Wydanie bieżące

15 września 18 (210) / 2012

Justyna Kuźnik,

PĘPEK ŚWIATA?

A A A
W drugiej połowie XIX wieku, w czasach, kiedy rozpoczął się rozkwit Zakopanego, żaden góral nie zdawał sobie pewnie do końca sprawy z tego, w jakim kierunku będą zmierzały działania, mające na celu rozbudowę i popularyzację tej pochodzeniem sięgającej XVI wieku osady. W ludziach gór zawsze jednak istniało niezależne od wszelakich czynników zewnętrznych przekonanie, że Zakopane jest i po wieki wieków będzie pępkiem świata.

O tymże „pępku” pisze Rafał Malczewski, malarz i felietonista, syn znanego symbolisty Jacka Malczewskiego. „Pępek świata. Wspomnienia z Zakopanego” to, jak sam tytuł wskazuje, książka wspomnieniowa. Na jej kartach ukazane jest Zakopane okresu pierwszej połowy XX wieku, do 1939 roku, kiedy to do Polski wkroczyły wojska niemieckie i rozpoczęła się II wojna światowa. Rafał Malczewski, wraz z żoną i dwójką dzieci, przez długie lata mieszkał w Zakopanem. Zajmował się przede wszystkim malarstwem. Był wielokrotnie nagradzany za zasługi na polu plastyki. Po wybuchu wojny emigrował z kraju i osiadł w Montrealu w Kanadzie, gdzie pozostał do końca życia. „Pępek świata…” wydano po raz pierwszy w 1960 roku. W skład tej książki weszły szkice i felietony, z których niektóre były publikowane już wcześniej w londyńskich „Wiadomościach” i krakowskim „Przekroju”. Wydanie to było jednak niepełne, cenzura usunęła z niego niektóre fragmenty. Najnowsze wydanie książki zostało oparte na maszynopisie autorskim i tym samym jest zgodne z pierwotnymi założeniami Malczewskiego.

Zakopane powstało na mocy przywileju króla Stefana Batorego z 1578 roku. Rafał Malczewski w sposób dość żartobliwy pisze, że „kiwnęło” ono centralny rząd w Warszawie. Za czasów króla Michała Korybuta Wiśniowieckiego delegat gminy udał się do stolicy i tam przedstawił ośrodkom dyspozycyjnym sfałszowane pergaminy z nadaniami z czasów Batorego. Nadania te szybko potwierdzono, ponieważ, kontynuuje autor, nie było czasu, aby się tym dokładniej zajmować (s. 6). W ten oto sposób w 1670 roku Zakopane stało się osadą. W 1676 roku wieś zamieszkiwały zaledwie 43 osoby. Początkowo osada nie była zbyt znana w kraju. Żyli tam podobno „rabusie” i biedota. Było to miejsce, w które na pewno nie chadzał Janosik. Wszystko miało się zmienić dopiero za parę wieków.

Właściwy rozkwit zawdzięcza Zakopane Tytusowi Chałubińskiemu, który, zdaniem Malczewskiego, „potrafił robić dobrą «publicity» na miarę reklamy Coca-Coli” (s. 6-7). W drugiej połowie XIX wieku ten lekarz i miłośnik przyrody zaczął popularyzować właściwości klimatyczne Zakopanego. Przekonał polskie społeczeństwo, że podgiewontowe osiedle jest krynicą zdrowia dla suchotników, stawiającą na nogi niczym terramycyna czy inny antybiotyk. Nie istniały jednak żadne dane potwierdzające te informacje. W rzeczywistości, zdaniem Malczewskiego, było zgoła inaczej, niż twierdził Chałubiński: „zmienna aura Zakopanego kładła zdrowego w bety, halny wiatr wytracał chorych na płuca, z silniejszych robił alkoholików” (s. 13). Pomimo tego pod Giewontem zaczęli się pojawiać gruźlicy, arystokracja, bogate mieszczaństwo, poeci, pisarze, muzycy, malarze. Przyjeżdżali oni do Zakopanego i wdychali świeże górskie powietrze. Z czasem zaczęły tam powstawać specjalne ośrodki dla suchotników, jak np. sanatorium doktorostwa Dłuskich, gdzie – jak pisze autor – „leczono się uczciwie i marło się poniekąd tak samo” (s. 32), czy sanatorium doktora Hawranka, z którego „wychodziło się tylko w pozycji leżącej, w trumience, chyłkiem po nocy, w chwilach, gdy inni suchotnicy grali w karty lub gzili się międzypłciowo” (s. 33). Tytus Chałubiński zasłynął jako propagator właściwości leczniczych górskiego klimatu oraz ogólnie pojętej turystyki tatrzańskiej. Sam bardzo często, wspomina Malczewski, chodził po górach z gromadą przyjaciół i żadnemu z nich, podkreśla autor, nie przynosiły ujmy podarte portki, stare buty, serdak i ciupaga, ponieważ taki był ówczesny szyk taterniczy (s. 7).

Dużo miejsca w książce poświęca Malczewski rozwoju narciarstwa w Zakopanem. „W pewnej chwili nastąpiło objawienie, odkryto zakopiańską zimę. Rozpoczął się szał narciarstwa, tarzania się w kopnych śniegach i nawisach, marznięcia na kość po halach i wierchach i rozgrzewanie się, czym się dało, piecem, gorzałką, nagim ciałem lub paroma, tańcem” – wspomina autor. Narty stały się bardzo modne. Jeździli na nich nie tylko tubylcy, czyli mieszkańcy Zakopanego, ale także cepry, czyli przyjezdni. Jeździł, pisze Malczewski, „kto mógł utrzymać się na nogach, wiotkie panie, starsi panowie, młodzież, wojsko, literatura, wydawcy dzienników i tygodników” (s. 72). Z czasem w Zakopanem rozwinęło się coś na kształt narciarskiego przemysłu – powstawały fabryki nart, specjaliści szyli stroje narciarskie według najnowszych mód. W owych czasach nie było jeszcze kolejki na Kasprowy Wierch, toteż, gdy ktoś miał ochotę zjechać na nartach z tego szczytu, musiał wspinać się na niego przez około trzy godziny. Rozwijało się także narciarstwo sportowe. Sportowcy szkolili się w skokach, slalomie czy biegach zjazdowych. Malczewski wspomina nazwiska zawodników: Marusarze, Kule, Krzeptowscy, Łuszczki, Motyki, Bujaki, Czechy… Zdaniem autora, w Zakopanem powstała pierwsza klasa narciarstwa sportowego w Polsce, którą trudno było doścignąć młodzieży „z dołów”. Sport ten stał się z czasem sportem zawodowym, a w roku 1929 po raz pierwszy odbyły się w Zakopanem Mistrzostwa Świata w Narciarstwie Klasycznym.

Pisząc o Zakopanem okresu dwudziestolecia międzywojennego, nie sposób nie wspomnieć o wielkich artystach tego czasu, tworzących pod Giewontem. Malczewski spotykał na ulicach wiele znanych osobistości, jak chociażby: Stanisława Przybyszewskiego, Pawła Hertza, Tymona Niesiołowskiego, Janusza Kotarbińskiego, Władysława Broniewskiego, Juliana Tuwima, Kornela Makuszyńskiego, Józefa Wittlina, Zofię Nałkowską, Brunona Schulza, Kazimierza Wierzyńskiego, Antoniego Słonimskiego, Juliana Przybosia, Tadeusza Micińskiego, Michała Choromańskiego, Henryka Worcella, Karola Stryjeńskiego, Stanisława Ignacego Witkiewicza czy Karola Szymanowskiego. Niektórym z nich, jak np. swym bliskim przyjaciołom – Witkiewiczowi i Szymanowskiemu – autor poświęcił osobne rozdziały, w których skupił się na opisie ich talentu i osobowości. Warto wspomnieć, że malarz nazwał tych dwóch przyjaciół rzetelnymi twórcami, ale przede wszystkim wspaniałymi ludźmi.

W miarę upływu czasu spokojna zakopiańska osada przekształcała się w turystyczne centrum Tatr. Odwiedzało ją coraz to więcej osób „z dołów”, a wizyty sprzyjały rozwojowi turystyki na tym obszarze. Powstawały różnego rodzaju schroniska, pensjonaty, restauracje, kawiarnie. Dobrą sławą cieszyły się takie miejsca, jak np.: hotel i restauracja „Morskie Oko”, restauracja Stanisława Karpowicza, a w późniejszym czasie także restauracja „U Jędrusia” czy cukiernia i restauracja Franciszka Trzaski. Handlowało się, jak wspomina Malczewski, czym się dało, przede wszystkim jednak klimatem, terenami narciarskimi, pamiątkami i po prostu Tatrami. Tatry, pisze autor, „sprzedawało się w stanie naturalnym i w substytutach jak szarotki rzezane w drewnie, rozchodniki na pudełkach, górale i góralki malowane ręcznie na sękach jodłowych itp” (s. 64).

Przekształcanie się górskiej osady w miasto (w 1933 roku Zakopanemu nadano prawa miejskie) postępowało w zawrotnym tempie. Z czasem górale ulegali wpływom rozwijającej się motoryzacji. Działo się tak pewnie m.in. na skutek organizowanych w lecie na drodze do Morskiego Oka samochodowych wyścigów tatrzańskich. Wielu tubylców zaczęło zastępować konne pojazdy taksówkami. Co ciekawe, zmieniały się także nazwy koni do zaprzęgu i do roboty w polu. Coraz mniej było Basiek, Kub, Franków czy Gniadych. Z kozłów, wspomina Malczewski, rozlegał się krzyk: „Wio, Bugatti, wio, Lancia, Alfa Romeo lub Hispano Suiza” (s. 126-127).

Zdaniem autora „Pępka świata…”, zmiany nie wyszły Zakopanemu na dobre. Stawało się ono coraz to brzydszym miasteczkiem, coraz więcej „śmiecia ludzkiego” (s. 179) zjeżdżało pod Giewont. Tubylcom podobno uderzało do głowy cwaniactwo. Godzili się na wszelkie działania mające rzekomo służyć europeizacji tej tatrzańskiej mieściny. Zaczęto, kontynuuje autor, żyć pod znakiem tandety. Tatry zaczęły służyć jako ładne tło dla marnych tanich filmów. Malczewski wspomina m.in. film Adama Krzeptowskiego „Biały ślad”, w którym można było, co prawda, zobaczyć parę pięknych zimowych pejzaży, ale w ogólnym rozrachunku pachniał on amatorstwem.

Wspomnienia Rafała Malczewskiego kończą się na opisie Mistrzostw Świata w Narciarstwie Alpejskim, które odbyły się w Zakopanem w 1939 roku. We wrześniu tego roku, w pierwszym dniu wojny, stolica Tatr została zajęta przez wojska niemieckie i z czasem, jak pisze Malczewski, Podhale stało się siedzibą nowo utworzonego przez Niemców narodku: Goralenvolku (s. 204). Musiało upłynąć kilka lat wojny, zanim Zakopane odzyskało swą suwerenność i znów stało się „pępkiem świata”. Tyle że nabrał on zupełnie nowego, innego niż przed wojną, charakteru.
Rafał Malczewski: „Pępek świata. Wspomnienia z Zakopanego”. Wydawnictwo LTW. Łomianki 2011.