Wydanie bieżące

15 października 20 (212) / 2012

Justyna Hanna Budzik, Barbara Szymańska, Tomasz Strzymiński,

TRUDNA SZTUKA AUDIODESKRYPCJI

A A A
Jak sprawić, aby niewidomy zobaczył film
Justyna Budzik: Są Państwo specjalistami z zakresu audiodeskrypcji, ale przede wszystkim jej pionierami w Polsce. Od kogo Państwo się uczyli?

Barbara Szymańska: O audiodeskrypcji dowiedziałam się w 2005 roku, kiedy przygotowywałam się do udziału w konferencji dotyczącej osób niepełnosprawnych. Zainteresował mnie problem odbioru sztuki przez osoby niewidome. To temat, którego zupełnie się nie porusza. Poszukując różnych informacji, dotarłam do stron anglojęzycznych, na których odnalazłam wiadomości dotyczące audiodeskrypcji. Samą mnie zaskoczyło, że jest to możliwe, że jest taka technika. Powiedziałam o niej Tomaszowi, a on już dalej to rozwinął, bo ja nie miałam takiej siły przebicia [śmiech]. Tomaszowi udało się rozszerzyć zainteresowanie tym tematem na wielką skalę.

Tomasz Strzymiński: Warto też dodać, że w tamtych czasach, kiedy wpisywało się w wyszukiwarce hasło „audiodeskrypcja”, nie wyświetlały się żadne polskie strony.

J.B.: Od kilku lat, między innymi dzięki Państwa działalności, już są polskie wyniki, już wiemy, czym jest audiodeskrypcja. Czy szkolenia, które Państwo prowadzą oraz wdrażanie audiodeskrypcji cieszą się w Polsce dużym zainteresowaniem?

T.S.: Jeśli chodzi o twórców audiodeskrypcji, zainteresowanie było i nadal jest duże. Bardzo wiele osób pisze do nas e-maile i kontaktuje się w sprawie szkoleń, sporo osób chciałoby się nauczyć tworzenia audiodeskrypcji. Inna sprawa, czy te osoby znajdą się potem na rynku pracy i będą miały szansę wykonywać zawód audiodeskryptora, deskryptora czy lektora. Kwestia ta połączona jest z zainteresowaniem instytucji czy też np. producentów filmowych, którzy mogliby zlecić takim osobom przygotowanie audiodeskrypcji do filmu, muzeum, galerii czy spektaklu teatralnego. Muzea pozyskują różnego rodzaju środki, by wprowadzać audiodeskrypcję, mogą wyszkolić kadrę, która tworzyłaby skrypty. Jest tutaj z nami pani z Muzeum Śląskiego [Beata Grochowska – autorka skryptów dla trasy zwiedzania Muzeum Śląskiego – przyp. red.], w którym wdrożono ścieżkę audiodeskrypcji. Przy instytucjach teatralnych również można by wyszkolić osoby, które tworzyłyby i odczytywały audiodeskrypcję. Jednak w teatrach istnieje problem z finansami. Być może ich pracownicy nie dostrzegają przełożenia na efekty w dłuższej perspektywie: jeśli nie zobaczą, że prawie cała sala to osoby niewidome, to uważają, że audiodeskrypcja jest niepotrzebna, skoro korzystają z niej dwie lub trzy osoby. A przecież tak nie powinniśmy tego odbierać, ponieważ nawet dla jednego widza powinna być ona dostępna. Dzięki naszym staraniom i współpracy między innymi z Senatem RP, Ministerstwem Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Krajową Radą Radiofonii i Telewizji, Krajową Izbą Producentów Audiowizualnych, w nowelizacji Ustawy o Radiofonii i Telewizji są zapisy, zgodnie z którymi do końca 2011 roku wymagano 5% programów z usługami dostępu, czyli z audiodeskrypcją, napisami dla niesłyszących i językiem migowym. Od końca 2012 roku obowiązkowo ma być 10% programów z tymi usługami dostępu. Walczyliśmy o to od 2008 roku, wtedy pojawiły się pierwsze informacje o konsultacjach tzw. Dyrektywy Medialnej Parlamentu Europejskiego i o jej implementacji do naszego prawa. To był czas przełomowy, kiedy założyliśmy Fundację Audiodeskrypcja. Bardzo chcieliśmy wpłynąć na zmiany w ustawie, ponieważ wcześniej w polskim prawodawstwie nie pojawiały się zapisy o udostępnianiu programów poprzez audiodeskrypcję, napisy dla niesłyszących czy język migowy. Dyrektywa Medialna wskazywała na zapisy, które mają zachęcić nadawców do udostępniania swojej oferty, co nie dawało jednak pewności, że telewizja stanie się dostępna. Musieliśmy o to zabiegać u posłów i senatorów, ale się udało. Zgłoszona przez nas definicja audiodeskrypcji oraz zapisy o procentowym udziale usług dostępu w ofercie programowej zostały przyjęte.

J.B.: Co sprawia osobom widzącym największe trudności podczas warsztatów audiodeskrypcji?

B.Sz.: Myślę, że było można to zauważyć na naszym szkoleniu – przełożenie obrazu na słowo wcale nie jest łatwe. Mamy do czynienia z kodem wizualnym, który musimy zaszyfrować w słowa, a odbiorca musi umieć to odszyfrować. Audiodeskryptor musi przekształcić obraz w słowo, które stanie się na powrót tym samym obrazem. Wiadomo, że nie jesteśmy w stanie przełożyć na słowo całości obrazu, ale tylko istotne elementy, które umożliwią osobie niewidomej zrozumienie i odczytanie treści. Osoby niewidome będą potrafiły same ją zinterpretować, będą widzami aktywnymi. Dodatkowo, co podkreślała nawet Gosia [Małgorzata Zuber – filozof, absolwentka UŚ, ociemniała uczestnicząca w szkoleniu – przyp. red.], każdy z nas widzi inaczej. Posługujemy się zupełnie innymi doświadczeniami w odczycie czy to filmu, czy każdego innego dzieła, z którym mamy do czynienia. Podobnie osoby niewidome również zrozumieją inaczej, bo każdy z nas, odczytując film, posługuje się swoimi doświadczeniami. Nie trzeba się martwić, że nie tworzy się audiodeskrypcji dla każdego oddzielnie. Zawsze należy pamiętać o tym, że dzieło jest jedno, a kompetencje poznawcze zależą już od odbiorcy. To, jak zrozumie on dzieło, to już kwestia indywidualna.

J.B.: Czy lubią Państwo kino?

T.S.: Szczerze mówiąc, gdybym miał więcej czasu, to na pewno częściej bym chodził do kina. Teraz w repertuarze jest film „Jesteś Bogiem” chętnie bym go zobaczył, ale niestety nie ma audiodeskrypcji, a ja nie mam czasu [śmiech]. Przez kilka lat jeździliśmy na Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. W 2010 i 2011 roku robiliśmy sobie maratony, przez trzy czy cztery dni oglądaliśmy dwadzieścia filmów konkursowych. Były takie sytuacje, że zostawałem jeszcze na seanse nocne o 23.00, już ostatkiem sił. W ciągu jednego dnia mogłem obejrzeć maksymalnie pięć filmów. Dobrze było zapoznać się z różnymi produkcjami. Były sytuacje, w których wchodziliśmy z Basią na salę, film się rozpoczynał i po pięciu minutach okazywało się, że jednak bez audiodeskrypcji nie jesteśmy w stanie go zrozumieć lub film nam się nie podoba. Na festiwalu mieliśmy tę sposobność, że mogliśmy wyjść i przejść do innej sali na inny film. Dzięki temu mogliśmy wybrać dzieła do audiodeskrypcji, ponieważ na festiwalu często są premiery. Wiedząc, jakie są nowe filmy, decydowaliśmy, do którego warto stworzyć audiodeskrypcję. Przy „Imagine”, najnowszym filmie Andrzeja Jakimowskiego, miałem okazję konsultować scenariusz, kiedy film jeszcze rodził się u twórcy w głowie. Jestem ciekaw, jaki jest efekt, bo filmu nie oglądałem. Będę go mógł zobaczyć 12 października na premierze na festiwalu w Warszawie.

B.Sz.: Lubię kino, ale nie każde. Tak samo jak osoby widzące. Są filmy, które lubię bardziej oraz takie, które mniej mnie interesują. To też kwestia czasu; często brakuje nam go na prześledzenie tego, co się w kinie pojawia. Lubię nie tylko filmy współczesne, ale też te z klasyki filmowej. Lubię także wracać do dzieł, które oglądałam jeszcze jako osoba widząca – może dlatego, że je pamiętam, że to filmy kultowe. Kino jak najbardziej potrafi do mnie przemówić. Lubię też chodzić do teatru, szczególnie na wybrane przez siebie spektakle – takie, które mnie interesują, sprawiają mi przyjemność, chociażby na Gogola. Wpływ na to mają moje indywidualne doznania. Ze sztuk wizualnych nie każda mi się podoba; myślę, że każdy człowiek, niezależnie od tego, czy widzi, czy nie, ocenia i dokonuje wyboru indywidualnie.

T.S.: Na naszej liście jest sporo tytułów filmowych, do których chcielibyśmy stworzyć audiodeskrypcję. „Seksmisja”, do której Basia z Moniką Marciniak [z Fundacji Audiodeskrypcja – przyp. red.] przygotowała audiodeskrypcję na zlecenie Fundacji Instytut Rozwoju Regionalnego, niedługo będzie dostępna i mam nadzieję, że sporo osób z tego skorzysta i zapozna się z jednym z najbardziej znanych i lubianych filmów polskiego kina.

J.B.: Już podczas pierwszych prób pisania skryptów mogliśmy zaobserwować, że to trudna praca, i że nawet w skryptach już dostępnych pojawiają się błędy. Czy mogą Państwo polecić skrypt wzorcowy, bardzo dobrze opracowany, dla kogoś, kto chciałby go uważnie prześledzić i porównać z filmem?

B.Sz.: Byłabym daleka od takiego wzorcowego traktowania skryptów, z tego względu, że wzorzec może zawsze zostać obalony przez kolejny wzorzec. Istnieją osoby, które mają wspaniałą umiejętność tworzenia audiodeskrypcji. Doświadczyłam tego podczas warsztatów, na których pewna osoba nawet nie wierzyła w swoje możliwości. Usiadła z dala od grupy, chciała napisać skrypt swoim własnym językiem. Nie interpretowała obrazu, ale użyła takich wrażeniowych słów, które naprawdę ewokowały obrazy i doświadczenia emocjonalne. Czuło się, że ten obraz wciąga, nie były potrzebne słowa, że „obraz wciąga nas do wnętrza” – sam opis sprawiał, że to się czuło. To było fascynujące. Często bywa tak, że oglądając film z audiodeskrypcją, czuję dreszcze, wzruszenie, potrafię – jak każda osoba widząca – przeżywać w kinie całe spektrum emocji, od bardzo pozytywnych do bardziej drastycznych, takich jak np. złość na bohatera. Ma na to wpływ nie tylko dialog, nie tylko efekty dźwiękowe, ale też to, że mogę widzieć. Mnie samą zadziwia to, że widzę. Nie wiem, jak to jest możliwe, że zastanawiam się, czy dany film widziałam, kiedy już straciłam wzrok, czy jednak jeszcze wtedy, kiedy byłam osobą widzącą. Następuje zatarcie granicy między widzeniem realnym a widzeniem poprzez wyobraźnię, poprzez mentalną rekonstrukcję obrazów. Oba te rodzaje widzenia zlewają się tak, że trudno jest je odróżnić od siebie.

T.S.: Wzorzec jest też niemożliwy z jeszcze jednego powodu: skrypt jest tworzony do konkretnego filmu i wzorzec dla jednego filmu wcale nie musi pasować do innego, bo przecież są różne rodzaje filmów. Nie wszystkie są kręcone tą samą techniką, a każdy reżyser, każdy operator ma swój sposób przekazywania dzieła…

B.Sz.: Każdy film ma swój język ruchomych obrazów, posługuje się różnymi środkami, innymi efektami. Standardy, które opracowaliśmy dla tworzenia audiodeskrypcji produkcji audiowizualnych, to dobre praktyki, wytyczne, które mają pomóc osobom tworzącym audiodeskrypcję. Ukazują, jak można przygotować warsztat pracy audiodeskryptora, jak powinien wyglądać skrypt, na co należy zwracać uwagę, tworząc audiodeskrypcję do produkcji audiowizualnej. Nie można standardów traktować jak schematu, gdyż każdy film jest inny. Standardy można porównać do nauki jazdy. Poznajemy technikę, główne przepisy ruchu drogowego, ale to od nas zależy ich praktyczne zastosowanie podczas różnych sytuacji w ruchu drogowym. Standardy pokazują, co i jak opisywać, co jest wskazane, a co nie, natomiast umiejętność zastosowania tych dobrych praktyk, które zebraliśmy z wielu krajów i uzupełniliśmy o własne doświadczenia, zależy od audiodeskryptora. To on decyduje, jaką zasadę, przepis i w jakiej sytuacji powinien zastosować. Nie jest to narzucanie czegoś dziełu, ponieważ każde dzieło traktuje się w audiodeskrypcji indywidualnie. To samo dzieło może opisać dobrze jeden audiodeskryptor, potem drugi zrobi to lepiej, a trzeci – jeszcze lepiej. Jest to kwestia umiejętności, doświadczenia i praktyki audiodeskryptora. Im większe doświadczenie, tym lepiej dla widza niewidomego. Tak jak doskonały kierowca daje poczucie komfortu pasażerom, tak doskonały audiodeskryptor daje przyjemność obcowania z obrazem osobom niewidomym.

J.B.: Bardzo dziękuję za rozmowę.

Warsztaty audiodeskrypcji odbyły się w Katowicach w dniach 26-28 września 2012 r.
Fot. Tomasz Liboska, Michał Jędrzejowski