Wydanie bieżące

15 września 18 (210) / 2012

Krzysztof Grudnik,

O POCHODZENIU CYRKU

A A A
„Cyrk pojawia się znikąd”. Wieść o jego przybyciu roznosi się szybko po okolicy. Marginalną rolę pełnią w tym reklamowe afisze, większą coś, co można by określić mianem protoplasty marketingu szeptanego. Wiadomość o pojawieniu się cyrku rozchodzi się z ust do ust, trafia na języki i staje się tematem plotek, domysłów i fascynacji lokalnej społeczności. To samo tyczy się „Cyrku nocy”.

Debiutancka powieść Erin Morgenstern pojawiła się znikąd w roku 2011. Odbiła się szerokim echem w literackim świecie. Zbierała różne recenzje w zachodniej prasie i na łamach internetowych stron, niekoniecznie poświęconych literaturze. W kilka miesięcy po publikacji było o niej na tyle głośno, że nakłoniony rekomendacjami płynącymi zarówno z tematycznych blogów, jak i od zagranicznych znajomych, postanowiłem sięgnąć po anglojęzyczne wydanie. I już po roku od premiery Świat Książki przygotowuje polską odsłonę powieści w tłumaczeniu Patryka Gołębiowskiego. Mogąc, dzięki uprzejmości wydawcy, zapoznać się z tekstem przed jego premierą, nabrałem głębokiego przekonania, że także na naszym rynku powieść ta wywoła duże poruszenie.

Nie da się tej niezwykłej książki postawić na żadnej księgarskiej półce, nie dokonując jednocześnie daleko idącego uproszczenia, ponieważ zaklasyfikowanie jej do jakiejkolwiek powszechnej kategorii jest niemożliwe. Nie jest to powieść fantasy, choć pojawia się w niej dużo magii. Nie jest to romans paranormalny, choć miłosny wątek o nadnaturalnym charakterze rozciąga się na tle modernistycznych krajobrazów. Nie jest to też literatura dla młodych czytelników, mimo baśniowego charakteru i kluczowej roli małoletnich bohaterów. To historia uniwersalna, której przesłanie i estetyka wykraczają poza preferencje jednej docelowej grupy. Jest jak baśnie, które się nie starzeją i pozostają aktualne bez względu na wiek czytelnika lub jak animacje Tima Burtona, bawiące i wzruszające starszych i młodszych widzów.

Teoretycznie fabuła utworu koncentruje się na niezwykłym pojedynku pomiędzy Celią i Marco. Są oni uczniami dwóch czarnoksiężników (choć powieść zdecydowanie stroni od tego typu kategoryzacji), wystawionymi do rywalizacji, której areną jest tytułowy cyrk. Marco i Celia prześcigają się w kreacjach, tworząc konstrukcje z pogranicza techniki i magii, nie znając do końca reguł starcia, w którym biorą udział. Oczywiście w trakcie zmagań zakochują się w sobie i łączą siły nie po to, by wyłonić zwycięzcę, lecz by przemóc samą grę. Tylko jak pokonać system, którego jest się częścią, i którego funkcjonowania przejrzeć nie można?

Gdyby powieść ograniczała się do przedstawienia tej historii, byłaby zaledwie jedną z wielu, jakie zalewają dzisiejszy rynek wydawniczy. Tymczasem na tak usnutą nić fabuły nawleczone są prawdziwe literackie perły, które czynią z „Cyrku nocy” książkę nietuzinkową.

Choć Morgenstern kreśli całą galerię barwnych postaci, to wskazanie głównego bohatera nie jest takie proste. Poszczególne fragmenty powieści skupiają się to na jednej, to na drugiej osobie. Pojawiają się partie tekstu niezwiązane z parą antagonistów / kochanków, pojawiają się nawet – o nich trochę więcej za chwilę – fragmenty niezwiązane z fabułą. Obserwacja ta prowadzi do śmiałego, lecz zasadnego wniosku: głównym bohaterem książki jest tytułowy cyrk nocy. Zabieg ten, wykraczający poza typowe schematy literatury popularnej, zwraca najwięcej uwagi z dwóch powodów. Pierwszy to właśnie nietypowość takiego rozwiązania. Cyrk stanowi swego rodzaju genius loci, wiążąc wszystkich bohaterów z bliższego i dalszego planu, ale także żyjąc własnym życiem. Nie jest to tylko miejsce, topograficzna i temporalna przestrzeń, do której się wchodzi i z której wychodzi się jak z supermarketu. To także stan, jaki wywołuje u swych gości, cała gama emocji i poczucie czegoś odświętnego, nieuchwytnego, a zarazem głębokiego.

Drugi powód, dla którego cyrk jest tak ważny w debiutanckiej powieści Morgenstern, to bogactwo opisów, jakie wywołuje. Doprawdy, ciężko wyobrazić sobie temat bardziej wdzięczny. Nie jest to zubożały cyrk zamknięty dokoła jednej areny. To cyrk w czasach swej świetności: zbiór namiotów różnej wielkości i funkcjonalności, ścieżek i alejek pomiędzy nimi, placów i zakamarków, których układ zdaje się wciąż zmieniać. W cyrku nocy, w którym wszystko jest monochromatyczne, spotkamy akrobatów i iluzjonistów, treserów dzikich i mniej dzikich zwierząt, ale też zestaw mniej dziś typowych dla tego środowiska artystów i sztukmistrzów: zaklinaczy kobr, kobietę-gumę, wróżkę, żywe posągi. Całości dopełnia zbiór niesamowitych miejsc, labiryntów, sal luster i wymyślnych, fantazyjnych pomieszczeń, których katalog nie może się tu znaleźć. Na 400 stronach napotykamy co chwilę na kolejny opis cyrkowych atrakcji i za każdym razem dajemy się zadziwić fantazji autorki. W tym cyrku jest miejsce na wszystko.

Poza clownami. Brak ten jest zbyt wyraźny, zbyt nachalny, by mógł pozostać niezauważony. Podczas gdy dziś grupy clownów wydają się nierozerwalnie zrośnięte z cyrkową przestrzenią, w cyrku nocy ich nie znajdziemy. Nie wiem, czy ta nieobecność motywowana jest historycznie (akcja rozgrywa się c. 1900 roku), lecz historyczny realizm w tak surrealistycznej powieści byłby zaskakujący. Może należałoby więc przypisać tę absencję ironii, jaką clown wprowadza. Sądzę, że podstawą siły oddziaływania „Cyrku nocy” jest wzbudzenie bardzo wysokiego stopnia zaangażowania czytelnika w tekst. Wciągnięcie go w literacki świat. Wprowadzenie figury clowna pociągałoby za sobą ironiczny dystans osłabiający to oddziaływanie, trzymający czytelnika „na zewnątrz” historii.

Wciąganie czytelnika w tekst nie kończy się, rzecz jasna, na szczegółowości opisów oraz braku ironizujących figur. Jest ono równie widoczne w gramatycznym trybie prowadzonej narracji. Morgenstern używa do opowiedzenia swojej historii czasu teraźniejszego, co w obrębie literatury popularnej jest zabiegiem, który można wciąż określać jako awangardowy. Krótkie zdania w czasie teraźniejszym początkowo dziwią i – być może – drażnią, lecz po kilku stronach można się do nich przyzwyczaić, a po kilkunastu: docenić ich dynamikę. Po kilkudziesięciu czytelnik powinien już zrozumieć, że osobliwość tej narracji odpowiada osobliwości książki i trudno wyobrazić sobie ją w typowym czasie przeszłym. Ale dopiero po przekroczeniu pierwszej setki stron zdajemy sobie sprawę, że oto za sprawą języka autorki, jej sprytnych rozwiązań, wchodzimy w cyrk coraz głębiej, że brak różnicy czasowej między fabułą a lekturą pozwala czytelnikowi na udział w wydarzeniach. Że to kolejny sposób zatarcia dystansu.

Jeśli użycie czasu teraźniejszego (w literaturze popularnej) uznamy za awangardowe, to istnieją w „Cyrku nocy” partie tekstu, które należałoby określić (wciąż pamiętając, że poruszamy się w obszarze literatury popularnej) jako eksperymentalne. Są to niedługie wstawki, w których narracja zmienia się na drugoosobową, np.: „Z biletem w dłoni przesuwasz się w kolejce widzów do cyrku, przyglądając się rytmicznemu ruchowi wskazówki czarno-białego zegara. Za kasą jedyna droga prowadzi przez ciężką zasłonę w paski. Jedna za drugą wszystkie osoby przez nią wchodzą i znikają Ci z oczu” itd. (s. 52). W tych nielicznych, lecz bardzo wyraźnych fragmentach, próby zniesienia dystansu między tekstem a czytelnikiem są oczywiste.

Warto jeszcze wspomnieć, że narracja w „Cyrku nocy” nie ma typowo linearnego charakteru. Skrupulatnie datowane rozdziały można by (wtórnie) ułożyć w porządku chronologicznym, zresztą ich pierwotny rozkład zawiera niewiele achronologii, ale ostatecznie narracja zamyka się w sposób cykliczny. Ostatnie zdanie powieści staje się jednocześnie jej początkiem, a różnica leżąca w tym powtórzeniu polega na (dość zaskakującym) wskazaniu narratora jako uczestnika wydarzeń. Zabieg ten, który trudno poddać szczegółowej analizie nie zdradzając jednocześnie zakończenia powieści, jest prawdziwym majstersztykiem Morgenstern, pozwalającym na ponowne odczytanie powieści w momencie jej domknięcia. Na hermeneutyczną reinterpretację całości.

W pewnym sensie można tę cykliczność narracji rozumieć jako Ecowski znak ikoniczny, który komunikuje nie tylko poprzez treść, ale i formę. Cyrk, wpisany w plan koła, przemawia przez karty powieści o cyklicznej narracji. Nie jest to jedyna „ikoniczność” w debiucie Morgenstern, podobnie oniryczna atmosfera cyrku manifestuje się w niewyraźności (a czytelnicy mający za sobą lekturę powieści dostrzegą w tym wyrażeniu nieoczekiwaną dosłowność) fabularnego rozwiązania. Odkrywanie podobnych zależności stanowi dużą przyjemność i podnosi rozrywkę płynącą z lektury „Cyrku nocy” do poziomu intelektualnej, interpretatorskiej zabawy.
Erin Morgenstern: „Cyrk nocy”. Przeł. Patryk Gołębiowski. Świat Książki. Warszawa 2012.