Wydanie bieżące

1 listopada 21 (213) / 2012

Anna Katarzyna Dycha,

JEZUS MARIA PESZEK. NIEPOTRZEBNE SKREŚLIĆ

A A A
Artystyczny ekshibicjonizm Peszek uprawiała już przed kilkoma laty, kiedy przy okazji „Marii Awarii” z 2008 roku na tapetę wzięła swoją intymność i życie erotyczne. Nuciła o napletkach, sklejonych ciałach, rozłożonych rękach i rozsuniętych udach. Nie było w tym jednak cienia wulgarności. Wtedy kolekcjonowała wzwody, teraz kolekcjonuje stany lękowe. Na płycie „Jezus Maria Peszek” dała bowiem wyraz swojemu załamaniu nerwowemu, które niedawno przeszła. Do życia przywrócił ją ukochany i pobyt na jednej z egzotycznych wysp. Nie wiem, czy przesadna autopromocja zrobiła płycie dobrze. Jestem jednak pewna, że nie potrzebuje ona reklamy – broni się sama. Więcej – jest najlepszym wydawnictwem w dorobku Peszek.

Śmieciowa królowa w smutek opakowana

Krążek zamyka tryptyk, na który prócz „Marii Awarii” składa się też debiutancka „Miasto mania”, i jest zbiorem niezwykłej urody tekstów, nie tylko o depresji, ale – a może przede wszystkim – o życiu. Maria Peszek to ciągle niepokorna artystka, która mimo złych nastrojów ma do siebie wielki dystans („ja niedobro narodowe, ja pod skórą drzazga […] ja porno, ja miazga, ja czarny kot, ja wściekły pies […] śmieciowa królowa”) i nawołuje do zadymy – „ej duszy podpalacze róbmy dym” („Ludzie psy”). Peszek dystansuje się też do stanu, który przeszła. Opowiada o nim rymując i bawiąc się słowami: „Załamanie nerwowe, dzwoń po pogotowie” („Nie ogarniam”). Może i nie ogarniała całej rzeczywistości, ale już ogarnia. „Dziś jest fajnie, jakby w głowie ktoś zapalił mi żarówkę” – zmienia się nastrój w „Wyścigówce”. „Teraz będę już szczęśliwa” – oznajmia wykrzyczany refren. Nastroje mają jednak to do siebie, że lubią się wahać (z załamaniami Peszek koresponduje utwór „Amy” w oryginalny sposób przypominający historię tragicznej śmierci brytyjskiej wokalistki). Negatywne emocje kumulują się w „Żwirze”, gdzie Maria „stoi w ciszy po kolana, w smutek opakowana, leży zakneblowana i tłucze głową o ścianę”. Jest na samym dnie. Przychodzi jednak ukojenie. „Jesteś rzeczą, która sprawia, że od razu się naprawiam” – wyśpiewuje w najbardziej rozradowanej i drażniącej tutaj piosence „Padam”. Mocno mnie zastanawia, czym podyktowany był jej wybór na singla.

Lepszy żywy obywatel, niż martwy bohater

Najmocniejszym utworem całego albumu jest szczerze wykrzyczany manifest „Sorry Polsko”. W tym protest-songu Peszek rozprawia się z patriotyzmem na wyrost. Przecież płaci abonament, kupuje bilety, chodzi na wybory i nie jeździ na gapę. Ale nie chce biegać po kanałach z karabinem, nie chce oddać za ojczyznę ani jednej kropli krwi, nie chce ginąć. Przecież „wystarczająco, przerażająco jest żyć” i „lepszy żywy obywatel, niż martwy bohater”. Temat zmęczenia Polską i hedonistyczna filozofia powracają w „Szarej fladze” – wymowne „wisi mi krzyż”.

Nie wierzę, nie urodzę syna

Peszek nie ukrywa też swojej niewiary. Trudno o bardziej szczere wyznanie, niż „Pan nie jest moim pasterzem”. Parafrazując Psalm 23 śpiewa o tym, że pan jej nie prowadzi, nie wierzy, nie klęknie, odłącza się od stada i schodzi na manowce. Na dokładkę w „Nie wiem, czy chcę” wyznaje, że nie chce być matką. Przewrotnie wciela się w rolę mężczyzny, który powinien mieć syna, posadzić drzewo i zbudować dom. „Nakarmimy morze bielą naszych ciał” – koi delikatny finał z pięknym akompaniamentem pianina.

Peszek podąża własną drogą

Muzycznie niebanalnie łączy się tu elektronika i alternatywa. Uwagę zwracają delikatne partie pianina i fortepianu. Brzmienia są jednak surowsze. Mniej się tu dzieje niż na poprzednim krążku „Maria Awaria”, który miał szersze instrumentarium i sięgał do różnych stylistyk. Wokalnie Maria potrafi zarówno zaciekle wykrzyczeć buntownicze wersy, jak i do ucha słodko nucić ballady. W pełni świadoma tego, co i w jaki sposób chce powiedzieć. Płyta „Jezus Maria Peszek” nie powinna być zaskoczeniem dla nikogo, kto miał przyjemność z poprzednimi dokonaniami artystki. Jest kontynuacją obranej przez Peszek własnej drogi, z podróży po której co jakiś czas wysyła do nas mocny, wyrazisty słowno-muzyczny przekaz. Trudno pozostać wobec niego obojętnym.
Maria Peszek: „Jezus Maria Peszek” [Mystic Production, 2012].