Wydanie bieżące

1 października 19 (211) / 2012

Przemysław Pieniążek,

CHWAŁA REŻYSEROWI

A A A
NOWOŚCI WYDAWNICZE
Trudno oprzeć się wrażeniu, że Piotr Szulkin – jeden z najciekawszych twórców polskiego kina i telewizji, absolwent oraz profesor Szkoły Filmowej w Łodzi, laureat międzynarodowych nagród – pozostaje w swym własnym kraju autorem niedocenianym. Przeprowadzony z reżyserem „Golema” przez Piotra Kletowskiego oraz Piotra Mareckiego wywiad rzeka niewątpliwie ma szansę przypomnieć kolejnym pokoleniom miłośników X muzy o niebagatelnym wkładzie Szulkina w dorobek rodzimej kinematografii. Natomiast dla fanów jego twórczości „Życiopis” może się okazać interesującym kompendium interdyscyplinarnych refleksji, filmoznawczych analiz oraz barwnych anegdot poświęconych jego życiu i twórczości.

W części stricte biograficznej Piotr Szulkin powraca pamięcią do czasów dzieciństwa, przywołując losy swojego ojca, kierownika Katedry Fizyki na warszawskiej politechnice oraz snując opowieść o matce, której wyrazista osobowość i wewnętrzna siła ukształtowały profile wielu bohaterek jego fabuł. Problem poszukiwania tożsamości oraz uwikłania jednostki w historię „reżyser osobny” ilustruje na przykładzie swojej rodziny (poruszając wątek jej domniemanych żydowskich korzeni), ale także odwołując się do osobistych doświadczeń, gdy sam stawał się celem ksenofobicznych ataków ze strony różnych środowisk.

Już jako adept liceum plastycznego Szulkin szybko przekonał się, że malarstwo nie jest dla niego wystarczającym medium artystycznego przekazu. Stąd wyrosła decyzja o podjęciu studiów na łódzkiej filmówce, które rozpoczął na Wydziale Operatorskim. Zaliczany do grona „kaligrafów” kina, autor „trylogii ludowej” („Oczy uroczne”, „Narodziny” oraz „Dziewcę z ciortem”) chętnie opowiada o początkowej fascynacji twórczością Siergieja Eisensteina i Jean-Luca Godarda, jak również o poszukiwaniu autonomicznego sposobu artystycznej ekspresji. W publikacji nie mogło zatem zabraknąć przedstawienia genezy jego najważniejszych dzieł oraz wnikliwej analizy wyreżyserowanych przez niego etiud, dokumentów, spektakli teatralnych czy filmów fabularnych – ze szczególnym uwzględnieniem słynnej tetralogii fantastycznej i powstałego niespełna dekadę temu „Króla Ubu”.

Piotr Szulkin zaskakuje, gdy otwarcie stwierdza, że literacka twórczość rodzimych przedstawicieli fantastyki socjologicznej jest mu (w zasadzie) obca, zaś futurystyczna estetyka „Golema”, „Wojny światów – następnego stulecia”, „O-bi, o-ba. Końca cywilizacji” czy „Ga, ga. Chwały bohaterom” wynikała jedynie z potrzeby zastosowania języka symbolu mającego na celu ucieczkę od „trybu realistycznej narracji”. Autor nie odżegnuje się jednak od inspiracji malarstwem Edvarda Muncha, Oskara Kokoschki oraz Otto Dixa, jak również od wizualno-narracyjnych rozwiązań charakterystycznych dla kina czarnego.

Omawiając własną metodę realizacji dzieła filmowego (montaż podporządkowany narracji, obraz tworzący nierozerwalną całość z warstwą dźwiękową, praca w oparciu o dramaturgiczną „partyturę” zamiast zawierzanie emocjom), Szulkin definiuje swoją twórczość jako instynktowną, będącą przejawem empatycznego, skrajnie subiektywnego postrzegania rzeczywistości świadomie kwestionującego możliwości cinéma vérité. Zmotywowany przez swoich interlokutorów autor wspomina niezrealizowane projekty („Król Maciuś Pierwszy”), ale także epizodyczne występy w „Szpitalu przemienienia” Edwarda Żebrowskiego oraz „Lawie. Opowieści o «Dziadach» Adama Mickiewicza” w reżyserii Tadeusza Konwickiego.

Niezależnie od tego, czy wciela się w rolę reżysera, scenarzysty czy pisarza, z równym zaangażowaniem stawia pytania o definicję człowieczeństwa („Dopóki drżysz, jesteś człowiekiem”), autentyczność ludzkiej egzystencji, tożsamość jednostki w społeczeństwie, granice poświęcenia i manipulacji. Piotr Kletowski słusznie zauważa, że filmy Szulkina pokazują świat w „stanie permanentnej apokalipsy”, z której jedyną możliwością ucieczki jest „wejście w siebie”. Jego kameralne dzieła, bezbłędnie uwieczniające aurę peerelowskiej codzienności oraz dekonstruujące ciągle żywą społeczno-patriotyczną mitologię, są przypowieściami o ludziach opuszczonych przez Boga, cierpiących na głód metafizyki, zmagających się z rzeczywistością, w której zawsze są sami. Jednym z kluczowych elementów twórczości Piotra Szulkina jest dualistyczne rozwarstwienie myśli egzystencjalnej (sartre’owskie „piekło to inni” kontra camusowskie „piekło jest we mnie”) generujące przekonanie, że skala odpowiedzialności jednostki wynika z jej własnej etyki.

Chociaż Piotr Kletowski i Piotr Marecki nie ukrywają, że patrzą na swojego rozmówcę jak na swoistego proroka, wizjonera oraz nauczyciela, bez wątpienia są równoprawnymi uczestnikami dialogu (prowadzonego w lekkim, chwilami może przesadnie kurtuazyjnym stylu), sporadycznie przybierającym formę ożywionej dyskusji. Próba lokowania fenomenu Szulkina na tle niezwykle zróżnicowanych tekstów kultury napotyka czasem widoczny opór ze strony samego zainteresowanego, polemizującego lub jawnie odrzucającego niektóre z formułowanych przez autorów książki opinii czy interpretacji. Oczywiście nie zmienia to faktu, że publikacja Korporacji Ha!art jest rzetelnie przygotowanym szkicem do wielowymiarowego portretu reżysera-rzemieślnika, którego dorobek, jak słusznie zauważa Piotr Kletowski, stanowi przykład „życiopisania”, aktu niezwykle intensywnej, choć intymnej introspekcji, nadal unikatowej w kręgu polskiej kinematografii.
Piotr Kletowski, Piotr Marecki: „Piotr Szulkin. Życiopis”. Korporacja Ha!art. Kraków 2012.