Wydanie bieżące

15 października 20 (212) / 2012

Sławomir Iwasiów,

ODBIJANIE EUROPY. „FRONDA” JAKO CZASOPISMO RELIGIJNE

A A A
Wydanie monograficzne: Skarga - religijny agon kultury.
„Porwanie Europy” – mityczne zdarzenie uchwycone między innymi na znanym obrazie Rembrandta – bywa dość często używane do opisu przemian współczesności. Po tę figurę sięgnął między innymi Krzysztof Koehler, który pokazał jej wieloznaczność w tomie poetyckim „Porwanie Europy” (2009). „Porywana Europa” była także jednym z tematów książki Grzegorza Górnego pod tytułem „Anioł północy” (2010), gdzie znalazł się rozdział „Trzecie porwanie Europy”. Przywołuję tu tych autorów nie przez przypadek; obaj mają ze sobą dużo wspólnego – ich drogi skrzyżowały się na początku lat 90. na łamach „Frondy”, jednego z najpopularniejszych czasopism ideowych w Polsce.

Zdecydowałem się na omówienie „Frondy” z kilku powodów: pismo zostało utworzone po 1989 r., a więc w „nowej rzeczywistości” społeczno-politycznej w Polsce, od początku skupiało wokół siebie grupę ludzi deklarujących przekonania religijne (ściślej: katolickie), a nade wszystko – prezentowało na swoich łamach tematykę związaną z przemianami społeczno-politycznymi (zarówno w Polsce, jak i w szerszej, europejskiej perspektywie) ostatnich dwóch dekad. Na ile tematyka europejska wypełnia łamy „Frondy”, od początku działalności zainteresowanej nie tylko współczesną religią, ale przede wszystkim kulturą jako pewną całością? Jak redakcja, z jednej strony, postrzegała Polskę na tle Europy, a z drugiej strony – jakie miejsce przypisywała Polsce wśród innych krajów europejskich? Jak według autorów „Frondy” Polska odnajduje się w Unii Europejskiej?

„Fronda oznacza generalnie bunt”

W książce Piotra Mareckiego Pospolite ruszenie, która zawiera przekrojowy zestaw wywiadów z redaktorami polskich czasopism kulturalno-literackich, znalazła się rozmowa z Grzegorzem Górnym, współzałożycielem i przez wiele lat redaktorem naczelnym „Frondy”. Górny opowiada o początkach prac redakcyjnych i wyborze nazwy pisma, właściwie od razu łącząc jego profil z „duchowością” czy „religijnością”: „Zastanawiając się nad nazwą, zorganizowaliśmy wewnątrzredakcyjny konkurs. Wygrała »Fronda«. Z innych propozycji pamiętam »Polska ginie review«. Fronda oznacza generalnie bunt, sprzeciw, rozłam, no i był to wyraz naszej niezgody na tę sytuację, jaka była w mediach, z jednej strony, na brak pisma, z jakim moglibyśmy się utożsamiać, a z drugiej strony na – nazwijmy to – redukcjonizm antropologiczny, czyli ograniczenie człowieczeństwa do wymiaru materialnego, społecznego, biologicznego itp.” (P. Marecki: „Polska ginie review« – rozmowa z Grzegorzem Górnym o »Frondzie«, w: tegoż: „Pospolite ruszenie. Czasopisma kulturalno-literackie w Polsce po 1989 roku. Rozmowy z redaktorami”, Kraków 2005, s. 244). Interesująca – z perspektywy prawie dwudziestu lat od momentu powstania pisma – wydaje się niewykorzystana nazwa: „Polska ginie review” mówi coś o podejściu redakcji do polskiej rzeczywistości w pierwszej połowie lat 90. Poza tym, to też jakby założenie, że z krajem dzieje się coś niedobrego, wymagającego reakcji, podjęcia określonych działań – zmienia się polityczny klimat, a wraz z nim otoczenie kulturowe, i na te metamorfozy reaguje zespół „Frondy”.

Oddam jeszcze na moment głos Górnemu, który rekonstruuje genezę pisma: „Nie było żadnego manifestu. Da się jednak prześledzić pewną ciągłość ideową pisma, począwszy od pierwszego do ostatniego numeru. Zasadza się ona na przekonaniu o prymacie ducha nad materią” (P. Marecki: dz.cyt., s. 245). Faktycznie, jeśli pójść za sugestią Górnego, „Fronda” raczej uchylała się od manifestów (nie ma w tym piśmie edytoriali, gdzie mogą „odkładać się” poglądy redaktorów), choć przecież nigdy nie brakowało w niej tekstów manifestujących przekonania redakcji. Trzeba na „Frondę” patrzeć i z takiego punktu widzenia: redakcji – złożonej głównie z przedstawicieli roczników 60. – od początku zależało na budowaniu kanonu myśli konserwatywnej, uzupełnieniu czy też nadrobieniu wielu lat nieobecności publicystyki i literatury religijnej w głównym obiegu. Poza tym to także wyraz intelektualnego „buntu” samego Grzegorza Górnego i jego redakcyjnego partnera Rafała Smoczyńskiego (wspólnie pisali teksty pod pseudonimem „Sonia Szostakiewicz”), którzy na początku lat 90. opuścili szeregi „Gazety Wyborczej”.

„Tylko Bóg może tchnąć duszę w człowieka”

W numerze 2/3 z 1994 r. opublikowano między innymi opowiadanie Górnego pod tytułem „Potop”. Bohaterem jest Noe – profesor genetyki, który, dzięki wieloletnim badaniom, ma duży wpływ na postęp w zakresie klonowania ludzi. Naukowiec ma jednak wątpliwości natury moralno-religijnej: czy aby nie jest tak, że klony, nie będąc stworzeniami Boskimi, nie zostaną pozbawione duszy? Dyskusję na ten temat Noe toczy z Ramayaną, dyrektorem Międzynarodowej Agencji Genetycznej. Ramayana jest racjonalistą, zdeklarowanym ateistą, ale też pryncypialnym urzędnikiem, czego nie może znieść „nawrócony” profesor Noe: „Was już nic nie powstrzyma, a stworzone przez was istoty nie będą ludźmi, bo nie będą miały duszy. Tylko Bóg może tchnąć duszę w człowieka” (G. Górny: „Potop”. „Fronda” 1994, nr 2/3, s. 8). Rysuje się tutaj wyraźny podział świata na dwie części: „my” – to ludzie stojący po stronie wiary w porządek ustanowiony przez Boga, „oni” – to ci, którzy ten porządek odrzucają. Ta opozycja oznacza ciągłe zmaganie, walkę, przeważnie nierówną – jak, żeby użyć biblijnego przykładu, potyczka Dawida z Goliatem. Do tej figury odwołuje się Górny w rozmowie z Mareckim: fronda to z języka francuskiego „proca”, broń Dawida, sprytnie wykorzystana przeciwko olbrzymowi (P. Marecki: dz.cyt., s. 244). To „napięcie”, „walka” o katolicyzm, dotyczy w gruncie rzeczy religii w całej Europie – redakcja często powołuje się na przykłady z innych krajów, zapraszając zagranicznych autorów, publikując przekłady tekstów literackich, publicystycznych i naukowych, jak również wywiady.

W tym samym numerze z 1994 r. zamieszczono rozmowę Marcina Pieszczyka i Rafała Smoczyńskiego z kardynałem Godfriedem Danneelsem. Rozmowa dotyczy głównie „osłabiania” katolicyzmu przez wpływy „z zewnątrz”, ale przede wszystkim – kondycji Kościoła w Europie. Rozmówcy pytają prymasa Belgii między innymi o źródła ideologii New Age, która konkuruje z katolicyzmem. Danneels odpowiada: „Nie można tego do końca wytłumaczyć; jest to fenomen, który pojawił się w konkretnym momencie historycznym i kulturowym. Sądzę, że po pierwsze New Age proponuje koncepcję ludzkiego życia, a przede wszystkim szczęścia, koncepcję, która jest doskonale przystosowana do tego, co obecnie człowiek odczuwa jako »zapotrzebowanie na szczęście«” (M. Pieszczyk, R. Smoczyński: „Nikt nie powiedział, że kościół europejski jest wieczny”. „Fronda” 1994, nr 2/3, s. 10). Rozmowa o religii dotyczy zatem nie tylko określonego kraju (w tym przypadku Belgii), ale także wykracza na pole europejskiej kultury – katolicyzm jest czymś wspólnym dla Europejczyków i „Fronda” stara się tę cechę europejskości wydobyć.

Dalej redakcja pyta w ankiecie: „Czy żyjemy w czasach ostatnich, czasach schyłkowych? Czy też w czasach przełomowych i co będzie cechą charakterystyczną epoki następnej?” („Fronda” 1994, nr 2/3, s. 22). Na pytania odpowiadają: Piotr Amsterdamski, Jacek Bartyzel, Mieczysław Gogacz, Gustaw Herling-Grudziński, Ireneusz Kania, Andrzej Nowak, Marcin Świetlicki i Mateusz Wieliński. Herling-Grudziński twierdzi: „Wszystkie te zmierzchy i schyłki nie trafiają mi do przekonania. Według mnie przeżywamy po prostu głęboki kryzys wartości” („Fronda” 1994, nr 2/3, s. 29). Ta odpowiedź koresponduje z pomysłem „Frondy” na robienie czasopisma społeczno-religijnego: mamy do czynienia z kryzysem wartości, więc trzeba jakoś odwołać się do tych „stałych”, najwyższych, dogmatycznych prawd. Czy jest jakaś szansa na wyjście z „kryzysu wartości”? Świetlicki replikuje „wierszem”, z jednej strony dystansując się od tego problemu, z drugiej – drążąc nihilizm: „Prawdę mówiąc – świat skończył się po roku 1984 / świat istnieje jeszcze – siłą rozpędu / masa nieświadomych niczego żywych trupów itd. / Wobec powyższego – pytania ankiety są bez sensu. (…)” („Fronda” 1994, nr 2/3, s. 34–35). To tylko pojedynczy przykład, ale pojawia się tutaj jedna z kluczowych dla europejskiej refleksji humanistycznej myśl, podejmowana choćby przez Gianniego Vattimo – wciąż towarzyszy nam widmo nihilizmu, z którego trzeba znaleźć odpowiednie wyjście. Włoski filozof proponuje między innymi koncepcję „słabego chrześcijaństwa” (G. Vattimo, P. Paterlini, „Nie być Bogiem. Autobiografia na cztery ręce”, przeł. Katarzyna Kasia, Warszawa 2012).

Ten podwójny numer „Frondy” nie kończy się na przytoczonych wyżej utworach i artykułach – jest obszerny i zawiera teksty autorów, którzy będą kojarzeni z pismem: Cezarego Michalskiego, Pawła Lisickiego, Dariusza Suski czy Krzysztofa Koehlera, żeby wymienić tylko kilka osób. Tematyka podejmowana przez redakcję przekracza podziały gatunkowe i stylistyczne, przeważnie skupia się wokół zagadnień związanych z religią i tradycją chrześcijańską, wiarą i moralnością, „przejściem” między światem rzeczywistym a metafizycznym. Poza tym mieszanka literackości i publicystyczności tutaj osiąga „oryginalny” wymiar. Właściwie wszystko – od okładki, przez ilustracje, aż po dobór autorów i zawartość tekstów – jest podporządkowane idei „pisma poświęconego” (to rzucające się w oczy określenie jest zawsze obecne przy nazwie kwartalnika).

„Nie wieje jeszcze wiatr”

W numerze 21/22 z 2000 r. czytelnik odnajdzie znanych z poprzednich roczników autorów, a w składzie redakcyjnym zostali podpisani Grzegorz Górny, Rafał Smoczyński i Sonia Szostakiewicz (czyli tandem Górny/Smoczyński). Górny jest od zawsze główną postacią „Frondy” (z niewielką przerwą lat 2005–2007, kiedy redaktorem naczelnym był Marek Horodniczy). Mamy tu także określony temat numeru (pośrednio, bo na okładce jest kilka haseł, ale to zostało wymienione na pierwszym miejscu): „Węgry – tysiąc lat samotności”.

Część merytoryczną numeru otwiera zestaw wierszy Piotra Cielesza, Krzysztofa Koehlera i Kariny Kulczyckiej. Być może wspomniany na wstępie Koehler to najbardziej rozpoznawalna postać, zasilająca na stałe łamy kwartalnika. W numerze 21/22 czytamy tylko jeden utwór poety pod tytułem „Msza o czwartej”, godny uwagi w kontekście religijności profilu „Frondy” – zarówno ze względu na tematykę, jak i podejście do tego zagadnienia. Wiersz jest „wzniosły” w formie (to właściwie poemat podzielony na kilka części), ale spostrzeżenia poety są raczej „przyziemne”, dotyczą codzienności, zwyczajności i monotonii ludzkiego doświadczenia: „nie wieje jeszcze wiatr, / a na asfalt naciera rozpaczliwie / słońce jakby ostatni raz, / i wciąż jeszcze jest czas, / bo msza o czwartej / i nic nie musi się stać / wyjątkowego, stare kobiety / zapełniają popołudnie wyjściem na mszę – / tę niedzielną telenowelę, / którą grają od dwóch tysięcy / lat i będą grać / tyle ile trzeba (a ile?) / lat (…) (K. Koehler: „Msza o czwartej”. „Fronda” 2000, nr 21/22, s. 9–10). Chodzenie na mszę może być – według poety obserwującego tę tradycyjną formę spędzania niedzielnego popołudnia – czymś równie bezmyślnym, jak gapienie się w telewizor, ale też – czymś tak samo zwyczajnym, „naturalnym”, pełnym życia.

Ważnym elementem polityki redakcyjnej „Frondy” są kampanie społeczne. Po tych kilku utworach poetyckich w numerze 21/22 umieszczono przekładkę o treści antyaborcyjnej. Wygląda to mniej więcej tak: w centrum strony znajduje się zdjęcie dziecka, które kuca między dużymi kamieniami, na trawie, prawdopodobnie gdzieś w lesie albo w górach. Dziecko ma nieco oskarżycielską minę (jakby chciało powiedzieć: „Czemu się tak na mnie patrzysz?”). Po prawej stronie umieszczono napis: „aborcja stop”, a u dołu tercynę: „chciałam mieć siostrę / tata chciał dom / nie mamy nic”. Zamiar retorycznego wpływania na opinię publiczną to także jedna z cech „Frondy”. Inne pisma kulturalno-literackie powstałe po 1989 r., powiedzmy „Pogranicza”, „Kresy” czy „Borussia”, raczej nie miały aż tak silnie zaznaczonej potrzeby ideowego określenia swojego stanowiska; wśród nowszych pism są i takie (jak „Krytyka Polityczna”), które angażują się równie mocno w sferę działalności społeczno-politycznej, stawiając na operowanie literaturą i jej okolicami jako narzędziem przekazu treści ideowych.

Nie brakuje we „Frondzie” recenzji nowości wydawniczych – w perspektywie europeistycznej to chyba wyraz chęci budowania „nowego kanonu” literatury polskiej. W numerze 21/22 czytamy obszerne omówienie autorstwa Wojciecha Wencla, w którym zostają zestawione dwa tomy poetyckie: „Znak niejasny, baśń półżywa” Jarosława Marka Rymkiewicza oraz „To” Czesława Miłosza. Wencel szuka, przede wszystkim u Rymkiewicza, oznak metafizyczności, choć pokazywanej w zwyczajnych, często przyziemnych sytuacjach; Rymkiewicz jest tu partnerem dla Miłosza (czy może: Rymkiewicz dla Miłosza?): „[Miłosz – przyp. S.I.] Podobnie jak Rymkiewicz, zdaje sobie sprawę, że konkret ziemi najskuteczniej odnosi człowieka do spraw ogólnych, ostatecznych: do Boga, istnienia w świecie, śmierci i pamięci” (W. Wencel: „Mistyka zaścianka”. „Fronda 2000, nr 21/22, s. 379). Nie ma tu miejsca na dokładną analizę tego porównania (czy Rymkiewicz faktycznie jest aż tak „religijny” w stosunku do Miłosza?), ale recenzja Wencla wpisuje się w strategię dobierania tematyki we „Frondzie”: to nie zawsze musi być religijność podana wprost, ale także coś, co krąży po orbicie pojęć związanych z metafizyką. Poza tym chodzi właśnie o konstruowanie kanonu literackiego z punktu widzenia konserwatyzmu – „Fronda” w ten sposób uzupełnia wiele lat nieobecności literatury „metafizycznej” w głównym obiegu.

„Tysiąc lat samotności”

Zagłębiając się w temat przewodni numeru 21/22, odnajdziemy artykuły i eseje o tematyce społeczno-politycznej: „Tysiąc lat samotności” Sonii Szostakiewicz – główny tekst numeru; „Sprzymierzeńcy z ducha” Zenona Chocimskiego – napisany wokół biografii naukowej Mariana Zdziechowskiego, znawcy historii Węgier; „Krucjata (o) Warneńczyka” Grzegorza Weigta, który przedstawia polsko-węgierską historię na przykładzie młodego króla, a także rozprawę na temat antysemityzmu na Węgrzech „Bóle fantomowe transformacji albo o pożytkach z walki z antysemityzmem” Marii Schmidt. Materiały tego wydania, oprócz tego, że w przeważającej części dotyczą tematyki Węgier, są skoncentrowane wokół pojęć społecznych, związanych z historią, polityką i obyczajowością w Europie Środkowej.

Sonia Szostakiewicz rekonstruuję węgierską historię i kulturę, zaczynając od IX w. po Chrystusie, żeby ukazać miejsce Węgier we współczesnej Europie. Ważną cechą Węgrów, pośrednio wynikającą z historii i geografii („przedmurze chrześcijaństwa”), była od zawsze religijność: „Węgrzy nie tylko bronili chrześcijaństwa, lecz również starali się praktykować je w życiu codziennym” (S. Szostakiewicz: „Tysiąc lat samotności”. „Fronda” 2000, nr 21/22, s. 28). Węgrzy są „outsiderami” Europy: mimo to autorka próbuje pokazać, w jaki sposób chrześcijańska tradycja staje się podstawą ich tożsamości narodowej. Można tę tezę rozciągnąć: chrześcijaństwo, przynajmniej przez ostatnie tysiąc lat, jest swoistą cechą tożsamości europejskiej.

Tekst Szostakiewicz zwraca uwagę jeszcze z innego powodu. Niektóre formy wypowiedzi (zarówno literackich, jak i publicystycznych) są bowiem częściej reprezentowane we „Frondzie” niż inne, na co zwróciła uwagę Magdalena Boczkowska, wskazując na taki gatunek, który spełnia zarówno warunki literackości, jak i publicystyczności na łamach: „W licznych numerach »Frondy« pojawiały się przede wszystkim eseje poruszające problemy religijne i społeczne” („Fronda. Pismo poświęcone”, w: „Pisma kulturalne w Polsce po 1989 roku. Leksykon”, pod. red. J. Gałuszki, G. Maroszczuk, A, Nęckiej, Katowice 2010, s. 97). Esej rzeczywiście jest z reguły „z przodu”, jak wyżej omówiony tekst (również w sensie koncepcji edytorskich poszczególnych numerów – główny temat, jeśli jest, zostaje przeważnie „opracowany” esejem umieszczonym na początkowych stronach).

Z kolei Grzegorz Weigt w tekście „Krucjata (o) Warneńczyka” przedstawia nie tylko legendarną postać młodego króla, ale także pokazuje unię polsko-węgierską na tle ówczesnych konfliktów w Europie. Porozumienie między Polakami a Węgrami stanowiło trzon ładu w Europie Środkowej w połowie XV w.: „Wobec klęski węgierskiego króla Albrychta w walce z Turkami i jego rychłej śmierci sejm, który zebrał się 1 stycznia 1440 roku w Budzie, opowiedział się za wyborem polskiego króla Władysława. Węgrzy potrzebowali kogoś, kto pokierowałby obroną kraju i zapewnił pomoc z zewnątrz” (G. Weigt: „Krucjata (o) Warneńczyka”. „Fronda” 2000, nr 21/22, s. 63). Węgrzy są bardzo bliscy Polakom, z którymi dzielą wspólną historię, królów, ziemie, tradycję, wytwory kultury – Węgry i Polska tworzą zatem „odrębny” organizm w Europie (pisze o tym Zenon Chocimski w przywołanym wcześniej tekście „Sprzymierzeńcy z ducha”, ale odwołując się do najnowszej historii obu krajów). Takich „sprzymierzeńców” szukają redaktorzy „Frondy”. Kto byłby w takim razie przykładem, z takich czy innych przyczyn, negatywnym?

„Coś poszło źle w Szwecji”

Numer 37 z 2005 r. został zatytułowany „Szwecjalizm” – chodzi oczywiście o szwedzki model państwa socjaldemokratycznego, które w pewnych aspektach jest w Europie tworem oryginalnym i godnym zastanowienia. Czy w związku z tym jest godny naśladowania?

W artykule „Groza szwecjalizmu” przywoływana już wcześniej Szostakiewicz kreśli obraz szwedzkiej polityki i nastrojów społecznych: oto Szwedzi stają przed wieloma dylematami (nie tylko politycznymi, ale także moralnymi), które trudno rozwiązać bezkonfliktowo. Autorka na przykład porównuje niektóre aspekty szwedzkiej socjaldemokracji do reżimów komunistycznych w Korei Północnej i na Kubie. Jednym z punktów wspólnych jest monopolizowanie przez te państwa przemysłu farmaceutycznego. Co jest ratunkiem przed „skomunizowaniem” Szwecji? Autorka powołuje się na wspólną politykę europejską: „Unia Europejska wywiera naciski na Sztokholm, aby apteki stały się częścią wolnego rynku” (S. Szostakiewicz: „Groza szwecjalizmu”. „Fronda” 2005, nr 37, s. 10). Szwecja jest zatem zagrożona, ale też stanowi „zagrożenie” dla innych państw Unii Europejskiej, ponieważ nie stosuje się do zasad obowiązujących wszystkich: „Szwedzka lewica, w odróżnieniu od komunistów w innych krajach, budowę socjalizmu postanowiła rozpocząć nie od nacjonalizacji gospodarki, lecz od zmian w sferze społecznej i obyczajowej” (S. Szostakiewicz, op. cit., s. 10). Jak Szwecja zmieniała się na przestrzeni lat?

Pisze o tym Nils-Eric Sandberg (przez wiele lat redaktor działu ekonomicznego szwedzkiego dziennika liberalnego „Dagens Nyheter”) w artykule pod tytułem „Co poszło źle w Szwecji?”. Autor zastanawia się nad powojenną historią Szwecji, zestawiając ją z dziejami innego europejskiego kraju: „Porównanie Szwecji i Szwajcarii wyraźnie wskazuje na to, że coś poszło źle w szwedzkiej gospodarce po roku 1970. Obydwa kraje znalazły się w doskonałej sytuacji po II wojnie światowej. Pozostały neutralne w sensie braku zaangażowania militarnego i pracowicie handlowały z wojującymi stronami. W 1945 roku, kiedy reszta Europy leżała w gruzach, Szwecja i Szwajcaria, z nienaruszonymi strukturami przemysłowymi, były gotowe do eksploatacji rynku stworzonego przy okazji odbudowy Europy za pieniądze z planu Marshalla (N-E. Sandberg: „Co poszło źle w Szwecji?”, „Fronda” 2005, nr 37, s. 24).

Współczesna Szwecja, na tle innych krajów Europy, nie radzi sobie tak dobrze, jak mogłoby się wydawać: „Umiędzynarodowienie konkurencji i technologii stawia coraz wyższe wymagania przystosowaniu i zmianom. Szwecja ma małą, otwartą gospodarkę mocno opartą na handlu zagranicznym. Z tego powodu, by podołać konkurencji, powinna mieć bardzo dobre mechanizmy przystosowawcze. Problemem jest to, że system podatkowy i opiekuńcze prawo stworzyły mocno wbudowane bariery zapobiegające zmianom” (N-E. Sandberg, op. cit., s. 37). Szwecja się nie rozwija i to jest według autora mankament tego kraju – także w porównaniu z innymi państwami Unii Europejskiej. „Frondę” interesuje zatem tematyka europejska także od strony ekonomicznej. To, co dzieje się w polityce i gospodarce, w jakiś sposób pociąga za sobą przeobrażenia sfery społecznej, wpływa na obyczajowość i nastawienie światopoglądowe. Szwecja znajduje się „po drugiej stronie” Europy, stanowi przykład państwa, które raczej, przynajmniej według redaktorów i autorów tekstów z tego numeru „Frondy”, chyli się ku nieuchronnemu upadkowi.

Podsumowanie

Żeby wzmocnić przekaz, „Fronda” wykorzystuje także inne formy działalności wydawniczej: przygotowuje książki, płyty z muzyką i filmami, w latach 1995–2001 realizowała „Program Poświęcony” dla TVP 1, obecnie tworzy portal internetowy fronda.pl. Jest w tych działaniach jednolitość, rozpoznawalność „marki”, która sprawia, że „Fronda” wydaje się być dobrze przemyślanym produktem marketingowym.

Kwartalnik wykorzystał transformację i „ucyfrowienie” mediów, żeby poszerzyć grono odbiorców i wszedł do przestrzeni Internetu. Portal „Frondy” zawiera sekcję bieżących informacji, filmy video (fronda.tv), miejsce na prezentację społeczności skupionej wokół portalu, a także blogi, forum i propozycje wydawnictwa. Uwagę zwracają dwie kategorie, które kojarzą się z religią: modlitewnik (gdzie użytkownicy mogą dodawać swoje modlitwy i ich intencje) oraz świadectwa (artykuły, relacje, rozmowy, które mają dawać świadectwo istnienia i wpływu Boga na życie ludzi). „Fronda” wychodzi zatem poza łamy czasopisma, staje się ruchem, grupą, która podejmuje specyficzną „walkę ideową” (jak wyjaśniał Górny znaczenie nazwy pisma). Po części ta aktywność jest zapewne związana z popularnością „Frondy” (do takiego wniosku dochodzi przywoływana wcześniej Magdalena Boczkowska), po części – właśnie z jej religijnym charakterem, który nakazuje tworzenie wspólnoty. Na obie te cechy – pisząc o religii w przestrzeni sieci – zwraca uwagę Piotr Siuda: „Charakteryzując współczesną religię, warto wspomnieć jeszcze jedną cechę, która ma ogromne znaczenie w kontekście zaistnienia religii w cyberprzestrzeni – współczesna religia coraz wyraźniej zbliża się do popkultury. Granicę między tymi dwiema sferami stają się zamazane i niewyraźne” (P. Siuda: „Religia a internet. O przenoszeniu religijnych granic do cyberprzestrzeni”. Warszawa 2010, s. 51). Popkulturowe są blogi, fora internetowe, filmy zamieszczane na portalach społecznościowych – to część kultury, z którą „Fronda” nie tylko mierzy się intelektualnie, ale także staje się jej, chcąc nie chcąc, integralną częścią (ostatni jak dotąd numer 64 ma na okładce hasło: „Cyber-zbawienie?”). W tej perspektywie portal fronda.pl jest nie tylko „przedłużeniem” idei pisma w wersji papierowej, ale także w dużej mierze samodzielnym tworem (ma zapewne trochę inny przekrój czytelników niż wersja tradycyjna).

Przedstawione tutaj cechy „Frondy” – zainteresowanie tematyką religijną, skupienie na sprawach społeczno-politycznych w perspektywie kondycji chrześcijaństwa w Europie, obyczajowość i moralność kojarzona z naukami Kościoła, ale także dobór gatunków wypowiedzi oraz pewna perswazyjność i przemyślana strategia promocyjna – składają się na obraz czasopisma religijnego, które jest jednym z głosów w dyskusji na temat kształtu współczesnej Europy. Co sprawiło, że religijność stała się znakiem rozpoznawczym „Frondy”?

Pośredniej odpowiedzi upatruję w książce austriackiego filozofa Borisa Budena pod tytułem „Strefa przejścia”. Autor rozprawy opowiada historię postkomunizmu, koncentrując się na najważniejszych wydarzeniach społecznych i politycznych, które rozgrywały się w Europie na przełomie lat 80. i 90. Druga część tej książki (zatytułowana: „Wiara: Bóg will tear us apart again”) została poświęcona kształtowaniu nastrojów społecznych przez religię i religijność. Autor twierdzi: „To, co nastało po upadku komunizmu, a mianowicie postkomunistyczne wyzwolenie Boga, można zasadniczo rozumieć jako jego wyjście z prywatnej sfery życia społecznego, dokąd wygnała go radykalna komunistyczna sekularyzacja. Wyzwolony Bóg nie wraca zatem z gułagu – co sugeruje paradygmatyczny obraz wyzwolenia spod komunistycznego totalitaryzmu – ale paradoksalnie z Kościoła, miejsca jego wygnania” (B. Buden: „Strefa przejścia”. Przeł. Michał Sutowski, Warszawa 2012, s. 93). Czy to znaczy, że „religijność” należy rozumieć jako wynik politycznej zmiany, jako „odprysk” wolności?

W pewnym sensie tak – „Fronda” powstaje przecież na etapie tworzenia wolnych mediów w Polsce (a więc także czasopism kulturalno-literackich), kiedy formują się rozmaite redakcje, o różnych poglądach politycznych. Pomysł twórców tego pisma był odpowiedzią na stopniowo postępującą sekularyzację społeczeństwa. Obecnie znajdujemy się już chyba w innej „rzeczywistości” – religia wraca do społeczeństwa, choć czasem na przykład pod postacią mediów, rozrywki czy popkultury. Badacze nowoczesnych społeczeństw – jak amerykański socjolog Peter L. Berger, który jeszcze do niedawna bronił tezy o sekularyzacji – uważają coraz częściej, że społeczeństwo przeżywa stadium „postsekularyzacji” (zob. Ch. Garbowski: „Wyobraźnia katolicka według Andrew Greeleya., „Przegląd Powszechny” 2002, nr 6, s. 398). Jaka będzie w związku z tymi przemianami kulturowymi przyszłość „Frondy”? Sądzę, że na kształt pisma coraz większy wpływ będzie miała cyberprzestrzeń, być może częściej do głosu będą dochodziły tworzące się wokół portalu grupy czytelników, będziemy poznawali kolejne wcielenia redakcji – ewolucja „Frondy” już się dokonała, ponieważ to nie tylko kwartalnik w wersji papierowej, ale przede wszystkim medialna „hybryda”, raczej grupa ludzi niż gazeta, „polityczność” wyrażana chyba jednak ponad estetyzmem, równolegle do języka, literatury, kultury.