Wydanie bieżące

1 listopada 21 (213) / 2012

Ewa Szkudlarek,

TORT Z KAWAŁKÓW WSPOMNIEŃ

A A A
Spektakl „Peepshow” w Teatrze Nowym w Poznaniu zaskakuje, niekiedy onieśmiela, często wzrusza i sprawia, że widz może się zgubić w krainie wspomnień, ale tylko po to, by za chwilę odnaleźć – swój czas? Swoje miejsce? A może swoją akcję? Taka retrospektywna podróż jest dużym wyzwaniem nie tylko dla reżysera i aktorów, ale także dla każdego człowieka codziennie analizującego swoje życie. Znacznie łatwiej bowiem obnażyć własne ciało niż wszelkie obrazy pamięci i towarzyszące im emocje. Podróży w czasie, jaką odbywamy razem z bohaterami, ich uczuciowych i emocjonalnych zmagań, ich wyborów, rozterek, pasji i namiętności – wszystkiego tego nie da się tak łatwo ogarnąć i pokazać zbyt lekką ręką.

Autobiograficzny tekst węgierskiego dramatopisarza i reżysera George’a Taboriego przeistacza się na scenie teatru w zbiorowe wyznanie aktorów, którzy przekonują, że droga każdego twórcy ma zawsze jakąś cenę. Tabori napisał „Peepshow” dla siebie; utwór ten stał się pewnego rodzaju dziennikiem dokumentującym jego życie osobiste i zawodowe. Jednak w teatralnym świecie płaszczyzny czasu i historia ludzkiego przemijania zacierają się i przenikają, tak jak fikcja i rzeczywistość, prawda i zmyślenie, radosny śmiech i bezsilny płacz. Pamięć łączy przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Wszystko, co było, i to, co będzie, dzięki prawom pamięci może być obecne w danej chwili. W ten sposób poszczególne wydarzenia zyskają spójność. A to, co wydawało się rozproszone, stanie się całością.

„Peepshow. Benefis aktora” w reżyserii Piotra Kruszczyńskiego to rzecz nie tylko aktorstwie i teatrze; spektakl stał się także pretekstem do ukazania artystycznej biografii jednego z poznańskich aktorów – Michała Grudzińskiego. Układ spektaklu przebiega od osobności do zbiorowości. Oto historia, jaką możemy odczuć – ta prywatna, intymna – ale czy skończona? Misio (Michał Grudziński) przygotowuje się do roli Króla Leara; wygłasza monologi do lustra ze swoim indywidualnym trelem i gestem. Nigdy nie jest w pełni sobą, gdyż role w życiu i na scenie podlegają ciągłemu przenikaniu i są trudne do pogodzenia. Bohater wspomina dzieciństwo oraz wczesną młodość, z której nie umie się wyzwolić. Aktywne i dynamiczne przeżycie zdarzeń z przeszłości jest wytworem ludzkiej wyobraźni. Sceniczny obraz psychiki to pole bitwy, na którym walczy się o zachowanie minimum kontroli i odrobiny stabilności w obliczu nieznośnej intensywności wewnętrznych przeżyć raz wprawionych w ruch przez ekstatyczne lub traumatyczne wydarzenie. Król Lear – aktor – człowiek pochyla się nad własnym życiem, dostrzegając jego niepowtarzalność i zasadę nieodwracalnego przemijania. Każdy inaczej doświadcza czasu: „U każdego człowieka przeżywanie czasu stale się zmienia. Doświadczenie czasu jest swego rodzaju barometrem, z którego można wyczytać, jaka jest relacja danej osoby do rzeczywistości. Jeżeli rzeczywistość postrzegamy jako nudną, wówczas czas upływa powoli, minuty wloką się w nieskończoność. Czas nie jest przeżywany jako dar, ale jako przekleństwo. Czas upływa najlepiej, kiedy nie koncentrujemy się na nim; najwłaściwiej spełnia swoją rolę, kiedy pozostaje w cieniu” (Stinissen 1999: 17).

Chętnie wyobrażamy sobie, że czas jest czymś absolutnym, że istnieje czas, który dotyczy całego wszechświata. Kojarzymy go sobie z obrazem tykającego zegara, kapiącą wodą czy przesypującym się piaskiem. Jest równy dla wszystkich i żyje własnym życiem; jest nieporuszony, niezależny od naszego chcenia i działania. Nie można powstrzymać jego biegu. Nic sobie z nas nie robi. Każdy człowiek – jak w teatrze Szekspira – odgrywa swoją rolę na scenie życia. W przedstawieniu widzimy kalejdoskop zdarzeń: narodziny w czasie powstania, trudne powojenne lata, epokę big beatu, okres fascynacji kinem i teatrem, wreszcie ważną rolę na scenie i doświadczenie pierwszej miłości. Poczucie przemijania to jedno z najbardziej elementarnych ludzkich przeżyć. Jego intensywność jest niejednakowa w różnych okresach życia. Im bardziej ów zasób czasu się kurczy, tym bardziej człowiek doświadcza zależności przemijania.

Spektakl „Peepshow” bazuje na kolażowej formie scenicznej, łączącej teatr dramatyczny, musical, sztuki plastyczne, wideo i taniec. Wszystko to służy spersonalizowanej narracji, w której zawarta została aluzja do historii. Postacie ciężarnej matki (pełna energii Bożena Borowska), ojca wychodzącego z kanału (zasadniczy Ildefons Stachowiak), niani (troskliwa Maria Rybarczyk), wreszcie łączniczek, pielęgniarek, żołnierzy wypełniają życiorys nie tylko jednego bohatera, ale całego wojennego pokolenia. „Historia to świadomość. (…) Stosunek do przeszłości podlega grze interesów rozmaitych sił politycznych. (…) Nie ma zgodnej oceny Powstania Warszawskiego (…) Dlatego, że w sprawie tak skomplikowanej dokonać jednoznacznej oceny się nie da” – stwierdza w wywiadzie Antoni Kroh (Koch, Bajer, „Odra” 2012, nr 9). Pamięć o niektórych wydarzeniach jest jak otwarta i sącząca się rana, ale nawet te najbardziej traumatyczne doświadczenia zaciera upływający czas. Każdy dzień odchodzi w niepamięć jak kolejna kartka z powstańczego czy zwyczajnego kalendarza. Życie człowieka, jego doświadczenie ciągłej walki i starania, które często nie przynoszą określonych rezultatów, jawią się jako nic nieznacząca i ulotna mgła. Świat jako miejsce zamieszkiwania istot ludzkich podlega ciągłemu ruchowi, który nic nie zmienia. Pokolenia przychodzą i odchodzą. Ludzkie twarze zmieniają się i przemieniają w niekończącej się procesji zdarzeń.

Oczywiście widzowie stają się świadkami nie tylko aktorskich prób i słownej wirtuozerii głównego bohatera. W krzywym zwierciadle odbija się cała galeria kobiet, które miały dla niego większe lub mniejsze znaczenie: namiętna Lady O. (Dorota Abbe-Kuźmińska), rezolutna Pani Puha (Sława Kwaśniewska), pełna tajemniczości Fałszywa Garbo (Oksana Pryjmak) wreszcie zagubiona Ciemna Dama (Antonina Choroszy). To właśnie kobiety są pewnego rodzaju lustrem dla Misia. W zwierciadlanych odbiciach rozmowy są zawsze niedokończone, pełne niedomówień, szalenie emocjonalne, rozedrgane, inspirowane muzyką. Konstelacje różnych damsko-męskich par delektują się życiem jak kawałkiem tortu z bitą śmietaną. Spektakl pozwala stać się przypadkowym świadkiem rozmów o miłości i odrzuceniu, historii i przeznaczeniu, o potrzebie wolności i realizowaniu własnych marzeń oraz cenie, jaką niekiedy za owe marzenia należy zapłacić. Czy życie jest tylko próbą w teatrze? A może raczej człowiek jest poddany próbie? Kiedy kończy się spektakl i cichnie śmiech na widowni, przypominają się jednak frazy wiersza Leopolda Staffa: „Znam gorycz i zawody, wiem, co ból i troska, / Złuda miłości, zwątpień mrok, tęsknot rozbicia, / A jednak śpiewać będę wam Pochwałę Życia” (Staff 1953: 280). Cóż, jeśli spadnie choć jedna łza, z pewnością oczyści niejedną duszę.

LITERATURA:
„Pojemność patriotyzmu”. Z Antonim Krohem, historykiem kultury, etnografem, tłumaczem, pisarzem rozmawia Magdalena Bajer, „Odra” 2012, nr 9.
Staff L.: „Poezje”. T. 1. Warszawa 1953.
Stinissen W.: „Wieczność pośrodku czasu”. Tłum. J. Iwaszkiewicz. Poznań 1997.
George Tabori: „Peepshow”. Reżyseria: Piotr Kruszczyński. Scenografia, światła, wideo: Mirek Kaczmarek. Kostiumy: Jola Łobacz. Muzyka: Paweł Dampc. Choreografia: Natalia Draganik. Obsada: Dorota Abbe-Kuźmińska, Bożena Borowska-Kropielnicka, Antonina Choroszy i in. Premiera: 4 maja 2012 w Teatrze Polskim w Poznaniu.