ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 listopada 21 (213) / 2012

Katarzyna Górska,

SFILMOWANY NIEFILMOWY MATERIAŁ LITERACKI

A A A
NOWOŚCI WYDAWNICZE
Dzięki Korporacji Ha!art do rąk polskiego czytelnika trafiła książka o dość przewrotnym (jak okazuje się podczas lektury) tytule „Czycz i filmowcy”. Tytuł może zaskakiwać dlatego, że – po pierwsze – twórczość Stanisława Czycza od dawna uważana była za najbardziej niefilmowy materiał literacki, a jednocześnie historia polskiego kina pokazała, że dzieła tego pisarza bardzo często stanowiły inspirację dla filmowców właśnie. Po drugie, biorąc pod uwagę plejadę twórców polskiej kultury (pisarzy, filmowców, malarzy), którym poświęcona jest książka, zaskakiwać może to, iż wszystkie – często zaprezentowane z biograficzną dokładnością – osoby zostały przez autora wrzucone, za sprawą tytułu, do wspólnego worka z etykietą „filmowcy”. Fascynująca opowieść o polskim środowisku artystycznym tocząca się na tle minionej epoki nie dotyczy li tylko związków literatury i filmu, ale zgrabnie balansuje pomiędzy dwoma mediami, sięgając miejscami po malarstwo, fotografię czy po prostu przyjmując od czasu do czasu formę typowego wywodu biograficznego.

Piotr Marecki już we wstępie zakłada, że podejmie się próby przedstawienia „współpracy dwóch środowisk [filmowców i pisarzy – przyp. K.K.] prowadzącej do powstania rodzimego kina o przyliterackim statusie” (s. 5). Rzeczywiście, w książce filmowców jest wielu, bo pojawiają się tutaj: Marcin Latałło, Andrzej Titkow, Andrzej Wajda, Andrzej Barański. Temu pierwszemu autor poświęci bardzo dużo miejsca, sięgając przede wszystkim po wątek biograficzny i podkreślając motyw twórców „przeklętych”, ogarniętych przeczuciem zbliżającej się śmierci. W podobny sposób przedstawiona zostaje postać najbliższego przyjaciela Stanisława Czycza, którego historia obrosła już własną legendą. Andrzej Bursa nieustannie powraca niby cień w twórczości pisarza i u podejmujących temat jego literatury filmowców. Często sami krytycy twórczości Czycza dopatrują się w niej analogii i odwołań do Bursy, nawet jeśli zabiegi takie nie są do końca uprawnione. Książka zawiera także zabawne anegdoty dotyczące życia pisarza, w których przytacza on momenty, kiedy wielokrotnie był mylony z Andrzejem Bursą lub też część jego dokonań została zmarłemu koledze przypisana. Warto się w tym miejscu zastanowić, czy i dla czytelników postaci Andrzeja Bursy i Stanisława Czycza są w równym stopniu rozpoznawalne?

Niestety, jak zgrabnie określa to Marecki, „Czycz jest pisarzem nieprzeczytanym”. Jego twórczość nie znalazła się w żadnym kanonie lektur szkolnych, a nawet wśród filologów jest tematem niezwykle rzadko podejmowanym. Trudno dzisiaj rozstrzygnąć, czy jest on postacią nierozumianą i przez to świadomie pomijaną, czy też jego postawa artystyczna i życiowa zbyt mocno jeszcze odbiega od tego, co zwykliśmy doceniać u pisarzy stanowczo rozprawiających się z poprzednim systemem. Stwierdza Marecki: „Stanisław Czycz to autor, który świadomie i konsekwentnie pozostawał na obrzeżach życia literackiego. W okresie PRL-u był, jak się wydaje, najbardziej rozpoznawalną ikoną nieangażowania się i odrzucania układów, chociaż wcale o ten status nie zabiegał” (s. 9). Jego twórczość już w chwili powstawania znacznie wyprzedzała swoją epokę. Pisarz wielokrotnie walczył z cenzurą, a nawet z ograniczeniami technicznymi, jakie pojawiały się podczas przedruku jego pisanych jak muzyczne partytury wierszy.

Obrazy filmowe przywołane w książce można analogicznie określić jako częstokroć „nieobejrzane”. Dzieła takie jak: „Z pamięci” (1983) czy „Światło odbite” (1989) Andrzeja Titkowa, „Pozwólcie nam do woli fruwać nad ogrodem” (1974) Marcina Latałło, „Nad rzeką, której nie ma” (1991) Andrzeja Barańskiego czy nawet „Wszystko na sprzedaż” (1968) Andrzeja Wajdy nie należą do kanonu najbardziej rozpoznawalnych filmów w historii polskiego kina. Książka Piotra Mareckiego nie jest jednak wydawnictwem dla konesera – każdy może w niej znaleźć coś interesującego dla siebie. Przytoczone przez autora, często zabawne, perypetie twórców (zarówno literatów, jak i filmowców) składają się na świeże spojrzenie na realia PRL-u. Pokazują stanowiska artystów „niezaangażowanych”, starających się jedynie konsekwentnie podejmować swoje własne, egzystencjalne i uniwersalne tematy. Prowincjonalność i ucieczka przed Historią to ideały przyświecające każdemu z bohaterów dzieł Stanisława Czycza. Podobnie w książce Mareckiego rzecz ma się z artystami.

Publikacja „Czycz i filmowcy” nie jest tylko próbą pokazania pewnej społeczno-politycznej atmosfery towarzyszącej działaniom określonego pokolenia artystów. To także, a może przede wszystkim, intymne spojrzenie za kulisy powstawania wielu dzieł – to uchwycenie tego, co zwyczajne i zwykłe, a co nieustannie Stanisław Czycz starał się ocalić w swoich utworach. Marecki opisuje przyjaźnie, wzajemne fascynacje, a nawet konflikty, jakie rodziły się w relacjach między artystami. Wszystko to tworzy sentymentalną opowieść o czasach już minionych i dziełach nieznanych (nieczytanych i nieoglądanych), którym warto poświęcić więcej uwagi.
Piotr Marecki: „Czycz i filmowcy, czyli przyliteracki status kina polskiego”. Korporacja Ha!art, Kraków 2012.