Wydanie bieżące

15 października 20 (212) / 2012

Piotr Gorliński-Kucik,

„DROGI PANIE HOUELLEBECQ”

A A A
Michel Houellebecq – wybitny francuski pisarz, świetnie znany choćby z „Poszerzenia pola walki”, „Cząstek elementarnych” czy „Mapy i terytorium” – miał pewnego dnia spotkać Bernarda-Henri Lévy'ego: w Polsce znanego chyba troszkę mniej pisarza i filozofa związanego z alternatywnym wobec akademizmu ruchem „Nowa Filozofia”, a do tego autorem relacji z odległych zakątków globu. Spotkanie to stało się genezą „Wrogów publicznych” – książki złożonej z obszernych listów wymienionej dwójki. Obu wpływowych francuskich intelektualistów łączy – ich zdaniem – nadany im status wrogów publicznych. „Moim zdaniem ten, komu uda się zrozumieć, dlaczego to my, dwaj pisarze tak różni, staliśmy się we Francji naszej epoki chłopcem do bicia, tym samym wiele dowie się i o owej epoce” (s.236) – pisze Houellebecq.

Z jednej strony książka ta jest nieustającą polemiką, z drugiej – w trakcie jej lektury można odnieść wrażenie, że „płaszczyzna sporu” (s.8) momentami się rozmywa. „Wrogowie publiczni” stają się wówczas glosą do twórczości i biografii obu pisarzy. Lévy wspomina o dzieciństwie i związkach z wypieranym przez rodziców judaizmem; Houellebecq o relacjach z matką i z siostrą. Obaj żalą się na „sforę” złożoną z napastliwych biografów oraz nieprzychylnych dziennikarzy, ale i pocieszają się, że obok owej „sfory” jest jeszcze pewna, równie ważna, grupa ludzi, która wspiera ich i czeka na kolejne owoce ich pracy twórczej.

W kilku miejscach książki spór staje się nieco bardziej wyrazisty. Spójrzmy na kwestię walki zbrojnej. Houellebecq reprezentuje postawę pacyfisty, dla którego przemoc jest czymś na kształt atawizmu, a jedyną rozsądną formą walki wydaje się bierny opór. Lévy polemizuje: są sprawy, o które trzeba walczyć, „kiedy stawka dotyczy idei człowieczeństwa i nie ma innego wyboru, aby ją ocalić, istnieją pewne akty przemocy, które wypada jednak uznać (…) za coś, co samo przez się nam się narzuca i obowiązuje” (s.106). Lévy myśli tu o słusznej walce z nazizmem, którą przeciwstawia terroryzmowi; nie bez wpływu pozostały tu pewnie doświadczenia z wypraw w rejony ogarnięte wojną. Drugi spór tyczy się putinowskiej Rosji, którą Houellebecq ceni i lubi, a Lévy zdecydowanie krytykuje: za standardy demokracji, prześladowania polityczne, wojnę w Czeczeni i w Afganistanie. Wydaje się, że to ostatnie stanowisko bliższe będzie czytelnikom, zwłaszcza polskim.

Houellebecq’a cechuje swoisty eskapizm – ucieka ze sfery publicznej do sfery prywatnej, wyprowadza się z Francji do Irlandii, gdzie nie wymusza się na obywatelu uczestnictwa w życiu politycznym, ani nie nakłada się na niego wysokich podatków. Ale to tylko jedna twarz autora „Cząstek elementarnych”. Potrafi on także wściekać się na myśl o swojej nieautoryzowanej biografii i emocjonować książką swojej matki, która przedstawia go w niekorzystnym świetle. Z „Wrogów publicznych” przeziera Houellebecq prawdziwy – człowiek z krwi i kości, a nie kreacja, jaką mogliśmy dotąd poznać z jego powieści. Niemniej jednak Lévy ma rację, gdy siebie widzi bliżej Nietzschego, a swego korespondenta – bliżej Schopenhauera. I w tym miejscu powiedzieć musimy o kolejnym atucie książki. Jej autorzy obszerne nawiązują do filozofii i literatury (pojawiają się między innymi Spinoza, Kant, Lévinas, Sartre, Flaubert, Baudelaire, Rimbaud…), a także kina i świata polityki. Erudycja dwójki intelektualistów może onieśmielać i zachwycać.

Choć książka w pewnym sensie oscyluje wokół problemu krytyki nowoczesności – i tym samym porusza ważne problemy współczesnego świata – to trudno nie odnieść wrażenia, że miejscami ta elokwentna rozmowa dwóch intelektualistów skrzy się wyrafinowanym poczuciem humoru, ledwie zauważalną drwiną z członków „sfory”. Z tego powodu całość może jawić się – zwłaszcza w przypadku Houellebecqa – jako ucieczka w książkowy intelektualizm. Nie sposób też nie zwrócić uwagi na artystyczne walory „Wrogów publicznych”. Książka nawiązuje przecież do dobrze we Francji znanego i cenionego wzorca powieści epistolarnej. Choć atmosfera publicznej nagonki na obu intelektualistów podgrzać ma temperaturę wymiany ich listów, nie znajdziemy tu śladów pośpiechu. Houellebecq i Lévy czytają listy uważnie i długo na nie odpisują, nadając im piętno literackości, stosując chwyty retoryczne, zabiegi stylistyczne i mniej lub bardziej świadome uniki.

Choć książkę inaczej odbiorą czytelnicy wcześniejszych tekstów obu pisarzy, to znajomości takiej „Wrogowie publiczni” nie wymagają. Lektura tej epistolarnej polemiki sprawia ogromną przyjemność, jest wiele dającym spotkaniem z erudytami i pozwala posmakować intelektualnego życia współczesnej Francji.
Michel Houellebecq, Bernard-Henri Lévy: „Wrogowie publiczni”. Tłum. M.J. Mosakowski. Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2012.