury. „Ciało jako obiekt poznający literaturę” podejmuje „test wysiłkowy” – dzieło angażuje bowiem fizjologię ruchu, układ krwionośny, oddechowy i nerwowy człowieka. „Lektura liberacka to lektura wytężonych zmysłów”, stwierdza Tabaczyński i dodaje, że jest to wyzwanie tylko dla tych, którzy odrzucą hedonizm na rzecz podjęcia zagrożenia czy nawet zadania bólu. Wolność od ograniczeń zwykłego widzenia i schematów postrzegania dzieła literackiego okazuje się źródłem odczuwania cierpienia. Zasada, że „im więcej postrzegamy, tym więcej mamy wolności”, wywołuje dezorientację, a w konsekwencji frommowskie pragnienie ucieczki od wolności.

Idea doznawanego cierpienia, pozostawiającego „blizny” na ciele, prowadzi do odczytywania liberatury w kontekście biblijnej opowieści o Hiobie, który stał się medium oskarżenia ludzkości. Tabaczyński nawiązuje nie tyle do wątku doświadczenia męki przez Hioba, ile do „poetyckiego bytu” jego historii, do „tekstowego odpowiednika jego cierpień”. „Według Lamba ten akt zapisywania własnej historii (jej własnej wersji) jest jednocześnie odzyskiwaniem siebie i próbą ukojenia bólu. Zapisując swój tekst, niejako nadpisując tekst Boży, który jest dla niego obcy i którego nie potrafi pojąć, nanosi na swoją skórę bandaż, «przyodziewa się» w znany sobie tekst” – akt spisywania własnych losów metajęzykiem, a nie językiem cierpienia, jest zatem z jednej strony boskim opatrunkiem, łagodzącym niezrozumiałe męki, z drugiej zaś fizycznym świadectwem utrwalającym jego przeżycia. „Ważne jest więc nie rzeczywiste istnienie Hioba i prawdziwość jego doświadczenia, ale istnienie tekstowego odpowiednika jego cierpień. Istotny jest poetycki byt Hioba” – Tabaczyński w biblijnym ujęciu liberatury wskazuje na aspekt zależności między ciałem a pismem. Ciało, które doświadcza gehenny podczas lektury, znajduje ukojenie w „przepisywaniu” dzieła, czyli w tworzeniu własnego tekstu z konstelacji słów. „Rany na ciele” są także znakiem poddania się dziełu ekstremalnemu – są częścią przypowieści o literaturze, angażującej dosłownie całe ciało czytelnika. Historia Hioba niewątpliwie akcentuje również wartość materialności pisma, które staje się trwałym śladem przeszłości dla kolejnych pokoleń.

Przepisywanie historii prowadzi z kolei do genezyjnej koncepcji liberatury, wskazującej na relacje między słowem a tekstem, częścią a całością, a także między rozwojem ciała człowieka a bujnością tekstu. Tabaczyński w układzie rozdziału „Korektura” zastosował wspomnianą metaforę drożdży autorstwa Borkowskiej oraz strukturę emanacji Fajfera. Tekst powstaje poprzez powtarzanie wcześniejszych akapitów i dodawanie do nich nowych – całość rozrasta się, pączkuje, nasuwając skojarzenia z prokreacją i dorastaniem człowieka. Struktura emanacyjna zastosowana została przez Fajfera i Bazarnik w liberackiej książce „Oka-leczenie”, mającej zbliżyć czytelnika do momentów granicznych – narodzin, życia i śmierci – których nie da się oddać wyłącznie za pomocą słów, wymagających formy wzmacniającej poczucie przenikania czasów i wymiarów życia.

Kompozycja „Korektury” odzwierciedla treść o „mitologii całościowego dzieła sztuki”, czyli dzieła, które harmonijnie łączy części w jedną całość. Tabaczyński dodaje: „Nie całość funduje jedność dzieła, ale wcześniejszy zamiar (zamysł?)”. Koncept stworzenia całości opiera się na analogii do stwarzania świata przez Boga – Tabaczyński odwołuje się przy tym do modernistycznej wizji artysty jako architekta świata, który kreuje rzeczywistość zgodnie z planem. Liberatura jest dowodem, z jednej strony, na świadome zespolenie rozmieszczonych przestrzennie słów w jedną całość, z drugiej zaś, przez historię własnego powstania – wprowadzony termin, teorię i realizacje – wskazuje na aspekt tworzenia systemu z poszczególnych (emanacyjnych) części.

Nadanie liberaturze genezyjnego kontekstu prowadzi do jej ujmowania nie tylko w kategoriach ostatecznego produktu dzieła literackiego, lecz także w szerszym kontekście życia literackiego. Liberatura obejmowałaby zatem koncept, realizację, odbiór i reakcje (szczególnie ciała czytelnika). Tabaczyński w pewnym miejscu postuluje odrzucenie określenia „materialny nośnik” z definicji liberatury, by mogła ona obejmować także „liBerackie audiobooki realizowane (…) w technice dźwięku wielokanałowego”. Na tym ujęciu, jakże pozytywnie brzmiącym, mogłabym zakończyć, gdyby nie to, że w innym fragmencie Tabaczyński stwierdza, że literatura „Nie może istnieć tylko w postaci książki czytanej [audiobook] ani w formie książki elektronicznej [e-book]” – niezaprzeczalnie wymaga materialności „bez której nie potrafi się obyć”. Być może nie bez przyczyny zdanie o „liBerackich audiobookach” zawarte zostało pod postacią przypisu: ważniejsze okazuje się jednak uwydatnienie zmysłowości liberatury, która, według autora: „Jest też ratunkiem dla fizycznego istnienia «książki» jako obiektu. To zresztą być może najważniejsza rola historyczna liBeratury: jest chyba ostatnią instancją obrony książki, bez której materialność nie potrafi się obyć”.

Tabaczyński nawiązuje w ten sposób do dyskursu o ocaleniu książki, będącej wyrazicielką mitu o jedności i trwałości świata: „Być może jest całościowym dziełem sztuki dla zabawy i estetycznego efekciarstwa, a być może z powodów bardziej istotnych: ratunku dla zagrożonego lub obalonego całościowego mitu świata, ratunku dla zagrożonej lub zniszczonej tożsamości człowieka. Jednak jest wyjątkowym całościowym dziełem sztuki, bo jedność jego części nie rodzi się w momencie powstania całości, ale wcześniej: całościowe liBerackie dzieło sztuki być może jest kompensacyjnym mitem świata pozbawionego Boga, bo w zamyśle jej całość istnieje przed stworzeniem jej poszczególnych części”. Liberatura jako harmonijne zespolenie konstelacyjnych słów ma na nowo wytworzyć poczucie stabilności i ukształtować tożsamość człowieka. Przyznać należy, że w czasach efemerycznych i chwiejnych budowanie podmiotowości jest celem nadrzędnym – liberatura stanowi jeden ze sposobów na osiągniecie owej spójności i trwałości.

Ujęcie fizjologiczne (ciało a tekst), religijne (posługiwanie się historią Hioba) i genezyjne (wskazywanie na aspekt początku świata / tekstu i jego jedności) poszerzają gatunek liberatury o teorie, która są adekwatne, ale momentami entuzjastycznie przeceniane, gdyż przypisuje się jej na wyłączność właściwości w innych formach literatury również występujące (dosłowne „wchodzenie ciałem w tekst” realizował choćby konkretysta Stanisław Dróżdż w swoich artystycznych instalacjach). Hiobowa przypowieść czy mowa o „kompensacyjnym micie świata pozbawionego Boga” prowadzi z kolei do mitologizacji książki drukowanej, a to z kolei do fałszywego utożsamienia jej ze światem stabilnym, który bez niej nie ma racji bytu. Należy zauważyć, że do liberatury przypisane zostały dzieła postmodernistyczne, które poprzez eksperymentalną formę oddawały rozbicie podmiotu – powieść „Nieszczęśni” Bryana Stanleya Johnsona jest dowodem na to, że materialność nie zawsze wiąże się z poczuciem stabilności.
Michał Tabaczyński: „Liber Nautica: korpus dzieł widzialnych. Cztery szkice o ciele i piśmie”. Wyd. Liberatak Miejski Ośrodek Kultury. Bydgoszcz 2011.