Wydanie bieżące

15 października 20 (212) / 2012

Małgorzata Smoleń,

CHARLES BUKOWSKI – GDY ŻYCIE STAJE SIĘ SZTUKĄ

A A A
Współczesny film o sztuce cechuje się dość szerokim spektrum odmian, które w drodze ewolucji dokooptowano do jego głównych gatunków. Nie ma jednak pewności, na ile samo podjęcie tematu sztuki uprawnia do szafowania, skądinąd szlachetnym, emblematem „filmu o sztuce”, bowiem problem nie kryje się w temacie, lecz w formie filmu. Podążając tym tropem, chciałabym przyjrzeć się temu, jak reżyser John Dullaghan zmierzył się z wyzwaniem, jakim jest filmowa wypowiedź na temat twórcy, który ze swojego życia uczynił sztukę.

Film będący przedmiotem moich rozważań – „Charles Bukowski: stworzony do tego” („Charles Bukowski: Born into This”, reż. John Dullaghan, USA 2003; alternatywne polskie tytuły: „Charles Bukowski: urodzony do tego” oraz „Charles Bukowski: wędrówka przez mrok”) jest przede wszystkim dokumentem o intencji biograficznej i jako taki prezentowany jest od kilku lat m.in. w telewizji na kanałach tematycznych, w blokach poświęconych portretom wybitnych i znanych postaci ze świata kultury, biznesu, sportu, nauki i polityki. Niemniej jednak można zauważyć w nim intencję krytyczną, a także w pewnym sensie poetycką, choć zapewne nie w tym znaczeniu, jakie miał na uwadze Henri Lemaitre, wyodrębniając w swoim opracowaniu „Sztuki piękne i film” trzy główne gatunki filmów o sztuce. Symptomatyczne jest to, że Dullaghan, realizując film o artyście, wykorzystał zaledwie kilka utworów z jego bogatego dorobku, traktując po macoszemu ideę posłużenia się dziełem sztuki w celu zilustrowania życia twórcy. Jednakowoż w jego dokumencie aż roi się od cytatów, z tą różnicą, że są to cytaty filmowe, a dokładniej – materiały archiwalne. Skrupulatnie wyselekcjonowane fragmenty wywiadów telewizyjnych, a także powstałych wcześniej dokumentów o Bukowskim, przeważają nad materiałem nakręconym na bieżąco, z udziałem rodziny i najbliższych przyjaciół nieżyjącego już wówczas poety. W efekcie tworzy się specyficzna sytuacja, gdzie prezentacja dorobku artystycznego zostaje zepchnięta na drugi plan, a przybliżenie widzom sylwetki autora dokonuje się za pomocą cudzej twórczości filmowej. I być może byłoby to dość nieporęczne i niespójne w przypadku jakiejś innej postaci, lecz kiedy bohaterem filmu jest Charles Bukowski, sprawa przedstawia się zgoła odmiennie.

Rozważając słuszność metody zastosowanej przez Johna Dullaghana, należy uwzględnić to, z jakim formatem artysty postanowił się zmierzyć i jakimi materiałami dysponował, przystępując do pracy. Wydawać by się mogło, że łatwo o sukces w tym szczególnym przypadku, gdzie sama sztuka ma charakter swoiście autobiograficzny, a bohater filmu pozostawił po sobie nie tylko pisarski dorobek (ponad czterdzieści pięć książek poetyckich i prozatorskich, setki czasopism, w których publikowano jego utwory, kilka scenariuszy filmowych), ale także liczne nagrania wideo i audio, rysunki i listy, które skrupulatnie gromadzili i przechowywali jego najbliżsi przyjaciele, m.in. biograf Neeli Cherkovski, wydawca John Martin czy druga żona Linda Lee Bukowski.

Jednakże głównym problemem stopienia biografii ze sztuką była zamierzona i jawna autokreacja Charlesa Bukowskiego, który na kartach swych powieści, na wieczorkach literackich, udzielając wywiadów (zwłaszcza w obecności kamery), starał się prowokować, wywołać u odbiorcy szok i oburzenie, a nadto stworzyć i podtrzymać wrażenie, że surowe traktowanie rozmówcy jest jego naturalną skłonnością. Tymczasem z wielu źródeł (Sounes 2007) wiadomo, że prywatnie, bez udziału audytorium, mediów i wielbicieli, Bukowski był typem samotnika i raczej skromnym człowiekiem, któremu ciążyło nadmierne zainteresowanie jego osobą. Krążące o nim legendy, a raczej hultajskie opowieści i pikantne anegdoty, podsycały w nim samym chęć budzenia sensacji, przy czym znamienne jest to, że wykorzystywał do tego celu wydarzenia ze swojej codziennej egzystencji. Oto bowiem Bukowski po latach życia na marginesie społeczeństwa odkrył, że dosadna, brutalna wręcz szczerość wobec czytelników, jaką przyjął instynktownie na początku swej kariery, jest właśnie tym, co go wyróżnia spośród całej rzeszy literatów. Dlatego też specyficzny styl życia, będący konglomeratem autodestrukcyjnych zachowań, takich jak: pijaństwo, bójki, używanie narkotyków, rozwiązłość seksualna i hazard, podsycany lękiem o to, by nie stać się tzw. „przykładnym obywatelem” i nie stracić talentu pisarskiego (por. „Geniusz tłumu”), okazał się niejako naturalnie i spontanicznie źródłem jego pisarskiego natchnienia.

Klimat tej niewesołej „wegetacji z dnia na dzień” poznajemy za pośrednictwem jego twórczości poetycko-prozatorskiej, co – jak kiedyś zauważył sam Bukowski – daje złudne poczucie, że oto znamy pisarza tak dobrze, jak długoletniego kolegę z lat szkolnych i wszelki dystans do jego osoby jest rzeczą zbędną. Tymczasem John Dullaghan dostrzegł (podobnie jak inni filmowcy – Barbet Schroeder, Taylor Hackford, Thomas Schmitt), że Bukowski ma dużo bardziej złożony charakter niźli ta obnażona całemu światu dusza. Stąd też, dysponując sporym zasobem materiałów archiwalnych, Dullaghan postanowił jeszcze raz oddać głos pisarzowi, lecz układ jego wypowiedzi sprzed lat, a także dołączone doń komentarze i objaśnienia rodziny i przyjaciół tworzą zupełnie nową jakość. W ten sposób ujawnia się wspomniana już intencja krytyczna – niejako reinterpretacja życia Bukowskiego, które stało się sztuką „przeżycia”. Szczególne warunki egzystencji pisarza, które odsłania przed nami reżyser, nie sprowadzają się jedynie do sfery materialno-bytowej, lecz przede wszystkim obrazują wewnętrzne sprzeczności, z jakimi zmagał się Bukowski, starając się służyć poezji i prozie, które zawładnęły całym jego jestestwem.

Analizując film „Charles Bukowski: stworzony do tego”, można dość łatwo zauważyć, że reżyser zadbał o atrakcyjną dla widza treść, co najpełniej oddaje początek dokumentu, który swoją konstrukcją przypomina kinowy zwiastun, gdyż w ciągu zaledwie kilku minut zostają nam zaprezentowane wyjątkowo pikantne historie z życia Bukowskiego i fragment pełnego ekscesów wieczoru autorskiego. Te i podobne im „atrakcje” w dalszej części filmu są już serwowane znacznie rzadziej, niemniej Dullaghan nie rezygnuje z prezentowania kontrowersyjnych materiałów, stroniąc od wystawienia pisarzowi laurki czy też raczej pomnika. W jednym z wybranych przezeń fragmentów bohater wdaje się w bezpardonową, nieprzyjemną dyskusję ze swoją ówczesną partnerką Lindą – wyzywa ją, prowokując do kłótni, a nawet w ataku furii dopuszcza się rękoczynów wobec niej nieomal na oczach widzów. Symptomatyczne jest to, że reżyser nie pozostawia tych fragmentów bez komentarza, dając Lindzie Lee Bukowski szansę na wytłumaczenie okoliczności tego zajścia i – co być może ważniejsze – umieszcza dokumentalne ujęcia w ściśle określonym porządku i kontekście.

Można powiedzieć, że dokument Johna Dullaghana zbudowany jest z bloków tematycznych, które tworzą delikatny zarys chronologiczny wydarzeń z życia Bukowskiego, ale przede wszystkim pokazują jego rozwój artystyczny i ewolucję postawy życiowej. Tak specyficznie ilustrowane „dojrzewanie na ekranie” niweluje w znacznym stopniu siłę wspomnianej już maniery autokreacji pisarza, która zostaje okiełznana za pomocą przemyślanego układu dzieła. Trudno więc zarzucić reżyserowi korzystanie ze sprawdzonego konceptu tzw. „samograja”, czyli bezrefleksyjnej rejestracji dokonań i komentarzy bohatera o fascynującej osobowości. Nietrudno zgadnąć, że pewne materiały przywołane przez Dullaghana pozyskano właśnie w ten sposób, skoro Bukowski miał wrodzoną skłonność do nietuzinkowych zachowań, przez co ugruntował swoją pozycję artysty niepokornego.

Pominąwszy „ubarwiony” wstęp do portretu Bukowskiego, kolejne części filmu wskazują na rzetelną pracę dokumentalisty – począwszy od bloku fragmentów i komentarzy na temat metody twórczej i żywego kontaktu pisarza z publicznością, w którym m.in. Bukowski, kpiąc lekko z zainteresowania „aktem twórczym” poety, pokazuje dokładnie miejsce i narzędzie swojej pracy. Znalazło się też miejsce dla scen, w których autor odczytuje swoje wiersze i na bieżąco poprawia je lub komentuje okoliczności ich powstania, zwłaszcza jeśli dotyczy to „źródła natchnienia”, jakim był dla niego alkohol. Poruszony zostaje także wątek pierwszych prób pisarskich i uświadomienia sobie powołania do tej artystycznej profesji, którą – rzecz jasna – Bukowski postrzegał raczej jako wewnętrzny imperatyw, a zarazem jedyne przyjemne doświadczenie pośród szarej codzienności, aniżeli jako szlachetne i uwznioślające zajęcie. Pisanie jako sposób oderwania się od smutnych realiów życia, wespół z motywem regularnego upijania się i wynikających z tego problemów z utrzymaniem mieszkania i pracy, to kolejne tematy, które płynnie „przeprowadzają” nas przez dzieciństwo, młodość i pierwsze lata samodzielnego życia Bukowskiego. Jego liczne podróże po Stanach Zjednoczonych, utrzymywanie się z dorywczej i zazwyczaj zupełnie przypadkowej pracy, mieszkanie w tanich, obskurnych hotelikach, a nade wszystko przeraźliwa samotność i niepowodzenia w pierwszych próbach publikacji utworów, zostają przedstawione w powiązaniu z konfliktami w domu rodzinnym. Po wkroczeniu w dorosłość nieporozumienia z najbliższymi krewnymi ustąpiły miejsca nieudanym związkom z kobietami – w ten sposób ustalił się żelazny kanon tematów twórczości Bukowskiego.

John Dullaghan zaprosił do swojego filmu dość liczną grupę ludzi związanych z Bukowskim, starając się, by wszelkie „rewelacje” o pisarzu były zweryfikowane lub opatrzone fachowym, krytycznoliterackim komentarzem. Ta mnogość świadków i przyjaciół może wydać się widzom przesadnym ubarwieniem opowieści o artyście, który sam w sobie był atrakcyjnym „tematem”. Z drugiej jednak strony można zrozumieć intencje reżysera, który zapewne nie chciał powielać formuły masowo produkowanego, operującego przede wszystkim komentarzem mówionym, filmu dydaktycznego lub popularyzatorskiego. Trzeba przyznać, że w dużej mierze udało mu się uciec od tych odmian filmu krytycznego, które wykorzystują jego możliwości w sposób nikły, przez co postrzegane są jako surogat, forma prymitywna (zob. Czeczot-Gawrak 1974: 37). Niewątpliwie jednak aspektem popularyzatorskim jest pojawienie się takich postaci, jak: Tom Waits, Sean Penn, Bono, Barbet Schroeder czy Taylor Hackford, którzy swoją rozpoznawalnością dodają splendoru samemu Bukowskiemu. Oczywiście, jeśli ktokolwiek sięgnie po utwory tego pisarza z ciekawości dotyczącej tego, czym tak bardzo zafascynował znane gwiazdy kina i muzyki, to zapewne będzie to grupa tych widzów, do których z braku kompetencji odbiorczych (w sensie znajomości biografii Bukowskiego i jego dorobku literackiego) nie dotrze znaczenie obecności m.in. Joyce Fante – żony zmarłego pisarza Johna Fante, Carla Weissnera – tłumacza na język niemiecki, Pameli Miller zwanej „Cupcakes” – dawnej miłości pisarza, Doma Muto – kolegi z pracy na poczcie i wielu innych osób, których udział w filmie świadczy o rzetelnej dokumentacji.

John Dullaghan, podejmując próbę przetworzenia materiału iście biograficznego w krytyczny film o sztuce, starał się dokonać transpozycji tego materiału na język filmowy głównie za pomocą montażu i materiałów archiwalnych – fragmentów filmowych, fotografii i muzyki, które ilustrowały życie artysty i klimat epoki. Wyeksponowane w ten sposób wizualne wnioski krytyki artystycznej – dotyczące stylu tworzenia, a właściwie stylu życia Bukowskiego – nie są może zbyt czytelne dla odbiorców stykających się po raz pierwszy z postacią i dorobkiem tego amerykańskiego pisarza, niemniej spełniają częściowo postulat ukazania osobistej wizji świata artysty. Dokument Dullaghana jest bowiem zrealizowany w sposób, który dobitnie świadczy o fascynacji reżysera postacią Charlesa Bukowskiego i jego literaturą. Chociaż nie jest to pozycja realizująca w pełni ideał twórczej interpretacji dzieła sztuki, to jednak nie można zarzucić autorowi braku ciekawości interpretacyjnej i pasji poznawczej, świadczącej o jego artystycznych sympatiach. Jest to o tyle ważne, że w przypadku Bukowskiego trudno wyobrazić sobie w ogóle obojętność względem jego osoby i twórczości – albo się go kocha, albo nienawidzi.

Rozpatrując kwestię tego, czy film, który nie wzbił się na wyżyny i nie uzyskał wartości dzieła sztuki, ma jednak jakąś wartość duchową i walor symboliczny, warto zwrócić uwagę na upoetyzowanie motywów biograficznych, czyli na przekształcenie ich w wartości duchowe. Otóż mam nieodparte wrażenie, że oglądając dokument „Charles Bukowski: stworzony do tego”, zyskujemy zaskakująco dużo przesłanek do odkrycia prawdy duchowej o artyście za pośrednictwem jego archiwalnych wypowiedzi i zaledwie kilku wierszy, które – choć nieliczne – są wyjątkowo reprezentatywne. Można pokusić się o stwierdzenie, że film ten wyzwala to, co jest w utworach Bukowskiego implikowane – niejako ożywia świat zapisany przez twórcę w dziełach środkami literackimi. Użycie środków filmowych pozwala na stworzenie namiastki dialogu filmowca z pisarzem i chociaż Dullaghan nie mógł oczywiście pójść drogą reportażu o sztuce, który przedstawiałby artystę podczas aktu twórczego, to jednak poprzez przemyślany układ materiałów archiwalnych uzyskał coś na kształt „rozmowy” z Bukowskim.

Relacjonowanie kolejnych etapów jego artystycznej drogi i rosnącej sławy, podkreślenie najważniejszych wydarzeń i powtarzających się motywów literackich, takich jak (między innymi): ubóstwo, alkoholizm, piekło patologicznej rodziny, nieszczęśliwa miłość, seks, krytyka społeczeństwa konsumpcyjnego, sława i fałszywy blichtr Hollywood, upływ czasu i śmierć, zostaje spuentowane recytacją przejmującego wiersza pt. „Niebieski ptaszek” i prezentacją zestawu zdjęć w układzie chronologicznym. To symboliczne przywołanie utworu o drzemiącym głęboko w duszy artysty natchnieniu jest symbolicznym pożegnaniem z bohaterem filmu i następuje tuż po tym, jak jego żona opowiada o ostatnich chwilach życia Bukowskiego. Trzeba niestety przyznać, że to wzruszające (by nie powiedzieć ckliwe) zakończenie filmu osłabia intencję krytyczną na rzecz wymiaru poetyckiego, który bynajmniej nie osiąga w tym przypadku swej ambitnej postaci, lecz pozostaje na poziomie efemerycznego poczucia obcowania z „Wielką Sztuką”. Zdecydowanie lepiej wypadają te fragmenty filmu, w których autorska recytacja wierszy przez Bukowskiego lub uważna deklamacja w wykonaniu Toma Waitsa, Bono czy Johna Martina służy podkreśleniu kolejnej cezury w jego życiu. Dlatego też zarówno John Dullaghan (jak i ja w swojej skromnej osobie) zamiast podsumowania powinien przywołać jeden z lepszych utworów Bukowskiego pt. „Sztuka”, który może zarówno otwierać, jak i zamykać rozważania o kondycji dzieła sztuki, w tym także filmu o sztuce:

SZTUKA

Kiedy
Duch
słabnie
POJAWIA SIĘ
FORMA

LITERATURA:
Bukowski Ch.: „Dinosauria, We”, [w:] „The Last Night On Earth Poems”, Santa Rosa 1992.
Bukowski Ch.: „Miłość to piekielny pies: wiersze z lat 1974-1977”, Warszawa 2003.
Bukowski Ch.: „The Genius of the Crown”, Cleveland 1966.
Bukowski Ch.: „Z obłędu odsiać słowo, wers, drogę”, Warszawa 2005.
Czeczot-Gawrak Z.: „List zakopiański czyli z dziejów teorii filmu o sztuce”, „Kino” 1974, nr 5.
Hendrykowska M.: „Elementy wyjaśniania w filmie o sztuce”, Poznań 1988.
Lemaitre H.: „Beaux arts et cinéma”, Paris 1956.
Lenard J.: „Nikifor w pancernej szafie”, „Kino” 1986, nr 8.
Malatyńska M.: „Chichoty Pegaza”, „Kino” 1980, nr 7.
Sounes H.: „Charles Bukowski: w ramionach szalonego życia”, przeł. M. Rabsztyn, Warszawa 2007.
„Bukowski: Stworzony do tego” („Bukowski: Born into This”). Reżyseria: John Dullaghan. Gatunek: dokumentalny. Produkcja: USA 2003, 130 min.